Skandynawia- brakujący element Trójmorza

Rodzina przyszłości w Bullerbyn

Agata Andrzejczak | 07-08-2017 16:13:54 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Rodzina przyszłości w Bullerbyn
depositphotos.com

Tatuś nie chodzi z mamusią i Madiką do kościoła. Wkłada jednak kapelusz i wychodzi razem z nimi z domu, bo w każdą niedzielę ma zebranie. Jest bowiem „najlepszym na świecie socjalistą”. O jemu podobnych mówi film Szwedzka teoria miłości.  W latach 70. rządząca partia socjalistyczna ogłasza manifest „Rodzina przyszłości”, kreśląc odważną wizję społeczności jednostek równych i autonomicznych. Oto drogą równouprawnienia kobiet i mężczyzn, upodmiotowienia dzieci, pozbawienia rodzin bezwzględnej konieczności troski o jej najstarszych, niesamodzielnych członków, Szwecja miała stać się krajem, gdzie związki międzyludzkie będą opierać się na świadomych decyzjach osób zainteresowanych. Książki ze Szwecji i o Szwecji próbują odpowiedzieć na pytanie, na ile ten eksperyment się udał.

Byłam w Szwecji raz, choć tego nie planowałam. Kilka lat temu rozpoczynałyśmy z koleżankami swoją bałkańską przygodę od lotu z Warszawy do Belgradu via Malmo. Nie zdecydowałyśmy się na zwiedzanie, jednak biorąc pod uwagę, że jest to miasto, gdzie mniejszość „jugosłowiańska” stanowi nawet 35% populacji (funkcjonuje tam nawet bałkański klub piłkarski, w którym debiutował Zlatan Ibrahimovic), mogłoby to stanowić całkiem dobre wprowadzenie do wyprawy. Nie bez pewnych obaw wybrałyśmy leżakowanie na trawniku między lotniskiem a hotelem. Skwerek bez wątpienia należał do kogoś: zastanawiałyśmy się czy nikt nas stamtąd nie przegoni pod pretekstem psucia krajobrazu. Nie niepokojone przez nikogo, a wręcz mile pozdrawiane przez obsługę lotniska, pilotów, stewardessy i pracowników hotelu, spędziłyśmy uroczy szwedzki dzień na przemian śpiąc, jedząc i planując nadchodzące dni. 

Zdziwiło mnie, że nikomu nasza obecność nie przeszkadzała, choć właściwie nie powinnam się dziwić. W końcu byłam w kraju, gdzie pewna rudowłosa, silna jak tur i bogata jak arabski szejk dziewczynka,  żyła sobie spokojnie sama w willi „Śmiesznotce”. Tak, znałam Szwecję od najmłodszych lat, ze swoich pierwszych samodzielnych lektur.  Astrid Lindgren opowiedziała mi ten świat. Pokazała miejsca takie jak Czerwcowe Wzgórze, Ulica Awanturników, oczywiście słynne Bullerbyn. Przedstawiła Madikę, Karlssona z Dachu, Rasmusa i Włóczęgę, cudownych Braci Lwie Serce. Trochę zazdrościłam bohaterom tamtych książek, choć miałam dzieciństwo radosne, sielskie i obfite w wiejsko-miejskie doświadczenia. Chociaż namiętnie słuchałam wtedy „Biblii dla dzieci” z kaset magnetofonowych, nie przyszło mi do głowy bawić się w Miłosiernego Samarytanina jak Madika i jej banda z Czerwcowego Wzgórza. Chodziłam na roraty z lampionem, jednak obchody św. Łucji w Bullerbyn bardziej przemawiały do wyobraźni. Z drugiej strony, oszczędzone mi były dylematy i doświadczenia ubóstwa, również silnie obecne na kartach książek Astrid Lindgren. Między wierszami pisze ona o grupkach zabiedzonych, bosych dzieci, sierotach, wszach (Ocet sabadylowy! Złote lekarstwo!), nieuleczalnych chorobach, rodzicach czy opiekunach źle traktujących swoich podopiecznych.  

