Rozważni i romantyczni. Udane powstanie pozytywistów

Grzegorz Jazdon | 27-12-2017 18:12:59 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Rozważni i romantyczni. Udane powstanie pozytywistów
http://www.smartage.pl

Banki spółdzielcze, kółka rolnicze, chóry i polskojęzyczne wydawnictwa – bez tak różnorodnych form organizacji narodowościowej pracy u podstaw nie byłoby sukcesu powstania wielkopolskiego. Na przełomie lat 1918/1919 wielu dotychczasowych pozytywistów chwyciło za broń, zamieniając pracę organiczną na zbrojną walkę o wolność. Symbolicznym przykładem takich wielkopolskich powstańczych biografii są losy braci Plucińskich.

Czy Wielkopolanie się nie buntowali?

Kiedy w 1793 roku Wielkopolska została zagarnięta przez Prusy, nie wyróżniała się znacząco spośród innych obszarów Polski. Nie było tu zaścianków i tak ogromnych latyfundiów jak na wschodzie Rzeczypospolitej, ale ogólna struktura gospodarcza i społeczna dzieliła słabości całego kraju. Po 125 latach niewoli region ten miał już ugruntowaną opinię jednej z najzasobniejszych dzielnic, zamieszkałej przez świetnie zorganizowanych obywateli, prowadzących nowoczesne firmy i gospodarstwa. Przyczyną takiego obrotu spraw był fakt, iż dominującą wśród Wielkopolan ideą była praca organiczna. Już w latach 40. XIX wieku była to myśl przyjmowana powszechnie wśród wielkopolskich elit, choć jej początków można dopatrywać się jeszcze w działalności Dezyderego Chłapowskiego, rozwijającego swój nowoczesny majątek ziemski w pierwszych latach po Kongresie Wiedeńskim.

Idea pracy organicznej była z pewnością odpowiedzią na germanizacyjną politykę Prus, a potem Niemiec. Germanizacja miała się dokonać zarówno poprzez oddziaływanie kulturowe na polskich mieszkańców tej dzielnicy, jak i przez kolonizowanie Wielkopolski przez niemieckich osadników, urzędników i żołnierzy. Forma odpowiedzi na tę polityką wynikała zaś po prostu z porównania sił strony niemieckiej i polskiej na różnych polach: militarnym, gospodarczym, społecznym, kulturowym.

Liderzy ludności polskiej w Wielkopolsce zdawali sobie sprawę, że walka o niepodległość w pierwszym rzędzie musi polegać na ochronie i rozwoju polskiego stanu posiadania w gospodarce i kulturze oraz że musi się ona skupiać na rozwoju społeczeństwa polskiego i upowszechnianiu nowoczesnej tożsamości narodowej.

Dopiero na takiej podstawie można było myśleć o przyszłej zbrojnej walce o wolność.

Dlatego tak ważnymi elementami pracy organicznej były polskie banki spółdzielcze i kasy zarobkowe, umożliwiające ekonomiczne przetrwanie i rozwój polskim gospodarstwom rolnym, zakładom rzemieślniczym i firmom. Z kolei kółka rolnicze umożliwiały rozpowszechnianie nowoczesnych metod gospodarowania wśród polskich rolników.

Było to o tyle istotne, że Wielkopolsce została przypisana rola „spichlerza Rzeszy”. Co za tym idzie, nie rozwijał się tu wielki przemysł, a więc trudno było o inne formy zarobkowania. Rząd Niemiec za pośrednictwem Komisji Kolonizacyjnej kierował ogromne fundusze na wykup z rąk polskich gruntów, na których tworzono następnie wsie zamieszkałe przez niemieckich osadników. Modernizacja polskich gospodarstw umożliwiała poprawę ich wyników ekonomicznych, dzięki czemu możliwa była (jakkolwiek górnolotnie by to dziś nie brzmiało) obrona polskiej ziemi. Istotną rolę odgrywali też wydawcy, którzy mimo niesprzyjających warunków prawnych drukowali książki i czasopisma w języku polskim. Polską kulturę upowszechniały także chóry powstające bardzo licznie w XIX wieku. Rolę nieistniejącego polskiego uniwersytetu starało się spełniać Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk. Wreszcie, różnego rodzaju kółka samokształceniowe, Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” i polski skauting pielęgnowały ducha narodowego wśród młodzieży.

