Czas na gospodarcze zaangażowanie Polonii

Anna Maria Anders | 02-05-2018 17:19:10 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Czas na gospodarcze zaangażowanie Polonii
www.flickr.com/photos/romanboed/

Uważa się, że to właśnie dzięki podtrzymywaniu kontaktów z amerykańską diasporą Chiny stały się „fabryką świata”, Izrael głównym miejscem badań i rozwoju dla wielu międzynarodowych korporacji, a Indie istotnym centrum technologii. Jeśli chcemy dalszego rozwoju krajowej gospodarki oraz większej aktywności polskich firm na międzynarodowych rynkach, powinniśmy zacząć aktywniej współpracować z Polonią. Główna rola rządu powinna polegać na identyfikowaniu i łączeniu wybitnych jednostek oraz organizacji za granicą i w kraju, a potem mobilizowaniu ich do wspólnego działania.

Kilka lat temu rysunek na okładce tygodnika The Economist przedstawiał egzotyczną dżunglę, a w niej grupę pingwinów zajmujących się prowadzeniem biznesu. O co chodziło w tym rysunku wyjaśniały umieszczone nad ptakami tytuł wydania – „Magia Diaspory“ –  oraz podtytuł: „jak sieci kontaktów biznesowych tworzone przez emigrantów zmieniają świat”. Zapowiedziany na pierwszej stronie tekst przekonywał, że: „sieci kontaktów w ramach diaspory (niezależnie od tego, czy była ona tworzona przez Hugenotów, Szkotów, Żydów, czy przedstawicieli innej z wielu nacji) stanowiły od zawsze potężny biznesowy atut. Jednak odkąd podróżowanie stało się tak proste i tanie jak chyba nigdy dotąd, diaspory stały się znacznie większe i liczniejsze. Wraz z nimi zaś wzrosły potencjalne korzyści, które można osiągać, jeśli potrafi się wykorzystywać sieci kontaktów tworzone przez diasporę”. Na koniec tekstu przypomniano, że „wspólnota językowa i wspólne korzenie ułatwiają prowadzenie międzynarodowych biznesów”.

W czym konkretnie może pomóc nam Polonia?

Czy Polska i polskie firmy opracowały strategię wykorzystania w celach biznesowych międzynarodowej sieci Polonii? Potencjał jest tu wielki, ponieważ grupę osób urodzonych w Polsce lub posiadających polskie korzenie szacuje się nawet na ponad 20 milionów osób (z czego ok. 10 milionów mieszka w USA, 2 miliony w Niemczech i ponad milion w Wielkiej Brytanii i Francji). Jeśli chcemy dalszego rozwoju krajowej gospodarki oraz większej aktywności polskich firm na międzynarodowych rynkach, to powinniśmy zacząć aktywniej współpracować z Polonią. W tym tekście wyjaśniam, na jakich polach polski rząd i firmy mogą współpracować z Polonią, gdzie szukać inspiracji dla tworzenia szczegółowej strategii takiej współpracy oraz od czego ją zacząć.  

Ricardo Hausmann (profesor Uniwersytetu Harvarda i były minister ds. planowania rządu Wenezueli) w tekście opublikowanym w 2015 roku na stronie World Economic Forum wspomina, że Fidel Castro użył kiedyś wobec Kubańczyków żyjących za granicą obraźliwego określenia robaki (gusanos). Oczywiście polemizuje on z Castro i wyjaśnia, że diaspora „może być wielką wartością napędzającą wzrost gospodarczy [ojczyzny] (…), mostem umożliwiającym przepływ nie tylko kapitału do rodzin pozostałych w ojczyźnie, ale również wiedzy. Stanowi także potencjalne źródło szans handlowych, inwestycyjnych, źródeł inspiracji oraz możliwości budowania sieci biznesowych relacji“. Tym samym Hausmann wymienił korzyści gospodarcze, które ojczyzna ma szansę osiągnąć, współpracując z rodakami za granicą. Chciałam przyjrzeć się nieco szerzej kilku najważniejszym z nich.

