A co, jeśli banki tworzą pieniądz z powietrza?

Konrad Pomianowski | 15-11-2017 15:52:02 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
A co, jeśli banki tworzą pieniądz z powietrza?
depositphotos.com

Czy zgodzilibyście się, by prywatne banki bez żadnej kontroli tworzyły dowolne ilości pieniądza, kierując się wyłącznie własnym „widzimisię”? Profesor Richard Werner przeprowadził eksperyment, który miał udowodnić, że tak w praktyce działa dziś system finansowy. Czy zatem nauczane na uniwersytetach podstawy ekonomii i bankowości są kłamstwem?

Miliardowy kredyt za jednym kliknięciem myszką?

Jest rok 2008, początek kryzysu finansowego. Jeden z największych banków świata, londyński Barclays, musi zdobyć kapitał, gdyż może grozić mu wstrzymanie operacji. Potrzebna suma to, bagatela, 7,4 mld funtów. Bank postanawia wypuścić akcje. Znajduje chętnego. To naftowy potentat, państwo Katar. Pomimo szczerych chęci, ma on jednak problem – chwilowy brak wolnych środków.

Dla Barclaysa to akurat najmniejszy problem. Bank przecież właśnie od tego jest – żeby pożyczać potrzebującym pieniądze. A to, że w zasadzie ich nie ma? Nie szkodzi. Akurat do udzielenia kredytu nie potrzeba mu więcej niż kilka kliknięć myszki. I tak się dzieje. Barclays udziela kredytu (będącego w istocie zapisem elektronicznym) Katarowi, który od razu kupuje jego akcje. Nafciarze mają kolejną inwestycję, a bank może działać dalej. Wszyscy są zadowoleni. Cała akcja jest w zasadzie nielegalna, chociaż prawdopodobnie prawnicy pracujący dla instytucji finansowych londyńskiego City i Canary Wharf byliby w stanie (i będą zmuszeni) z tym polemizować.

Barclays zaprzecza, że opisana powyżej sytuacja miała miejsce. Profesor Richard Werner z Uniwersytetu Southampton twierdzi coś przeciwnego.

Gdy uproszczenia zakłamują rzeczywistość

Ekonomia jest z założenia nauką upraszczającą rzeczywistość. Tworzy się w niej modele, które pozwalają wyizolować wpływ pewnych zdarzeń na inne, pozwalając (przynajmniej w teorii) podejmować działania, które mają prowadzić do konkretnego celu. Problemem jednak jest to, że liczba zawartych założeń prowadzi do błędnych wyników w „prawdziwym życiu”. Największym problemem są jednak modele całkowicie rzeczywistość zakłamującą.

Okazuje się, że możemy mieć z taką sytuacją do czynienia w przypadku naszego wyobrażenia o roli banków w gospodarce i procesie tworzenia podaży pieniądza. To wyobrażenie opiera się na pierwszej lekcji, której studenci ekonomii uczą się o bankach: systemie rezerw cząstkowych. Według niego banki komercyjne przyjmują depozyty od klientów, a udzielając kredytów – tworzą pieniądz w gospodarce.

Werner, absolwent prestiżowych London School of Economics, Uniwersytetu w Oksfordzie i Uniwersytetu w Tokio, od kilkudziesięciu lat bada rolę banków w gospodarce i jest autorem wielu prac badawczych i książek z zakresu bankowości.

Werner wraz z zespołem przeprowadził badanie, które miało na celu zweryfikowanie tego, jak proces przyjmowania depozytów i udzielania kredytów wygląda w rzeczywistości. Teza, którą promują, głosi, że banki tworzą pieniądze de facto„z powietrza” i żadnych depozytów do tego nie potrzebują. Od technicznej strony zależy to w zasadzie od ich „widzimisię”.

Trzy pomysły skąd biorą się pieniądze

Punktem wyjścia badaczy są trzy teorie dotyczące roli banków komercyjnych w gospodarce. Badanie, które przeprowadzili, miało zweryfikować, która z nich jest prawdziwa.

