„Powszechny dostęp”, którego nie było. O mitach wokół posiadania broni palnej

Bartosz Saramak | 16-11-2017 19:44:19 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
„Powszechny dostęp”, którego nie było. O mitach wokół posiadania broni palnej
depositphotos.com

Przy okazji dyskusji nad projektem nowej ustawy o broni o amunicji zgłoszonym przez klub Kukiz’15 przez media przetoczyła się fala doniesień o szykowanej „liberalizacji” prawa w zakresie posiadania broni mającej wprowadzić w Polsce „powszechny” do niej dostęp na wzór amerykański. Po dokładniejszej lekturze samego projektu oraz analizie postulatów stawianych przez polskie środowisko strzeleckie staje się jasne, że nikt o zniesienie prawnej reglamentacji w zakresie posiadania broni nie walczy. Warto jednak zastanowić się nad samą kwestią posiadania broni palnej przez cywili, korzyściami dla państwa i społeczeństwa z tego płynącymi oraz rozprawić się z kilkoma mitami.

„Powszechny dostęp do broni” – co to znaczy?

Dużym problem w polskiej dyskusji o polityce dostępu do broni palnej jest nagminnie nadużywane, ale niedefiniowane przy tym pojęcie „powszechnego dostępu do broni”. Potocznie jest ono utożsamiane z sytuacją, jaka ma miejsce w Stanach Zjednoczonych, a ściślej rzecz biorąc tylko w niektórych z nich (takich jak np. Texas, Alaska czy Arizona). Tam rzeczywiście rynek wtórny broni palnej nie jest regulowany niemal zupełnie. Wyłączywszy jednak ów bardzo szczególny i odosobniony przykład, taka polityka w omawianym zakresie nie występuje nigdzie indziej, a zwłaszcza w Europie. Światowym standardem są raczej regulacje oparte na mniejszej lub większej reglamentacji przewidującej rejestrację broni o większej sile ognia oraz możliwość cofnięcia zgody na jej posiadanie przez państwo (np. w wypadku stwierdzenia niepoczytalności lub skazania za pewne przestępstwa).

Krótko mówiąc „powszechny”, a więc niczym nieskrępowany i niekontrolowany przez państwo dostęp do broni palnej, nie występuje w zasadzie w żadnej cywilizowanej części świata. Nawet w znacznej części stanów USA funkcjonuje procedura tzw. background checku, wymagająca sprawdzenia przeszłości osoby, której sprzedawana jest broń palna z drugiej ręki. Przy zakupie dokonywanym w licencjonowanym sklepie procedura ta sankcjonowana jest federalnym nakazem. Jest to jednak fakt notorycznie pomijany przez autorów powołujących się na przykład Stanów Zjednoczonych, natomiast cały kraj oceniany jest przez pryzmat uregulowań istniejących tylko w nielicznych, najbardziej liberalnych stanach. Jednocześnie przykład amerykański, jest nieustanie wykorzystywany jako negatywny obraz tego, co może się stać, jeśli w Polsce prawo zostanie zmienione w jakikolwiek korzystny dla posiadaczy broni palnej sposób.

Odbiorcy mediów zarzucani są statystykami obrazujący poziom przemocy w USA wywołany rzekomo tylko i wyłącznie „liberalną” polityką w zakresie dostępu do broni palnej. Osoby operujące amerykańskimi statystykami nie posiadają zazwyczaj elementarnej wiedzy z zakresu metodologii badań ilościowych, przez co nie są w stanie zweryfikować cytowanych przez siebie danych pod kątem zastosowanej metodyki ani odnieść się do ich geograficznego rozkładu. Przykłady pokazujące funkcjonowanie analogicznych przepisów w krajach Unii Europejskiej, gdzie poziom nasycenia populacji bronią palną jest również bardzo wysoki (np. w Finlandii, Szwecji, Szwajcarii, Austrii czy w Republice Czeskiej), są z kolei notorycznie pomijane.

