Gdzie ta demokratyzacja? Wszystko, co musisz wiedzieć o prawdziwej reformie Krajowej Rady Sądownictwa

Bartosz Pilitowski | 02-03-2018 16:56:08 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Gdzie ta demokratyzacja? Wszystko, co musisz wiedzieć o prawdziwej reformie Krajowej Rady Sądownictwa
www.flickr.com/photos/sejmrp/

Przyjęta przez Sejm i podpisana przez prezydenta Dudę w grudniu 2017 r. nowelizacja Ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa zmienia diametralnie zasady wyboru jej członków-sędziów. Jak pokazują ostatnie tygodnie – już sam ten proces budzi wiele kontrowersji. Czy rzeczywiście spowoduje to demokratyzację Rady, jak zapewniali nas projektodawcy? Może właściwą drogą do uczynienia Rady bardziej reprezentatywną byłby wybór członków w wyborach powszechnych lub oddanie wszystkim sędziom równego prawa głosu w wyborach członków Rady? Czy istnieją inne możliwości, aby Krajowa Rada Sądownictwa lepiej służyła urzeczywistnieniu w Polsce zasad demokracji?

Skąd i jaką władzę ma KRS? 

Krajowa Rada Sądownictwa jest jednym z organów państwa wymienionych w Konstytucji i ważnym elementem ustroju. Mimo to zdarza się, że nawet przez senatorów mylona jest z Krajowym Rejestrem Sądowym. Wypada więc na początek przypomnieć krótko, jaki jest skład Rady i jakie stawia przed nią zadania Konstytucja.

Skład Rady określony jest w ustawie zasadniczej dość precyzyjnie. 25 miejsc w Radzie zajmują: jedna osoba wskazana przez Prezydenta RP, zasiadający w niej z urzędu minister sprawiedliwości, Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego oraz Prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego, 6 członków wybranych spośród parlamentarzystów przez posłów i senatorów oraz 15 sędziów sądów powszechnych, wojskowych, administracyjnych i Sądu Najwyższego. To ci ostatni mają w Radzie większość i determinują sposób, w jaki sprawuje ona swoje funkcje.

Najważniejszą z nich jest wyłączne prawo do przedstawiania Prezydentowi wniosków o powołanie osób na stanowisko sędziego. Sam Prezydent nie może wybierać sędziów. Jest w tym zakresie zależny od Rady. Jedyne co może zrobić to odmówić takiego powołania, lecz dzieje się to niezwykle rzadko.

W ciągu ostatnich 10 lat Rada przedstawiła wnioski o powołanie ponad 5 000 sędziów, z czego w 99,64% przypadków zostały one uwzględnione przez Prezydenta. Zatem to Krajowa Rada Sądownictwa i posiadający w niej większość sędziowie mają decydujący wpływ na to, kto sprawuje w Polsce władzę sądowniczą.

Poza wyłącznością do wskazywania kandydatów na wolne stanowiska sędziowskie Krajowa Rada Sądownictwa opiniuje akty prawne i może kierować wnioski o zbadanie zgodności przepisów z Konstytucją do Trybunału Konstytucyjnego. Rada wybiera także Rzecznika Dyscyplinarnego, który występuje jako oskarżyciel w sprawach dyscyplinarnych sędziów, jak również bada wyroki sądów dyscyplinarnych. W razie potrzeby może się od nich odwołać – zarówno na korzyść, jak i niekorzyść sędziego. Rada rozpatruje także wnioski o przeniesienie w stan spoczynku lub przywrócenie sędziego na stanowisko po ustaniu przyczyn przejścia w ten stan.

Dlaczego demokratyzacja jest potrzebna?

Wybór większości członków Rady przez samych sędziów, jak wyglądało to do końca 2017 roku, jest funkcjonalny z punktu widzenia realizacji przez ten organ funkcji kontrolnej: opiniowania ustaw i zaskarżania przepisów do Trybunału Konstytucyjnego. Trudno wskazać grupę, która ma większą motywację do dbania o niezależność sądownictwa i niezawisłość sędziów, niż sami sędziowie. Można znaleźć także wiele argumentów za sprawowaniem przez tak wybieraną Radę kontroli wewnętrznej – egzekwowanie odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów i kontrolowanie korzystania z przywileju, jakim jest możliwość wcześniejszego przejścia w stan spoczynku.

