Państwo w rozsypce. Słowacka polityka po morderstwie Jana Kuciaka

Jaroslav Daniška | 05-03-2018 17:46:18 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Państwo w rozsypce. Słowacka polityka po morderstwie Jana Kuciaka
www.flickr.com/photos/kamilrejczyk/

Dziennikarz Jan Kuciak został zamordowany w trakcie pisania artykułu, który mógł wywrócić słowacką scenę polityczną do góry nogami. Wysuwane oskarżenia były najcięższego kalibru. Zdaniem Kuciaka na wschodzie kraju zainstalowała się włoska mafia z Kalabrii, tzw. ‘Ndrangheta. Mafiozi mają spokojnie prowadzić swoje biznesy, na własne potrzeby pozyskiwać nawet unijne środki, a na co dzień utrzymywać przyjazne stosunki z rządzącym obozem premiera Fico. Na naszych oczach kończy się prawdopodobnie polityczna era obecnego szefa rządu, czeka nas też rozkład partii Smer, a to wszystko w sytuacji, kiedy na horyzoncie nie widać żadnej alternatywy.

Oligarchiczne korzenie słowackiej polityki

Gdy jedziemy z centrum Bratysławy w kierunku dzielnic mieszkaniowych, możemy zauważyć pomnik policjanta Roberta Remiasza. Na prostej konstrukcji z żelaza i innych materiałów znajdziemy datę 29.4.1996. Tamtego morderstwa do dziś nie udało się wyjaśnić- na przeszkodzie stanęła amnestia ogłoszona przez Vladimira Mecziara. Tym niemniej cały kraj wie, że chodziło o polityczny mord, dokonany przez mafijnych siepaczy. 25-letni Remiáš kontaktował się z Oskarem Fegyevaroszem, pracownikiem słowackich służb bezpieczeństwa i świadkiem porwania syna prezydenta Michala Kovacza. Odwołanie ogłoszonej przez Mecziara amnestii nastąpiło dopiero po dwudziestu latach. Policyjne śledztwo jest obecnie w toku.

Tamto wydarzenie i krzyż, który postawił Fero Guldan, to dobra ilustracja słowackich realiów. Polityczne morderstwo zmobilizowało społeczeństwo. Padł reżim Mecziara, Słowacja ożyła, wiele się zmieniło, ale niektóre rzeczy pozostały bez zmian. Zapomniano o sprawiedliwości. Pod koniec ery Mecziara, Robert Fico zawarł polityczny pakt z niedawnymi elitami. Nie wracało się do starych grzechów polityków, respektowano majątki nabyte w tamtych czasach w okolicznościach mówiąc oględnie- dwuznacznych. Słowacja weszła na ścieżkę szybkiego wzrostu gospodarczego. Odważne reformy i członkostwo w Unii Europejskiej zmieniły oblicze kraju. Wzrost gospodarczy był najszybszy w Europie. Weszliśmy do strefy euro i stopniowo staliśmy się częścią „twardego jądra“ UE. W ostatnim czasie pozornie i mocno nad wyraz nasz kraj zaczął być postrzegany jako lider całej Europy Środkowej.

Nie zmienił się jednak Smer, ugrupowanie polityczne Roberta Fico i jego biznesowego zaplecza. Premier obiecał balansować interesy różnych grup oligarchicznych, tymczasem partia od swoich korzeni bynajmniej się nie odcięła. Właśnie tymi sprawami zajmował się dziennikarz Jan Kuciak.

27-latek został zamordowany wraz ze swoją narzeczoną, młodą archeolożką Martinou Kušnírovou, w swoim domu we wsi Vela Mača, około 50 kilometrów od Bratysławy. Już po morderstwie artykuł Jana Kuciaka ukazał się we wszystkich słowackich mediach, a także w wielu dziennikach w całej Europie. Tym samym stał się najpopularniejszym w historii słowackim artykułem prasowym.   