Polski rynek - niespełnione marzenie koncernów zbrojeniowych?

Obok problemu ze zdefiniowaniem warunków brzegowych pojęcia „powszechnego dostępu do broni” krytycy zmian w polskim prawie dosyć często przenoszą mechanizmy zaobserwowane za oceanem na polskie podwórko. Przykładem może być obiegowe przekonanie o wszechobecnym lobbingu producentów broni, stojących za każdą inicjatywą legislacyjną i próbujących kosztem obniżenia bezpieczeństwa publicznego zarobić krocie na sprzedaży swoich śmiercionośnych narzędzi. Szybka analiza polskiego rynku broni palnej każe jednak porzucić taką hipotezę. Dziś liczba osób uprawniona do nabywania broni w Polsce (a więc posiadająca stosowne pozwolenie) jest bardzo mała i trudno uznać, że uproszczenie przepisów zmieni to diametralnie: samo zainteresowanie bronią jest niewielkie, więc dużo efektywniej jest kierować działania marketingowe i lobbystyczne za ocean lub do krajów Europy Zachodniej. Do tego dodać należy zanik kultury strzeleckiej i tradycji posiadania broni (strach przed posiadaniem broni to efekt długiego okresu zaborów, okupacji i PRL-u), brak rozwiniętej infrastruktury (nieliczne, zaniedbane i słabo usytuowane strzelnice), coraz bardziej restrykcyjne europejskie prawodawstwo (w tym nowelizacja dyrektywy 91/477/EWG) oraz przede wszystkim bardzo niską medianę zarobków w Polsce (strzelectwo i posiadanie broni to stosunkowo kosztowne hobby). Czynniki te sprawiają, iż nasz kraj mimo swej wielkości, nawet po radykalnej zmianie obowiązującego prawa, nie stanie się zbyt szybko atrakcyjnym rynkiem zbytu. Potwierdzać to wydaje się również dotychczasowa polityka sprzedażowa rodzimej Fabryki Broni w Radomiu. Przedsiębiorstwo to do tej pory niemal zupełnie ignorowało wewnętrzny rynek cywilny chętniej sprzedając swoje wyroby w USA, niż w Polsce. Dopiero w tym roku zapowiedziano otworzenie nowej linii i wznowienie produkcji legendarnego VIS-a, przeznaczonego dla cywilnych kolekcjonerów. Teza, jakoby za stowarzyszeniami walczącymi o prawa strzelców w Polsce stały pieniądze koncernów zbrojeniowych, wydaje się więc groteskowa.

Również nazywanie działań zmierzających do uporządkowania i racjonalizacji przepisów dotyczących broni palnej w Polsce mianem „liberalizacji” lub „wprowadzenia powszechnego dostępu”, wydaje się całkowicie bezzasadna (szerzej: analiza dra Macieja Gurtowskiego). Największe polskie organizacje strzeleckie takie jak Firearms United czy Ruch Obywatelski Miłośników Broni nie działają na rzecz obniżenia warunków, jakie spełniać musi osoba ubiegająca się o pozwolenie na broń, ani tym bardziej nie lobbują za zniesieniem reglamentacji dostępu do niej!

Niebezpieczeństwo przez zaniechanie, czyli zawodowcy, którzy nie strzelają

Równolegle należy przyznać, że rośnie liczba egzemplarzy broni palnej w rękach Polaków. Warto zatem zadać sobie pytanie, czy ten trend z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa jest pozytywny, negatywny czy obojętny. Moim zdaniem kluczowa dla tych rozważań jest kwestia kultury posiadania i użytkowania broni palnej.