Jednak wyłączne prawo do wskazywania kandydatów na wolne stanowiska sędziowskie to prerogatywa o zdecydowanie innym charakterze. Dzięki niej Krajowa Rada Sądownictwa, a nie społeczeństwo, faktycznie decyduje, kto konkretnie sprawuje w Polsce władzę sądowniczą.

Mieliśmy więc do czynienia z sytuacją, w której grupa osób sprawujących dożywotnio władzę publiczną praktycznie sama decyduje, kto będzie sprawował tę władzę w przyszłości. Dalekie jest to od idei demokracji, w której obywatele sprawują władzę bezpośrednio lub przez wybranych przez siebie przedstawicieli.

Brak wpływu obywateli na to kto w ich imieniu będzie sprawował władzę, niesie ze sobą oczywiste konsekwencje. Grupa, której władza została powierzona dożywotnio i może sama dokonywać kooptacji, podlega stopniowemu procesowi alienacji. Społeczeństwo zaczyna odczuwać wobec takiej władzy bezradność i niezadowolenie, zarzucając jej cynizm i wyobcowanie. Z pewnością z takimi postawami sporej części społeczeństwa muszą się dziś mierzyć polscy sędziowie. Nie ułatwiają im tego towarzyszące alienacji procesy dotyczące ich samych: nieuczestniczenie w części doświadczeń reszty społeczeństwa, tworzenie się systemu unikalnych norm i wartości (subkultury), wreszcie elitaryzm powstający jako wynik psychologicznego procesu racjonalizacji „odmienności” swojego statusu. Demokratyzacja Krajowej Rady Sądownictwa mogłaby odwrócić ten proces. Muszą być jednak spełnione warunki, które sprawiają, że obywatele odzyskają poczucie podmiotowości w procesie delegowania władzy sądowniczej.

Trzy wizje demokratyzacji KRS

W ubiegłym roku pojawiły się co najmniej trzy projekty nowelizacji ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, które przewidywały zmianę sposobu wybierania sędziów do Rady. Projekt Ministerstwa Sprawiedliwości, największego stowarzyszenia sędziowskiego „Iustitia” oraz projekt Andrzeja Dudy złożony po zawetowaniu pierwszego z projektów. Czy któraś z tych propozycji rzeczywiście demokratyzuje Radę?

Projekt ustawy autorstwa Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”, który do laski marszałkowskiej wniósł na wiosnę 2017 r. jeden z opozycyjnych klubów parlamentarnych, przewidywał – podobnie jak zarzucony przez Ministerstwo projekt z 2016 r. – że sędziów do Rady nadal wybieraliby sędziowie. Działoby się to jednak w nieco inny niż dotąd sposób. Różnica miała polegać na tym, że każdy z sędziów niezależnie od szczebla sądownictwa, jaki reprezentuje, miałby taką samą siłę głosu. Byłaby to demokratyzacja wewnątrz tej grupy: do tej pory siła głosów sędziów nie była równa. Dla przykładu: głos sędziego sądu apelacyjnego miał 16-krotnie większą siłę niż głos sędziego sądu rejonowego. Stowarzyszenie wychodziło w ten sposób naprzeciw oczekiwaniom swoich własnych członków, z których większość jest sędziami sądów rejonowych. Z punktu widzenia obywateli jedyną zmianą byłaby możliwość zgłaszania kandydatów. Jednak ponieważ taką samą możliwość mieliby sami sędziowie, wpływ na wybór byłby jedynie teoretyczny. Szczególnie, że do zgłoszenia kandydata potrzebnych byłoby 2000 podpisów obywateli, ale podpisów obywateli będących sędziami wystarczyłoby już tylko kilkadziesiąt.

Przyjęta pod koniec 2017 r. prezydencka nowelizacja ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, zgodna w tym zakresie z zawetowanym wcześniej projektem autorstwa Ministerstwa Sprawiedliwości, przewiduje inną formę „demokratyzacji”. Wybór sędziowskich członków Rady został powierzony Sejmowi. Według projektodawców wybór przez pochodzących z powszechnych wyborów przedstawicieli społeczeństwa gwarantuje demokratyzację Rady: „To właśnie Sejm dysponuje bowiem najpełniejszym, weryfikowanym regularnie w wyborach demokratycznym mandatem” – pisały o projekcie służby prasowe Ministerstwa.