Pierwsza z nich to Financial Intermediation Theory. Zgodnie z tą teorią, banki pełnią w zasadzie rolę pośrednika pomiędzy tymi, którzy mają pieniądze (np. osobami, które zakładają lokaty w banku) a tymi, którzy ich potrzebują (np. firmami potrzebującymi finansowania lub osobom chcącym kupić mieszkanie na kredyt).

Druga to Fractional Reserve Theory, w Polsce znana jako system rezerw cząstkowych. Teoria uznawana za normę w dzisiejszej bankowości. To jest to, czego uczą się studenci ekonomii. W tym systemie banki komercyjne biorą udział w tworzeniu pieniądza poprzez udzielanie kredytów z otrzymanych depozytów. Wygląda to następująco:

Bank A ma 100 zł w depozytach. Zgodnie z przepisami, musi utrzymywać rezerwę cząstkową (na bieżące wypłaty klientów) w wysokości 2% depozytów, czyli w tym przypadku 2 zł. Udziela zatem kredytów na łączną sumę 98 zł. Te 98 zł zostaje zdeponowane w Banku B jako depozyty. Bank B udziela zatem kredytów w wysokości 96,04 zł, które trafiają do Banku C jako depozyty. Bank C udziela kredytów w wysokości 94,12 zł. I tak dalej.

W ostatecznym rozrachunku z oryginalnych 100zł powstaje (przynajmniej w teorii) 5 tys. zł, które trafiają do obrotu gospodarczego. Z tego 100 zł (czyli 2%) funkcjonuje jako rezerwy bankowe.

Trzecia teoria – to jej adwokatem jest Werner – to Credit Creation Theory. Według niej bank w momencie udzielana nam kredytu wcale nie transferuje pieniędzy z otrzymanych depozytów. Bank tak naprawdę tworzy nowy zapis elektroniczny na koncie kredytobiorcy, mówiący, że ma on tam określoną ilość pieniędzy. Nie następuje żaden transfer z innego konta. Nowy zapis, będący tylko działaniem banku, tworzy pieniądz.

Istotne jest w tym momencie odniesienie do rachunkowości, czyli do systemu pozwalającego na ewidencję zasobów finansowych przedsiębiorstwa. Podstawowym narzędziem rachunkowości jest bilans. Składa się on z aktywów (czyli zasobów, które generują przychód w firmie) oraz pasywów (czyli zestawienie źródeł finansowania aktywów). Przykładami aktywów są gotówka, maszyny produkcyjne, ziemia, należności handlowe, papiery wartościowe, produkty i towary, które firma ma na magazynie itd. W przypadku banku dominującymi aktywami będą udzielone kredyty. Przykładami pasywów będą pożyczki, wkład własny czy rezerwy. W przypadku banków pasywami będą też depozyty (a w istocie są to środki, które bank pożyczył od swoich klientów).

Kluczowym wymogiem rachunkowości jest to, żeby aktywa były równe pasywom – innymi słowy, nie można kupić więcej wartościowo dóbr, niż mamy pieniędzy. Co istotne z punktu widzenia teorii Wernera, w momencie udzielania kredytu podnosi się jednocześnie wartość aktywów i pasywów, gdyż udzielony kredyt zasila konto kredytobiorcy i traktowany jest od razu jako… depozyt dokonany przez tegoż klienta. W ogromie transakcji i kont nie jest potem możliwe dokładne ustalenie co było najpierw – depozyt czy kredyt. Czyli bank sam sobie tworzy zarówno źródło finansowania, jak i jego przeznaczenie.

Innymi słowy – tworzy pieniądz.

Eksperyment wskazuje, że władza tworzenia jest w rękach bankierów

W celu przeprowadzenia testu grupa badawcza profesora Wernera rozmawiała z kilkunastoma bankami w Wielkiej Brytanii i w Niemczech. Większe instytucje odmówiły współpracy, argumentując, że stanowiłoby to naruszenie zasad bezpieczeństwa cyfrowego. Dodatkowo wolumen przeprowadzanych przez nie transakcji jest zbyt duży, żeby wyizolować wpływ udzielenia pojedynczego kredytu na bilans. Współpracy odmówiło też większość banków lokalnych w Niemczech. Ostatecznie udało się nakłonić do współpracy bawarski bank spółdzielczy Raiffeisenbank Wildenberg e.G. W momencie przeprowadzania testu bank zatrudniał zaledwie 8 osób. Co ciekawe, korzystał z systemów IT dostarczanych przez firmę zewnętrzną, specjalizującą się w branży bankowości spółdzielczej, a tym samym „obsługującej” ponad 15% depozytów w Niemczech.