Kulturę posiadania broni rozumieć należy jako zbiór norm, przekonań oraz umiejętności w zakresie obsługi broni palnej obejmujący określony odsetek danej populacji. Jest ona jednym z istotnych czynników wpływających na poziom bezpieczeństwa publicznego, jak i pośrednio na potencjał obronny państwa. Analogicznie wygląda kwestia wpływu kultury prowadzenia pojazdów mechanicznych na poziom bezpieczeństwa na drogach. Im kierowcy są lepiej wyszkoleni, mają większe doświadczenie i świadomość potencjalnych zagrożeń, tym lepiej radzą sobie na publicznych droga i w konsekwencji powodują mniej wypadków. Umiejętności zdobyte zaś podczas prowadzenia prywatnego auta pomagają w bezpiecznej i sprawnej jeździe kierowcom ciężarówek, karetek czy radiowozów.

Identyczny mechanizm zaobserwować można również wśród osób posiadających broń prywatnie. Im więcej w ich gronie policjantów, żołnierzy, ochroniarzy oraz funkcjonariuszy innych służb, tym poziom bezpieczeństwa publicznego jest wyższy, bo i umiejętności strzeleckie ludzi za nie odpowiedzialnych – lepsze. Oczywiście, każdy posiadający broń służbową przechodzi obowiązkowe szkolenie przed rozpoczęciem pracy czy służby. Nie da się jednak ukryć, że intensywność szkoleń strzeleckich umożliwiających podtrzymanie umiejętności nie zawsze jest wystarczająca.

W państwach, gdzie  posiadanie broni nie jest dla właściciela stygmatyzujące, podtrzymanie umiejętności strzeleckich na zasadzie samodoskonalenia strzeleckiego jest normą i oznaką profesjonalizmu zawodowego. W krajach, gdzie broni w rękach cywili jest mniej, a kultura jej posiadania jest znacznie słabiej rozwinięta (taki stan dominuje nie tylko w Europie Wschodniej, ale również w Polsce), zwyczaj samodoskonalenia strzeleckiego funkcjonariuszy jest rzadki. To z kolei przekłada się na większy odsetek wypadków oraz nieprawidłowego, a nawet stwarzające zagrożenie dla osób postronnych, użycia broni palnej (co doskonale ilustruje przebieg zajścia z Gorzowa Wlkp. z 14.07.2014).

Szwajcarskie mity, izraelskie fakty

Broń w rękach regularnie szkolących się cywili to również duży atut z punktu widzenia potencjału militarnego dla państwa, które bądź to opiera się na systemie rezerw rozwijanych w trakcie mobilizacji, bądź utrzymuje permanentnie działający, niezawodowy (ochotniczy) komponent sił zbrojnych. Dzięki możliwości samodoskonalenia umiejętności strzeleckich z prywatnie posiadanej broni palnej typu wojskowego (zazwyczaj w wersji samopowtarzalnej), poziom wyszkolenia rezerwistów oraz ochotników jest wyższy, a państwo nie ponosi dodatkowych kosztów z tym związanych. Taki mieszany model szkolenia jest z dużym powodzeniem stosowany nie tylko w Szwajcarii, ale również w większości państw skandynawskich.

W tym kontekście często przywoływany jest – choćby w niedawnym tekście Michała Zabdyr-Jamroza na łamach jagiellonski24.pl – właśnie przykład Szwajcarii, w której rezerwiści rzekomo mogą przechowywać broń służbową (stanowiącą własność państwa), ale już nie mogą posiadać amunicji do niej.

W rzeczywistości od 2007 roku szwajcarscy rezerwiści przestali jedynie otrzymywać darmową, państwową amunicję 5,6 Gw Pat 90 (tj. 5,56x45mm NATO), którą to zasilane są ich karabiny typu SG 550. Zakup oraz posiadanie jej cywilnego odpowiednika (tj. .223 Rem.) był i jest jednak w pełni legalny, więc w razie potrzeby użytkownik karabinu może bez problemu doskonalić swoje umiejętności strzeleckie we własnym zakresie i za własne pieniądze. Warto również podkreślić, że zawody czysto sportowe z wykorzystaniem broni wojskowej są niezwykle popularne zarówno w Szwajcarii, jak i w innych krajach wykorzystujący komponent ochotniczy w siłach zbrojnych (np. w Finlandii czy Szwecji). Jedno jest pewne: kluczowy elementem podniesienia bezpieczeństwa narodowego jest nie tyle akt samego posiadania broni, ile systematycznego podnoszenie umiejętności jej obsługi, również we własnym zakresie. Z kolei możliwość prywatnego posiadania broni, jest bardzo istotnym, ale jednak tylko narzędziem, pozwalającym na upowszechnienie tego procesu.