Jest to rozumienie dużo bliższe realizacji idei demokracji jako rządów obywateli, ale niepozbawione pułapek. Przede wszystkim obowiązująca ordynacja wyborcza preferuje duże partie o skonsolidowanej strukturze, określane często przez publicystów „wodzowskimi”. Uzależnia bowiem w dużym stopniu szanse wyboru do parlamentu od miejsca kandydata na liście wyborczej, a to ustala ścisłe kierownictwo partii. W praktyce oznacza to, że oddajemy głos bardziej na partię niż na konkretnego posła i mamy w ten sposób ograniczony wpływ na to, kto będzie w naszym imieniu zasiadał w Sejmie. Duże partie są premiowane przez progi wyborcze i system większościowy. Odsetek miejsc w parlamencie, jakie zajmują przedstawiciele danej partii, nie wynika wprost z uzyskanego w wyborach procentu głosów. Już samo to powoduje, że wybór składu Rady przez Sejm nie musi oddawać oczekiwań społecznych w tym zakresie. Jest to szczególnie widoczne teraz, gdy wyboru dokonywać ma parlament, który nie miał w swoich kompetencjach wyboru prawie całego składu Rady, w chwili gdy decydowaliśmy przy urnach o jego składzie!

Szkodząca rzeczywistej demokratyzacji Rady jest także procedura wyboru członków. Chociaż podobnie jak w projekcie Stowarzyszenia „Iustita” kandydatów mogą zgłaszać zarówno sędziowie (co najmniej 25 podpisów), jak i obywatele (co najmniej 2000 podpisów), to reprezentujący nas w Sejmie posłowie nie mają możliwości głosowania na każdego prawidłowo zgłoszonego przez nas kandydata.

Wybór jest ograniczony dwustopniowo, dając kierownictwu partii politycznych uprzywilejowany wpływ na przyszły kształt Rady. Po pierwsze, w procedurze mogą być brani pod uwagę wyłącznie sędziowie wskazani przez któryś z klubów parlamentarnych! Takiego uprawnienia nie mają ani indywidualni posłowie (nawet działając wspólnie w grupie wystarczająco dużej, aby klub utworzyć), ani koła poselskie.

Chociaż liczba kandydatów wskazanych przez każdy klub jest ograniczona w celu zapewnienia elementarnego pluralizmu w Radzie (o to zabiegał prezydent Andrzej Duda), to ponieważ każdy klub może przedstawić ich 9, to nie ma przeszkód, aby większość przyszłych członków Rady była wskazana przez jedną partię (9 sędziów, 6 parlamentarzystów i minister sprawiedliwości). Po drugie, posłowie nie mogą głosować nad poszczególnymi kandydaturami, ale wyłącznie nad utworzoną przez komisję sejmową listą 15 sędziów wybranych wyłącznie spośród kandydatów wskazanych wcześniej przez kluby. Nie mają więc samodzielnie żadnego wpływu na to, kto indywidualnie znajdzie się w Radzie, i zmuszeni są głosować za kandydatami, których uważają za właściwych niejako „w pakiecie” z innymi przedstawionymi przez komisję. Niezgodę na wybór konkretnego sędziego mogą wyrazić wyłącznie poprzez odrzucenie całej listy. Tak silnie zapośredniczony wybór członków Rady stawia pod znakiem zapytania jej demokratyczność, nawet w rozumieniu zaprezentowanym w uzasadnieniu nowelizacji.

Jak zdemokratyzować KRS bez zmiany dzisiejszej ustawy?

Konstytucja stosunkowo precyzyjnie określa skład Krajowej Rady Sądownictwa. Dodatkowo znowelizowana ustawa doprecyzowuje sposób ich powoływania. Jak wskazałem powyżej, procedura wyboru członków Rady nie przyczynia się do upodmiotowienia obywateli. Nawet kandydaci z ogromnym społecznym poparciem nie mają szans na wybór bez przychylności któregoś z klubów poselskich. Dlatego w obowiązującym porządku prawnym demokratyzacja wyboru wymagałaby od klubów np. jasnej i odpowiednio wczesnej deklaracji, że zagłosują na sędziów z największym poparciem społecznym wyrażonym w liczbie podpisów. Pewność co do skutków wysiłku włożonego w zbieranie podpisów stanowiłaby wyraz podmiotowego traktowania.