Pożyczka została wzięta przez samego Wernera, który wcześniej pisemnie zobowiązał się do natychmiastowej jej spłaty. W momencie udzielania jej, obecnych było (jedynie w roli obserwatorów) obu dyrektorów oraz jedyny pracownik departamentu kredytów, który działał jako jedyny przedstawiciel banku w kontakcie z Wernerem jako „klientem”. Grupa badawcza profesora sfilmowała cały proces oraz zrobiła zrzuty ekranu z wewnętrznych systemów informatycznych banku. Obecni byli również dokumentarzyści z BBC.

Proces składał się z siedemnastu kroków. Ostatnie dwa z nich to podpisanie dokumentów oraz przelew na nowo otwarte konto Wernera w Raiffeisenbank Wildenberg e.G, który nastąpił natychmiast po podpisaniu umowy. Na potrzeby eksperymentu badawczego bank zrezygnował z odsetek. Zaraz po otrzymaniu środków, Werner przelał pewną kwotę na konto w innym banku w celu upewniania się, że pieniądze z kredytu mogą być bez problemu używane w celu dokonywania transakcji.

Pierwszą obserwacją grupy badawczej był fakt, iż pracownik banku w żaden sposób nie zweryfikował płynności banku – innymi słowy nie sprawdzono, czy bank w ogóle posiada środki na udzielenie kredytu. Proces nie zawierał też przeniesienia środków z banku centralnego (lub innej instytucji finansowej) na konta Raiffeisenbank Wildenberg e.G. Otrzymano również zapewnienie zarówno jego dyrektorów, jak i pracownika departamentu kredytów, że nie dokonywano ani żadnej weryfikacji dostępnego kapitału, ani transferów kapitału z banku centralnego lub innych instytucji finansowych.

Następnie dokonano analizy bilansu banku. Grupa badawcza otrzymała bilans za dzień poprzedzający dokonanie transakcji oraz za dzień, w którym transakcja miała miejsce. Pierwszą obserwacją był wzrost sumy bilansowej banku w omawianym okresie. Pomimo faktu, że jego wartość była zbliżona do wartości pożyczki (178 tys. EUR wzrostu, 200 tys. EUR pożyczki) nie był to jeszcze dowód na słuszność tezy Wernera, gdyż miały miejsce jeszcze inne operacje bankowe tego dnia.

Przeprowadzono więc szczegółową analizę bilansu, zarówno od strony aktywów, jak i pasywów. W obu przypadkach Wernera interesowały zmiany wartości pomiędzy dwiema datami. Nie wdając się w techniczne szczegóły opisane dokładnie przez Wernera, analiza ta nie potwierdziła w żaden sposób prawdziwości ani Financial Intermediation Theory, ani – co ma dużo większe znaczenie – Fractional Reserve Theory. Innymi słowy wykazano, że bank nie potrzebował ani rezerw, ani depozytów żeby udzielić kredytu grupie badawczej, a zmiany bilansu mogły wynikać tylko i wyłącznie z udzielonego kredytu. A ponieważ wzrosły po tej operacji aktywa oznacza to, że bank w istocie stworzył pieniądz z niczego.

Co ciekawe, Werner odnosi się w swojej pracy badawczej do literatury ekonomicznej sprzed stulecia, w której niektórzy badacze, przede wszystkim Joseph Schumpeter, przypisywali bankom możliwość kreowania podaży pieniądza „z powietrza”. Wysnuwa zatem wniosek, że jako społeczeństwo „oduczyliśmy się” prawdy. Według Wernera, nie byłoby to możliwe, gdyby nie wpływ znanych ekonomistów i ich teorii na nauczanie. Zaskakujące jest to, że legendarny John Maynard Keynes jeszcze w latach 20. zeszłego stulecia uważał Credit Creation Theory za prawdziwą, by zaledwie kilka lat później stać się jej zagorzałym przeciwnikiem.