Kuciak opisał w tekście praktyki włoskich mafiozów, którzy żyją na wschodzie Słowacji i prawdopodobnie należą do mafii kalabryjskiej (tzw. ‘Ndranghety). Na Słowacji prowadzą biznesy, pozyskują fundusze unijne, a także utrzymują przyjazne stosunki z licznymi politykami Smeru. Przed wyborami udzielają im nawet poparcia, a następnie wspólnie świętują. Hańbą dla Słowacji jest bezpośrednie powiązanie tych mafijnych kręgów z rządem. Chodzi o Viliama Jaszana, byłego posła Smeru, a także byłego członka partii komunistycznej. Jaszan był przedstawicielem komunistów podczas rozmów z opozycją w 1989 roku w bratysławskiej Petržalke. Ślady prowadzą również do młodej dziewczyny Marii Troszkovej, być może kochanki premiera Fico. Troszkova przez całą swoją karierę wikłała się w podejrzane układy. Na przykład kojarzono ją z otoczeniem Pavala Ruska, byłego magnata telewizyjnego, dzisiaj obwinianego o zamówienie morderstwa młodego dziennikarza i jego narzeczonej. Troszkova działała także wśród włoskich mafiozów z Kalabrii oraz w kręgach bliskich rządowi. Ujawnione właśnie fotografie erotyczne Troszkowej tłumaczą dlaczego autorytet premiera Roberta Fico - w ostatniej dekadzie najskuteczniejszego socjalistycznego premiera - w Europie sięga zera.

Polityka „dla każdego coś dobrego”

Fico założył Smer w 1999 roku. Wyłamał się wtedy z obozu ówczesnego premiera Mikulàša Dziurindy. Początkowo nowe ugrupowanie pozycjonowała się jako partia socjaldemokratycznej „trzeciej drogi”. Koniec końców Fico wygrał wybory jako człowiek, który zjednoczył lewicę. Fico istnieje w słowackiej polityce od 1992 roku, a obok kariery słowackiego Węgra Bela Bugara, kariera premiera jest najbarwniejsza i najbardziej udana po 1989 roku.

Fico osiągnął ten sukces trochę niespodziewanie. Był w stanie przekonać nie tylko byłych komunistów, byłych wyborców Mecziara oraz wyborców lewicy, ale także praktykujących chrześcijan. Smer szczerze wierzył, iż reprezentuje 80% społeczeństwa (oczywiście poza Bratysławą). Dochodziło do regularnych spotkań Fico oraz kardynała Korcoma, legendy podziemnego Kościoła na Słowacji z czasów komuny. Fico uczestniczył nawet w wybranych uroczystościach (jednak jako ateista nie żegnał się). Zawsze jednak liczył się z interesami Kościoła. Ostatnio odmówił na przykład ratyfikacji Konwencji z Istambułu ze względu na zawartą w niej ideologię gender. Już wcześniej popierał zmiany w konstytucji i wprowadzenie jednoznacznej definicji małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny. Budziło to irytację europejskich socjalistów, jednak nigdy słowackiego premiera nie spotkała z tego tytułu poważniejsza krytyka.

Praktykujący chrześcijanie głosowali na Fico głównie z powodu skutecznie realizowanych przez Smer programów socjalnych. Z czasem w partii w siłę zaczął rosnąć nurt działaczy katolickich, publicznie deklarujących swoją wiarę.

W ten sposób powstał oryginalny polityczny twór: z jednej strony ugrupowanie będące pośrednim spadkobiercą partii komunistycznej, z drugiej rekrutujące coraz liczniejsze grono katolików. Jednocześnie jednak ukrywające własne korupcyjne praktyki.

Ich symbolem, prawdziwym „królem korupcji” jest Robert Kalinak. Polityk teflonowy, który nigdy nie powinien zostać ministrem, a w polityce jest w stanie przetrzymać każdy kryzys. Kalinak kłamie tak często, że gdyby nie jego szarmanckie maniery i dobre układy z dziennikarzami, to już dawno z politycznej karuzeli powinien wypaść. Jednocześnie Kalinak jest prawdziwym symbolem skutecznego polityka-przedsiębiorcy, który jest w stanie osiągać sukcesy w obu tych sferach w jednym czasie.