Trudno bowiem zgodzić się z poglądem, jakoby uzbrojony obywatel miał stanowić substytut funkcjonariusza policji lub żołnierza. Choć oczywiście bardzo dobrze wyszkolony cywil jest w stanie przerwać ciągłość działania terrorysty lub przestępcy czy stanowić cenny zasób w systemie bezpieczeństwie państwa. Najlepszym tego przykładem może być Izrael, gdzie system szkolenia dla cywili poruszających się na co dzień z bronią jest niezwykle rozbudowany i przynosi pozytywne efekty. Szybkość i skuteczność reakcji na incydenty terrorystyczne przez osoby postronne jest tam modelowa. Co chyba jeszcze istotniejsze: obeznany z obsługą broni człowiek wcale nie musi jej na co dzień nosić, by okazać się w momencie kryzysowym bardziej przydatny od innych przypadkowych osób! Sama praktyczna wiedza o technicznym działaniu broni palnej, jej zasięgu i zasadach jej użycia posiadana przez zwykłego obywatela zauważalnie ułatwia zarówno jego sprawną ewakuację z miejsca zdarzenia, jak i pozyskanie informacji przez służby. Wysoki poziom kultury posiadania i obchodzenia się z bronią jest więc zawsze istotnym sprzymierzeńcem policji oraz innych służb i instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. W tym miejscu warto również przywołać ostatnie zdarzenia w kościele Sutherland Springs w Teksasie, gdzie sprawcę powstrzymało, a następnie unieszkodliwiło dwóch uzbrojonych cywilów. Gdyby nie ich szybka i zdecydowana reakcja, niewinnych ofiar byłoby zdecydowanie więcej.

Strzelanie z korzyścią dla wspólnoty

Często popełnianym błędem jest analizowanie posiadania broni przez pryzmat wąskich, odseparowanych od siebie celów, istotnych jedynie z punktu widzenia jednostki. Strzelectwo sportowe czy łowiectwo opisywane jest więc niejednokrotnie jako rodzaj snobistycznej przyjemności. Warto jednak zauważyć, iż obcowanie z bronią i samoorganizacja wokół niej niesie ze sobą również zauważalne korzyści społeczne.  Dlatego właśnie nieprawdziwy jest pogląd, iż łowiectwo oraz strzelectwo sportowe i rekreacyjne jest lub powinno być co do zasady odseparowane od strzelectwa obronnego i bojowego. Obydwie formy aktywności strzeleckiej od zawsze bardzo silnie przenikały się i wzajemnie się wzmacniały. Założenie więc, że strzelcy sportowi lub myśliwi nie szkolą się lub nie mogą szkolić się we własnym zakresie oraz na własnym sprzęcie w strzelaniu czysto bojowym, jest błędne. Zazwyczaj wynika ono z niezrozumienia prawa regulującego zakres rodzajów broni (i ich technicznych możliwości) posiadanych przez cywili, nieznajomości metodyki procesu szkolenia strzeleckiego oraz niezrozumieniu roli i zadań formacji pomocniczych na współczesnym polu walki.