Kolejnym krokiem powinno być publiczne i rzetelne przesłuchanie kandydatów przez komisję sejmową. Gwarancja możliwości zadawania pytań przez każdego z członków komisji i rzetelne przygotowanie się przez nich do przesłuchania kandydatów mogłoby zapewnić nie tylko kontrolę kompetencji kandydatów do Rady, ale również kontrolę społeczną wyboru najlepszych z nich przez parlament.

Najważniejszą rolę w rzeczywistej demokratyzacji Rady mogą odegrać jednak jej członkowie. Jak? Poprzez działania upodmiotawiające obywateli w procesie wyboru osób na stanowiska sędziowskie. Tymi działaniami są m.in.:

1. Stała i zrozumiała komunikacja działań, planów i decyzji.

2. Zachęcanie do kandydowania na stanowiska sędziowskie jak największej liczby spełniających kryteria prawników.

3. Ustalenie, komunikowanie i konsekwentne stosowanie wszystkich kryteriów wyboru – tak, aby podstawy decyzji Rady przy wyborze osoby na wolne stanowisko były transparentne i zrozumiałe.

4. Zwracanie szczególnej uwagi przy wyborze osób na stanowisko sędziowskie na cechy, które będą decydować o zdolności kandydatów do budowania zaufania do władzy sądowniczej.

5. Uwzględnianie w procesie opinii na temat kandydatów pochodzących od różnych interesariuszy według ustalonego i transparentnego schematu, eliminującego dowolność wpływu opinii na ocenę kandydata.

6. Budowanie przez Radę zaplecza społecznych doradców, którzy są w stanie opiniować na potrzeby konkursów poszczególnych kandydatów z uwzględnieniem swojej wiedzy i doświadczenia specjalistycznego, którymi nie dysponują sami członkowie Rady.

7. Budowanie przez Radę sieci społecznych obserwatorów pracy sędziów i innych przedstawicieli zawodów prawniczych, która mogłaby dostarczać Radzie dodatkowych informacji na temat kultury pracy lub urzędowania kandydatów.

Bez względu na to, czy komuś podobają się uchwalone przez Sejm zasady wybierania sędziów-członków Krajowej Rady Sądownictwa, czy nie, to powyższe propozycje działań samych członków Rady nie powinny budzić właściwie żadnych kontrowersji. Są one możliwe zarówno przy Radzie wybieranej zgodnie z dziś obowiązującymi przepisami, jak i po ewentualnych zmianach w przyszłości. Wszystkie służą demokratyzacji procesu wybierania sędziów, ale też długofalowo będą zwiększać zaufanie obywateli do władzy sądowniczej jako takiej. 

Jak zdemokratyzować KRS, zmieniając dzisiejszą ustawę?

Osobnym zagadnieniem jest próba odpowiedzi na pytanie, jak można zdemokratyzować Krajową Radę Sądownictwa w ramach granic, jakie określa aktualna Konstytucja. Najbardziej oczywisty sposób demokratyzacji KRS to wybór jej członków w wyborach powszechnych. Konstytucja nie określa sposobu wyboru 15 z 25 członków Rady. Możliwe byłoby dokonywanie ich wyboru w wyborach bezpośrednich – podobnie jak posłów lub prezydenta. Zawęża jednak grono osób, które mogłyby cieszyć się biernym prawem wyborczym do sędziów sądów powszechnych, wojskowych i administracyjnych oraz sędziów Sądu Najwyższego.

Zaletą wyborów powszechnych jest budowanie więzi Rady ze społeczeństwem. Potencjalnie mogłoby to przynieść większe zaufanie do osób wybranych w taki sposób i do całej Rady. Jej działalność z pewnością stałaby się powszechniej znana i rzadziej mylono by ją z Krajowym Rejestrem Sądowym.

Warunkiem, aby do Rady wybierani byli sędziowie cieszący się największym autorytetem, zaufaniem społecznym i najlepszymi kompetencjami, jest to, aby tacy właśnie do Rady kandydowali! Członkostwo w Radzie nie oferuje wiele. Należałoby się zastanowić nad tym, jak zachęcić do startowania w takich wyborach najbardziej pożądanych kandydatów.