1. Przekazy pieniężne

Najbardziej oczywisty udział Polonii w krajowej gospodarce polega na dokonywaniu przekazów finansowych do ojczyzny. Osoby, które wyjechały do pracy za granicę, wspierają rodzinę w kraju i przesyłają bliskim zarobione dolary, euro lub funty. Narodowy Bank Polski podał niedawno, że w III kwartale 2017 r. Polacy pracujący za granicą przesłali do Polski 4,3 mld złotych. Jak więc widać, troska Polonii o rodziny w Polsce jest bardzo silna. Dlatego, niżej skoncentruję się na mniej oczywistych sposobach współpracy gospodarczej z Polonią.

2. Emigranci to pierwsi potencjalni odbiorcy polskich produktów i usług za granicą

Grupa naukowców uniwersytetu Harvarda przez kilka lat analizowała historię podboju globalnych rynków przez spółki (w tej grupie znalazły się m.in. Haier, Tata i Lenovo), które w pewnym momencie opracowały innowacyjne produkty lub usługi i zdecydowały się podjąć rywalizację o międzynarodową klientelę z firmami o ustabilizowanej pozycji na światowych rynkach. Ponieważ dysponowały mniejszymi budżetami niż ich rywale, musiały działać sprytnie i oszczędnie. Jedna ze zidentyfikowanych sprytnych strategii została opisana w tekście „Diaspora Marketing”, opublikowanym w Harvard Business Review z października 2013 roku. Okazało się, że badane spółki w trakcie międzynarodowej ekspansji starały się wykorzystać potencjał związany z diasporą pochodzącą z ich krajów pochodzenia. Spółki te kierowały się w pierwszej kolejności do tych państw, w których diaspora była najliczniejsza. Pozwalało to na zdobycie początkowej grupy klientów i wygenerowanie pierwszych przychodów. Dopiero w drugiej kolejności zabiegały o klientów spoza diaspory.

Polscy przedsiębiorcy, planujący podbój zagranicznych rynków, powinni więc zastanowić się, czy mogą w tym procesie odwołać się do lokalnej Polonii jako „pierwszych” odbiorców ich produktu lub usług.

Niektóre polskie firmy zdają się realizować już ten scenariusz. Kiedy w 2016 roku polski producent ubrań Reserved wszedł na rynek brytyjski i otworzył swój sklep przy prestiżowej londyńskiej Oxford Street, Ray Gaul (główny analityk w Kantar Retail) skomentował dla dziennika The Guardian: „Polacy stanowią obecnie największą (nie-Brytyjską) grupę etniczną w Zjednoczonym Królestwie. To dobry znak dla Reserved, który będzie maił mocną bazę kliencką w postaci emigrantów, którzy znają markę i mogą być zainteresowani zakupami”. Ciekawym przykładem może być w tym kontekście również popularność sklepów z polską żywnością otwieranych na Wyspach Brytyjskich w odpowiedzi na zapotrzebowanie polskiej emigracji. Z czasem zdobyły one popularność również u innych mieszkańców Wielkiej Brytanii.

3. Emigranci mogą być źródłem ciekawych know how i siecią kontaktów

Profesor Philip Curtin, historyk z amerykańskiego John Hopkins University, twierdzi, że już od początków osadnictwa, handel rozwijał się najczęściej w oparciu o sieć kupców tego samego pochodzenia etnicznego, którzy jednak opuścili swoją ojczyznę i żyli wśród obcych. W taki sposób sieci handlowe rozwijali na przełomie wieków np. antyczni Grecy czy Fenicjanie, a później Liga Hanzeatycka oraz holenderskie i brytyjskie kompanie handlowe.

