Lewa strona odpowiada: Jerzy Lerski

Bartosz Wójcik | 11-05-2017 17:04:16 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Lewa strona odpowiada: Jerzy Lerski
Autor: Rafał Gawlikowski

Karski, Nowak-Jeziorański, Lerski. Trzej czołowi kurierzy Polski Walczącej, którzy nie widząc dla siebie miejsca w komunistycznej rzeczywistości, na lata zostali swego rodzaju emigracyjnymi ambasadorami fenomenu Państwa Podziemnego. Z nazwiskiem ostatniego z nich spotykamy się zdecydowanie najrzadziej. Tymczasem droga Lerskiego to przykład budzącej respekt konsekwencji polskiego demokraty. Choć nie-socjalisty, niewątpliwie człowieka lewicy, odrzucającego wszelkie odcienie totalizmu.

Jerzy Lerski urodził się we Lwowie na rok przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości. W działalność społeczno-polityczną zaangażował się bardzo wcześnie. W wieku 15 lat wszedł do Głównego Komitetu Redakcyjnego „Kuźni Młodych” – utrzymywanego przez Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, pisma umożliwiającego pierwsze poważniejsze kroki młodym publicystom. Co ciekawe, przez pięć lat funkcjonowania „Kuźni” jej redaktorami naczelnymi byli m.in. Gustaw Herling-Grudziński, Jan Kott oraz późniejszy ksiądz-poeta, Jan Twardowski.

O czym milczeli żydowscy historycy?

Choć pierwszych szlifów nabierał w sanacyjnych organizacjach – Straży Przedniej oraz Filarecji, z biegiem czasu coraz wyraźniej narastał w nim krytycyzm wobec oddalającego się od ideałów legionowych obozu. „Drażnił nas kult niekompetencji panoszących się kacyków, nie tylko z Pierwszej, ale co gorsza 67. Brygady” – wspominał. Jednocześnie środowisko Lerskiego dostrzegało istotne – szczególnie z perspektywy Lwowa – niebezpieczeństwo komunistyczne jeszcze innej natury, zagrożenie widząc w wyjątkowo dla młodzieży atrakcyjnej retoryce endeckiej. Pozostawanie w strukturach bliskich władzy pozwalało relatywnie skutecznie przeciwdziałać tym wpływom, co przez pewien czas odwlekało decyzję o zerwaniu z sanacją. Na krok taki, wraz z grupą przyjaciół, zdecydował się po śmierci marszałka Piłsudskiego, gdy w części obozu popularność zyskiwać zaczęły hasła nacjonalistyczne. Te uważał za błędne, a w kontekście wielokulturowości Lwowa i jego położenia w pobliżu granicy z „państwem potwornego eksperymentu”, wyjątkowo niebezpieczne.

W 1937 roku młodolegionowi buntownicy zdecydowali się powołać własną organizację o nazwie Polska Młodzież Społeczno-Demokratyczna (PMSD), której jednym z liderów został właśnie Lerski. Docelowo zamierzali stać się demokratyczną, a przy tym niesocjalistyczną, odwołującą się do etosu legionów i wielokulturowych tradycji jagiellońskich, alternatywą dla dominującej na uczelniach Młodzieży Wszechpolskiej (MW).

Podnosili postulat przekształcenia Polski w nowoczesną, wzorowaną na parlamentaryzmie zachodnioeuropejskim republikę, głosząc równolegle konieczność przeprowadzenia reformy rolnej. Krytykowali też posunięcia sanacyjnej polityki zagranicznej, nawołując do jej rewizji, przez co rozumieli zaostrzenie kursu wobec hitlerowskich Niemiec z jednoczesnym położeniem nacisku na zbliżenie z Anglią i Francją.

Zasadniczym zadaniem, jakie postawili sobie u progu działalności, było przeciwstawienie się prowadzonej wówczas kampanii za wprowadzeniem getta ławkowego. Aktywność na tym polu zaczęli zresztą już wcześniej – przed formalnym utworzeniem PMSD – od plakatowania Lwowa podpisywanymi imiennie odezwami, sprzeciwiającymi się kolejnym antyżydowskim restrykcjom. Znakowali także farbami domy wspierających „odżydzanie” szkolnictwa wyższego profesorów. Nieco wcześniej bowiem władze lwowskich uczelni uległy narodowcom, przystając na wprowadzenie numerus clausus.

