Pierwszy modernizator II RP

Piotr Kaszczyszyn | 26-11-2017 16:17:07 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Pierwszy modernizator II RP
Autor ilustracji: Rafał Gawlikowski

Polska to kraj konkurujący głównie niskimi kosztami pracy, w globalnym łańcuchu produkcji zajmujący miejsca raczej podrzędne. Kluczem do „modernizacyjnego pchnięcia” jest aktywna polityka rozwojowa państwa, stawiająca na rozbudowę i unowocześnienie krajowego przemysłu. Wbrew pozorom to nie opis wyzwań gospodarczych stojących przed współczesną Polską, lecz refleksje Eugeniusza Kwiatkowskiego na temat II RP. Mimo upływu 80 lat pewne rzeczy nie uległy specjalnej zmianie.

Bez historii krytycznej dalej nie ruszymy

Punktem wyjścia refleksji gospodarczej Eugeniusza Kwiatkowskiego był jego stosunek do historii. Dla twórcy Centralnego Okręgu Przemysłowego historia nie była „archiwum pouczających faktów, luźnych wydarzeń i chronologicznych dat”. Kwiatkowskiemu nie chodziło również o zasadniczo wartościowe, ale już dosyć banalne i wyświechtane hasło historii – nauczycielki życia. Sanacyjny minister zdawał sobie sprawę, że życie państw, narodów i społeczeństw osadzone jest w perspektywie długiego trwania, gdzie procesy i ich konsekwencje objawiają się stopniowo na przestrzeni dekad, a nawet stuleci, a historia wywiera wpływ nie tylko na teraźniejszość, lecz również na przyszłość.

Konieczne jest w takim wypadku dokładne i krytyczne prześledzenie historycznych uwarunkowań naszej obecnej kondycji – politycznej, gospodarczej, społecznej, kulturowej. Bez tego procesu nie jest bowiem możliwe wypracowanie trafnej polityki rozwojowej państwa.

Sam Kwiatkowski podjął się takiej historycznej analizy w swojej najgłośniejszej pracy Dysproporcje. Rzecz o Polsce przeszłej i obecnej, biorąc na warsztat m.in. czasy I RP. Katalog brzemiennych w skutkach społeczno-gospodarczych zaniedbań okazał się całkiem obszerny:

- odwrócenie się od Bałtyku na rzecz Kresów, a tym samym wybór określonej ścieżki rozwoju gospodarczego kraju – Polska stała się krajem jednostronnie rolniczym, kosztem handlu i dopuszczenia do monopolizacji morskiego handlu zbożem przez Gdańsk;

- dyskryminacja prawna oraz symboliczna miast i mieszczaństwa (zakaz pełnienia zawodów mieszczańskich przez szlachtę pod groźbą utraty szlachectwa);

- chronicznie niski poziom opodatkowania, a tym samym zasobności skarbu królewskiego, połączony ze zdeformowaną strukturą podatkową – nadmiernym obciążeniem miast i handlu, kosztem przywilejów dla własności ziemskiej;

- patologiczny wpływ magnaterii na politykę zagraniczną państwa – rozgrywanie na własną rękę i we własnym prywatnym interesie spraw międzynarodowych.

Zdaniem ministra Kwiatkowskiego zaniedbania ze strony ekskluzywnego oraz politycznie i gospodarczo uprzywilejowanego narodu szlacheckiego, w połączeniu z agresywną polityką sąsiadów doprowadziło w konsekwencji do zniknięcia Polski z mapy Europy.

Z pojęciem długiego trwania związana jest koncepcja „zależności od ścieżki”. Zgodnie z nią rozwiązania przyjęte w danym historycznym momencie mogą funkcjonować jeszcze długie lata później siłą inercji i/lub działań lobbystycznych określonych grup interesów, nawet kosztem interesu publicznego, w sytuacji, gdy historyczne okoliczności, w jakich dane rozwiązania przyjęto uległy już zasadniczej zmianie.

Sam Kwiatkowski jako przykład takich historycznych zaszłości podaje kształt struktury podatkowej w II RP. Jego zdaniem po 1918 r. ponownie weszliśmy na znaną z polskiej historii ścieżkę nierównomiernego rozkładu ciężarów podatkowych i faworyzacji po raz kolejny własności ziemskiej kosztem handlu i miast. W latach 1929-1930 wpływy do budżetu państwa z tytułu podatku gruntowego były prawie pięciokrotnie niższe niż z podatku przemysłowego oraz czterokrotnie niższe w porównaniu do sum wpływających z opłat stemplowych i patentowych.

Polska „Europą B”

Uwarunkowania historyczne naszego rozwoju Kwiatkowski płynnie łączył z geografią gospodarczą. Twórca COP nie miał wątpliwości, że Polska to ekonomiczna druga liga Europy.