Wyłaniała się z tych książek wizja nowego szwedzkiego społeczeństwa. Pojawia się motyw tryumfującego pomału socjalizmu: dyskretny, zupełnie niepropagandowy, do wychwycenia dopiero w trakcie „dorosłej” lektury. Wspomniana Pipi ma dziwne ciągoty do pieśni rodem z pochodów.

Moim ulubionym przykładem jest jednak tatuś Madiki: nie chodzi z mamusią i Madiką do kościoła. Wkłada jednak kapelusz i wychodzi razem z nimi z domu, bo w każdą niedzielę ma zebranie. Jest bowiem „najlepszym na świecie socjalistą”.

O jemu podobnych mówi film Szwedzka teoria miłości. W latach 70. rządząca partia socjalistyczna ogłasza manifest „Rodzina przyszłości”, kreśląc odważną wizję społeczności jednostek równych i autonomicznych. Oto drogą równouprawnienia kobiet i mężczyzn, upodmiotowienia dzieci, pozbawienia rodzin bezwzględnej konieczności troski o jej najstarszych, niesamodzielnych członków, Szwecja miała stać się krajem, gdzie związki międzyludzkie będą opierać się na świadomych decyzjach osób zainteresowanych. Gdzie miłość i przywiązanie zostaną całkowicie oddzielone od aspektów ekonomicznych czy innych zależności. Dokument prezentuje skutki wprowadzonych w życie idei najczystszej inżynierii społecznej.

Mamy więc staruszków, których śmierć obwieszcza światu dopiero nieznośny smród dobiegający z mieszkania. W dobie automatycznych przelewów bankowych nawet urząd skarbowy nie zauważy zgonu podatnika. Specjalne służby otwierają mieszkanie denata i próbują, często bezskutecznie, zawiadomić jego krewnych o zdarzeniu. Organizują pochówek, a w przypadku braku odzewu potencjalnych spadkobierców, likwidują gospodarstwo domowe zmarłej osoby. Szwedzkie blokowiska pokazane są jako siedliska obojętności: nie od dziś wiadomo czego brakuje w „domach z betonu”…

Z drugiej strony, z książki autorstwa Katarzyny Molędy Szwedzi. Ciepło na północy dowiadujemy się między innymi, że w epoce „Rodziny przyszłości” powstawały bloki mieszkalne ze wspólną pralnią. Od tej pory sąsiedzi musieli uzgadniać porę prania między sobą. Naturalnym wydaje się więc pytanie dlaczego, kiedy od dłuższego czasu nie widać w pralni leciwego sąsiada „spod trójki”, nikt nie zaniepokoi się jego losem? Z odpowiedzią przychodzi inna polska autorka, Katarzyna Tubylewicz, która w zbiorze wywiadów Moraliści przywołuje wypowiedź lekarza  z Polski, wieloletniego pracownika szwedzkiego szpitala:

„Jeśli Szwed widzi coś, z czym się nie zgadza, co go drażni albo budzi jego opór, to najpierw zastanawia się, czy aby na pewno musi w to ingerować i czy jest do tego uprawniony.”

Skoro więzy rodzinne nie obligują nikogo do niczego, z jakiej racji sąsiedztwo miałoby to robić?

Kolejny zapadający w pamięć motyw Szwedzkiej teorii miłości to matki samotne z wyboru. Kobiety te nie decydują się na wejście w związki: czasem, jak tłumaczą przed kamerą, są na to po prostu zbyt introwertyczne. Potrzebę posiadania dziecka realizują więc metodą „zrób to sam”, korzystając z duńskiego banku nasienia. Zamawiają z dostawą do domu zestaw „mały inseminator”. W stosownym momencie i komfortowych warunkach dokonują zapłodnienia bez pomocy „osób trzecich”. Wysoka skuteczność, prostota, higiena. Aż chciałoby się w tym miejscu przywołać słowa piosenki Andrzeja Rosiewicza, który zachwalając walory polskich dziewczyn o Szwedkach śpiewał, że są „wysokie, zgrabne, higieniczne, zdrowe, ale ponoć dosyć chłodne, bo polodowcowe”.