Dzisiejsza emigracja ułatwia transgraniczne inwestycje, ponieważ stanowi źródło wiedzy dla inwestorów z innych krajów na temat szans inwestycyjnych nawet w odległych lokalizacjach. Na przykład za jeden z powodów skuteczności z jaką irlandzkie start-upy podbijają Dolinę Krzemową uważa się dobrze skomunikowaną, sprawnie działającą i wspierającą się nawzajem irlandzką diasporę w USA.

Polskie firmy, wchodzące na dany rynek zagraniczny, powinny więc starać się nawiązać kontakt i współpracować z innymi polskimi przedsiębiorcami już obecnymi na tym rynku. Natomiast rząd powinien starać się wspierać budowę i animację sieci Polaków pracujących w branży finansowej i inwestycyjnej w Londynie, Nowym Yorku, czy Kalifornii. Mogliby oni stanowić punkt pierwszego kontaktu dla rodaków przybywających tam po raz pierwszy w poszukiwaniu finansowania lub klientów.

4. Bezpośrednie inwestycje zagraniczne dokonywane przez emigrantów

Azjatycki czebol Lotte Group (które jest m.in. właścicielem fabryki czekolady E.Wedel) został założony w powojennej Japonii przez pochodzącego z Korei Shin Kyuk-ho. Założyciel Lotte zaczynał od produkcji gumy do żucia, by stać się jednym z najbogatszych ludzi w Azji. Za najbogatszego człowieka w Japonii jest uważany natomiast inny Koreańczyk, o pokolenie młodszy Masayoshi Son. Jako założyciel i CEO Soft Banku –będącego m. in. wczesnym inwestorem w spółkach takich jak Alibaba, Uber, czy WeWork – zdobył fortunę inwestując w nowe technologie. Obaj biznesmeni, świadomi swoich koreańskich korzeni, starali się inwestować znaczną część zakumulowanego przez siebie majątku w przedsięwzięcia ulokowane właśnie w Korei.

Jednak to nie sentyment do ojczyzny powinien być głównym powodem dla inwestowania w Polsce.

Dlaczego więc emigranci mieliby inwestować w kraju pochodzenia? Choćby dlatego, że dzięki większej wiedzy na temat Polski mają szansę dostrzec ciekawe okazje inwestycyjne niewidoczne dla inwestorów zagranicznych.

Znajomość polskiego może im pomóc budować lepsze relacje z lokalnymi partnerami biznesowymi. Najprawdopodobniej będzie im również łatwiej oszacować i zrozumieć pewne okoliczności, które pozostali mogą uznać za ryzyka biznesowe.

Jeśli jednak wciąż trudno jest nam dziś uwierzyć w to, że Polonia zacznie na większą skalę inwestować w Polsce, dobrze jest pamiętać, że nie my pierwsi stoimy przed wyzwaniem zainteresowania diaspory współpracą gospodarczą z ojczyzną. Dan Senor i Saul Singer w swojej głośnej książce „Naród start-upów“ wspominają, że przez długi czas zdecydowana większość amerykańskich inwestorów żydowskiego pochodzenia „trzymała się z daleka od izraelskiej gospodarki”.

Dopiero sukcesy gospodarcze Izraela sprawiły, że „wielu Żydów z diaspory zobaczyło w tym kraju miejsce, gdzie można robić interesy, a nie tylko miejsce, które stara się przyciągnąć ich współczucie i działalność filantropijną”.

Pierwsza baza zdobyta. Gospodarczych sukcesów Polski nie brakuje, ciekawych firm również nie. Najwyższy więc czas, aby przekonać przedstawicieli Polonii, którzy aktywnie inwestują w różne aktywa do alokowania przynajmniej części z nich w Polsce.

