Wydali 2 miliony, a aplikacja ledwo działa. Jak rządowa agencja promuje regionalne produkty

Piotr Trudnowski | 18-10-2017 17:17:36 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Wydali 2 miliony, a aplikacja ledwo działa. Jak rządowa agencja promuje regionalne produkty
depositphotos.com

Blisko dwa miliony złotych państwowa agencja zajmująca się rolnictwem wydała na aplikację mobilną i stronę „Polska smakuje”, które mają promować regionalne produkty. Problem w tym, że mimo tak spektakularnych nakładów na stworzenie i promocję mało kto chce z nich korzystać. Nieliczni użytkownicy – koszt pozyskania jednego to jak na razie ponad 100 złotych! – wystawiają aplikacji fatalne recenzje. Kolejny raz okazuje się, że „dobra zmiana” chcąc promować patriotyzm konsumencki bardziej mu szkodzi, niż pomaga. Choć wydaje na to niebagatelne kwoty.  

Na początku września zapytaliśmy Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa o to, ile kosztowało stworzenie aplikacji mobilnej „Polska smakuje”, towarzyszącej jej strony internetowej oraz ich wypromowanie. Zwróciliśmy się również z prośbą o udostępnienie informacji ilu użytkowników zyskała aplikacja i strona internetowa. Pomimo ustawowego terminu 14 dni na pełną odpowiedź na wszystkie wnioskowane informacje czekaliśmy trzy razy dłużej.

17 października dowiedzieliśmy się, że z pieniędzy podatnika na wyżej wskazane cele wydano łącznie 1 975 930 złotych i 32 grosze. W czasie trwania najintensywniejszych i najdroższych działań promocyjnych – na promocję wydano bowiem ok. 83% powyższej kwoty – aplikacja i strona internetowa zyskały jedynie 19 374 użytkowników. To oznacza, że koszt pozyskania jednego użytkownika aplikacji wyniósł 101 złotych i 98 groszy!

Co to za projekt?

Aplikacja powstała w Agencji Rynku Rolnego (ARR), która z początkiem września została połączona z Agencją Nieruchomości Rolnych, tworząc właśnie Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa (KOWR). Po co? „Aplikacja będzie gromadzić informacje o lokalnych rolnikach i wytwórcach regionalnych produktów spożywczych. Każdy, kto produkuje żywność zgodnie z systemami jakości, działa w ramach rolniczego handlu detalicznego, może założyć własny profil, na którym zamieści informacje o swojej ofercie oraz dane kontaktowe. Profil będzie mógł być na bieżąco uzupełniany, a zdjęcia produktów zostaną zamieszczone przy opisie. Dzięki temu konsumenci, którzy coraz częściej i chętniej szukają zdrowej regionalnej żywności, będą mogli jednym kliknięciem odnaleźć lokalnych producentów (…) Chcemy zbudować platformę komunikacji pomiędzy producentami polskiej żywności a konsumentami, którzy taką żywność cenią i jej poszukują” – czytamy na archiwalnej stronie internetowej ARR.

Tyle teoria. Praktyka jest nieco bardziej przygnębiająca: gdy odwiedzimy stronę projektu www.polskasmakuje.pl albo uruchomimy w telefonie aplikację mobilną zobaczymy co prawda zdjęcia lub chociaż nazwy jakichś produktów, ale niestety nie dowiemy się, co mamy z nimi zrobić. Nie ma nawet prostej informacji czemu właściwie służyć ma aplikacja/strona, jakie produkty w niej znajdziemy etc. Brakuje nawet tak prostego wprowadzenia jak to powyższe, skopiowane ze strony ARR.  

Gdy w aplikacji mobilnej wybierzemy konkretny produkt – dla przykładu „miod-rzepakowy-z-jury-krakowsko-czestochowskiej” (pisownia oryginalna) – dowiemy się co prawda, że najpewniej powstaje w Pasiece Agnieszki i Roberta Łaszczych oraz że „miód rzepakowy najszybciej się krystalizuje ze wszystkich rodzajów miodów”, ale nic więcej z tą wiedzą nie będziemy mogli zrobić. Nie znajdziemy w aplikacji adresu producenta, żadnych danych kontaktowych, nie mówiąc już o możliwości zakupu produktu.

Nieco lepiej jest na stronie internetowej: tutaj teoretycznie możemy zobaczyć mapkę z lokalizacją producenta, adres strony internetowej i numer telefonu. Jedyny problem polega na tym, że popełniono prosty błąd w kodowaniu i po kliknięciu w teoretycznie aktywny link zostajemy dalej w serwisie „Polska smakuje”. Nie bądźmy jednak wybredni – linki nie muszą działać, zawsze możemy je sobie skopiować! Albo przepisać na kartkę i wklepać w okno przeglądarki…

Na co wydano te 2 miliony złotych?

