Macron chce pokazać, że nie tylko Niemcy dominują w Europie

Tomasz Grzegorz Grosse | 17-05-2017 17:05:14 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Macron chce pokazać, że nie tylko Niemcy dominują w Europie
www.flickr.com/photos/franceintheus/

Nowy prezydent Francji jest zdeterminowany do wprowadzenia odważnych reform w funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Zdaje on sobie jednak sprawę, że jego kraj nie jest obecnie równorzędnym partnerem dla Niemiec, które mają decydujący głos we wszystkich kluczowych dla integracji europejskiej sprawach. Dlatego, choć przywitanie nowego prezydenta Francji w Berlinie odbyło się w ciepłej atmosferze, to jednak niemiecki rząd do zapowiedzi Macrona z kampanii wyborczej podchodzi ze sporą rezerwą. Na szczęście dla Polski.

W czasie kampanii wyborczej Macron zaproponował szereg zmian, które mają doprowadzić do sanacji w strefie euro, a zwłaszcza przyczynić się do odbudowania konkurencyjności i wzrostu w jej słabszych gospodarkach. Po pierwsze, nowy prezydent Francji chce wprowadzenia euroobligacji mających zwiększyć poziom inwestycji. Po drugie, proponuje wspólny budżet dla państw strefy euro oraz wprowadzenie mechanizmów inwestycyjnych, które mają stymulować gospodarczy wzrost. Po trzecie, postuluje utworzenie odrębnego parlamentu dla państw należących do Unii Gospodarczo-Walutowej (UGW), który legitymizowałby transfery finansowe w krajach członkowskich UGW. Po czwarte, Macron proponuje stworzenie oddzielnego urzędu ministra finansów dla obszaru euro. Wreszcie, chciałby wprowadzić europejskie ubezpieczenie dla depozytów bankowych oraz wspólne ubezpieczenie dla bezrobotnych w strefie.

Rezultatem realizacji postulatów prezydenta Francji byłby znaczący wzrost poziomu redystrybucji od bogatszych i lepiej rozwijających się członków eurostrefy do tych biedniejszych, borykających się z problemami strukturalnymi. Nie jest tajemnicą, że powyższe propozycje są sporym zagrożeniem dla Polski i pozostałych krajów będących poza strefą euro, gdyż grożą pogłębieniem podziału na Europę dwóch prędkości.

Należy jednak podkreślić, że proponowane przez Macrona reformy nie podobają się wielu kluczowym politykom w Niemczech, ponieważ oznaczają skokowy wzrost finansowania strefy euro przez niemieckiego podatnika. To oznacza, że perspektywy ich wprowadzenia są niewielkie.

Jest to o tyle istotne, że początek prezydentury Macrona zapowiada nie tylko próbę ratowania przez niego strefy euro i szerzej – projektu europejskiego, ale również świadczy o skrywanej rywalizacji z Berlinem o wizję Europy. Francja marzy bowiem o odzyskaniu inicjatywy w polityce europejskiej, a także zrównoważeniu rosnącej przewagi Berlina nad pozostałymi krajami, w tym także nad Francją. Jak to ujął jeden z analityków francuskich: „Macron chce pokazać, że to nie tylko Niemcy dominują w Europie”.

Co zatem dokładnie mówią politycy niemieccy? Kilka dni przed wizytą Macrona kanclerz Angela Merkel i politycy rządzącej chadecji (CDU) zdystansowali się wobec propozycji francuskich. Szczególnie mocno wybrzmiały słowa Wolfganga Schäuble, niemieckiego ministra finansów, który zasugerował, że propozycje reform Macrona zostaną poważnie potraktowane dopiero wtedy, gdy pokaże, że potrafi dokonać skutecznych reform francuskiej gospodarki.

Zdecydowanie bardziej otwarci na propozycje reformy eurostrefy są socjaldemokraci z SPD. Reprezentujący tę partię szef niemieckiego MSZ Sigmar Gabriel zaproponował kilka dni temu program „Elysee 2.0”, który ma być próbą odnowienia dwustronnego Traktatu Elizejskiego z 1963 roku. Propozycja Gabriela zmierza do pogłębienia bilateralnej współpracy z Francją w zakresie m.in. realizowania wspólnych inwestycji w infrastrukturę telekomunikacyjną czy finansowania wspólnych badań. Ponadto pomysł ten zakłada wzmocnienie współpracy na forum międzynarodowym, w tym w różnych organizacjach, m.in. Międzynarodowym Funduszu Walutowym i ONZ, a  przede wszystkim UE, gdzie czołowy polityk SPD postuluje możliwość powołania wspólnego komisarza w kolejnej kadencji.