Z czasem, pozostając w wyraźnej mniejszości, postanowili przeciwstawić się hegemonii swych przeciwników także siłą. Najgłośniejszym tego typu wystąpieniem był przeprowadzony w listopadzie 1937 roku, wspólnie z akademikami-socjalistami, atak na blokujących Żydom dostęp do uczelni narodowców. Jednak „Dnia bez Żyda” – tego rodzaju „spontaniczne” blokady były bowiem cykliczne i zawsze kończyły się wielodniowym zawieszeniem zajęć – nie udało się przerwać. Narodowcy zwyciężyli, doprowadzając nawet do plebiscytu, po którym do dymisji zmuszony został podać się przeciwny wprowadzeniu getta rektor Uniwersytetu Jana Kazimierza, prof. Stanisław Kulczyński.

Mimo niepowodzenia działacze PMSD – wspierani finansowo przez utworzone przy organizacji Koło Seniorów, w skład którego wchodzili zasłużeni piłsudczycy – nie rezygnowali i nadal występowali przeciwko akademickim posunięciom MW. Dążąc do stworzenia lwowskim studentom alternatywy, powołali do życia Niezależną Bratnią Pomoc. Równolegle rozwijali akcję odczytową.

W maju 1938 roku, na jedno z prowadzonych przez Lerskiego w tym duchu spotkań, wtargnęła bojówka dowodzona przez lidera lwowskich narodowców, Jana Kornasa. „Uzbrojeni w pałki gumowe z ołowianym zakończeniem bojówkarze otoczyli mnie szybko. Ktoś palnął mnie kastetem, wybijając przednie zęby, a z tyłu padły ciosy na głowę. Straciłem jednak władzę w kończynach, nie mogłem się więc osłonić i upadłem, nie tracąc przytomności, na stół” – wspominał to najście.

Lerski szybko odzyskał sprawność, jednak sprawa odbiła się szerokim echem w prasie. Jej zwieńczeniem była rozprawa sądowa, podczas której Kornas wypierał się udziału w napadzie. Finał procesu, wówczas uniemożliwiony wybuchem wojny, miał nastąpić kilka lat później, w zupełnie innych okolicznościach. Co ciekawe, mimo tak głębokich animozji ze środowiskiem narodowym, Lerski, jako prezes PMSD, w styczniu 1939 roku wziął udział w oficjalnej mszy żałobnej za zmarłego Romana Dmowskiego.

Podsumowując ten przedwojenne etap działalności warto podkreślić, że podjęta przez młodych piłsudczyków inicjatywa w warunkach lwowskich była szczególnie niebezpieczna. Choć blokady, manifestacje i regularne awantury na tle kwestii żydowskiej odbywały się wówczas we wszystkich akademickich miastach Polski, nigdzie nie przybrały obrotu tak brutalnego, jak w stanowiącym narodowościowy tygiel Lwowie. Tu dochodziło nawet do pobić i postrzeleń ze skutkiem śmiertelnym. Już w latach 70. Lerski na łamach paryskich Zeszytów Historycznych, nawiązując do antyendeckiej akcji PMSD, ale też szeregu innych organizacji oraz dużej części polskiej profesury, gorzko stwierdzał: „Szkoda, że milczą o tamtych protestach współcześni historycy żydowscy”.

Wojenna tułaczka

9. Dywizjon Artylerii Przeciwlotniczej, do którego został przydzielony we Wrześniu, podzielił los wielu innych. Po blisko trzech tygodniach chaotycznego błąkania się, któremu towarzyszyły notoryczne ataki niemieckiego lotnictwa, został otoczony, a następnie zmuszony do poddania się przez Sowietów i pomagających im Ukraińców. Lerskiemu udało się jednak zbiec i przedostać do rodzinnego Lwowa. Doświadczenie opanowanego przez Sowietów zawsze wiernego miasta, miasta-kawalera Orderu Virtuti Militari, zrobiło na nim szczególnie przygnębiające wrażenie. „Skonstatowałem – pisał – iż niemal ze wszystkich kamienic zwisają ohydne czerwone flagi, a na budynkach publicznych wywieszono ogromne pyski Stalina, Marksa i Lenina”.