Trzeba przyznać, że wakacyjna promocja aplikacji i strony faktycznie była intensywna, co skłoniło nas do zainteresowania się aplikacją. Na początku września zapytaliśmy zarówno o koszty stworzenia aplikacji i strony internetowej, jak i liczbę pozyskanych użytkowników. Czego się dowiedzieliśmy?

Na stworzenie aplikacji mobilnej i strony wydano 329 886 złotych. Wykonawca zamówienia – łódzka firma Mobilems sp. z o.o. – został wyłoniony w drodze przetargu w połowie kwietnia. Z datowanego na 15 września pisma, które otrzymaliśmy z KOWR, dowiadujemy się również, że „obecnie trwa II Faza Stabilizacyjna” (tj. „wdrożenie zmian wynikających z konieczności dostosowania strony i aplikacji do pierwszych ocen użytkowników – wystawców i konsumentów”) oraz że „firma przekroczyła termin oddania do użytku aplikacji, zgodnie z zawartą umową naliczone zostaną kary umowne, także finalna kwota zapłaty za realizację tego zadania zostanie pomniejszona”.

Cóż, każdy kto realizował jakiekolwiek projekty IT wie, że znaczne opóźnienia są w nim niemal normą. Niestety, zamawiający widocznie nie wzięli tego pod uwagę planując kampanię promocyjną. Ta, choć kosztowała kilkukrotnie więcej nie sama aplikacja, została przeprowadzona w czasie, kiedy funkcjonowała (i wciąż funkcjonuje) niestabilna wersja beta aplikacji i strony.

Jak dowiadujemy się bowiem z drugiego pisma, datowanego na 17 października, łącznie na działania promujące wydano 1 646 044 i 32 grosze. W ich ramach dofinansowano głównie inne państwowe spółki.

Ponad 300 000 złotych kosztował sam udział w „Lecie z radiem”. Budowa i organizacja 20 namiotów, w ramach których na regionalnych koncertach Polskiego Radia promowano aplikację i stronę, to ponad 670 000 zł. Realizacja audycji radiowych towarzyszących promocji: 246 000 zł.

Reportaże i rozmowy wyemitowane w „Pytaniu na śniadanie” w Telewizji Polskiej – 138 000 złotych. Wreszcie, ponad 150 000 zł kosztowała „strefa relaksu, w ramach której podróżni mogli odpocząć na leżakach z logo Polska smakuje, doładować urządzenia mobilne i dowiedzieć się więcej o kulinarnych regionach Polski”, którą umiejscowiono na warszawskim Okęciu.

Duże nakłady, marne efekty 

Twórcy wielu aplikacji mobilnych mogą zatem pozazdrościć „Polsce smakuje” budżetu reklamowego. Niestety – trudno uznać, że tak intensywna i kosztowna promocja odniosła zadowalające skutki. Liczba użytkowników aplikacji i strony internetowej pozostawia wiele do życzenia.

Z pisma datowanego na 15 września dowiadujemy się mianowicie, że od daty uruchomienia aplikację pobrano 4 348 razy w Google Play (Android), a w App Store (iOS) – 2 870.

Dla porównania: stworzona przez Klub Jagielloński aplikacja mobilna dotycząca podobnej tematyki, choć powstała niemal w całości pracą wolontariuszy i nie posiadała prawie żadnego budżetu promocyjnego (nasze łączne wydatki na Polę, z uwzględnieniem tworzenia bazy danych, kosztów serwerów i wydatków na reklamę na Facebooku rzędu kilkuset złotych, nie przekroczyły kilku tysięcy złotych), ponad 300 000 razy zainstalowana została na urządzeniach z Androidem, blisko 70 000 – na telefonach z iOS i kolejnych kilkadziesiąt tysięcy razy przez użytkowników Windows Phone.   

Oczywiście, Pola w listopadzie skończy dwa lata, a „Polska smakuje” została udostępniona dopiero w sierpniu. Problem jednak właśnie w tym, że mimo ponad półtora miliona złotych wydanego na jej promocję, efekty są dalekie od zadowalających! Co gorsza, te kosztowne działania realizowane były „od 24 czerwca do 31 sierpnia”. Oznacza to, że ponad połowa okresu prowadzenia działań promocyjnych przypadła na okres, kiedy aplikacja nie była jeszcze dostępna.

Do nieco ponad 7000 osób, które zainstalowały aplikację na telefonach, dodać powinniśmy jeszcze 12 156 osób, które od 24 czerwca do 13 września odwiedziły stronę www.polskasmakuje.pl. Sumując liczbę użytkowników aplikacji i strony mamy zatem 19 374 osoby.

Kiedy podzielimy łączną kwotę wydaną na stworzenie oraz promocję strony i aplikacji przez liczbę użytkowników okaże się, że każdy z użytkowników kosztował podatnika… ponad 100 złotych.      