„Musimy – wbrew zdrowym nawet ambicjom – uświadomić sobie, że dziś jeszcze – tylko we własnym pojęciu lub w zagranicznych toastach bankietowych jesteśmy szóstym narodem i szóstym państwem w Europie. Nasz kontynent dzieli się wzdłuż linii Budapeszt-Wiedeń-Praga-Berlin-Sztokholm-Leningrad. My znajdujemy się po jej niewłaściwej stronie, jesteśmy „Europą B” – pisał Kwiatkowski.

Na podparcie takich ponurych refleksji pomysłodawca portu w Gdyni sięgał po liczby: handel zagraniczny w przeliczeniu na mieszkańca cztery i pół razy niższy niż w Finlandii, zdolność do ponoszenia obciążeń budżetowych blisko dwa razy niższa niż w Jugosławii. Niższa konsumpcja na mieszkańca: węgla, stali, cukru, mydła, cegły, cementu. Gorsza jakość dróg, problemy z regulacją rzek, problemy z zasobem mieszkaniowym, opieką szpitalną i zdrowotną, niski poziom oszczędności.

Podobne statystyki przytacza w pracy Skok w nowoczesność. Polityka wzrostu w krajach peryferyjnych 1943-1980 Adam Leszczyński. Polski PKB przed 1939 r. nigdy nie przekroczył połowy średniego PKB na głowę mieszkańca Europy Zachodniej. Jeszcze słabiej wypadaliśmy w kontekście konsumpcji: tutaj poziom polski sięgał ledwie ¼ poziomu zachodnioeuropejskiego. „We wszystkich dziedzinach decydujących o komforcie życia – infrastruktura dróg, wielkość i wyposażenie mieszkań, dochodach, wykształceniu, liczbie lekarzy przypadających na jednego mieszkańca – Polska międzywojenna pozostawała daleko w tyle za Zachodem” – to słowa Leszczyńskiego. 

Tani jak Polak

Kwiatkowski zdawał sobie także sprawę z położenia polskich robotników i związanego z tym obowiązującego w II RP modelu ekonomicznego. Ówczesna Polska była gospodarką opartą o niskie koszty pracy.

Sanacyjny minister zwrócił uwagę na trudne warunki bytowe polskiej klasy robotniczej: słaby poziom zabezpieczenia socjalnego, wysoką rozpiętość między zarobkami wśród samych robotników oraz w zestawieniu różnych regionów, niezdolność do oszczędzania. Postulat wicepremiera był jednoznaczny – gospodarka oparta na niskich kosztach pracy jest drogą donikąd. Kluczem do prawdziwego sukcesu jest dobrze opłacany pracownik, który z satysfakcją i zaangażowaniem wykonuje swoją pracę. W tym celu pracodawcy powinni zapewniać zatrudnionym jak najlepsze warunki: kasy zapomogowe, mieszkania robotnicze, finansowanie inicjatyw kulturalnych.

Podniesienie wynagrodzeń utrudniała pozycja polskiej gospodarki w globalnym łańcuchu produkcji, z czego pomysłodawca COP bardzo dobrze zdawał sobie sprawę i identyfikował ten problem jako jeden z kluczowych dla polityki rozwojowej państwa.

Prawdziwe zyski są na etapie sprzedaży produktu finalnego, podwykonawcy dostają tylko marne ochłapy z kapitalistycznego stołu. Dlatego Kwiatkowski podkreślał, że współczesny mu model rozwojowy Polski, oparty na eksporcie nieprzetworzonych surowców, utrzymuje gospodarkę w kondycji peryferyjnej, utrwalając tylko naszą podrzędną pozycję wobec innych państw.

Rozwiązaniem nie była jednak prosta, a raczej prostacka autarkia gospodarcza. Kwiatkowski odrzucał zdecydowanie iluzje samowystarczalności i niezależności. Kluczem była dla niego równowaga i zachowanie właściwych proporcji między produkcją na potrzeby rynku wewnętrznego i na eksport.

Nowa Polska przemysłowa

Jak wyobrażał sobie wymarzoną Polskę Eugeniusz Kwiatkowski? Streszczając jego wizję jednym zdaniem można napisać: Polska przemysłowa i morska, stworzona w sposób ewolucyjny i w oparciu o reformy wewnętrzne, przeprowadzone własną pracą i własnymi zasobami.

Na pierwszy ogień szła kwestia przemysłu. Cel został wskazany jasno i precyzyjnie. Polska winna wejść na drogę modyfikacji i modernizacji swojej struktury gospodarczej. Jednostronnie agrarny charakter naszego państwa jest z punktu widzenia dobrobytu obywateli rozwiązaniem szkodliwym, petryfikującym tylko istniejące trudności, jak wysokie bezrobocie na wsi, problem „ludzi luźnych”, dla których nie ma pracy, niskie dochody rolników, płytki rynek konsumpcyjny dla istniejącego przemysłu.