5. Otwieranie oddziałów w Polsce przez globalne korporacje

W „Narodzie start-upów” opisano  również jak doszło do otwarcia w Izraelu pierwszego centrum badań i rozwoju firmy Cisco. Ta globalna korporacja z siedzibą w Kalifornii nie chciała stracić swojego dyrektora ds. inżynierii i architektury pochodzącego z Izraela. Więc kiedy ten menadżer zdecydował się na powrót do ojczyzny po kilkunastoletniej karierze w USA… otworzyła centrum specjalnie dla niego.

Oczywiście, chęć powrotu do Polski menadżera lub inżyniera o polskich korzeniach to wymarzony scenariusz. Jednak bardzo korzystny może być również dla nas także scenariusz, w którym jakaś korporacja planuje otwarcie oddziału, fabryki, centrum B+R w Europie lub naszej części kontynentu i szuka optymalnej lokalizacji. Powzięcie takiej informacji oraz możliwość dostarczenia menadżerowi takiej korporacji o polskich korzeniach argumentów dla rozważenia lokalizacji w Polsce może być dla nas wielką szansą na przyciąganie jeszcze większej liczby ciekawych inwestycji.

Profesor Davesh Kapur twierdzi, że to Hindusi zatrudnieni w firmach takich jak Yahoo, Hewlett Packard, czy General Electric doprowadzili do otwarcia ich jednostek badań i rozwoju w Indiach. Musimy więc podjąć działania w celu dotarcia do Polaków zajmujących wysokie stanowiska w globalnych korporacjach, podtrzymywać z nimi kontakt oraz starać się dostarczać im argumentów, wykazujących dlaczego np. otwarcie centrum badawczo-rozwojowego przez ich firmy w Polsce to znakomity i opłacalny dla nich pomysł.

Gdzie szukać inspiracji do działania?

Świadomość wartości diaspory konkretyzuje się w działaniach podejmowanych przez różne państwa w celu animowania rodaków mieszkających za granicą. Liderem działań w tym zakresie jest Irlandia, którą zamieszkuje około 6 milionów mieszkańców, podczas gdy nawet 80 milionów osób rozsianych po całym globie przyznaje się do irlandzkich korzeni (choć często nigdy nie odwiedzili rodzinnej wyspy).

Aktywną współpracę z diasporą prowadzi również wspomniany już Izrael. Indie rozpoczęły współpracę z diasporą dopiero w 2002 roku, ale zabrały się do działania bardzo aktywnie i mają na tym polu wiele sukcesów. Aktualnie współpraca przejawia się m.in. w skrojeniu regulacji dotyczących zagranicznych inwestycji czy nawet zasad przyznawania wiz z myślą o inwestorach wywodzących się z diaspory. Hinduskie władze spotykają się też regularnie z rodakami, którym udało się osiągnąć sukces za granicą. Strategie współpracy z diasporą obejmujące wiele wymiarów społecznych, kulturowych, politycznych, edukacyjnych czy finansowych są realizowane również np. w Nowej Zelandii, Szkocji, RPA, Kanadzie, Australii i Singapurze.

Możliwości dostępne „od zaraz”

Pomysły na to, jak przedstawiciele Polonii mogą choćby dziś w łatwy sposób zainwestować w Polsce, przedstawiłam niedawno w tekście opublikowanym w dzienniku Rzeczpospolita. Wiążą się one przede wszystkim z zagranicznymi funduszami inwestycyjnymi, które w ostatnim czasie zaczęły aktywniej wchodzić na polski rynek. Stało się to przede wszystkim dzięki coraz lepszej rozpoznawalności polskich start-upów w świecie, ale do pewnego stopnia również dzięki zabiegom polskiego rządu, Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR) i Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR).

Wśród takich funduszy można wskazać np. londyńskie DN Capital i Atomico, czy szwajcarsko-amerykański Evolution Equity Partners. W te fundusze zainwestował Fundusz Witelo, powołany kilkanaście miesięcy temu przez PZU S.A., Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Ministerstwo Rozwoju. Na pewno nie jest to propozycja dla każdego, ale jest ona łatwo dostępna już teraz, z perspektywy Londynu czy USA.