Użytkownicy nie są przekonani

Wskazaliśmy wcześniej, że jakość wykonania strony i aplikacji pozostawia w naszej ocenie wiele do życzenia. Niestety, podobnego zdania są użytkownicy aplikacji. W skali 1-5 jej średnia ocena w Google Play to 1,7.

„Nie działa, nie pobiera danych”. „Nie działa, cały czas próbuje się uruchomić”. „Totalne dno” „Nic nie ładuje. Nie działa poprawnie”. „Ładowanie i tyle w temacie. Bezużyteczne”. „Szajs jeszcze raz szajs. W TV pięknie działa w rzeczywistości nawet mapa się nie włącza. Nie polecam”. „Nie no, gratuluję twórcom tej aplikacji. Używając języka kulinarnego, bo o tym ta apka, »mega pasztet«, hehe. Odinstalowałem w pośpiechu po tym, jak przez 10 min apka próbowała się uruchomić” – to tylko wybrane z komentarzy użytkowników aplikacji.

Obrońmy patriotyzm gospodarczy przed „dobrą zmianą”

Bezkosztowy sukces aplikacji Pola pokazał, że można wykorzystywać nowe technologie do promowania patriotyzmu konsumenckiego. Niestety znów okazało się, że gdy próbuje się to robić za pieniądze publiczne, to z żalem w sercu i czystym sumieniem można mówić o ich marnotrawstwie.

To bowiem nie pierwszy raz, kiedy mające rzekomo promować patriotyzm gospodarczy i świadomość konsumencką działania rządzących w praktyce przynoszą więcej szkody, niż pożytku. Przypomnijmy: rok temu weszła w życie przygotowana w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi ustawa, która reglamentuje korzystanie z określenia i znaczka „produkt polski”, a jednocześnie, przed czym ostrzegaliśmy, dopuszcza jego używanie na produktach zagranicznych firm.

Za publiczne pieniądze i z udziałem notabli organizowany jest również „Kongres 590”, który promuje traktowanie prefiksu 590 w kodzie kreskowym jako oznaczenia polskości produktu. Problem w tym, jak również punktowaliśmy przy okazji pierwszej edycji Kongresu, że do oznaczenia produktu tym kodem wystarczy zarejestrowana w Polsce spółka-krzak: kapitał i produkcja mogą być w pełni zagraniczne. Zgodnie z metodologią, którą opracowaliśmy dla potrzeb aplikacji Pola, produkt z kodem kreskowym zaczynającym się od 590 w skrajnym przypadku może uzyskać… jedynie 10 na 100 punktów! 

Sprawdza się zatem powiedzenie „Boże, strzeż mnie od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam”. Urzędnicy i decydenci, zapewne powodowani szlachetnymi pobudkami promowania dobrych, polskich i regionalnych produktów, umacniają fałszywe stereotypy ich dotyczące. Tak jest też w przypadku aplikacji „Polska smakuje”, której samo wykonanie i sposób prezentacji produktów nie wywołują pozytywnych skojarzeń. Przy okazji zaś – marnotrawione są publiczne pieniądze.   

Podziel się artykułem:

Piotr Trudnowski
Redaktor naczelny jagiellonski24.pl. Członek zarządu Klubu Jagiellońskiego. Mąż Karoliny, ojciec Leona.

Napisaliśmy już 2054 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Pewną formą kompromisu jest postulowany na forum europejskim pomysł finansowania agencji w formie rozproszonych składek płaconych przez uczestników rynku.

Tyrani, bez których nie możemy się obejść. Czy Polska potrzebuje narodowej agencji ratingowej?

Tyrani, bez których nie możemy się obejść. Czy Polska potrzebuje narodowej agencji ratingowej?

Mateusz Mazur

Biorąc pod uwagę wnioski raportu, rozbudowę niemieckiej armii i presję dyplomatyczną ze strony Berlina uspokojenie Niemiec wydaje się być w interesie Polski.

Powrót mocarstwowych ambicji? Niemieckie wizje przyszłości Europy

Powrót mocarstwowych ambicji? Niemieckie wizje przyszłości Europy

Michał Kuź

Mieszkanie Plus może stać się projektem flagowym na drugą połowę rządów PiS, tak jak przez pierwsze dwa lata na sztandarach noszone było 500 Plus.

„Polska poniżej średniej” Nowa wspólnota polityczna według PiS

„Polska poniżej średniej” Nowa wspólnota polityczna według PiS

Piotr Kaszczyszyn
Następny artykuł:

A jak to rozwiązali na Zachodzie? Przegląd systemów kontroli konstytucyjności

A jak to rozwiązali na Zachodzie? Przegląd systemów kontroli konstytucyjności