Za wcześnie na wiążące wnioski, ale…

Co to może oznaczać? Przede wszystkim konieczność dalszych badań, co potwierdza sam Werner. Nie zmieni się wyobrażenia o funkcjonowaniu banków za pomocą przeprowadzenia jednego testu empirycznego w banku, który zatrudnia przecież raptem osiem osób. Zasadne jest pytanie, czy nie jest to tylko specyfika małych banków. Jednak, jeśli prawdą jest przytaczana przez Wernera historia o Barclaysie – niekoniecznie.

A właśnie zmiana teorii ekonomicznej powinna być priorytetem, jeśli dalsze badania potwierdziłyby tezy Wernera. Teoria ma wpływ na sposób myślenia, a tym samym na politykę gospodarczą państwa. W dalszej kolejności zaś – na obszary takie jak rachunkowość, historia gospodarcza, socjologia i prawo.

W omawianym kontekście dobrze to widać na przykładzie regulacji sektora finansowego.

Jeżeli bowiem nauka potwierdziłaby, że banki są w stanie tworzyć pieniądze z niczego, to żaden poziom rezerw obowiązkowych nie będzie w stanie powstrzymać rosnącej podaży pieniądza i baniek spekulacyjnych na rynkach – a tym samym potencjalnych kryzysów.

Jeśli podstawa edukacyjna szefujących bankom centralnym i organom nadzorującym sektor finansowy oparta zostałaby o świadomość zdolności banków komercyjnych do tworzenia pieniądza „z powietrza”, to przepisy regulujące funkcjonowanie branży powinny być też zupełnie inne. Na przykład powinny zawierać ograniczenia odnośnie wartości i przeznaczenia udzielanych kredytów lub wyższe wymogi dotyczące wkładu własnego.

Według Wernera najlepiej byłoby jednak po prostu… zaakceptować fakt generowania podaży pieniądza poprzez proces udzielania kredytu i dążyć do systemu finansowego opartego na sieci małych, lokalnych banków, wspierając przy tym sektor małych i średnich przedsiębiorstw. Obecnie najbliżej do takiego systemu jest Niemcom, gdzie sektor jest najbardziej rozdrobniony.

***

Profesor Werner kontynuuje swoje badania sektora bankowego. Na ich efekty powinniśmy czekać z niecierpliwością.

Tymczasem przeciw Barclays’owi toczy się postępowanie w sądzie wszczęte na wniosek brytyjskiego Urzędu ds. Poważnych Przestępstw Gospodarczych (Serious Fraud Office). Były szef banku może zostać skazany nawet na 22 lata więzienia. Jednym z oskarżeń jest udzielenie Katarowi bezprawnej pomocy finansowej (unlawful financial assistance), co w praktyce oznacza właśnie sfinansowanie zakupu własnych akcji.

Podziel się artykułem:

Konrad Pomianowski
Konsultant w jednej z firm doradczych. Absolwent ekonomii i historii gospodarczej na London School of Economics i City University London.

Napisaliśmy już 2173 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Prosta regulacja, wprost uprawniająca samorząd do skierowania środków na dowozy uczniów do organizacji transportu regularnego, będzie dużym krokiem ku likwidacji transportowych „białych plam”.

6 pomysłów na walkę z wykluczeniem transportowym

6 pomysłów na walkę z wykluczeniem transportowym

Bartosz  Jakubowski

O śmierci żydowskich bojowników z warszawskiego getta Woliński mówił tak: „Bolałem nad śmiercią każdego z tych ludzi. Takich szanownych. Takich bohaterskich. Takich polskich”.

Lewa strona odpowiada: Henryk Woliński

Lewa strona odpowiada: Henryk Woliński

Bartosz Wójcik

W latach 1993-2016 pozamiejski regularny transport autobusowy stracił prawie 3/4 klientów, przy spadku dostępności oferty o ok. 50%.

Publiczny transport zbiorowy w Polsce. Studium upadku

Publiczny transport zbiorowy w Polsce. Studium upadku

Bartosz  Jakubowski
Następny artykuł:

Potrzebujemy prawdziwego radykalizmu politycznego

Potrzebujemy prawdziwego radykalizmu politycznego