Rozwiązanie to Polska przemysłowo-rolnicza. Kwiatkowski chciał wyjść poza dychotomiczne, konfliktowe ujęcie sprawy, charakterystyczne dla współczesnych mu debat politycznych - w jego przekonaniu oba te komponenty są wobec siebie komplementarne. Z jednej strony silny przemysł, z drugiej rolnictwo absorbujące mniejszą liczbę ludzi aktywnych zawodowo niż dotychczas, ale za to nowocześniejsze, wydajniejsze, generujące większe dochody, tworzące prawdziwych rolników-konsumentów, budujących w konsekwencji wartościowy wewnętrzny rynek zbytu dla sektora przemysłowego.

Punkt wyjścia był trudny – trzy zabory, trzy różne modele gospodarcze, trzy różne stopnie zaawansowania sektora przemysłowego. Z jednej strony problemy wynikające z braku niezbędnego zakumulowanego kapitału do dalszych inwestycji, z drugiej niekorzystna struktura zatrudnienia – zdolności konsumpcyjne blisko ¾ ludności uzależnione były od cen ziemiopłodów i produktów hodowlanych. Prowadziło to do negatywnego modelu relacji cen produktów przemysłowych i rolnych, a w konsekwencji do sytuacji, w której chłop musiał sprzedawać wciąż i wciąż więcej swoich produktów, aby móc zakupić niezbędne narzędzia do pracy. A jeśli nie był w stanie tego zrobić, to produkował je na własną rękę, ze szkodą dla rynku.

Dlatego kluczem była skutecznie przeprowadzona reforma rolna. Propozycja Kwiatkowskiego szła pod prąd ówczesnym dyskusjom, łącząc postulaty przeciwników i zwolenników reformy rolnej. W przekonaniu wicepremiera parcelacja powinna przeciwdziałać dalszemu rozdrabnianiu ziemi i dążyć do stworzenia jednostek „zdolnych do wyżywienia rodziny i rozbudzenia konsumpcji”. Kwiatkowski nie miał wątpliwości – reforma rolna to jedna strona medalu, drugą musi być zmiana proporcji ludności w skali kraju i migracja dużej części chłopstwa do miast, gdzie zasilą przemysł. Samej reformie powinny towarzyszyć działania wzmacniające i modernizujące wieś także w innych aspektach: łatwy i długoterminowy kredyt państwowy, uregulowanie serwitutów, przeprowadzenie melioracji, rozbudowa podstawowej oświaty, wprowadzenie szkolnictwa fachowego i zawodowego.

Nowa Polska morska

Przejście od Polski agrarnej do Polski przemysłowej to podstawowa transformacja, niezbędna do wyrwania naszego państwa z gospodarczego zacofania. Jej uzupełnienie powinna stanowić symboliczna i jak najbardziej praktyczna oraz materialna reorientacja geograficzna – odchodzimy od Wschodu, Kresów i rolniczych posiadłości, na rzecz Północy i powrotu do Bałtyku jako naszego eksportowego okna na świat. Okna, przez które nie będą już przechodzić tylko surowce w postaci zbóż czy drewna, lecz wysoko przetworzone produkty przemysłowe.

Orientacja na Bałtyk oznacza jednocześnie zmianę dotychczasowych przyzwyczajeń eksportowych. Nie ma już powrotu do sytuacji sprzed I wojny światowej – rynki niemiecki i rosyjski są zamknięte na nasze produkty. Zamiast rozpatrywania spraw na linii wschód-zachód, należy zwrócić się na północ i za pośrednictwem portu w Gdyni nastawić się na eksport do innych państw Europy, a później świata.

Już w 1931 r., kiedy po raz pierwszy zostały opublikowane Dysproporcje, mieliśmy do czynienia z interesującymi proporcjami: „Oznacza to, że kilkudziesięciokilometrowa granica morska Polski – jako element gospodarczy – równoważy się dziś w obrocie towarowym z około 5500 km granicy lądowej. Każdy metr, każdy kilometr granicy morskiej pracuje dla Polski 100 razy intensywniej, prędzej i przyjaźniej niż metr czy kilometr granicy lądowej”.

Państwo-pionier wycina zwaliste drzewa

W budowie nowej Polski przemysłowo-rolniczo-morskiej istotną rolę do odegrania miało mieć państwo. Jaką konkretnie? Pomocniczą, ale aktywną. Jego zadaniem jest „usuwanie istotnych przeszkód, stojących na drodze rozwoju ekonomicznego Polski”. Kwiatkowski stawiał sprawę jasno – polityka celna, taryfowa, podatkowa to jedno. Nie można jednak uciekać od praktyk etatystycznych – „ponadto ważnym czynnikiem w rozwoju gospodarstwa krajowego jest i bezpośrednia działalność ekonomiczna państwa.”– tak o tym pisał. Inicjator COP-u uciekał jednocześnie od jałowych dyskusji teoretycznych na temat etatyzmu. Nie o naukowy dogmatyzm i ideową czystość chodziło, lecz o skuteczność podejmowanych działań.