Wszystko to nie oznacza jednak, że zrezygnowano zupełnie z postulatu walki zbrojnej. Uważano jednak, że jej powodzenie jest możliwe tylko przy sprzyjających okolicznościach zewnętrznych i przy odpowiednim wzmocnieniu „substancji narodowej”. Co nie zmienia faktu, iż duża część liderów pracy organicznej uczestniczyła jednocześnie w różnych działaniach spiskowych i walkach powstańczych.

Prekursor ruchu, Dezydery Chłapowski, odegrał niebagatelną rolę w powstaniu listopadowym. Mesjanistyczny filozof Karol Libelt organizował nieudane powstanie w 1846 r.. Redaktor i wydawca polskich rękopisów, Jan Działyński, walczył w powstaniu styczniowym…

Do broni! Ale najpierw się zorganizujmy

Wszystkie te doświadczenia spowodowały, że kiedy sytuacja zewnętrzna dojrzała do walki o niepodległość, społeczeństwo wielkopolskie było właściwie do niej przygotowane. Kiedy w listopadzie 1918 roku, na skutek przegranej wojny, w Niemczech wybuchła rewolucja, Polacy zaczęli tworzyć rady ludowe, a także wchodzili do niemiecko-polskich rad robotniczo-żołnierskich. W Poznaniu powstała Naczelna Rada Ludowa mająca ambicje być przedstawicielstwem Polaków nie tylko z Wielkopolski, ale i z Górnego Śląska, Pomorza oraz Warmii i Mazur. Komisariat Naczelnej Rady Ludowej (NRL), czyli jej swoisty „zarząd”, już niedługo miał stać się rządem wyzwolonej Wielkopolski.

Na początku grudnia 1918 r. doszło do niezwykłego wydarzenia, jakim były obrady Sejmu Dzielnicowego, grupującego Polaków z całego obszaru Niemiec. W czasie jego obrad podkreślano chęć przyłączenia ziem zamieszkałych przez Polaków do Rzeczypospolitej, choć oficjalnie deklarowano oczekiwanie na rozstrzygnięcia konferencji pokojowej w Wersalu. Mimo to zarówno Komisariat NRL, jak i opozycyjne wobec niego środowiska Polskiej Organizacji Wojskowej zaboru pruskiego czy tzw. Grupa Palucha, przygotowywały na początek 1919 roku wybuch powstania. Liczono, że pewną rolę odegrają w nim tworzone przez rady ludowe oddziały Straży Ludowej, pełniące dotychczas funkcje porządkowe oraz formacje Służby Straży i Bezpieczeństwa. Te ostatnie tworzono z inspiracji rządu Niemiec i były przezeń utrzymywane, dlatego miały składać się po połowie z Niemców i Polaków. Nasi rodacy różnymi sposobami doprowadzili jednak w praktyce do „przejęcia” wielu z nich.

W tej atmosferze do Poznania, w drodze do Warszawy, przybył Ignacy Jan Paderewski, co stało się katalizatorem wybuchu powstania 27 grudnia 1918 roku. Dzięki wykorzystaniu zaskoczenia i przesilenia rządowego w Berlinie w krótkim czasie powstańcom udało się wyzwolić większą część Wielkopolski i część Kujaw. Od połowy stycznia 1919 roku dowództwo wojskowe objął były oficer carski, gen. Józef Dowbor-Muśnicki, który w krótkim czasie zorganizował Armię Wielkopolską. Formacja ta, w szczytowym momencie licząca ok. 100 tysięcy ludzi, odegrała ogromną rolę nie tylko w utrzymaniu niepodległości Wielkopolski, ale i w kształtowaniu granic wschodnich II Rzeczpospolitej. Co ciekawe, biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców dzielnicy, to właśnie Wielkopolska wystawiła proporcjonalnie największą liczbę żołnierzy spośród wszystkich ziem polskich.

Dwóch braci, dwie drogi, jedna idea

Wielu dotychczasowych praktyków pracy organicznej na przełomie lat 1918/1919 stało się politykami lub powstańcami walczącymi zbrojnie o wolność. Świetnymi przykładami takich losów mogą być historie życia braci Leona i Zbigniewa Plucińskich.

Starszy z nich, Leon (ur. 9.02.1875 r.), ukończył studia rolnicze w Halle i w Berlinie. Był właścicielem dużych majątków ziemskich w powiecie poznańskim i średzkim. Starał się je nieustannie modernizować, nie tylko kupując nowoczesne maszyny rolnicze, ale także budując konną kolejkę wąskotorową łączącą różne części jego posiadłości.