Często pomijaną kwestią jest również budowa wspólnoty wokół tematu posiadania broni palnej. W wielu europejskich krajach (w tym Polsce), aby posiadać broń typu wojskowego, konieczna jest przynależność do stowarzyszenia strzeleckiego. Z jednej strony sprzyja to wzajemnej kontroli społecznej, z drugiej zaś w sposób naturalny inicjuje proces powstawania dobrze zorganizowanych struktur opartych o wspólne zainteresowania  i wartości. Doskonałym przykładem takiego procesu jest Polska, gdzie w ciągu ostatnich 15 lat powstało wiele prężnie rozwijających się klubów strzeleckich i stowarzyszeń. W państwie, w którym ciągle mamy problemy z kapitałem społecznym można ten wspólnotowy wymiar aktywności strzeleckiej postrzegać jako wartość dodaną dla całej społeczności. To właśnie dlatego, z roku na rok możemy cieszyć się jako obywatele coraz większą liczbą pikników strzeleckich, będących jednocześnie lokalnymi, rodzinnymi festynami otwartymi dla wszystkich.

Ostrożnie z wnioskami

Bardzo mocno rozpowszechnionym mitem w kwestii posiadania broni przez cywili jest założenie, iż poziom nasycenia bronią palnej danej populacji w sposób automatyczny przekłada się na wzrost lub spadek przestępczości z jej udziałem. Tymczasem, mimo dużej niejednolitości metodyki prowadzonych statystyk, porównując poziom przestępczości z wykorzystaniem niebezpiecznych narzędzi lub średnią liczbę zabójstw (statystyki ONZ) z odsetkiem egzemplarzy broni palnej przypadającej na obywatela w danej populacji (statystyki Small Arms Survey) bez problemu odnajdziemy 4 grupy państw: 1) takie gdzie broni jest dużo i poziom przestępczości jest wysoki, 2) takie, gdzie broni jest mało, ale poziom przestępczości jest wysoki, 3) takie, gdzie broni jest dużo, ale poziom przestępczości jest niski oraz 4) takie, gdzie broni jest mało i poziom przestępczości jest niski.

Co z tego wynika? Odpowiedź jest bardzo prosta – poziom przestępczości zależy od znacznej liczby czynników, a dostępność broni palnej jest tylko jednym z nich. Bez szczegółowej analizy kryminologicznej (uwzględniającej m.in. politykę karną danego kraju, skuteczność policji, poziom zamożności, różnorodność etniczną badanego społeczeństwa oraz rozkład terytorialny popełnianych przestępstw) wyrokowanie, że to właśnie mała bądź duża dostępność broni palnej jest bezpośrednią przyczyną wzrostu lub spadku przestępczości wydaje się całkowicie nieuprawnione. Podobnie sprawa ma się ze statystykami porównującymi dynamikę spadku lub wzrostu przestępczości z liczbą posiadanej w danej populacji sztuk broni.

Doskonałą ilustracją tego stanu rzeczy jest Polska, gdzie zgodnie z danymi dostępnymi na stronie internetowej Komendy Głównej Policji, możemy zaobserwować w ciągu ostatniej dekady nieustanny spadek przestępczości z użyciem broni palnej (1170 przypadków w 2002 roku wobec 301 przypadków w 2015 roku) przy jednoczesnym stałym wzroście liczby zarejestrowanych jej egzemplarzy. Co ciekawe, od roku 2004 w Polsce możliwe jest posiadanie bez pozwolenia, a także jakiejkolwiek rejestracji, historycznej broni czarnoprochowej (w tym wielostrzałowych rewolwerów i ich współcześnie wytworzonych w pełni funkcjonalnych replik), co jednak zupełnie nie przełożyło się na statystycznie istotny wzrost przestępczości z jej udziałem. Jak więc widać prosta korelacja między wzrostem liczby legalnie posiadanej broni palnej a wzrostem poziomu przestępczości z jej udziałem w polskich warunkach nie występuję.