Już w październiku 1939 roku zaangażował się w podziemny Rewolucyjny Związek Niepodległości i Wolności, utworzony przez polskich działaczy lewicowych na ziemiach okupowanych przez ZSRR. Od początku targały nim jednak wątpliwości co do sensu konspirowania w spenetrowanym przez sowiecką agenturę mieście. Dlatego dość szybko zdecydował się przedzierać na Zachód, do odtwarzanej przez gen. Sikorskiego armii. Krok ten okazał się zbawienny, bowiem już w kilka tygodni później większość jego towarzyszy znalazła się w rękach NKWD. Co ciekawe, nim opuścił – na zawsze, jak się miało okazać – rodzinne miasto, jako znanemu działaczowi akademickiemu, zaproponowano mu… wstąpienie do Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy.

Po przedarciu się do Francji via Budapeszt, wstąpił do odtwarzanego tam Wojska Polskiego. Po kilku tygodniach spotkał dawnego przyjaciela z podchorążówki, a wówczas jednego z pierwszych emisariuszy emigracyjnego rządu, Jana Kozielewskiego, lepiej znanego pod przybranym nazwiskiem Karski. To on zdecydował się wciągnąć Lerskiego do wymagającej szczególnych kwalifikacji służby kurierskiej. Nim jednak Lerski do niej przystąpił, po raz kolejny musiał doświadczyć chaotycznej tułaczki, której towarzyszył przygnębiający widok spektakularnego upadku „największej europejskiej potęgi”. Szczęśliwie jego oddziałowi udało ewakuować się do Anglii.

Tam, po długim okresie oczekiwania, pod koniec 1941 roku został powołany na wspólny z przyszłymi cichociemnymi kurs spadochronowy, po którym rozpoczęło się gruntowne szkolenie merytoryczne pod okiem ekspertów brytyjskiego Ministerstwa Informacji oraz polskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Równolegle, jako przyszły kurier polityczny, odbywał spotkania z emigracyjnymi przywódcami ugrupowań tworzących w kraju trzon Podziemnego Państwa. „Najtrudniejsze – wspominał – było dla mnie psychicznie wyciągnięcie ręki do [...] endeków. Ich lwowscy wyznawcy z Młodzieży Wszechpolskiej rozwalili mi przecież w maju 1938 roku łeb i wybili zęby za obronę kolegów Żydów, nadal atakując mnie w nielegalnym szkockim pisemku Jestem Polakiem, jako rzekomo czerwonego zwolennika komunizmu”. Zgodnie jednak ze złożoną przysięgą i wobec emigracyjnych władz Stronnictwa Narodowego Lerski zachował się lojalnie. Co ciekawe, po konferencji z prezesem SN, Tadeuszem Bieleckim, wyniósł przekonanie, że jest to człowiek, któremu w przeciwieństwie do wielu innych polityków emigracyjnych „bardziej zależy na Patrii [Ojczyźnie – przy. red.], niż Partii”. Wreszcie, na początku 1943 roku, został osobiście wezwany przez gen. Sikorskiego, który poinstruował go o zasadniczych celach jego misji.

Misja: skleić podziemie

Wśród głównych powierzonych mu zadań, poza standardowym przerzutem mikrofilmów i dolarów, było umocnienie pozycji Komendanta Głównego AK, gen. Stefana „Grota“ Roweckiego względem konspiracyjnych ugrupowań.

Trwała wówczas bowiem opóźniana przez ambicje podziemnych polityków z różnych stron akcja scaleniowa, mająca zjednoczyć wszystkie organizacje zbrojne w ramach Armii Krajowej. Miał Lerski też wpłynąć na podziemny ruch socjalistyczny, by podporządkował się największej, jednoznacznie antykomunistycznej PPS-WRN Kazimierza Pużaka.

Do Polski, jako emisariusz „Jur”, skoczył 19 lutego 1943 roku. Kilka godzin wcześniej aresztowany został Delegat Rządu Jan Piekałkiewicz. Tragiczny zbieg okoliczności nie zaburzył jednak przebiegu misji Lerskiego. Relatywnie szybko udało mu się skontaktować z następcą aresztowanego, Janem Stanisławem Jankowskim. Co ciekawe, podczas spotkania podjął samowolną próbę uzyskania od Delegata zgody na wyjazd do rodzinnego Lwowa. Motywował ją chęcią nawiązania kontaktu z metropolitą Andrzejem Szeptyckim i wpłynięcia na cieszącego się wśród Ukraińców szczególnym autorytetem hierarchę, aby wydał odezwę wzywającą do pojednania między zagrożonymi z dwóch stron narodami. Delegat trzeźwo odmówił.

