Nie chodzi o same podwyżki. Czego nas uczy protest rezydentów

Maria Libura | 20-02-2018 13:24:03 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Nie chodzi o same podwyżki. Czego nas uczy protest rezydentów
www.flickr.com/photos/147043904@N02/

Porozumienie kończące protest lekarzy rezydentów nie ma rewolucyjnego charakteru, ale też takiego mieć nie mogło – trudno bowiem, by nawet najlepiej zorganizowana grupa młodych lekarzy uzdrowiła system, wykonując pracę, której nie potrafiły przez lata wykonać kolejne rządy. Akcja opt-out uzmysłowiła za to opinii publicznej skalę kryzysu kadrowego – wystarczy, że lekarze zaczęli stosować się do norm czasu pracy, by zamykały się całe oddziały. Nie tylko niedostatek pieniędzy, ale także brak ludzi – lekarzy i pielęgniarek – zagraża bezpieczeństwu pacjentów w Polsce.

Trwający od października ubiegłego roku protest rezydentów wzbudził wiele emocji i nadziei, gdyż różnił się charakterem od wcześniejszych protestów w służbie zdrowia. Choć początkowo próbowano go zredukować do żądań płacowych, szybko okazało się, że młodzi lekarze chcą czegoś więcej – nie poprzestaną na tym, by wywalczyć lepsze warunki w ramach istniejącego systemu, ale domagają się jego radykalnej rekonstrukcji.

Młode pokolenie chce pracować inaczej – zależy mu na bardziej przyjaznym modelu pracy, w którym lekarz nie musi obawiać się skutków własnego przepracowania, modelu, w którym jest miejsce zarówno na kształcenie ustawiczne, jak i życie prywatne.

To znak nadchodzącej zmiany pokoleniowej, na którą ochrona zdrowia nie tylko w Polsce, ale i na świecie, jest słabo przygotowana. Świadczą o tym podobne protesty w innych krajach Unii Europejskiej. Znajomo brzmią postulaty wysuwane przez medyków na Litwie, a w Anglii z pewną już regularnością na ulice wychodzą młode kadry brytyjskiej ochrony zdrowia, manifestując swój sprzeciw wobec niskich płac, wpędzających w pułapkę finansową kredytów zaciąganych na sfinansowanie studiów oraz dużej liczby nadgodzin. 

W tym świetle podpisane 8 lutego porozumienie należy traktować bardziej jako reset w negocjacjach, aniżeli rozwiązanie problemu, choć rezydentom udało się wywalczyć istotne podwyżki. Liczący dziewięć stron dokument składa się z kilku części, o bardzo różnym stopniu szczegółowości. Konkretne ustalenia dotyczą przyspieszenia zakładanego tempa wzrostu nakładów na ochronę zdrowia oraz warunków pracy lekarzy rezydentów. Finansowanie na poziomie 6% PKB ma zostać osiągnięte rok wcześniej, niż zakładała to uchwalona z końcem listopada ubiegłego roku ustawa, a więc w 2024 roku.

Szczegółowo opisano sprawę wynagrodzeń dla lekarzy rezydentów oraz związane z tym podwyżki dla lekarzy specjalistów. Wynagrodzenie zasadnicze lekarzy rezydentów wyniesie 4000 zł brutto miesięcznie, przy czym dla lekarzy odbywających specjalizację w dziedzinach określanych jako priorytetowe będzie ono wyższe i wyniesie 4700 zł brutto miesięcznie.

Od trzeciego roku szkolenia wynagrodzenia te wzrosną do odpowiednio 4500 zł oraz 5300 zł brutto miesięcznie. Jeżeli lekarz zobowiąże się do odpracowania łącznie dwóch z pięciu lat przypadających po ukończeniu specjalizacji otrzyma dodatkowo 600 zł lub w przypadku specjalizacji priorytetowych, 700 zł brutto miesięcznie, wpisane do podstawy wynagrodzenia. Oznacza to, że rezydenci będą mogli otrzymać nawet 6 000 zł brutto miesięcznie w przypadku specjalizacji deficytowych. 

Takie ustalenia pociągnęły za sobą konieczność podniesienia płac lekarzom specjalistom. Lekarze ci pod warunkiem zatrudnienia na podstawie stosunku pracy tylko w jednym szpitalu otrzymają wynagrodzenie zasadnicze w kwocie nie mniejszej niż 6750 zł brutto miesięcznie, choć zagadką na razie pozostaje źródło finansowania tej podwyżki.

Za 10 lat zlikwidowana ma zostać klauzula opt-out, pozwalająca lekarzom na pracę przekraczającą 48 godzin w tygodniu. Sztandarowe hasło ministra Szumowskiego – odbiurokratyzowanie służby zdrowia – ma zostać zrealizowane poprzez przeniesienie ciężaru wypełniania „papierów” na sekretarki medyczne, których status ma zostać unormowany odpowiednimi przepisami.