Truizmem wydaje się natomiast stwierdzenie, że posiadanie broni jakiegokolwiek rodzaju podnosi subiektywne poczucie bezpieczeństwa jej właściciela. Europejskim standardem jest zaś dopuszczenie na zasadzie kontratypu wykorzystania broni palnej (lub każdego innego przydatnego narzędzia) w celu samoobrony. Podobnie sytuacja ma się również w Polsce, gdzie zgodnie z art. 25 Kodeksu Karnego w razie zaistnienia bezprawnego, bezpośredniego i rzeczywistego zamachu na jakiekolwiek dobro chronione prawem, obywatel ma prawo się bronić, nie ponosząc za to odpowiedzialności karnej (o ile oczywiście nie przekroczy granic owej obrony koniecznej). Trudno więc dziwić się, że posiadający w domu broń, którą używają do łowiectwa czy sportu, czują się jednocześnie bezpieczniej, mając świadomość możliwości skorzystania z prawa do samoobrony. Inną sprawą jest oczywiście problem przeciętnego wyszkolenia strzeleckiego, umiejętność radzenia sobie w sytuacjach silnie stresowych czy predyspozycje psychiczne broniącej się osoby. Generalizowanie przy ocenie szans na skuteczną obronę wydaje się zatem nadużyciem. Warto jednak zwrócić uwagę na sytuację, w której osoba słabsza fizycznie (kobieta) broni się przed silniejszym napastnikiem (dobrze zbudowanym mężczyzną): okazuje się, że to właśnie broń palna jest jednym z najskuteczniejszych narzędzi obrony przed gwałtem.

Przykładem błędnego założenia, że ograniczenie dostępu do broni obniży statystyki przestępczości, jest doświadczenie Wielkiej Brytanii. Jak wskazują badania brytyjskiego Home Office, przeprowadzonej w 1997 delegalizacji posiadania przez cywili współczesnej broni krótkiej, nie towarzyszyło ograniczenie przestępczości z użyciem broni palnej w Anglii i Walii.  Zakaz ten spowodował nieznaczne jej obniżenie jedynie w Szkocji. Co więcej, po 1997 roku obserwuje się na Wyspach gwałtowny wzrost brutalnej przestępczości w ogóle: do tego stopnia, że w 2009 roku dziennikarz Guardiana nazwał Zjednoczone Królestwo europejską stolicą przestępczości z użyciem przemocy. Z kolei jak wynika z analizy dra Łukasza Urbańskiego, o ile w USA jedynie 13 proc. włamań dokonywanych jest w obecności domowników, to w Wielkiej Brytanii odsetek ten wynosi aż 59 proc. Ograniczenie dostępu do niektórych typów broni palnej dla obywateli wywarło więc efekt odwrotny do zamierzonego, generując jednocześnie olbrzymi, niekontrolowany przez państwo czarny rynek broni posiadanej nielegalnie.

Ostatnim z popularnych argumentów, powielonych również w niedawnej publikacji na jagiellonski24.pl, jest wnioskowanie o zależności pomiędzy dostępem do broni a śmiercią w wyniku samobójstwa. Bez wahania możemy się zgodzić, że broń palna jest rzeczywiście jednym z najwygodniejszych narzędzi do jego popełnienia. Samobójstwa mają zresztą bardzo istotny wpływ na całościową statystykę śmierci spowodowanej użyciem broni palnej. Niemal cały zaobserwowany w latach 2000-2013 wzrost śmiertelności z użyciem broni w USA, który legł u podstaw alarmujących prognoz, wynika właśnie z 28-procentowego przyrostu liczby samobójstw.

Rzecz w tym, że sprowadzanie problemu samobójstw jedynie do posiadania broni jest mało przekonujące. Zjawisko rosnących wskaźników śmierci samobójczych wśród obywateli USA należałoby raczej odnieść do szerszego kontekstu społecznego oraz większej liczny czynników (np. konsekwencji kryzysu ekonomicznego nasilającego się w analizowanych okresie). Potwierdza to m.in. przykład szwajcarski lub kanadyjski. Mimo wysokiego nasycenia bronią palną procentowo znacznie więcej samobójstw niż w Stanach Zjednoczonych dokonywanych jest tam przez powieszenie się. Wydaje się więc, że sposób odebrania sobie życia bardziej niż z dostępności broni palnej wynika… ze specyfiki kulturowej danego państwa. Potwierdzeniem tej tezy wydaje się Japonia, która mimo posiadania najbardziej restrykcyjnego prawodawstwa w odniesieniu do posiadania broni palnej wśród państwa wysoko rozwiniętych jest również jednym z liderów w tej grupie, jeśli chodzi o współczynnik samobójstw.