Nawiasem mówiąc, gdyby ktoś pokusił się o dopisanie czwartej części przygód Pipi Pończoszanki, tym razem o jej dorosłym życiu, z pewnością byłaby jedną z kobiet, która świadomie wybrała samotne macierzyństwo.

Motywowana oczywiście miłością i chęcią czynienia dobra.

Trudno bowiem uznać Szwedów za „programowo nieczułych”, skoro państwo szwedzkie przoduje w zestawieniu wydatków na pomoc humanitarną oraz ma długie tradycje przyjmowania uchodźców. Szwedzi, po trochu z poczucia winy z dawne grzechy – bierności wobec Holokaustu, wspierania ideologii nazistowskiej, zakrojonych na szeroką skalę akcji eugenicznych opisanych przez Macieja Zarembę-Bielawskiego w zbiorze Higieniści –a po trochu w konsekwencji wierności idei welfare state przyjmują od lat rzesze emigrantów i uchodźców, choć z wieloma problemami sobie nie radzą. Lektura Moralistów otwiera oczy na dylematy, z którymi przychodzi się zmierzyć Szwedom. Niewykluczone, że czekają one i polskie społeczeństwo. Szpagaty etyczne i erystyczne, do których zmuszane są opiniotwórczy politycy i dziennikarze, wywołują u konserwatywnego czytelnika uśmiech wzgardy, który jednak zastyga na twarzy, gdy w głowie zakiełkuje myśl „a co jeśli…?”

Jeśli pomimo tych rozbieżnych obrazów i opinii, a może właśnie celem wyrobienia sobie własnego zdania, ktoś wpadnie na pomysł odwiedzenia Szwecji, wówczas warto zapoznać się z nietypowym  przewodnikiem autorstwa Macieja Zborowskiego Na północ. Szwecja znana i nieznana.

Autor opisuje między innymi propozycję zwiedzania Sztokholmu pod hasłem „Wyhoduj w sobie nienawiść klasową”. Trasa obejmuje najbogatsze dzielnice stolicy i okolic, a ma za zadanie rozprawić się z mitem egalitarności szwedzkiego społeczeństwa.

Mamy gdzieś głęboko zakorzeniony obraz właściciela Ikei w podartych dżinsach czy szwedzkiej rodziny królewskiej wożącej samodzielnie ubrania do pralni. Te sprzeczności doskonale odbijają się w literaturze, która bez wątpienia jest dziś narodowym soft power. Wielu z nas zagłębia się w skandynawskie kryminały i tam podpatruje życie Szwedów. Kolejne pokolenia dzieci sięgają zarówno po klasykę, jak i nowości, takie jak znakomite książki o Mamie Mu albo dziarskim knurku Bolusiu. W Szwecji literatura jest nośnikiem wartości, współtworzy wizerunek kraju i pomaga oswoić trudne tematy. Również polscy autorzy piszący o Szwecji, choć niejednokrotnie krytykują w swojej twórczości szwedzkie społeczeństwo, w większości przypadków stanowią jego część. Mimo wszystko stamtąd nie uciekli.

Podziel się artykułem:

Agata Andrzejczak
Absolwentka polityki społecznej, związana z poznańskim oddziałem Klubu Jagiellońskiego.

Napisaliśmy już 2074 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

„Postmaterialistyczny zwrot” może okazać się szczególnie wartościowy z perspektywy zbliżających się wyborów samorządowych.

PiS idzie po nowe mieszczaństwo

PiS idzie po nowe mieszczaństwo

Bartosz Brzyski

Wasz premier, nasz Sejm – zdaje się mówić Jarosław Kaczyński do „pozytywistów”, „reformatorów” czy „gołębi” z obozu rządzącego.

Wasz premier, nasz Sejm

Wasz premier, nasz Sejm

Krzysztof Mazur

Czas na nowe otwarcie w polityce historycznej: zbudujmy pozytywistyczne Muzeum Cywilizacji w Łodzi.

Inka i Łukasiewicz na jednym cokole

Inka i Łukasiewicz na jednym cokole

Piotr Kaszczyszyn
Następny artykuł:

Wojna skończona, Hitler dostał w czapę!

Wojna skończona, Hitler dostał w czapę!