Niebawem „Jur” dotarł także do dowódcy AK, gen. „Grota”. Równolegle angażował się na rzecz realizacji kluczowego spośród zadań politycznych – wpłynięcia na zjednoczenie podziemia socjalistycznego pod przywództwem Kazimierza Pużaka. W tym celu odbył szereg spotkań z niechętnymi WRN działaczami lewicy socjalistycznej, zrzeszonymi w organizacji Polscy Socjaliści. Przekonywał ich o konieczności zerwania z PS, której część była już w tym okresie zinfiltrowana przez komunistów wykorzystujących radykalizm tej grupy. 

Starania Lerskiego przyniosły skutek. Wiosną 1943 roku znaczący odłam lewicy socjalistycznej wraz z jej liderami: Wincentym Markowskim oraz szczególnie popularnym „w dołach” Leszkiem Raabe – przed wojną bliskim znajomym kuriera – podporządkował się kierownictwu WRN. Raabe zaginie niebawem w niewyjaśnionych okolicznościach, w czym Lerski upatrywać będzie komunistycznej zemsty. Pomimo to w strukturach Państwa Podziemnego pozostanie zorganizowana i podporządkowana przez młodego socjalistę Armii Krajowej Socjalistyczna Organizacja Bojowa.

Podczas pobytu w okupowanym kraju, kurier odbył też szereg spotkań z działaczami Rady Pomocy Żydom, zbierając ich opinie, prośby i zastrzeżenia. Po latach podsumował to szczególne doświadczenie następująco: „W ratowaniu systematycznie przez Niemców niszczonego narodu brali udział bodaj najlepsi i najciekawsi intelektualnie ludzie naszego Podziemia”.

Podczas jednej z najtrudniejszych dla Lerskiego konferencji, jaką było spotkanie z przywódcą podziemnego Stronnictwa Narodowego, Stefanem Sachą, niespodziewanie swój finał znalazła także sprawa głośnego przed wojną pobicia przez endecką bojówkę. Na zakończenie rozmów Sacha niespodziewanie zaproponował „Jurowi” spotkanie z Janem Kornasem, który dowiedziawszy się, kto kryje się za pseudonimem „Jur”, poprosił zwierzchnika o przekazanie emisariuszowi propozycji spotkania. Lerski zdecydował się na tę nietypową konfrontację. „W obliczu wspólnego wroga doszło do wzruszającego pojednania dwóch lwowskich działaczy. Porucznik wcielonej do AK Narodowej Organizacji Wojskowej, Jan Kornas, zginął bohatersko w Powstaniu Warszawskim” – napisze po wojnie.

Po wykonaniu swoich podstawowych zadań Lerski zaangażował się w pracę Departamentu Informacji Delegatury Rządu, co wiązało się z licznymi i ryzykownymi wyjazdami w teren. Pisywał też do podziemnej prasy – lewicującego pisma „Demokrata”, ludowej „Orki” oraz biuletynu Delegatury zatytułowanego „Kraj”. W międzyczasie na podziemie oraz emigracyjny rząd spadły dwa kolejne ciosy – 30 czerwca aresztowany przez gestapo został legendarny „Grot”, a zaledwie kilka dni później u wybrzeży Gibraltaru rozbił się samolot z gen. Sikorskim na pokładzie.

W drogę powrotną „Jur” wyruszył pociągiem, wyposażony w niemieckie dokumenty, na początku 1944 roku. W obliczu wkraczającej na Ziemie Wschodnie RP Armii Czerwonej, wiózł do Londynu instrukcje Delegata oraz poszczególnych stronnictw podziemia. Ryzyko wpadki wymagało, by mieć przy sobie możliwie najmniej obciążających materiałów, w związku z czym kurierzy zdani byli głównie na swoją pamięć. Wyjątkiem w przypadku „Jura” był mikrofilm z kluczowymi materiałami Delegatury i dowódcy AK oraz (współredagowany zresztą przez niego samego) list podziemnej PPS-WRN do władz Labour Party, apelujący o solidarność i poparcie w nieustępliwym stanowisku wobec ZSRR.