Wybory powszechne premiowałyby sędziów najbardziej znanych publicznie. To nie zawsze idzie w parze z cechami, które są pożądane u członka Krajowej Rady Sądownictwa. Jest to wada wszystkich systemów demokratycznych, jednak w tym przypadku brakowałoby mechanizmów kontrolnych. Przywileje posła są na tyle atrakcyjne, żeby zmotywować większość polityków zarówno do aspirowania, jak i do dbania o utrzymanie miejsca w parlamencie. Dla członka KRS brak wyboru na kolejną kadencję oznacza po prostu... powrót na swój dożywotni urząd. Kolejnym zagrożeniem wiążącym się z wyborami powszechnymi jest pokusa prowadzenia kampanii wyborczych. To mogłoby rodzić zależności kandydatów od podmiotów finansujących lub wspierających w inny sposób kampanie: kancelarii prawniczych, korporacji lub partii politycznych. Taka metoda wyboru rodziłaby pokusę wejścia sędziów zainteresowanych członkostwem w Radzie na drogę kariery quasi-partyjnej, na czym mogłaby ucierpieć sprawiedliwość wydawanych przez nich wyroków. W końcu podważałoby także zaufanie do samej Rady jako organu w teorii stricte merytorycznego, a nie kierującego się sympatiami partyjnymi.

Głosy obywateli na pomoc Krajowej Radzie Sądownictwa

Rozwiązaniem, które Fundacja Court Watch Polska postuluje od 2015 r., jest demokratyzacja procesu wyboru sędziów nie poprzez zmianę sposobu wyboru sędziów-członków Rady, ale udział obywateli w samym wyborze sędziów na niektórych szczeblach sądownictwa. Narzędziem do tego powinny być lokalne komisje złożone w większości lub w całości z osób, które nie muszą być prawnikami, ale posiadają jakąś formę mandatu demokratycznego. Osoby te – nazwijmy je elektorami – mogłyby być wybierane w wyborach powszechnych przy okazji wyborów samorządowych (np. co najmniej jeden elektor w każdej gminie) lub przez lokalne samorządy. Niekoniecznie przez rady i sejmiki, ale raczej przez wybieranych bezpośrednio wójtów, prezydentów i burmistrzów – tak, aby istniała osobista odpowiedzialność tych polityków za wybór i działania wskazanych przez nich elektorów.

Lokalne komisje powinny działać kolegialnie i być formowane ad hoc na potrzeby konkretnego konkursu w taki sposób, że skład komisji do danego konkursu byłby losowany spośród elektorów wcześniej wybranych na terenie właściwości miejscowej danego sądu. Rolą lokalnej komisji nie byłaby ocena merytoryczna kandydatów, ale wybór osób budzących największe zaufanie społeczne i mających cechy legitymujące do roli sędziego w oczach danej społeczności lokalnej. Dlatego komisje powinny składać się z osób niezwiązanych zawodowo z sądem, a nawet nieposiadających wykształcenia prawniczego. Wprowadzenie etapu oceny kandydatów przez komisję reprezentującą lokalną społeczność wykluczy możliwość wyboru osób o wątpliwej reputacji czy cieszących się nieproporcjonalnym poparciem lokalnego środowiska sędziowskiego, np. z uwagi na więzi osobiste lub rodzinne, a nie kompetencje. Będzie także promować takie wartości jak doświadczenie życiowe kandydatów, umiejętność panowania nad emocjami czy umiejętność autoprezentacji i zrozumiałej komunikacji, mające później niebagatelne znaczenie w pracy sędziego.

Oczywiście członkowie komisji powinni mieć możliwość wcześniejszego zapoznania się z wynikami ocen kandydatów sporządzonych przez wizytatorów, ich życiorysami i osiągnięciami. Kluczowym elementem oceny byłoby osobiste przesłuchanie poszczególnych kandydatów przez komisję.

Wpływ lokalnej komisji na wybór osób na wolne stanowisko sędziowskie powinien być jasno określony, a nie jedynie doradczy. Tylko realność wpływu i rzeczywistość konsekwencji wyboru dokonywanego przez członków komisji sprawi, że będą oni traktowali swoją rolę poważnie i będzie ona mogła przynieść w świadomości społeczeństwa poczucie większego sprawstwa w tej dziedzinie. Z drugiej strony właściwe jest, aby ostatecznego wyboru kandydata dokonywała Krajowa Rada Sądownictwa mająca kompetencje do oceny profesjonalizmu kandydatów i zapisane w Konstytucji wyłączne prawo do przedstawienia wniosku o powołanie danej osoby na sędziego Prezydentowi.

