Siłaczki z Warszawy. Sylwetka Kobiecego Koła Oświaty Ludowej

Mateusz Perowicz | 04-06-2017 17:44:26 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Siłaczki z Warszawy. Sylwetka Kobiecego Koła Oświaty Ludowej
Rafał Gawlikowski

Problem był dostrzegalny gołym okiem. Analfabetyzm i brak podstawowej wiedzy eliminował ludność wiejską z życia politycznego. Chłopi byli jak czysta biała księga gotowa do zapełnienia dowolną treścią. Za Polaków uchodzić mógł niewielki procent szlachty i jej inteligenckich potomków, natomiast dominująca większość ludzi utożsamiała się po prostu z najbliższą okolicą. Byli „tutejsi”. Na tym trudnym, ale i obiecującym gruncie pracę u podstaw zaczynały warszawskie środowiska pozytywistyczne.

W 1875 roku w Warszawie powstało pierwsze tajne Koło Oświaty Ludowej. Jego członkowie za nadrzędny cel obrali sobie szerzenie oświaty na wsi i w mieście. Najbardziej aktywnymi działaczami okazali się Konrad Prószyński i Mieczysław Brzeziński. To pod ich przywództwem Koło rozpoczęło intensywne działania edukacyjne wśród ludności wiejskiej Kongresówki.

W roku 1882 Kasylda Kulikowska, znana w Warszawie nauczycielka, wespół z Rozalią Brzezińską podjęła próbę rozszerzenia działalności organizacji na wiejskie kobiety. Pomysł ten nie przypadł jednak do gustu liderom ruchu. Niechęć Brzezińskiego do prowadzenia tajnej pracy u podstaw wśród kobiet i przez kobiety mobilizowała je do usamodzielniania. Z późniejszych wspomnień działaczek, Stefanii Sempołowskiej i Władysławy Weychret-Szymanowskiej można wywnioskować, że powołanie oddzielnej, żeńskiej sekcji było wyrazem emancypacji w samodzielnym czynie oświatowym. Do oficjalnego sformalizowania damskiego Koła brakowało wyraźnego impulsu. Okazał się nim siarczysty policzek wymierzony oświacie. Dosłownie i w przenośni.

Rusyfikator dostaje po twarzy

16 kwietnia 1883 roku warszawski student Eugeniusz Żukowicz udał się do gabinetu kuratora Aleksandra Lwowicza Apuchtina, by wyrazić swoje niezadowolenie z wprowadzonych przez niego reform. Apuchtin był twórcą zrusyfikowanego systemu szkolnictwa w Królestwie Polskim. Odpowiadał za wprowadzenie nowych podręczników, reformę programów szkolnych i stworzenie systemu donosów wśród uczniów. Przyczynił się także do spadku liczby szkół na terytorium Kongresówki. Rusyfikator swe poglądy i misję określił zgrabnie w powiedzeniu: „Matka Polka zawodzić będzie nad kołyską dziecka rosyjską piosenką”. Stefan Żeromski pisał w swoich dziennikach:„Apuchtina powiesiłbym na pomniku Paskiewicza”.

Żukowicz nie przebierał w środkach – po prostu spoliczkował carskiego kuratora. Dzięki odważnemu gestowi szybko zyskał miano bohatera warszawskich ulic. Został za swój występek aresztowany, co doprowadziło do ulicznych protestów i pierwszych od powstania styczniowego publicznych wystąpień antyrosyjskich. To wydarzenie przeszło do historii jako „schodka apuchtinowska” i było bezpośrednią przyczyną zawiązania Kobiecego Koła Oświaty Ludowej (KKOL).