Sam Fico zawsze był raczej politykiem niż przedsiębiorcą. Jego programowa elastyczność może budzić jednocześnie zdziwienie i podziw. Potrafił wystąpić przeciwko wojnie w Iraku, a później na Słowacji przebywało najwięcej na świecie więźniów z Guantanamo w przeliczeniu na liczbę mieszkańców; sprzeciwiał się sankcjom wobec Rosji, a równocześnie występował jako wielki krytyk gazociągów Nord Stream i Nord Stream 2; poparł porozumienie unijne z Ukrainą, ale proponował zwołanie szczytu UE ws. sylwestrowych wydarzeń w Kolonii, nie kryjąc się ze swoim sprzeciwem wobec Wilkomenspolitik Angeli Merkel; nie chciał dopuścić do powstania mniejszości muzułmańskiej na Słowacji, lecz jednocześnie nie miał problemu z wciągnięciem kraju do strefy euro, nie mówiąc o poparciu dla niedawnych integracyjnych pomysłów prezydenta Macrona.  

Ten „polityczny miks” zawsze służył potrzebom krajowej polityki- utrzymaniu się u władzy albo utworzeniu koalicji rządzącej. Fico czuł trumpowski styl polityki na długo przed pojawieniem się samego Trumpa. Poza tym sprzyjały mu fortuna, a bez niej żadna skuteczna polityka nie może się obejść.

Polityczna odpowiedzialność za morderstwo spada na premiera Fico?

Kryzys polityczny, jaki wybuchł po zabójstwie Jana Kuciaka i jego małżonki, zaczyna uderzać w premiera Fico. Osoby, których praktyki polityczne i biznesowe opisał Kuciak w opublikowanym pośmiertnie artykule nie tylko pracują w administracji rządowej, ale są bliskie samemu Fico. Słowacki premier próbuje wybrnąć z całej sytuacji, skupiając się na poszukiwaniu bezpośrednich sprawców morderstwa. Zdecydował się na ostrą retorykę i zabójstwo nazwał „zamachem na demokrację”. Poszedł nawet tak daleko, że zwołał konferencje prasową, podczas której obiecał nagrodę w wysokości miliona euro dla osób, które pomogą znaleźć zabójcę.

Z jednej strony wszyscy zakładają, że morderstwo Kuciaka ma związek z jego dziennikarską pracą (powiedział już o tym szef policji Gašpar podczas pierwszej konferencji prasowej). Z drugiej jednak ciężko wyobrazić sobie, by bezpośrednim winnym był któryś ze skorumpowanych dygnitarzy, o których pisał Kuciak. Siła mafii kalabryjskiej - jeśli za dziennikarzem uznamy, że faktycznie zainstalowała się na wschodzie Słowacji – opiera się bowiem na działaniach zakulisowych. ‘Ndrangheta nigdy nie zdecydowała się na zlecenie zabójstwa dziennikarzy, nawet w „rodzinnych” Włoszech.

Można zakładać, iż o morderstwo obwiniony zostanie przedsiębiorca Marian Kočner. Kuciak pisał w swoich artykułach o jego biznesowej działalności „na granicy prawa”. Jeśli przedsiębiorca usłyszy zarzuty, grozi mu dożywocie. Trzeba jeszcze wspomnieć o przedsiębiorcy Norbercie Bodorze, który iście ukraińskimi sposobami domaga się statusu nowego oligarchy, a jednocześnie łączą go rodzinne koneksje z wyżej wspomnianym szefem słowackiej policji, Gaszparem. Na razie nic nie wskazuje jednak na związek Bodora z tym zabójstwem. To wszystko ludzie, którzy lubią pieniądze, ale nie krew. Co więcej, niektóre nieoficjalne informacje z lat 90. wskazują, że Kočner pomagał Fegyeresovi (w związku ze sprawą Remiasza). Z tych powodów premier Fico stara się skierować całą uwagę opinii publicznej na poszukiwania bezpośredniego sprawcy. Jednocześnie zaprzecza jakimkolwiek powiązaniom jego politycznego środowiska z zabójstwem. I tu niewątpliwie ma rację.