Jako Fundacja Court Watch Polska proponujemy, aby po przeprowadzeniu oceny każdy z członków komisji mógł w głosowaniu wyrazić poparcie  dla poszczególnych kandydatów lub go odmówić. Krajowa Rada Sądownictwa dokonywałaby wyboru wyłącznie spośród 3 kandydatów na dane miejsce, których poparła największa liczba członków komisji. Gdyby kandydatów z takim samym poparciem było więcej, Rada mogłaby dokonywać wyboru z całej puli osób cieszących się równie wysokim uznaniem członków lokalnej komisji.

Praca lokalnej komisji zastąpiłaby tym samym opiniowanie dokonywane przez lokalne zgromadzenie sędziów. Cała procedura przedstawiona jest na rycinie.

View post on imgur.com

Jak to robią zagranicą?

Udział osób niezwiązanych z wymiarem sprawiedliwości w komisji biorącej udział w wyłanianiu sędziów nie byłby niczym nowym w perspektywie międzynarodowej. Pewnym novum byłoby natomiast działanie lokalnych komisji wspólnie z Krajową Radą Sądownictwa.

W skład lokalnych komisji w Niemczech (na poziomie landów) czy USA (na poziomie stanów) oraz komitetu nominacyjnego w Izraelu wchodzą osoby wskazane bezpośrednio przez samorządy prawnicze. Skrajnym przypadkiem jest komisja federalna w Niemczech, gdzie członków wskazuje – bez udziału sędziów – wyłącznie władza wykonawcza (ministrowie sprawiedliwości poszczególnych landów) oraz ustawodawcza (parlament federalny). Powyższe przykłady dotyczą udziału osób niezwiązanych z sądownictwem w wyłanianiu sędziów. Najczęściej są to jednak prawnicy i nie zawsze wynika to z wymogów prawa (tak jak np. w Hiszpanii czy we Włoszech), ale po prostu ze zwyczaju. Reprezentacja zwykłych obywateli jest więc w tych krajach nadal ograniczona.

Udział osób niebędących prawnikami w organach kolegialnych odpowiedzialnych za nominacje sędziowskie jest jednak w niektórych jurysdykcjach wręcz wymagany. Z taką sytuacją mamy do czynienia w przypadku wielu komisji stanowych w USA, gdzie dyskrecjonalna decyzja gubernatora o powołaniu sędziego na pierwszą kadencję jest poprzedzona pracą komisji nominacyjnej, złożonej w połowie z prawników wskazanych przez samorząd zawodowy, a w połowie z nie-prawników wskazanych przez gubernatora. Podobnie jest w Kanadzie, gdzie obok sędziego i trzech innych prawników zasiada w komisji także trzech „laików”.

W Europie z wyjątkową dbałością o reprezentację obywateli w ciałach powołanych do wyłaniania sędziów mamy do czynienia w Wielkiej Brytanii. Szkocka 10-osobowa komisja składa się w połowie z prawników i w połowie z osób niezwiązanych z wymiarem sprawiedliwości. W skład angielskiej komisji wchodzi 15 osób: 6 sędziów różnych szczebli, 2 prawników, 1 sędzia pokoju niebędący prawnikiem (layjudge) i 6 osób, które nie są i nigdy nie były praktykującymi prawnikami.

Przy wyborze osób do komisji zwraca się szczególną uwagę na reprezentację społeczeństwa oraz kompetencje do pracy w komisji. Większość członków wybierana jest w procedurze konkursowej. Przewodniczącym nie może być prawnik. Aktualny przewodniczący jest profesorem medycyny.

Poprzedni miał wieloletnie doświadczenie zarządcze i kierował wcześniej działem zasobów ludzkich (czyli działem odpowiedzialnym za rekrutację) w dużej korporacji międzynarodowej. 

***

Włączenie obywateli w wybór sędziów ma sens przede wszystkim w przypadku powołania danej osoby na pierwsze stanowisko sędziowskie. Wówczas dochodzi do powierzenia danej osobie władzy publicznej. Jest to element decydujący dla demokratycznej legitymizacji władzy sądowniczej, aby dożywotnią władzę sądzenia powierzać przy udziale obywateli.