Żukowicza skazano na sześć miesięcy aresztu. Zatrzymano i relegowano z uczelni 128 innych studentów, którzy brali udział w zamieszkach. Dla najmniej zamożnych żaków równało się to z zakończeniem procesu kształcenia. Wyjazd do innego miasta lub prywatne lekcje przerastały ich możliwości. To skłoniło organizujące się pozytywistki, by zacząć działać i zainicjować zbiórkę pieniędzy dla poszkodowanych studentów. Akcję rozpoczęły m.in. Kasylda Kulikowska, Rozalia Brzezińska, Faustyna Morzycka i Antonina Pelda-Smieszkowa („Antoszka”). Udało im się pomóc represjonowanym studentom, co zmobilizowało je do przekształcenia jednorazowej akcji w trwałą instytucję. Do KKOL dołączyły wówczas Julia Sikorska, Paulina Sieroszewska, Jadwiga Jahołkowska, Maria Boufałłówna-Wysłouchowa, Helena Wernerówna-Jeziorańska, Hanna Dobrowolska i Felicja Potocka-Popławska. Z czasem grono zasiliły też Jadwiga Szczawińska-Dawidowa, autorka wydanej w tysiącach egzemplarzy Historii pożytecznego człowieka i współorganizatorka osławionego Uniwersytetu Latającego, a także Wanda Umińska, uczestniczka powstania styczniowego zajmująca się organizowaniem pomocy dla więźniów politycznych. Umińska zawiązała sieć kontaktów z działaczkami ludowymi: absolwentkami tajnych kursów nauczycielskich prowadzonych przez Julię Baranowską. Tak liczba konspiratorek wzrosła w 1886 roku do ponad 70 w samej Warszawie. Pierwsze spotkania Koła odbywały się przy Elektoralnej 8 w mieszkaniu Kasyldy Kulikowskiej.

Jeśli chłopi w ogóle czytali, to po rosyjsku

Działaczki Koła trafnie zdefiniowały problemy wiejskiej edukacji, dostrzegając potrzebę stworzenia literatury przeznaczonej dla niższych klas społecznych. Takiej, która byłaby przystępna i chętnie przez chłopów czytana. Były też zdeterminowane, by podjąć walkę z rosyjską propagandą. Dystrybuowane szeroko przez władze zapisane grażdanką ulotki pełne były haseł ukazujących w możliwie najlepszym świetle carat, a dyskredytujące szlachtę. Mieszkańców zaboru rosyjskiego utwierdzano w przekonaniu, że powstanie styczniowe zainicjowano w celu obalenia reformy rolnej i przywrócenia „dominacji panów”. Prowincjonalna ludność była wobec takiej propagandy bezbronna, a plan Apuchtina odnosił coraz lepsze efekty. Brakowało chętnych, by inicjować walkę o niepodległość. Warszawskie pozytywistki dokładały więc wszelkich starań, by kaganek narodowej oświaty dotarł do najdalszych zakątków Królestwa Polskiego.

Początkowo gromadziły i przygotowywały biblioteczki stanowiące dostosowany do możliwości chłopów przekrój polskiej literatury. Następnie konspiracyjnie dystrybuowały zebrane tytuły po wsiach, nie bojąc się samodzielnie ruszać na prowincję. Częstokroć odbiorcy spoglądali na ten proceder lekceważąco. Okazywało się, że łatwiej było przygotować publikacje, niż zachęcić ich adresatów do lektury. Analfabetyzm był powszechną, pozornie nieprzekraczalną barierą. Ludność wiejska rzadko potrafiła czytać, a jeśli już – to niekoniecznie po polsku.

Dla naszych bohaterek nie było jednak rzeczy niemożliwych. Za własne pieniądze organizowały nielegalne kursy języka polskiego, co było zaledwie połową sukcesu. Należało jeszcze nakłonić miejscową ludność do udziału w zajęciach. Proces ten uwiecznił Stefan Żeromski, w noweli „Siłaczka” przedstawiając sylwetkę młodej kobiety podróżującej do odległych wsi, by edukować i zachęcać lud do uczestnictwa w życiu politycznym. Autor nie ukazał jednak skali zjawiska. Faustyna Morzycka była jedną z wielu, które podjęły trud pracy u podstaw.

Corocznie kilkadziesiąt kobiet kończyło tajne seminarium Juli Baranowskiej, zdobywając niezbędną wiedzę pedagogiczną. Kobiece Koło Oświaty Ludowej nawiązywało z nimi współpracę, wysyłając je do wyselekcjonowanych wcześniej małych miejscowości, w których deficyt edukacji był szczególnie odczuwalny. Na miejscu podejmowały się konspiracyjnego nauczania języka polskiego wśród dzieci i dorosłych, kładąc nacisk na kształcenie w duchu patriotycznym i współpracę ze świadomymi narodowo rodzinami. Za wzór takiej aktywności uchodzą Sabina Zielińska i Jadwiga Dziubińska, które poświęciły wiele miesięcy na pracę z ludem.