Problem w tym, że Fico ponosi innego rodzaju odpowiedzialność- polityczną. W pewnym sensie ten rodzaj odpowiedzialności jest ważniejszy niż wina w znaczeniu prawa karnego. Tekst Jana Kuciaka mógłby bowiem stać się powodem do dymisji rządu.

Kluczowi politycy partii Roberta Fico, pracownicy administracji rządowej, robią interesy z mafią, w niejasny sposób rozliczają unijne dotacje. Wszystkie te praktyki opisał Jan Kuciak. Teraz jednak dochodzimy do największego atutu Fico- kondycji opozycji.

Fico nie ma z kim przegrać

Przez pierwszy tydzień opozycja parlamentarna nie żądała ogłoszenia przedterminowych wyborów. Dopiero w piątek lider Liberalnej partii SaS ogłosił, iż w razie ewentualnego głosowania jego partia poprze taką propozycję. Deklaracja Sulika była jednak warunkowa. To jeszcze gorsza strategia. Cała opozycja domaga się dymisji Gaszpara ze względu na jego związki z Bodorem (opisywane przez Kuciaka), a także dymisji szefa MSW Kalinaka (za wszystkie sprawy z przeszłości i odpowiedzialność za dzisiejszy kryzys). Jednak nikt z opozycji nie żąda dymisji Roberta Fico. A to przecież przede wszystkim ten polityk ponosi polityczną odpowiedzialność za obecną sytuację Słowacji.

Opozycja jest rozbita. Wszystkim jej ugrupowaniom przewodzą przedsiębiorcy. Nieraz są to bardzo specyficzni politycy, niezdolni do współpracy i pogrążeni we wzajemnych konfliktach.

Dwa ostatnie gabinety prawicowe rozpadły się, co skutkowało przedterminowymi wyborami. Obecnie opozycja jest w jeszcze gorszym stanie. Ciężko sobie wyobrazić kto by mógł zostać ministrem spraw wewnętrznych albo ministrem finansów, żadna z opozycyjnych partii nie dysponuje uznanym kandydatem na ministra spraw zagranicznych i inne kluczowe stanowiska. Wszystkie te siły robią wokół siebie dużo szumu, ochoczo piszą na Facebooku, organizują polityczne happeningi, ale nie potrafią zaproponować rozwiązania realnych problemów. Opinia publiczna ma świadomość tych ograniczeń. Co więcej, milczenie opozycji w sprawie przedterminowych wyborów może oznaczać, iż tak naprawdę nie dąży ona do takiego rozwiązania. To właśnie słabość opozycji jest dzisiaj prawdziwą siłą premiera Fico.

Gdyby istniał silny opozycyjny kandydat na premiera albo ministra spraw wewnętrznych, można by wywrzeć presję na partię słowackich Węgrów Most-Hid. Ugrupowanie to wchodzi bowiem w skład obecnej koalicji rządowej, a jej wyjście z rządu doprowadziłoby do przedterminowych wyborów. Opozycja nie dysponuje jednak takim kandydatem. Formalnie przewodzi jej lider SaS, europoseł Richard Sulik.

Jednak według niektórych sondaży Sulika mógłby w tej roli zastąpić Igor Matovič, nieobliczalny showman, zakochany w politykierstwie i walce z korupcją. Jednak Matovicz nie potrafi zaproponować żadnego tematu przewodniego, ciężko go sobie wyobrazić w roli szefa któregokolwiek ministerstwa. Potrafi za to wykorzystywać polityczne koneksje w biznesie, a także kieruje partią, która ma ledwo dwunastu członków oraz wielu kandydatów na „niezależnych ekspertów”, ludzi często uczciwych, znanych, niezdolnych jednak do niezależności wobec Matovicza.