Wszystko wskazuje jednak na to, że wbrew zapowiedziom z czasów kampanii wyborczej, zgodnie z przyjętymi w ostatnim roku regulacjami, prawo do orzekania w imieniu Rzeczypospolitej będzie powierzane bez żadnego udziału obywateli. Dodatkowo: jeszcze młodszym osobom niż do tej pory.

Zeszłoroczne zmiany przepisów przywróciły urząd asesora, czyli „sędziego na próbę”. O to stanowisko mogą się jednak ubiegać wyłącznie absolwenci Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, a kryterium decydującym o objęciu urzędu jest wynik egzaminu sędziowskiego. Po czterech latach pracy asesor będzie oceniany i jeśli Krajowa Rada Sądownictwa nie sprzeciwi się temu, otrzyma dożywotni status sędziego. Otwarte konkursy na stanowisko sędziego sądu rejonowego będą należeć do rzadkości i można spodziewać się, że organizowane będą wyłącznie tam, gdzie nie znajdą się chętni do pracy absolwenci Krajowej Szkoły.

Z jednej strony powołanie na urząd asesora jest procedurą dość transparentną i opartą na obiektywnych kryteriach, ale odbywa się ona zupełnie poza kontrolą obywateli. Nawet KRS ma w niej wyłącznie formalny udział, co stało się przyczyną ostrego konfliktu o powołanie pierwszej grupy kilkuset asesorów na jesieni 2017 r.

Aby urzeczywistnić demokratyczną kontrolę nad powierzaniem władzy sądowniczej w ręce asesorów, powinno się poprzedzić ich powołanie oceną lokalnej komisji oraz pozwolić na ubieganie się o to stanowisko także przedstawicielom innych zawodów prawniczych (ci w czasie trwania asesury musieliby zdać egzamin sędziowski, jeśli chcieliby liczyć na powołanie na urząd sędziowski po okresie próby). W innym wypadku demokratyzacja procesu wyboru osób sprawujących władzę sądowniczą w naszym imieniu nadal będzie jedynie symboliczna. Zmiana wyboru członków Krajowej Rady Sądownictwa nic w tej kwestii nie zmieni.

Artykuł jest wstępną wersją jednego z rozdziałów „Raportu o działalności Krajowej Rady Sądownictwa w zakresie wyboru osób na wolne stanowiska sędziowskie” przygotowywanego przez Fundację Court Watch Polska. Jego publikacja planowana jest na marzec 2018 r. Jeśli nie chcesz przegapić publikacji raportu, śledź Fundację w mediach społecznościowych: Facebook: fb.com/fundacjacwp | Twitter: twitter.com/courtwatchpl

Podziel się artykułem:

Bartosz Pilitowski
Założyciel i prezes Fundacji Court Watch Polska prowadzącej „Obywatelski Monitoring Sądów”. Współpracownik Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE oraz członek Rady Społecznej ds. Wdrażania Strategii Modernizacji Przestrzeni Sprawiedliwości.

Napisaliśmy już 2198 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Wszystkie idee zachodnie były wówczas przez nas bezkrytycznie przyjmowane, bo przyszły do nas z innego, lepszego świata. Stanowiły oczywistą przeciwwagę dla socjalizmu, więc musiały być dobre.

Giza-Poleszczuk: Jako socjologowie straciliśmy zdolność prawdziwej analizy [ROZMOWA]

Giza-Poleszczuk: Jako socjologowie straciliśmy zdolność prawdziwej analizy [ROZMOWA]

Krzysztof Mazur

Już dwa lata temu Federacja Farmaceutyczna Wenezueli szacowała, że niedostępnych jest 85% podstawowych medykamentów.

Upadły socjalistyczny raj. Wenezuela przed wyborami

Upadły socjalistyczny raj. Wenezuela przed wyborami

Andrzej Kohut

Na samym placu Republiki w centrum Erywania zebrało się około 250 000 osób, czyli ok. 8,5 procent wszystkich mieszkańców Armenii.

Niespodziewana rewolucja, oczekiwana zmiana. Nowe otwarcie w Armenii?

Niespodziewana rewolucja, oczekiwana zmiana. Nowe otwarcie w Armenii?

Michalina Bojanowska
Następny artykuł:

Łupaszka po prostu parszywy jest Żyd!

Łupaszka po prostu parszywy jest Żyd!