W 1884 roku Koło przejęło po Baranowskiej organizowanie tajnego szkolenia w okresach zimowym i letnim, zapewniając tym sobie stały napływ nowych adeptek. Delegowano je na wyznaczone posterunki, gdzie zawiązywały konspiracyjne siatki osób gotowych do patriotycznego zaangażowania. Aby zyskać przyzwolenie władz na prowadzenie działalności oświatowej, zapisywały się również na kursy uznawane przez carat. Jadwiga Szczawińska starała się ułatwiać im zdawanie państwowych egzaminów, co pomagało w uzyskaniu przydziału do wybranej wcześniej lokalizacji. Powstawała w ten sposób zorganizowana siatka „siłaczek”, rozciągająca po całej kongresówce sieć zbawiennej dla polskości oświaty.

Ich działalność odnotowano w okolicach Lublina, Łowicza, Ciechanowa, Opoczna, Kielc, a także w Kurpiach i na Podlasiu.

W 1888 roku do grona „siłaczek” dołączyły Maria Gomólińska, pionierka polskiej andragogiki, a także Katarzyna Konigowska, Maria Gersorówna-Dąbrowska, Paulina Dicksztain, Maria Dzierżanowska, Emilia Pankiewiczówna, Jadwiga Iżycka i kilkadziesiąt szeregowych, bezimiennych dziś działaczek. Sześć lat później dołączyły zaś Helena-Redlińska Orsza i Janina Porazińska.

Aktywistki stawiały sobie następujące cele:

1. Uświadamianie narodowe i społeczne ludu miejskiego za pośrednictwem żywego słowa na tajnych, a gdzie się da, na jawnych kursach nauczania młodzieży i dorosłych.

2. Dostarczać elementarzy, aby jak największa ilość ludności włościańskiej posiadła sztukę czytania, a przez to zdobyła możność rozeznania się w życiu.

3. Oświecać lud przez dostarczanie mu odpowiednich książek dla dalszej wprawy w czytaniu i zdobywaniu wiadomości.

4. Zakładać na wsiach sklepy i bezalkoholowe gospody, aby ludowi dopomóc, a sobie ułatwić do niego dostęp.

Prawdziwe „oświatowe podziemie”

Koło było doskonale zorganizowane. Podzielono je na sześć sprawnie działających sekcji. Sekcją finansową w różnym okresie działalności zawiadywały Paulina Sieroszyńska, Wanda Umińska i Helena Wernerówna. Środki na działania pochodziły z datków społecznych, organizowanych koncertów, rautów, zebrań towarzyskich, odczytów i bali. Jednym z darczyńców był Bolesław Hirszfeld, stryj wybitnego naukowca Ludwika, który w swym testamencie przeznaczył 32 tysiące rubli na działalność oświatową. Zdarzały się także datki z działającej w Szwajcarii Ligi Polskiej.

Kolejna sekcja zajmowała się działalnością pedagogiczną. Zarządzała nim przewodnicząca Koła, Kasylda Kulikowska, a w późniejszym okresie jej obowiązki przejęła Antonina Pelda-Smieszkowa. KKOL skupiało swą działalność na wsiach, ale zdarzały się wyjątki. „Siłaczki” organizowały kursy wieczorowe i niedzielne dla szwaczek i krawcowych, ponieważ w latach 80. XIX wieku pracownice branży odzieżowej poddawane były wyzyskowi. Kursy miały podnieść ich poziom wiedzy, poprawić byt materialny i krzewić wśród nich tożsamość narodową. Organizowano również kształcenie dla kobiet przybyłych ze wsi do miast w poszukiwaniu pracy. Uczono je czytania, pisania i rachowania. Jadwiga Szczawińska organizowała w Tokarach pod Płockiem szkołę koszykarstwa dla ludu. Była to jedynie przykrywka, ponieważ w praktyce przekazywano tam wiedzę z zakresu historii, literatury i geografii, kształcono również na temat metoda pracy oświatowej z dorosłymi. Była to odpowiedź na organizowane wówczas przez carat kursy rusyfikacyjne.