Po dotarciu do Francji kluczowe materiały przekazał polskiemu wywiadowi. Sam jednak, w obliczu trudności związanych z przerzutem, przenoszony z miejsca na miejsce, zmuszony został zatrzymać się tam na dłużej. Do Londynu dotarł dopiero wiosną, za pomocą angielskiej ambasady w Hiszpanii, uprzednio pieszo przekraczając Pireneje. Po powrocie do Anglii, Lerski, jako osobisty wysłannik gen. Sikorskiego, został przyjęty przez premiera Mikołajczyka i prezydenta Raczkiewicza, a Minister Obrony Narodowej, gen. Marian Kukiel, w uznaniu zasług odznaczył go Krzyżem Walecznych.

Londyn: po stronie niezłomnych

W obliczu pogarszającej się dla sprawy polskiej koniunktury międzynarodowej i związanego z tym narastającego w łonie emigracji konfliktu, Lerski krytycznie odnosił się do stronnictw Polskiego Londynu, samemu jednak coraz wyraźniej opowiadając się po stronie niezłomnych.

Nie wierzył w ugodową politykę Mikołajczyka, sprzeczną z twardym stanowiskiem kraju. Zaangażował się też osobiście w usunięcie ze stanowiska kierownika Polskiej Agencji Telegraficznej wpływowego dziennikarza Stefana Litauera, podejrzewając go słusznie (choć nie miał na to niezbitych dowodów) o agenturalną działalność na rzecz Sowietów.

Z racji swego „krajowego mandatu” udzielił licznych wywiadów dla prasy angielskiej i przeprowadził serię odczytów propagujących dorobek Państwa Podziemnego. Wystąpił także w obronie Polskich Sił Zbrojnych podczas inspirowanej przez Moskwę i część wpływowych kół żydowskich nagonce prasowej, zarzucającej polskim władzom wojskowym tolerowanie antysemityzmu. Jak sam jednak publicznie zaznaczał: „Nie jest rzeczą wykluczoną, że [...] Żydzi-żołnierze mogli tu i ówdzie napotkać ze strony jakichś tępych endekoidalnych oficerów czy podoficerów na nietaktowne uwagi”. Sprawa była pokłosiem serii, również inspirowanych przez Kreml, dezercji żydowskich żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.

Angażował się też w propagandową działalność na rzecz wsparcia walczącej Warszawy wraz z bliskim mu liderem emigracyjnej PPS Adamem Ciołkoszem. Wykorzystywał do tego swoje znajomości w środowisku opozycyjnej Labour Party i wśród lewicowych publicystów.

Z czasem, z ramienia Ministerstwa Informacji, skierowany został do koordynacji niepodległościowej akcji propagandowej na obszarze Szkocji. Tylko tyle i aż tyle z perspektywy Wysp można było zrobić.

Jesienią 1944 roku, po upadku Powstania i dymisji Mikołajczyka, Lerski, dając wyraz swego poparcia dla linii niezłomnych, zdecydował się przyjąć propozycję nowego premiera. Był nim przysłany drogą powietrzną z Polski nestor PPS Tomasz Arciszewski. Lerski został jego osobistym sekretarzem. Warto dodać, że trzon opuszczonego przez stawiających na politykę ugodową ludowców „rządu protestu narodowego” tworzył niecodzienny sojusz PPS ze Stronnictwem Narodowym. Lerski nie był pozbawiony wątpliwości co do powszechnie krytykowanego mariażu. Za priorytetowy uznał jednak ostatecznie jego niepodległościowy i antysowiecki charakter.

Ostatnie miesiące wojny spędził właśnie u boku Arciszewskiego, który mimo nobliwego wieku dwoił się i troił, by nagłośnić krzywdzący dla Polski wymiar rozwiązań powziętych na konferencji w Jałcie. Towarzyszył mu m.in. podczas szczególnego, zorganizowanego przez Anglo-Polski Komitet Parlamentarny, wystąpienia w gmachu brytyjskiego parlamentu 15 lutego 1945 roku. To przejmujące wydarzenie zapamiętał następująco: „Premier wysunął się zdecydowanie przed nieliczną grupę towarzyszących mu Polaków wraz z ambasadorem Raczyńskim, któremu przypadła, nie do pozazdroszczenia, rola tłumacza. Wyglądali obaj arcygodnie. Premier-robociarz z Mińszczyzny rodem i ambasador-hrabia wielkopolski. I nagle wszystko stało się proste. Padły nieskomplikowane, mocne, lecz głęboko przeżyte słowa rzecznika Polski Walczącej, któremu dane było w tej dziejowej chwili, jako szefowi Rzeczypospolitej, przemawiać wprost do serc wybranych przedstawicieli społeczeństwa brytyjskiego w gmachu, jak to na wstępie określił, Matki Parlamentów Świata”.

