Cepelia, czajnik i PESA. Wystawa, która może zmienić Wasze spojrzenie na piękno

Barbara Szewczyk | 18-03-2018 14:25:22 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Cepelia, czajnik i PESA. Wystawa, która może zmienić Wasze spojrzenie na piękno
http://www.designbiznes.pl

Czy urządzając mieszkanie, kupując przedmioty codziennego użytku lub korzystając z nich w przestrzeni miejskiej myślimy o ich pochodzeniu? Kto je zaprojektował? Czy to masowa produkcja z Chin czy artystyczne rzemiosło? Jaka jest ich historia? Które z nich powstały w Polsce? Wiele z tych pytań można zadać sobie po raz pierwszy odwiedzając nową galerię stałą w Muzeum Narodowym w Warszawie.

W poszukiwaniu „prapolskiego” stylu

Galeria Wzornictwa Polskiego, otwarta w połowie grudnia minionego roku, prezentuje kolekcję przedmiotów z XX i XXI w. Dopiero na początku poprzedniego stulecia zaczął kształtować się odrębny styl wzornictwa, który można nazwać „polskim”. Wcześniej rodzimi artyści poruszali się w kręgu stylów powszechnych w całym zachodnim świecie.

Jednak u progu nowego świata – rodzenia się państw narodowych i zbliżającego się wielkimi krokami schyłku potężnych monarchii rządzących dotychczas w Europie – wytworzył się artystyczny ferment, w którym twórcy różnych dziedzin sztuki poszukiwali stylu narodowego.

Wystawa zaczyna się od małej prezentacji przedmiotów zaprojektowanych przez Stanisława Witkiewicza, twórcę stylu zakopiańskiego, pierwszego trendu w sztuce użytkowej posiadającego wyrazisty rodzimy charakter. Architekt i projektant wnętrz inspirował się rzemiosłem Podhala i upatrywał w nim zakonserwowanego, „prapolskiego” stylu, w duchu którego stworzył właściwie osobną szkołę. W tym stylu projektowało wielu artystów, natomiast wykonawstwo częstokroć należało do rdzennych górali. Chłopskie wzory przetransponowano do miejskiego stylu życia – i tak kształt drewnianych dzbanków do mleka czy czerpaków do wody odwzorowano w ceramicznym serwisie śniadaniowym, który oglądać można na wystawie.

Galeria zajmuje przestrzeń tylko jednej sali, dlatego wiele tematów potraktowanych jest dość lapidarnie. Przykładem tego jest kawałek ściany, na której zaprezentowano kilka elementów z międzywojnia, bardzo istotnego okresu dla rozwoju wzornictwa i poszukiwania polskiego stylu.

Wzmiankę o realizacji polskiego pawilonu na Wystawę Sztuk Dekoracyjnych i Przemysłu w Paryżu w 1925 r., który otrzymał Grand Prix i większość medali, można z łatwością przeoczyć. Tymczasem to wydarzenie było zwieńczeniem dążeń polskich artystów, którzy po odzyskaniu niepodległości w duchu pozytywistycznej pracy całego społeczeństwa nad dźwignięciem na nogi nowego państwa uporczywie poszukiwali swoistego języka artystycznego.

Plonem tych działań było powstanie bardzo spójnego w zamyśle pawilonu, którego architektura, jak i wystrój wnętrz ze wszystkimi drobiazgami zrealizowano w duchu polskiego art-deco, czerpiącego ze wzorów ludowyc.

Okres II wojny światowej zablokował rzecz jasna rozwój polskiego wzornictwa, choć przy okazji wytworzył (albo umocnił) umiejętności polskich projektantów do realizowania przeróżnych praktycznych wyrobów artystycznych w środowisku ogólnego deficytu. Ciekawym eksponatem są sandały i torebka z 1945 r. wykonane z kawałków drewna i sznurków.

S
ztuka codziennego użytku

Największa część wystawy poświęcona jest wzornictwu okresu PRL. Możliwe, że spowodowane jest to modą na przedmioty z tamtego okresu. Powrót w meblarstwie czy ceramice do lat 60. to światowy trend. Nawet sieciowi zagraniczni producenci (np. Ikea) oferują umeblowanie w takim stylu. Wyroby ceramiczne tamtego okresu są bardzo pożądane na rynku wtórnym i potrafią osiągać zawrotne ceny. Wreszcie, to przede wszystkim kolekcja wyrobów z tamtych lat zapoczątkowała gromadzenie sztuki użytkowej Muzeum Narodowym.