Zasługi samej Kulikowskiej tak opisywała Stefania Sempołowska: „Wybitna umysłowość, wielka szlachetność charakteru i całej postaci, nieugięta wola i bezgraniczna ofiarność Kasyldy Kulikowskiej urzekała wprost młode kobiety i kierowała je na posterunki »Siłaczek«. Niewiele w swym życiu spotkałam ludzi, którzy by promieniowali taką siłą prometeizmu oświatowego, jaki cechował Kulikowską”.W efekcie zmobilizowane do działania kursantki dobrowolnie składały deklaracje poświęcenia całego życia pracy dla ludu i realizowały swe postanowienia na peryferiach.

Sekcją biblioteczno-katalogową zajmowała się Rozalia Brzezińska, Jadwiga Jahołkowska, Faustyna Morzycka, Helena Wernerówna i Maria Gomólińska.

Gromadziły legalne i nielegalne publikacje, tworząc z nich gotowe komplety biblioteczne, które następnie rozsyłały wśród ludu. Przygotowywały również niezbędnik każdej „siłaczki”, który składał się z biblioteczki służącej do dalszego samokształcenia i oddziaływania na najbliższe sąsiedztwo, elementarzy dla dzieci szkolnych i materiałów edukacyjnych dla dorosłych.

Za dystrybucję przygotowanych publikacji odpowiadała osobna komórka, którą tworzyły Wanda Umińska, Jadwiga Jahołkowska, Felicja Popławska, Maria Gersonówna, Maria Arctówna. Zajmowały się gromadzeniem książek z Warszawy, Krakowa, Lwowa i Szwajcarii, a następnie rozprowadzaniem ich różnymi kanałami. Początkowo ze względu na deficyt ksiąg następowała wymiana egzemplarzy pomiędzy „siłaczkami". Alternatywą okazały się biblioteki ruchome, organizowane przez kramarzy jarmarcznych i odpustowych. 

Ostatnia sekcja Koła organizowała pomoc dla rodzin i osób doświadczających carskich represji, wspierając tajną działalność Towarzystwa Czerwonego Krzyża i wspomagając imprezy, z których dochód przeznaczony był na jego działalność. Często przyjmowały całe rodziny pod swoją opiekę. Prowadziły korespondencję z Polakami zesłanymi na Sybir, wysyłając im książki, odzież, a czasem ukrywały w nich pieniądze czy potrzebne przedmioty.

Środowisko warszawskie starało się nawiązywać współpracę z innymi ośrodkami oświatowymi. Między innymi z Lwowem, do którego udawała się Maria Bouffałowa, aby zaopatrzyć się w wydawaną tam literaturę. Tego typu działalność była traktowana jak przestępstwo kryminalne. Przekonała się o tym matka Marii, Zofia Bouffałowa, którą aresztowano w 1886 roku na granicy austriacko-rosyjskiej po tym, jak znaleziono w jej walizce zbiór tajnej literatury. Przetrzymywano ją miesiącami w X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej, a w sierpniu 1887 roku zesłano ją na Syberię.

Inną działalnością Koła było wspieranie lokalnego, ludowego przemysłu. Sprowadzano do miast wiejskie wyroby i prezentowano je na Wystawach Pracy Kobiet organizowanych przez Delegację Pracy Kobiet początkowo przy Muzeum Przemysłu i Rolnictwa, a następnie w Bazarze Wyrobów Kobiecych. Tego typu wydarzenia stanowiły świetną okazję do poszerzania grona „siłaczek”. Ludność wiejska tłumnie ciągnęła do miast, co ułatwiało komunikację i werbowanie chętnych do podziemnej siatki oświaty. Wracając do swoich wsi, zabierali ze sobą nielegalne publikacje, by następnie rozpowszechniać je wśród współmieszkańców.

Działaczki Koła próbowały krzewić ideę zawiązywania samodzielnych Kół Wiejskich. Pomogła w tym publikacja Jadwigi Szczawińskiej-Dawidowej. W 1890 roku napisała broszurę Kółka rolnicze w Galicji nawołującą do zakładania Kół Gospodyń Wiejskich, które miały umożliwić wiejskim kobietom podążanie z duchem czasu.