Koszty i zyski społeczne wynikające z posiadania broni palnej

Warunkiem tego, by broń w rękach cywili wpływała na poprawę bezpieczeństwa publicznego czy potencjał obronny, nie jest proste zwiększenie jej dostępności, ale racjonalne uregulowanie dostępu do niej i zwiększanie świadomości obywateli i umiejętności posiadaczy broni. Nie chodzi o proste przeniesienie amerykańskiego mitu „dobrego faceta z bronią”, ale budowanie trwałych struktur i pozytywnych procesów społecznych. Nie tylko w USA czy Szwajcarii, ale też w Czechach czy państwach skandynawskich uzbrojony obywatel stanowi jedynie drobne, ale istotne  ogniwo w systemie bezpieczeństwa. „Dobry człowiek z rewolwerem” nie zastąpi policjanta ani nie obroni państwa przed zewnętrzną agresją, ale budowanie kultury posiadania i obchodzenia się z bronią może sprawić, że proces szkolenia żołnierzy i funkcjonariuszy stanie się szybszy, wydajniejszy i tańszy.

Również zgodnie z opinią eksperta Biura Analiz Sejmowych dra Marcina Mroza trudno jednoznacznie przesądzać czy dostęp do broni jest statystycznie korzystny dla bezpieczeństwa publicznego. Nie ulega jednak wątpliwości, że polityka prohibicyjna w odniesieniu do broni nie jest skutecznym środkiem eliminowania przestępczości. Zgoda, że wyższy odsetek obywateli posiadających broń oznacza więcej wypadków, zagubień czy kradzieży broni: tu siła statystyki jest nieubłagana. Nie zmienia to jednak faktu, że dobrze wymyślony system reglamentacyjny powinien maksymalizować korzyści społeczne wynikające z racjonalnego dostępu do broni i minimalizować potencjalne zagrożenia. Zastanawiać należy się nad konkretnymi rozwiązaniami. Całkowicie bezproduktywna wydaje się natomiast ideologiczna walka z „powszechnym dostępem do broni”, którego w Polsce ani nigdy nie było, ani raczej już nie będzie. Tym bardziej że żadne z liczących się środowisk politycznych czy organizacji strzeleckich o rozwiązania rodem z Teksasu czy Arizony kopi dziś nie kruszy.

Podziel się artykułem:

Bartosz Saramak
Instruktor strzelectwa, doktorant na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się zagadnieniem polityki dostępu do broni palnej w Polsce i na świecie.

Napisaliśmy już 2074 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

„Postmaterialistyczny zwrot” może okazać się szczególnie wartościowy z perspektywy zbliżających się wyborów samorządowych.

PiS idzie po nowe mieszczaństwo

PiS idzie po nowe mieszczaństwo

Bartosz Brzyski

Wasz premier, nasz Sejm – zdaje się mówić Jarosław Kaczyński do „pozytywistów”, „reformatorów” czy „gołębi” z obozu rządzącego.

Wasz premier, nasz Sejm

Wasz premier, nasz Sejm

Krzysztof Mazur

Czas na nowe otwarcie w polityce historycznej: zbudujmy pozytywistyczne Muzeum Cywilizacji w Łodzi.

Inka i Łukasiewicz na jednym cokole

Inka i Łukasiewicz na jednym cokole

Piotr Kaszczyszyn
Następny artykuł:

Strollowana niepodległość. „Test stulecia” najpewniej oblejemy

Strollowana niepodległość. „Test stulecia” najpewniej oblejemy