Co jednak warte podkreślenia, w zasadzie tylko jedna propozycja z tego projektu odpowiada na sugestie Macrona, a mianowicie wstępnie akceptuje budżet dla strefy euro lub inny mechanizm finansowania inwestycji.

Inicjatywa szefa niemieckiego MSZ dobrze pokazuje taktykę polityków niemieckich. Choć skłaniają się oni m.in. do akceptacji budżetu strefy euro lub innego mechanizmu inwestycyjnego w słabszych gospodarkach, to czynią to pod warunkiem wprowadzenia w poszczególnych krajach reform strukturalnych.

Jednak zarówno CDU, jak i SPD pozostawiają na później trudniejsze tematy, w tym te dotyczące przyszłości strefy euro. Dzieje się tak, gdyż w Niemczech rozpoczyna się właśnie kluczowy okres kampanii wyborczej przed wrześniowymi wyborami do Bundestagu.

Droga do realizacji pomysłów Macrona wydaje się więc dość daleka, a ostateczny kształt, jaki mogą przyjąć jego propozycje, zależy od wielu czynników. Pierwszym z nich są wyniki wyborów w Niemczech. Nawet jeśli SPD wejdzie do rządu federalnego, to zapewne nie będzie mieć decydującego głosu. Coraz bardziej prawdopodobny jest za to scenariusz, w którym kolejnym raz kanclerzem będzie Angela Merkel, która wraz ze swoją partią jest na razie zdystansowana wobec redystrybucji niemieckich podatków w strefie euro.

Możliwe są jednak częściowe reformy w eurolandzie, m.in. wprowadzenie instrumentów inwestycyjnych, które jednak uzależniałyby przyznanie pomocy od zobowiązania się poszczególnych państw do wprowadzania strukturalnych reform. Mowa tu zwłaszcza o ograniczeniu wydatków budżetowych oraz liberalizacji rynku pracy, czyli postulatach wywołujących znaczne koszty społeczne i problemy polityczne.

W trakcie spotkania w Berlinie przywódcy obu krajów wyrazili także otwartość na zmianę traktatów, jeśli okaże się to niezbędne. Warto to odnotować, bowiem dotąd politycy niemieccy mocno dystansowali się wobec propozycji reformy traktatowej. Nie oznacza to jednak, że Niemcy są orędownikami takiej reformy. To sprawia, że tak daleko sięgające zmiany, mające na celu wprowadzenie nowych instytucji, takich jak osobnego parlamentu dla strefy euro lub ministerstwa finansów, mogą być niezwykle trudne do zrealizowania w najbliższej przyszłości.

Materiał został pierwotnie opublikowany na stronie Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego.

Podziel się artykułem:

Tomasz Grzegorz Grosse
Dr hab. nauk politycznych, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, ekspert Instytutu Sobieskiego

Napisaliśmy już 2009 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Bez regionalnego, wyższego szkolnictwa zawodowego nie uda się zrealizować celów założonych w Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.

Polska potrzebuje topowych uczelni zawodowych

Polska potrzebuje topowych uczelni zawodowych

Marcin Kędzierski

Autorzy raportu zarzucają dziennikarzom bierność i brak krytycyzmu w stosunku do wydarzeń ze świata polityki oraz selektywność w dopuszczaniu do głosu osób i tematów.

To jednostronność rodzi podziały. Niemieckie media i uchodźcy

To jednostronność rodzi podziały. Niemieckie media i uchodźcy

Joachim Horubała

Odpowiedzią na rosnącą interdyscyplinarność nauki powinny stać się postulowane przez Klub Jagielloński kolegia naukowo-dydaktyczne.

Kolegia szansą na wydobycie potencjału polskich naukowców

Kolegia szansą na wydobycie potencjału polskich naukowców

Radosław Rybkowski
Następny artykuł:

Politycy i trumny. Prawdziwy PR zaczyna się dopiero po śmierci

Politycy i trumny. Prawdziwy PR zaczyna się dopiero po śmierci