Państwo w wizji twórcy COP miało być „pionierem”, „wycinającym w nieprzebytej puszczy nowe drogi dla inicjatywy prywatnej”. Kwiatkowski wymieniał konkretne działania, jak budowa kolei, portów handlowych, mostów, poczty, lotnictwa; inicjowanie rozwoju floty handlowej, regulacja rzek. Państwo ma działać tam, gdzie sektor prywatny działać „nie może, nie chce, lub działa ze szkodą społeczną.”

Jednocześnie państwo nie powinno wkraczać w rejony drobnej wytwórczości, tam, gdzie rynek będzie w stanie skutecznej i efektywnej realizować potrzeby konsumpcyjne obywateli. Celem jest działalność perspektywiczna i rozłożona w czasie. Nie ma więc mowy o konflikcie między sektorem prywatnym i państwowym, czego tak bardzo w tamtym czasie obawiali się liberałowie ze „szkoły krakowskiej” oraz Centralny Związek Polskiego Przemysłu, Górnictwa, Handlu i Finansów „Lewiatan”.

Kwiatkowski nie uciekał nawet od pojęcia planowości w rozwoju ekonomicznym, niestety określonego w sposób enigmatyczny.  Pewne doprecyzowanie tego zagadnienia pojawiło się w referacie wygłoszonym przez wicepremiera w 1935 r. na posiedzeniu Rady Związków Izb i Organizacji Rolniczych RP, gdzie Kwiatkowski dystansował się od takich pojęć jak „socjalizm”, „gospodarka planowana lub dyrygowana”, a zamiast tego zaproponował pojęcie „gospodarki organicznej”.

Co nie zmienia faktu, że to państwo miało być inicjatorem i właściwym podmiotem działań modernizacyjnych, we współpracy i symbiozie z sektorem prywatnym. Wyznaczając cele inwestycyjne, prowadząc bezpośrednią działalność gospodarczą, wciągając w nią podmioty prywatne.

***

Eugeniusz Kwiatkowski znany jest dzisiaj przede wszystkim z realizacji ambitnych projektów gospodarczych II RP: budowy portu w Gdyni, a później Centralnego Okręgu Przemysłowego. Tymczasem prawie nikt nie zwraca uwagi, że jego praktyczne posunięcia nie wzięły się z powietrza, lecz miały stabilne teoretyczne podłoże.

Kwiatkowski równolegle z aktywnością ministerialną, wypracował spójną wizję modernizacji państwa i budowy Polski przemysłowo-rolniczej, zwróconej w stronę Bałtyku. Co najważniejsze jednak, w swojej pracy intelektualnej wypracował pojęcia i przedstawił diagnozy, które, jak miejsce Polski w globalnym łańcuchu produkcji, krytyka modelu gospodarki opartej o niskie koszty pracy, nacisk na kluczową rolę przemysłu, czy koncepcja „państwa rozwojowego”, aktywnego w sferze społeczno-ekonomicznej, wciąż nie straciły specjalnie na swojej aktualności.

Stety albo niestety, ale do dorobku pierwszego modernizatora II RP nadal warto sięgać.

Materiał powstał ze środków programu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Promocja literatury i czytelnictwa”.

Podziel się artykułem:

Piotr Kaszczyszyn
Zastępca redaktora naczelnego Jagielloński24. Redaktor czasopisma Pressje. Członek Klubu Jagiellońskiego.

Napisaliśmy już 2074 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

„Postmaterialistyczny zwrot” może okazać się szczególnie wartościowy z perspektywy zbliżających się wyborów samorządowych.

PiS idzie po nowe mieszczaństwo

PiS idzie po nowe mieszczaństwo

Bartosz Brzyski

Wasz premier, nasz Sejm – zdaje się mówić Jarosław Kaczyński do „pozytywistów”, „reformatorów” czy „gołębi” z obozu rządzącego.

Wasz premier, nasz Sejm

Wasz premier, nasz Sejm

Krzysztof Mazur

Czas na nowe otwarcie w polityce historycznej: zbudujmy pozytywistyczne Muzeum Cywilizacji w Łodzi.

Inka i Łukasiewicz na jednym cokole

Inka i Łukasiewicz na jednym cokole

Piotr Kaszczyszyn
Następny artykuł:

Angela Merkel pod ścianą. Co dalej z niemieckim rządem?

Angela Merkel pod ścianą. Co dalej z niemieckim rządem?