Aby wesprzeć ludność wiejską, organizowano ochronki, formę opieki nad dziećmi z ubogich rodzin. Pracujący w polu rodzice z otwartymi ramionami przyjmowali młode kobiety oferujące charytatywną pracę z dziećmi. Oczywiście tak znakomitą okazję wykorzystywano do wychowywania pociech w duchu patriotycznym, śpiewając wespół narodowe pieśni i referując dzieła literackie.

Ochroniarki wiejskie przechodziły specjalne, konspiracyjne szkolenia, przygotowujące je do wykonania powierzonych zadań. Jadwiga Dziubińska i Maria Weryho organizowały roczne kursy dla ochroniarek. Pierwszą bazą w 1903 roku był Pruszków. Potem wspólnie z Leonem Rogozińskim zafundowały szkołę z internatem dla ochroniarek w podwarszawskich Włochach. Nosiła nazwę „Mariadwinek” od imion założycielek. Na przełomie XIX i XX wieku carskie represje zelżały. Umożliwiło to zakładanie prywatnych szkółek, z czego skrzętnie korzystały „siłaczki”, organizując polskojęzyczne placówki.

Pisać tak, żeby chłopi chcieli czytać

Działaczki KKOL krytykowały ówczesnych pisarzy, zarzucając im zbyt małe zainteresowanie ludnością wiejską. Skomplikowany język i wyrafinowana tematyka podniosłych dzieł stanowiły za wysoką poprzeczkę dla chłopstwa. „Siłaczki” dostrzegały, że proletariat potrzebuje zupełnie innych publikacji, niż oferują uznani autorzy. Dlatego zaczęły samodzielnie pisać i wydawać to, co uważały za niezbędne. Dokonywały w ten sposób przewrotu w metodach publikacji, zrywając z tradycją wplatania w powieści wątków historycznych czy obszernych opisów krajobrazu.

Pochylały się nad tematami bardziej przyziemnymi, bliższymi ludności wiejskiej: wychowaniem dzieci czy oporządzaniem gospodarstwa i podwórza. „Antoszka” opracowała książeczki przedstawiające problemy moralne wsi: Przy kądzieli: pogadanki dla kobiet o ważnych sprawach, Skamieniały rycerz, U Cyganów i wiele innych. Faustyna Morzycka publikowała skrócone adaptacje dzieł znanych autorów: Tetmajera, Kraszewskiego, Prusa i cieszące się szczególną popularnością skróty twórczości Elizy Orzeszkowej. Jej siostra, Róża Brzezińska, pisała o starożytności, prezentując życie Chaldejczyków, Asyryjczyków, Fenicjan i Egipcjan. Boffałówna zajęła się opisami historycznymi, przybliżając ludności wiejskiej niuanse konstytucji 3 maja, insurekcji kościuszkowskiej i powstania styczniowego. Budzącą zainteresowanie pozycją okazało się dzieło Kulikowskiej Popołudnia świąteczne gospodyni wiejskiej, w której ukazywała gospodyniom szerszy świat, wybiegający poza granice gospodarstwa, poruszając zarazem kwestie społeczno-obywatelskie. W roli autorek występowały również Felicja Popławska, Maria Gerserówna i Jadwiga Warnkówna (cioteczna wnuczka Stanisława Staszica). Z Kołem współpracowały też Maria Konopnicka, Eliza Orzeszkowa, Jadwiga Papi, Cecylia Niewiadomska, Zuzanna Morawska i Zofia Bukowiecka. Publikacje miały zaciekawić ludność wiejską i wzbudzić chęć czytania. Taktyka okazała się skuteczna. Popyt na drukowane i rozprowadzane przez „siłaczki” materiały rósł nieustannie.

Okazją do szerzenia działalności oświatowej były rocznice ważnych wydarzeń historycznych. Na 1891 rok przypadały obchody stulecia Konstytucji 3 maja. W 1892 sprowadzono prochy Mickiewicza na Wawel, a 1894 roku świętowano setną rocznicę insurekcji kościuszkowskiej. W tym czasie organizowano pochody, wystawy i wydarzenia kulturalne. Ciekawą atrakcją okazała się „lampa czarodzieja”, czyli XIX-wieczny rzutnik. „Siłaczki” błyskawicznie postanowiły wykorzystać wynalazek dla własnych oświatowych celów. Nawiązano kontakt z wybitną malarką Zofią Stańkiewiczówną, która za namową Wysłouchowej podjęła się prac oświatowych. Namalowała pierwsze klisze przedstawiające sceny powstania kościuszkowskiego. Dzięki temu podczas kompletów wygłaszanych na wsiach posiłkowano się projekcjami.