Trzeci możliwy lider opozycji to Boris Kollar, populista innego typu, w latach 90. przyjaciel słowackich mafiosów, a obecnie lider partii z iście lepenowską ideologią (sprzeciw wobec migracji, ochrona pracujących, unikanie tzw. spraw obyczajowych). W ostatnich miesiącach Kollar odbiera wyborców Smerowi. Kollar jako ojciec dziesiątki dzieci z 9 różnymi kobietami, to prawdziwy ulubieniec tabloidów.

Poza parlamentem znajduje się tradycyjna partia chadecka KDH. Jednak także na jej czele stoi przedsiębiorca, Alojz Hlina. Majątek zbudował na do dziś nie wyjaśnionych powiązaniach z meciarowską partią HZDS. Hlina zamienia stopniowo swoje ugrupowanie w firmę, gdzie ceni się konformizm i eliminuje ludzi inaczej myślących. Nic dziwnego, że w KDH trudno także upatrywać nowego lidera słowackiej polityki.

 ***

Słowacja znajduje się w kryzysie, z którego nie widać dobrego wyjścia. Czeka nas zapewne okres politycznej niestabilności, i to nawet jeśli nie dojdzie do przedterminowych wyborów. Na naszych oczach kończy się prawdopodobnie polityczna era premiera Fico, czeka nas też rozkład partii Smer, a to wszystko w sytuacji, kiedy na horyzoncie nie widać żadnej alternatywy.

Zabójstwo dwóch młodych ludzi wywołało wielotysięczne demonstracje w całym kraju i we wszystkich miejscach w Europie, gdzie mieszkają Słowacy. Znamienne, że na protest obywatelski przyszło zdecydowanie więcej ludzi niż na protesty organizowane przez partie opozycyjne. Płynie z tego morał, jeśli na Słowacji naprawdę ma się coś zmienić, zmiany nie mogą ograniczać się tylko do polityki. Musi się zmienić dużo więcej.

Tłumaczył z języka słowackiego Łukasz Kołtuniak.

Podziel się artykułem:

Jaroslav Daniška
Dziennikarz dziennika Postoj.sk. Redaktor naczelny pisma Impulz, założyciel projektu 1989.sk.

Napisaliśmy już 2198 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Wszystkie idee zachodnie były wówczas przez nas bezkrytycznie przyjmowane, bo przyszły do nas z innego, lepszego świata. Stanowiły oczywistą przeciwwagę dla socjalizmu, więc musiały być dobre.

Giza-Poleszczuk: Jako socjologowie straciliśmy zdolność prawdziwej analizy [ROZMOWA]

Giza-Poleszczuk: Jako socjologowie straciliśmy zdolność prawdziwej analizy [ROZMOWA]

Krzysztof Mazur

Już dwa lata temu Federacja Farmaceutyczna Wenezueli szacowała, że niedostępnych jest 85% podstawowych medykamentów.

Upadły socjalistyczny raj. Wenezuela przed wyborami

Upadły socjalistyczny raj. Wenezuela przed wyborami

Andrzej Kohut

Na samym placu Republiki w centrum Erywania zebrało się około 250 000 osób, czyli ok. 8,5 procent wszystkich mieszkańców Armenii.

Niespodziewana rewolucja, oczekiwana zmiana. Nowe otwarcie w Armenii?

Niespodziewana rewolucja, oczekiwana zmiana. Nowe otwarcie w Armenii?

Michalina Bojanowska
Następny artykuł:

Przekroczyć dziedzictwo Wyklętych. Brakująca opowieść o przerwanej nowoczesności

Przekroczyć dziedzictwo Wyklętych. Brakująca opowieść o przerwanej nowoczesności