W latach 1909-1935 był członkiem rady nadzorczej firmy H. Cegielski, Banku Cukrownictwa i Zachospiru. Co charakterystyczne, zanim wybudował pałac dla swojej rodziny, najpierw zadbał o wybudowanie szkoły powszechnej w Swadzimiu. Przede wszystkim jednak odznaczył się jako działacz wielu organizacji społecznych funkcjonujących w zaborze pruskim.

Przez wiele lat był prezesem i wiceprezesem Kółka Rolniczego w Lusowie, wykorzystując jego zebrania do dzielenia się swoją wiedzą o nowoczesnych metodach uprawy roślin, hodowli zwierząt i mechanizacji rolnictwa. Nie poprzestawał na teoretycznych pogadankach, ale organizował wycieczki do nowocześnie prowadzonych gospodarstw, stacji doświadczalnych czy na wystawy rolnicze. Przez pewien czas kierował wydziałem gospodarstw rolnych, wystaw i wycieczek w Centrali Kółek Rolniczych w Poznaniu, dzięki czemu zasięg prowadzonej przez niego edukacji rolniczej znacznie się powiększył. W tym samym celu pisywał artykuły do „Przewodnika Gospodarskiego”, „Plonu” i innych czasopism. Wchodził w skład patronatu Spółdzielni Zarobkowych i Gospodarczych, finansujących rolnictwo i drobny przemysł.

Jeszcze w okresie zaborów Leon Pluciński angażował się w różnego rodzaju akcje polityczne. Działał w polskim Kole Wyborczym, wspierającym Polaków startujących w wyborach do niemieckiego sejmu. Od 1910 roku był współzałożycielem i członkiem zarządu konserwatywnego Związku Narodowego. W tym samym czasie rozpoczął działalność w tajnej Obronie Narodowej, organizacji powołanej przez Ligę Narodową Romana Dmowskiego w celu wychowania, uświadamiania i tajnego nauczania polskiej młodzieży. Dwa lata później zakładał Centrum Obywatelskie, stronnictwo polityczne powiązane ideowo z endecją, grupujące przedstawicieli miejscowego ziemiaństwa.

Młodszy z braci, Zygmunt (ur. 12.02.1882 r.), już w gimnazjum działał w Towarzystwie Tomasza Zana, a następnie studiował rolnictwo we Frankfurcie nad Odrą i Berlinie. Jako młody człowiek odziedziczył duży majątek w Lusówku z folwarkiem Rozalin w powiecie poznańskim. Uczynił z niego wzorowe gospodarstwo rolne, stosując nowe odmiany zbóż i buraka cukrowego, hodowlę bydła i trzody. Założył jedne z pierwszych w Wielkopolsce upraw wikliny i chmielu. Śladem starszego brata sprowadzał nowoczesne maszyny rolnicze i wybudował kolejkę wąskotorową, by usprawnić sprzedaż swoich produktów. Dla miejscowych dzieci wybudował ochronkę, a dla okolicznych rolników organizował kursy nowoczesnego gospodarowania. Podobnie jak brat od około 1910 r. działał w Lidze Narodowej i Obronie Narodowej.

Znana szeroko aktywność społeczno-polityczna Leona Plucińskiego spowodowała, że kiedy w społeczeństwie wielkopolskim odżyły nadzieje na odzyskanie niepodległości, właśnie wokół niego zaczęli gromadzić się działacze z powiatu Poznań-Zachód, obejmującego część miejscowości położonych wokół Poznania. Już 12 listopada 1918 r. w poznańskim mieszkaniu Plucińskiego odbywa się zebranie, podczas którego utworzono Powiatową Radę Ludową i Powiatową Straż Ludową. Leon staje na czele Rady, zaś Zygmunt zostaje zastępcą dowódcy Straży. Co ciekawe, o powyższych ustaleniach natychmiast poinformowano lokalne władze niemieckie, zmuszając jednocześnie prezydenta policji do wydania uzbrojenia dla Straży i ustanawiając przy staroście polskiego kontrolera, przedstawiciela Rady.

Kariera Leona Plucińskiego w organizowaniu Polaków nabierała tempa. Został wybrany do Naczelnej Rady Ludowej w Poznaniu i w 1919 roku objął kierownictwo Wydziału III w Komisariacie NRL, któremu podlegały sprawy polityki, uchodźców i rejestracji strat wojennych. 9 lipca 1919 r. został mianowany zastępcą komisarza i w wypadku nieobecności członków Komisariatu NRL przejmował ich obowiązki. Negocjował z delegacją rządu w Warszawie w sprawie uznania mandatów byłych posłów do parlamentu niemieckiego w Sejmie Ustawodawczym. Reprezentował także władze powstania w rozmowach z francuskim gen. Dupontem z Komisji Międzysojuszniczej w Berlinie.