Stało się to za sprawą wyjątkowej osobowości, jaką była Wanda Telakowska – osoba o wielkich zasługach dla rozwoju polskiego wzornictwa. Ta malarka i graficzka wykształcona jeszcze w okresie II RP, zaraz po wojnie współorganizowała Biuro Nadzoru Estetyki Produkcji przy Ministerstwie Kultury i Sztuki PRL. Celem tego organu miało być „skrzyżowanie” artystów z przemysłem i dźwignięcie projektantów na nogi po traumie wojny. Biuro przekształciło się w 1950 r. w Instytut Wzornictwa Przemysłowego (IWP), który istnieje do dziś. Skupiał on wówczas projektantów, których propozycje starano się kierować do masowej produkcji.

W socjalistycznym państwie o gospodarce centralnie planowanej z reguły nie szacowano zwrotów z inwestycji. Dlatego czasami w zakładach produkcyjnych powstawały rzeczy, na które nie znalazłoby się miejsca w fabryce zmuszonej walczyć z konkurencją w gospodarce kapitalistycznej. Artyści pracujący w IWP potrafili wymyślać zupełnie niezwykłe i nowatorskie formy, choć oczywiście nie zawsze trafiały one do produkcji seryjnej. Czasem z tego powodu, iż był to zbyt awangardowy projekt i polski konsument nie byłby nim zainteresowany. Czasami dlatego, że realizacja danego projektu była zbyt kosztowna.

Niestety często dobre projekty wykonywano ze słabej jakości surowców, co było wynikiem ogólnego niedoboru ówczesnej gospodarki. Dziś niektóre z tamtych wzorów realizowane są już z doskonałej jakości materiałów. Widać wówczas, że były to naprawdę dobre projekty, a lepsza jakość surowca sprawia, że klasyfikuje się je dziś nie jako zwykłe przedmioty, a sztukę użytkową właśnie.

Wanda Telakowska prowadząca IWP do 1978 r. przekazała Muzeum Narodowemu ogromną kolekcję przedmiotów – zarówno tych prototypowych, jak i produkowanych seryjnie – wraz z pełną posiadaną dokumentacją, a w tym z projektami. Większość rzeczy produkowanych w Polsce powstawała jednak we wzorcowniach danych zakładów, których dokumenty nie zawsze przetrwały. Niektórym współczesnym firmom udało się nie tylko do nich dotrzeć, ale i odkupić prawa, by dziś na nowo produkować te przedmioty. Tak stało się z fotelem projektu Romana Modzelewskiego z 1957 r., który wtedy został uznany za zbyt awangardowy. Wszedł do produkcji dopiero po 50 latach, dzięki staraniom firmy Vzór.

Tzw. żelazna kurtyna, która oddzielała polskich artystów od światowych wpływów w okresie PRL, sprawiła, że wytworzyli oni swoisty styl, który dziś jest bardzo pożądany przez kolekcjonerów w Polsce, ale coraz częściej odkrywany również na świecie.

Oglądając eksponaty z okresu III RP mamy wrażenie, że większości nie znamy ze swojego życia codziennego. To nasuwa pytanie czym w takim razie jest sztuka użytkowa. Czy ważniejsze są projekty i wyroby, które są masowo produkowane? Czy raczej te, które zdobywają nagrody na międzynarodowych konkursach, ale nie trafiają do powszechnego użytku? Wydaje się, że większą wartością jest jednak ich powszechność.

Dlatego cieszy fakt, że można mimo wszystko zobaczyć w galerii kilka produktów przemysłowych, które znamy z naszych domów lub miast. A są to takie rzeczy jak czajnik elektryczny Zelmera, krajalnica do chleba czy wreszcie… model taboru kolejowego Pesa. W tym momencie warto wrócić do chwalebnej działalności Instytutu Wzornictwa Przemysłowego i podkreślić wartość ciągłości jego trwania. Okazuje się, że wnętrza słynnych pociągów Pendolino zostały zaprojektowane przez polską firmę dzięki wygranej w konkursie zorganizowanym wspólnie przez PKP i IWP.