Rekrutacja do polskiego narodu

W 1894 roku zorganizowano we Lwowie Zjazd Pedagogiczny. Sekcja pedagogiczna KKOL brała udział w opracowaniu dezyderatów wygłaszanych na zjeździe. Sekcja biblioteczno-katalogowa zaangażowała się w opracowanie Bibliografii Wydawnictw Ludowych. Do Lwowa przybyło kierownictwo KKOL, angażując się w konferencje i zebrania. Na jednej z takich prelekcji śmiertelnego ataku serca doznała Kasylda Kulikowska. Jej śmierć doprowadziła do reorganizacji żeńskiego Koła Oświaty.

W 1894 roku weszło ono w skład Kobiecego Koła Korony i Litwy (1886–1905), założonego przez Teresę Ciszkiewiczową i Walerię Marrené-Morzkowską. Organizacji tej patronowały wielkie osobistości, wspominane już Maria Konopnicka i Eliza Orzeszkowa. KKKiL obejmowało swym zasięgiem znacznie większe terytorium, wykraczając poza zabór rosyjski. Oprócz popularyzowania oświaty, prowadziło także działalność polityczną, domagając się powrotu Rzeczypospolitej na mapy Europy. W 1894 roku jego działaczki zorganizowały we Lwowie II Zjazd Kobiet Polskich ze wszystkich trzech zaborów. Organizacja ta pełniła wówczas rolę organu nadzorującego działalność wszystkich kobiecych Kół, obejmując całokształt spraw narodowych we wszystkich trzech zaborach.

Czy działalność oświatową można zamienić na konkretne liczby i statystyki? Do pewnego stopnia jak najbardziej. Znaczenie działania KKOL podkreślano w dziele Rzut oka na literaturę dla ludu pod panowaniem rosyjskim opublikowanym na Zjeździe Literatów i Dziennikarzy w 1894 roku organizowanym we Lwowie.

Znamienne okazało się orzeczenie komisji powołanej w 1901 roku w celu zbadania i omówienia stanu czytelnictwa w zaborze rosyjskim. Pisano w nim: „Wpływ tajnego nauczania (a z nim czytelnictwa) objął 33% ludności kraju i temu właśnie tajnemu nauczaniu zawdzięcza umiejętność czytania i pisania większości włościan”.

 ***

Działaczki Kobiecego Koła Oświaty Ludowej dały świadectwo skuteczności pracy u podstaw. Ich cel był teoretycznie prosty – w epoce nacjonalizmu stworzyć naród szerszy niż kilka procent narodowo świadomej szlachty. Praktyka już tak łatwa nie była, ale przyniosła efekty. Nie tylko pozwoliła zmniejszyć skalę wiejskiego analfabetyzmu, ale jednocześnie zamieniała „tutejszych” włościan w Polaków. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie poświęcenie i mozolna praca setek młodych kobiet.

Podziel się artykułem:

Mateusz Perowicz
Członek warszawskiej redakcji Jagielloński24. Współorganizator Akademii Dobrego Państwa Klubu Jagiellońskiego.

Napisaliśmy już 2074 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

„Postmaterialistyczny zwrot” może okazać się szczególnie wartościowy z perspektywy zbliżających się wyborów samorządowych.

PiS idzie po nowe mieszczaństwo

PiS idzie po nowe mieszczaństwo

Bartosz Brzyski

Wasz premier, nasz Sejm – zdaje się mówić Jarosław Kaczyński do „pozytywistów”, „reformatorów” czy „gołębi” z obozu rządzącego.

Wasz premier, nasz Sejm

Wasz premier, nasz Sejm

Krzysztof Mazur

Czas na nowe otwarcie w polityce historycznej: zbudujmy pozytywistyczne Muzeum Cywilizacji w Łodzi.

Inka i Łukasiewicz na jednym cokole

Inka i Łukasiewicz na jednym cokole

Piotr Kaszczyszyn
Następny artykuł:

Referendum w pułapce populizmu

Referendum w pułapce populizmu