Zygmunt Pluciński, który jeszcze przed I Wojną Światową odbył służbę wojskową w armii niemieckiej, z dużą energią zaangażował się w tworzenie formacji zbrojnych. Jako komendant Straży Ludowej na okręg tarnowski organizował tę służbę na podległym sobie terenie. Na początku grudnia wziął udział w Sejmie Dzielnicowym, a w połowie tego miesiąca Komisariat NRL wysłał go do Westfalii z pieniędzmi, które miały służyć pokryciu kosztów przejazdu ochotników spośród tamtejszych robotników polskich do tworzącego się wojska polskiego w dawnej Kongresówce.

Wkrótce po jego powrocie, do Poznania przybył Paderewski, a kolejnego dnia w stolicy Wielkopolski wybuchły pierwsze walki. Zygmunt poinformował o tym fakcie swojego przełożonego ze Straży, Andrzeja Kopę, a ten zarządził koncentrację podległych sobie pododdziałów we wsi Dopiewo. Co charakterystyczne, zebrało się ok. tysiąca ochotników, jednak wielu z nich musiano odesłać do domów ze względu na brak broni. Pozostałych sześciuset podzielono na pięć kompanii. Na czele drugiej stanął Zygmunt, który w pierwszych dniach walk musiał swój pododdział wspierać finansowo i materialnie, chociażby żywiąc go z własnych zasobów. Wraz ze swymi żołnierzami blokował trasę kolejową Berlin-Poznań, odcinając drogę ewentualnym posiłkom niemieckim kierowanym na pomoc garnizonowi poznańskiemu. W miarę rozszerzania się zasięgu powstania jego kompania została skierowana na front pod Zbąszyniem na zachodnich rubieżach Wielkopolski, skąd wycofana po kilku dniach wraz z resztą oddziału Andrzeja Kopy stała się zaczątkiem formowania 1 Pułku Rezerwowego Strzelców Wielkopolskich, późniejszego 10 Pułku Strzelców Wielkopolskich. W tym samym czasie Zygmunt Pluciński przyjął propozycję zostania adiutantem nowego głównodowodzącego powstania, gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego.

Po zdaniu stosownego egzaminu został też awansowany do stopnia podporucznika. Po połączeniu Wojsk Wielkopolskich z Wojskiem Polskim, został zwolniony do rezerwy. Latem 1920 roku powrócił do armii, by organizować oddziały do walki w wojnie polsko-bolszewickiej, dowodził też jedną z kompanii w garnizonie poznańskim.

Służba publiczna w czasach pokoju

Leon Pluciński także po zjednoczeniu Wielkopolski z resztą kraju pełnił ważne funkcje polityczne. Był podsekretarzem stanu w Ministerstwie b. Dzielnicy Pruskiej, gdzie podlegały mu trzy departamenty: centralny, polityczny oraz biuro prezydialne. W trudnych chwilach sierpnia 1920 r. współorganizował Armię Zapasową, nazywaną też Armią Zachodnią. Następnie w latach 1921-1924 był Komisarzem Generalnym Rzeczypospolitej Polskiej (w randze ministra pełnomocnego) w Wolnym Mieście Gdańsku. Jego zadaniem była obrona praw Polski i Polaków stale naruszanych przez Niemcy, dlatego stał tu na stanowisku nieustępliwej polityki względem Niemców. Przewodniczył delegacji polskiej, która podpisała konwencję z Gdańskiem. W tym samym okresie był także delegatem polskim w Lidze Narodów w Genewie.

W latach 1922-1930 zasiadał w Sejmie jako poseł Związku Ludowo-Narodowego pracując w komisji morskiej, skarbowej, spraw zagranicznych i rolnej, a przede wszystkim pełniąc funkcję wicemarszałka tej izby.

Pełnił też różne funkcje partyjne, ale nie rezygnował ze swojej działalności społeczno-gospodarczej, będąc m. in. członkiem Rady Głównej przygotowującej Powszechną Wystawę Krajową w Poznaniu, prezesem Rady Związku Eksporterów Zbóż Rzeczypospolitej Polskiej, rady nadzorczej Polskiego Biura Eksporterów Zboża z siedzibą w Gdańsku oraz spółki akcyjnej „Centrala Rolników”. Po 1931 r., ze względu na stan zdrowia, ograniczył działalność polityczną. Zmarł 2 czerwca 1935 r. w Swadzimiu, a pochowany został w grobie rodzinnym w Lusowie.