Bardziej postulatywny charakter mają natomiast postanowienia dotyczące dialogu Ministerstwa Zdrowia z innymi zawodami medycznymi, a także związane z cyfryzacją czy wprowadzeniem jakościowych kryteriów oceny placówek medycznych. Właśnie z powodu kontrastu pomiędzy precyzją ustaleń dotyczących warunków zatrudnienia rezydentów a ogólnikowością tych odnoszących się do szerzej ujętego systemu, Porozumienie Rezydentów spotkało się z licznymi głosami krytycznymi, a nawet oskarżeniami o rezygnację z walki o słuszne cele lub naiwność.

Wyrażany na łamach tradycyjnych i wirtualnych mediów żal, że rezydenci nie „wywalczyli więcej” pokazuje, że nadal powszechne jest oczekiwanie, że złożony kryzys polskiej służby zdrowia znajdzie proste rozwiązane.

Czy jednak rzeczywiście rezydenci mieli mandat, by ustalać z ministrem zdrowia rozwiązania regulujące pracę pielęgniarek i ratowników, albo projektować system kontroli jakości świadczeń? Wydaje się to wysoce wątpliwe. Już sam fakt, że w porozumieniu mowa jest o wynagrodzeniu lekarzy specjalistów spotkał się przecież z negatywną reakcją Prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej. Zbliżenie się wynagrodzenia lekarza rezydenta do specjalisty jest zresztą gotowym przepisem na kolejny kryzys kadrowy. Do dialogu o kierunku zmian pora teraz włączyć inne grupy zainteresowanych, w tym samych pacjentów i utrzymujących system publiczny obywateli.

Podobnie można odpowiedzieć na skądinąd słuszne analizy, które wskazują, że opisane w dokumencie mechanizmy nie rozwiążą problemu braku lekarzy w Polsce. Wyższe płace nie spowodują bowiem nagle, iż uzupełniony zostanie niedobór kadr, który wymusza pracę w ponadwymiarowym czasie. Podobnie, konieczność przepracowania w Polsce łącznie dwóch z pięciu lat po zakończeniu specjalizacji w zamian za dodatkowe uposażenie jest raczej przymiarką w poszukiwaniu nowych instrumentów skłaniających do pozostania w kraju w zamian za określone zachęty, niż receptą na powstrzymanie kolejnej fali emigracji lekarzy. Także samo zwiększenie naborów na studia medyczne może okazać się grubą pomyłką – bez wdrożenia innych zmian możemy znaleźć się w sytuacji, w której po prostu wykształcimy jeszcze więcej kadr medycznych za publiczne pieniądze na potrzeby innych systemów ochrony zdrowia. Nie jest jednak zadaniem rezydentów, by ten węzeł gordyjski rozsupłać.

Długoterminowo najważniejszym efektem protestu lekarzy rezydentów będą nie tyle konkretne ustalenia, wyszczególnione w porozumieniu z Ministrem Zdrowia, co przyspieszona edukacja społeczna. Wcześniej słyszeliśmy, że służbę zdrowia można zreformować z oszczędności. Obecnie do opinii publicznej dociera informacja, że nawet podniesienie nakładów nie wystarczy, by skrócić kolejki i poprawić jakość opieki medycznej dla samych pacjentów.

Podziel się artykułem:

Maria Libura
Ekspert CAKJ ds. zdrowia,kierownik Zakładu Dydaktyki i Symulacji Medycznej Collegium Medicum Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Komunikacji Medycznej.

Napisaliśmy już 2213 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Unijne regulacje prowadzą do „internetowego grodzenia”.

Unia Europejska chce uderzyć w wielkie koncerny ich własną bronią [ROZMOWA]

Unia Europejska chce uderzyć w wielkie koncerny ich własną bronią [ROZMOWA]

Bartosz Paszcza

Ciągle musimy uczyć się odróżniać zmiany, które wynikają z nieuchronnych procesów, i te, które są częściowo sterowalne i mogą być modyfikowane według naszych wartości czy wyobrażeń.

Zybertowicz: Jeśli udało się objąć kontrolą broń masowego rażenia, to dlaczego nie zrobić tego ze sztuczną inteligencją?

Zybertowicz: Jeśli udało się objąć kontrolą broń masowego rażenia, to dlaczego nie zrobić tego ze sztuczną inteligencją?

Krzysztof Mazur

Protestujący pod hasłami samorządności i autonomii uczelni, bronią tak naprawdę wszechwładzy uniwersyteckich koterii.

To w ogóle nie o to chodzi. Wokół medialnej awantury o Konstytucję dla Nauki

To w ogóle nie o to chodzi. Wokół medialnej awantury o Konstytucję dla Nauki

Marcin Kędzierski
Następny artykuł:

Podmiotowa konkurencja, a nie jednostronne „partnerstwo” [POLEMIKA]

Podmiotowa konkurencja, a nie jednostronne „partnerstwo” [POLEMIKA]