O Niepodległość i Demokrację niemal do końca

Wysiłki okazały się daremne, a rząd Arciszewskiego osamotniony. Zachodnie demokracje stawiały na ugodową politykę Mikołajczyka, coraz wyraźniej marginalizując legalne władze emigracyjne. Sam Lerski, krytyczny wobec „kawalerów jałtańskich”, jak ironicznie pisał o tych, którzy zdecydowali się poprzeć Mikołajczyka, nie traktował ich jednak – co w Polskim Londynie było dość częste – jako zdrajców. W czerwcu 1945 roku, opublikował równie głośny, co gorzki list do  byłego premiera, w którego zakończeniu zastrzegał, że chciałby, aby to Mikołajczyk miał rację. „Niech Bóg Pana prowadzi i Panem kieruje” – podsumowywał. Sam wybrał emigrację.

Niebawem zrezygnował z pełnionej przy premierze funkcji, by zaangażować się w działalność demokratyczno-radykalnego Polskiego Ruchu Wolnościowego „Niepodległość i Demokracja”, który miał być alternatywą dla tradycyjnych, „trącących myszką” – jak pisał – i skłóconych stronnictw.

W tym skupiającym szereg działaczy młodego pokolenia środowisku znaleźli się obok Lerskiego m.in. Jan Nowak-Jeziorański oraz wysłannik dowództwa AK Andrzej Pomian [właśc. Bohdan Sałaciński – przyp. red.]. Ruch postulował podjęcie niezależnej od rządu, wielkiej akcji propagandowej, która objęłaby swym zasięgiem wszystkie sfery emigracji. Bliskie stosunki z „NiD” nawiązał niebawem krajowy, działający w podobnym duchu „WiN”.

Z czasem Lerski przeniósł się do Stanów Zjednoczonych, gdzie na lata, jako historyk i politolog, związał się ze światem uniwersyteckim. Publikował także w periodykach emigracyjnych. Wraz z dwoma swoimi przyjaciółmi, Janem Karskim i Janem Nowakiem-Jeziorańskim, stali się orędownikami dorobku Polski Walczącej. Został odznaczony medalem Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata. Kończąc wydane w 1984 roku wspomnienia, zaznaczał: „Rozpoczęta we wrześniu 1939 roku krucjata o Niezawisłość i Demokrację Rzeczypospolitej trwa przecie nadal – zarówno w kraju jak i na uchodźstwie”.

Lerski doczekał. Gdy w 1992 roku odchodził, Europa od blisko pół wieku wolna była od „Tysiącletniej Rzeszy”, a od kilku zaś miesięcy cieszyła się z upadku „Ojczyzny Światowego Proletariatu”.

Podziel się artykułem:

Bartosz Wójcik
Członek redakcji jagielloński24. Członek zarządu warszawskiego oddziału Klubu Jagiellońskiego.

Napisaliśmy już 1981 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Wskaźnik liczby zgonów z powodu samobójstw przypadających na 100 tys. mieszkańców znacznie przekracza średnią wartość dla państw Unii Europejskiej.

Zerwanie z kulturą długu. Nieopowiedziany sukces PiS?

Zerwanie z kulturą długu. Nieopowiedziany sukces PiS?

Piotr Trudnowski

Pierwszą i podstawową reformą wymiaru sprawiedliwości powinno być wzmocnienie pozycji ustrojowej sędziego.

Lekarstwo może być gorsze niż choroba, czyli dlaczego sądy pokoju to zły pomysł [POLEMIKA]

Lekarstwo może być gorsze niż choroba, czyli dlaczego sądy pokoju to zły pomysł [POLEMIKA]

Paweł  Ryczko

Ustawa antylichwiarska PO i program „Rodzina 500 Plus” PiS dokonały prawdziwego pogromu na rynku firm parabankowych.

Nikt nie będzie ronił łez. Ustawowe uderzenie w rynek chwilówek

Nikt nie będzie ronił łez. Ustawowe uderzenie w rynek chwilówek

Mateusz Mroczek
Następny artykuł:

Tumanowicz (Ruch Narodowy): Polskiej demografii nie uratuje „przeszczep” z innego narodu

Tumanowicz (Ruch Narodowy): Polskiej demografii nie uratuje „przeszczep” z innego narodu