Zygmunt Pluciński po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej powrócił do swojego majątku w Lusówku, który dalej rozwijał. Działał aktywnie społecznie, m.in. w Zarządzie Głównym Stowarzyszenia Porządku Publicznego w Poznaniu, był wiceprezesem zarządu Związku Polskich Organizacji Rolniczych i wiceprzewodniczącym Dzielnicy Wielkopolskiej „Sokoła”. Związany politycznie z obozem narodowym, organizował w 1926 r. w Poznaniu Komitet Wojewódzki Organizacji Obrony Państwa utworzony w odpowiedzi na zamach majowy. Bez sukcesu startował w wyborach parlamentarnych. Był polskim delegatem na Międzynarodową Konferencję Pracy w Genewie. Na prośbę jej uczestników opracował po francusku broszurę, opisującą majątek Lusówko jako wzorcowe gospodarstwo. Zmarł 15 grudnia 1933 r. w Poznaniu i został pochowany w grobowcu rodzinnym na cmentarzu w Lusowie.

***

Niedawno na łamach portalu jagiellonski24.pl Piotr Kaszczyszyn wskazywał, że polityka historyczna powinna odwoływać się nie tylko do romantycznego mitu Żołnierzy Wyklętych i Solidarności Walczącej, lecz także do pozytywistycznej wizji modernizatorów. Bohaterowie powstania wielkopolskiego często łączą te dwa doświadczenia.

Za sukcesem wielkopolskiego zrywu stoi w dużej mierze właśnie fakt, iż przeprowadzili je ludzie tacy, jak bracia Plucińscy. Na co dzień pragmatyczni, zaangażowani w życie społeczne i ciężko pracujący fachowcy w swoich dziedzinach. Jednocześnie jednak nie byli pozbawieni tej odrobiny gorącej krwi, która była konieczna, by w dogodnej chwili chwycić za broń i wywalczyć sobie wolność.

My Wielkopolanie często narzekamy, że „nasze” powstanie jest zbyt mało znane i poważane. Może więc teraz, w przededniu jego setnej rocznicy, jest najlepszy czas, by sięgnąć po pozytywistyczne wątki naszej tradycji?

Korzystałem m.in. z książek autorstwa Józefa Grajka: „Leon Pluciński. Organizator powstania wielkopolskiego 1918-1919 w powiecie Poznań-Zachód” oraz „Zygmunt Pluciński. Współorganizator powstania wielkopolskiego 1918-1919 w powiecie Poznań-Zachód).

Podziel się artykułem:

Grzegorz Jazdon
Pracownik Muzeum Powstańców Wielkopolskich im. Gen. Józefa Dowbora Muśnickiego w Lusowie. Współpracuje z poznańskim oddziałem Klubu Jagiellońskiego.

Napisaliśmy już 2100 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Nacjonalistyczno-klerykalno-homofobiczna dyktatura w jaką zamienić się miała Polska pod rządami partii Prawo i Swoboda jest wyjątkowo nieoryginalna. Pomimo 75 stron historii, wiemy o tym świecie zatrważająco mało.

Homo-miłości w pułapce formy. Nieudane eksperymenty Ignacego Karpowicza

Homo-miłości w pułapce formy. Nieudane eksperymenty Ignacego Karpowicza

Różnice pomiędzy regionami pogłębia struktura finansowania badań i rozwoju. Ponad jedna trzecia środków przypada na Londyn i Anglię Południowo-Wschodnią

Bank Anglii poza Londynem? Deglomeracja w służbie małego biznesu według laburzystów

Bank Anglii poza Londynem? Deglomeracja w służbie małego biznesu według laburzystów

Konrad Pomianowski

Wyborcy powinni mieć prawo rozliczyć swoich przedstawicieli i ocenić, czy za dzisiejsze głosowanie nie należy im się przypadkiem w najbliższych wyborach czerwona kartka za kolesiostwo.

Absurd tajnego głosowania. Ważny wniosek z głosowania ws. aresztu senatora Koguta

Absurd tajnego głosowania. Ważny wniosek z głosowania ws. aresztu senatora Koguta

Piotr Trudnowski
Następny artykuł:

Poza techniką nie będzie już nic? „Szklane pszczoły” Jüngera

Poza techniką nie będzie już nic? „Szklane pszczoły” Jüngera