Zanim Cepelia była tandetą

Na koniec warto wspomnieć o rzemiośle ludowym i etnodesignie. Temu zagadnieniu poświęcony jest ostatni fragment wystawy. Od początku poszukiwania stylu polskiego odwoływano się do ludowszczyzny jako wzorów czysto polskich. To robiła wspomniana szkoła zakopiańska oraz artyści międzywojnia. Odwoływano się do tego także po II wojnie światowej – tym bardziej, że w nowej rzeczywistości socjalistycznej ludność chłopska miała w końcu zostać wyniesiona na piedestał, obok klasy robotniczej. Wtedy też powstała słynna Cepelia (Centrala Przemysłu Ludowego i Artystycznego), która zrzeszała ludowych rzemieślników pomagając im w utrzymaniu się i rozpowszechnianiu swoich dzieł. Wyroby Cepelii stały się popularnym towarem eksportowym, ale cieszyły się także popularnością na rynku rodzimym. Ostatecznie jednak umasowienie tych wyrobów sprawiło, iż straciły one swą rzemieślniczą jakość i słowo „cepelia” zaczęło kojarzyć się z tandetą. Wzory ludowe w okresie PRL wykorzystywano także w przemyśle, często w tkaninach lub ceramice. Wystarczy wspomnieć, że chyba w każdym domu znajdowały się dekoracyjne talerze z Włocławka, które dziś powoli wracają do łask.

Współcześni projektanci używają tradycyjnych wzorów np. łowickiego czy kaszubskiego do dekorowania tkanin czy ceramiki. Łowicka wycinanka często służy jako inspiracja do stworzenia np. dywanu (który można zobaczyć na wystawie) lub abażuru lampy, nie wspominając już o spektakularnym projekcie polskiego pawilonu na Expo w Szanghaju w 2008 r.


Czy dziś możemy poszczycić się polskim stylem? Trudno powiedzieć. Nowa galeria stała Muzeum Narodowego w Warszawie także nie daje na to odpowiedzi. Rodzimy charakter ma na pewno etnodesign i wzory złotego okresu wzornictwa w Polsce, czyli te z lat 60.

Cieszy na pewno fakt, że taka galeria powstała. Zauważono i w końcu doceniono taką dziedzinę jak projektowanie użytkowe. To pierwsza tego typu wystawa stała w Polsce, która nie tylko przypomina Polakom, że mają wiele powodów do dumy, ale też uświadamia gościom zagranicznym bogactwo i różnorodność naszego dziedzictwa kulturowego.

Na razie wydano tylko niewielki folder poświęcony kolekcji, ale planowany jest także duży katalog. Przy okazji Muzeum oferuje serię wykładów związanych z tematem. Warto również przypomnieć, że zakupiony w zeszłym roku przez Muzeum Narodowe w Krakowie wielki Hotel Cracovia przeznaczony ma być także na galerię stałą wzornictwa…

Dzięki temu trendowi być może spojrzymy bardziej świadomie na „zwykłe” rzeczy, które otaczają nas na co dzień. Miejmy nadzieję, że będzie to początek potrzebnej edukacji estetycznej. Polskie społeczeństwo, które z roku na rok bogaci się, ma coraz większe potrzeby natury estetycznej właśnie. Rozpowszechnianie wiedzy na temat polskiej sztuki użytkowej może pomóc nam wszystkim być po prostu bardziej świadomymi konsumentami. W efekcie zaś – coraz częściej będzie otaczało nas piękno.

Podziel się artykułem:

Barbara Szewczyk
Absolwentka Szkoły Filmowej w Łodzi. Interesuje się historią XIX wieku. W Klubie Jagiellońskim zajmuje się realizacją filmów.

Napisaliśmy już 2174 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Matyja jako remedium na intelektualną gnuśność republikanizmu i elitaryzmu proponuje... republikanizm i elitaryzm, choć trochę inaczej rozumiany.

Przyczajony republikanin, ukryty elitarysta

Przyczajony republikanin, ukryty elitarysta

Konstanty Pilawa

Prosta regulacja, wprost uprawniająca samorząd do skierowania środków na dowozy uczniów do organizacji transportu regularnego, będzie dużym krokiem ku likwidacji transportowych „białych plam”.

6 pomysłów na walkę z wykluczeniem transportowym

6 pomysłów na walkę z wykluczeniem transportowym

Bartosz  Jakubowski

O śmierci żydowskich bojowników z warszawskiego getta Woliński mówił tak: „Bolałem nad śmiercią każdego z tych ludzi. Takich szanownych. Takich bohaterskich. Takich polskich”.

Lewa strona odpowiada: Henryk Woliński

Lewa strona odpowiada: Henryk Woliński

Bartosz Wójcik
Następny artykuł:

Nowy Polak na horyzoncie. Ważne pytania wokół Tarasa Romanczuka

Nowy Polak na horyzoncie. Ważne pytania wokół Tarasa Romanczuka