Niedługo liczba zagranicznych funduszy, aktywnych w Polsce znacznie się zwiększy. Po pierwsze, Witelo planuje kolejne inwestycje. Po drugie, w najbliższym czasie PFR Ventures (spółka córka Polskiego Funduszu Rozwoju) oraz NCBiR zainwestują kilkaset milionów euro w prywatne fundusze venture capital gotowe do włączenia się w rozwój polskich innowacji.

Możliwości budowania relacji z diasporą dają również biznesowe konferencje i kongresy gospodarcze. Są one szansą na spotkanie, rozmowę i zainteresowanie Polonii polską gospodarką, zaprezentowanie jej aktywności i innowacji.

Jeden z irlandzkich specjalistów do spraw współpracy z diasporą, Kignsley Aikins, opisał w swoim podręczniku na temat kontaktów z diasporą kilka podstawowych cech skutecznej komunikacji z rodakami na obczyźnie. Zaczął od tego, że powinna być ona prowadzona przy użyciu nowych technologii oraz częstych kontaktów bezpośrednich. Technologia umożliwia komunikację na masową skalę i docieranie do wszystkich potencjalnie zainteresowanych, jednak „networking w ramach diaspory to sport kontaktowy”, tak więc nic nie zastąpi osobistych relacji i regularnych spotkań. Główna rola rządu powinna zdaniem Aitkinsa polegać na identyfikowaniu i łączeniu wybitnych jednostek oraz organizacji za granicą i w kraju, a potem mobilizowaniu ich do wspólnego działania. Podkreśla on również, że przedstawiciele rządu powinni być łatwo dostępni i umieć budować długotrwałe relacje, a potem w odpowiedni sposób takimi relacjami zarządzać, żeby angażować poznane osoby w konkretne projekty biznesowe i środowiskowe, dające wymierne efekty. Polscy politycy wszystkich partii powinni traktować te działania jako jedno z naszych podstawowych zadań domowych.

Podziel się artykułem:

Anna Maria Anders
Senator RP IX kadencji. Absolwentka filologii romańskiej na University of Bristol oraz amerykańskiego Boston University, gdzie uzyskała tytuł MBA w dziedzinie ekonomii. Pracowała w ONZ oraz biurze prasowym UNESCO. Była prezes Fundacji im. Generała Władysława Andersa.

Napisaliśmy już 2198 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Wszystkie idee zachodnie były wówczas przez nas bezkrytycznie przyjmowane, bo przyszły do nas z innego, lepszego świata. Stanowiły oczywistą przeciwwagę dla socjalizmu, więc musiały być dobre.

Giza-Poleszczuk: Jako socjologowie straciliśmy zdolność prawdziwej analizy [ROZMOWA]

Giza-Poleszczuk: Jako socjologowie straciliśmy zdolność prawdziwej analizy [ROZMOWA]

Krzysztof Mazur

Już dwa lata temu Federacja Farmaceutyczna Wenezueli szacowała, że niedostępnych jest 85% podstawowych medykamentów.

Upadły socjalistyczny raj. Wenezuela przed wyborami

Upadły socjalistyczny raj. Wenezuela przed wyborami

Andrzej Kohut

Na samym placu Republiki w centrum Erywania zebrało się około 250 000 osób, czyli ok. 8,5 procent wszystkich mieszkańców Armenii.

Niespodziewana rewolucja, oczekiwana zmiana. Nowe otwarcie w Armenii?

Niespodziewana rewolucja, oczekiwana zmiana. Nowe otwarcie w Armenii?

Michalina Bojanowska
Następny artykuł:

Flaga to nie szmata z nazwą miejscowości. Jak z szacunkiem posługiwać się „biało-czerwoną”?

Flaga to nie szmata z nazwą miejscowości. Jak z szacunkiem posługiwać się „biało-czerwoną”?