Co polskie podziemie pisało o Żydach?

Bartosz Wójcik | 19-04-2017 18:39:01 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Co polskie podziemie pisało o Żydach?
Zasoby własne.

W kontekście upamiętniania tragicznego zrywu warszawskiego getta chyba wszystkie strony polskiej opinii są dziś zgodne – jego bohaterom należy się pamięć i szacunek. Najlepiej świadczy o tym popularne ostatnimi laty określenie „pierwsze z warszawskich powstań”, umiejscawiające heroiczny zryw Żydów obok kluczowego dla naszej tożsamości Powstania Warszawskiego. Przy okazji kolejnej rocznicy warto przypomnieć - jak wobec żydowskiego oporu, podjętego w kwietniu 1943 roku, zapatrywało się krajowe podziemie? W tym tragicznym czasie stosunek ten nie był bowiem tak jednoznaczny jak dzisiaj.

„Pisma polskie, niezależnie od ich postawy ideowo-politycznej i stosunku do Żydów, podkreślają, że dzielna postawa obrońców ghetta, zwłaszcza z dotychczasową zupełną biernością mordowanej masy żydowskiej budzi szacunek i żywe współczucie w społeczeństwie” – donosił przesłany do Londynu raport o sytuacji w kraju. „Prasa narodowa ograniczyła się na ogół do informacji, nie dając komentarzy” – uzupełniano. Wyłaniający się z tego lakonicznego podsumowania obraz, zgodny z rzeczywistością był częściowo. Nim jednak omówimy bliżej stosunek poszczególnych nurtów podziemia do żydowskiego wystąpienia, warto możliwie krótko scharakteryzować złożoność relacji polsko-żydowskich w okresie poprzedzającym powstanie.

Prolog

Przez cały niemal okres dwudziestolecia międzywojennego kwestia ogromnej, ok. 3-milionowej społeczności żydowskiej, była jednym z głównych tematów debaty publicznej. Jej znaczenie systematycznie rosło, apogeum osiągając w drugiej połowie lat 30. Swoją tradycyjnie antyżydowską retorykę zaktywizowały wówczas wszystkie odłamy ruchu narodowego. Podchwyciła ją również istotna część obozu sanacyjnego, w hasłach nacjonalistycznych szukająca dla siebie czynnika wzmacniającego, osłabioną po śmierci Józefa Piłsudskiego, legitymizację społeczną. Z tej strony zarzucano Żydom przede wszystkim szkodliwą dla rozwoju Polski dominację gospodarczą [szczególnie w drobnym handlu, gdzie żydowska nadreprezentacja była najwyższa – B.W.], posiadanie własnych – rozbieżnych z polską racją stanu interesów oraz podatność na hasła komunistyczne. Rozwiązania upatrywano w przymusowej emigracji – według niektórych środowisk – części; zdaniem innych – ogółu polskich Żydów.

Szkodliwość przedwojennego status quo dostrzegała również lewica, upatrująca problem nie tyle w samej obecności ogromnego skupiska ludności żydowskiej, co w jej patologicznej strukturze zatrudnienia, destrukcyjnie oddziałującej na gospodarkę, pogłębiającej izolację i oderwanie od państwa „znacznej części tradycyjnych mas żydowskich”. Sytuację według głównych ośrodków polskiej lewicy uzdrowić miały gruntowne reformy społeczno-gospodarcze.

Obie diagnozy podzielała zresztą część środowisk żydowskich. Prace nad programem emigracyjnym sanacyjne władze prowadziły we współpracy z syjonistyczną prawicą; punkt widzenia PPS-u popierał natomiast jej żydowski odpowiednik – „Bund”.

Wybuch wojny i pierwsze lata okupacji bynajmniej nie poprawiły trudnych, pełnych nieufności stosunków, jeszcze bardziej je komplikując.

Godna podkreślenia, lojalna postawa Żydów walczących w wojnie obronnej 1939 roku, nie przebiła się do świadomości polskiego społeczeństwa. Przebiła się do niej natomiast godna potępienia postawa części żydowskiej społeczności Ziem Wschodnich, której przedstawiciele odegrali istotną rolę podczas aresztowań przeprowadzanych przez organa sowieckie.

W tonie alarmistycznym zwracały na nią uwagę nie tylko środowiska tradycyjnie Żydom przeciwne, ale także poszczególne ośrodki wschodnich struktur Związku Walki Zbrojnej.

Sytuację wykorzystywali Niemcy, swoimi posunięciami podsycając antagonizmy i niezrozumienie między obiema społecznościami. Świetne ku temu narzędzie stanowiła kontrolowana przez nich prasa gadzinowa. Najgłośniejszym wydarzeniem był, inspirowany przez okupanta, przeprowadzony za sprawą wywodzącej się z przedwojennej „Falangi”, Narodowej Organizacji Radykalnej [marginalna grupa szukająca porozumienia z Niemcami na gruncie antykomunizmu i antysemityzmu – B.W.], pogrom wielkanocny, do którego doszło wiosną 1940 roku. Kronikarz okupacji, Ludwik Landau, pisał o nim: „Bandy dochodzą do siły 500 ludzi,przeważnie młodych wyrostków i różnych szumowin. Inscenizowanie tych zajść przez Niemców staje się coraz wyraźniejsze. Powszechnie obserwowane jest robienie przez Niemców, wcale się z tym nie kryjących, zdjęć fotograficznych i filmowych”. Hitlerowcy podsycali – podatny niestety – grunt, sami ustawiając się w roli gwaranta spokoju, broniącego Żydów [sic!] przed „polskim motłochem”.

Tonować nastroje próbowały niektóre ośrodki Polski Podziemnej. Czołowe pismo ZWZ, „Biuletyn Informacyjny” redagowany przez Aleksandra Kamińskiego, w reakcji na utworzenie getta, zajmował stanowisko jednoznacznie potępiające i już w listopadzie 1940 roku pisał: „Ghetto warszawskie urasta do rozmiarów gigantycznej zbrodni: z górą 400 tysięcy ludzi skazano na skutki nieuchronnych epidemii i na powolne umieranie z głodu”. Parę miesięcy później to samo pismo kategorycznie przestrzegało przed jakąkolwiek formą współpracy z Niemcami w prześladowaniu – do tej pory koncentrowali się oni głównie na izolowaniu i pogarszaniu warunków materialnych – Żydów. Nie były to jednak głosy powszechne. Kwestia żydowska była na ogół pomijana, i jeśli wracała, to z reguły – a i to wyraźnie rzadziej niż przed wojną – na łamach antagonizujących pism narodowych. Przez kolejne miesiące dramaty Polaków i Żydów miały toczyć się swoimi odrębnymi drogami.

Sytuacja zaczęła stopniowo ulegać zmianie po ataku na ZSRR, gdy Niemcy przystąpili do masowej eksterminacji ludności żydowskiej. Początkowo – głównie na terenach okupowanych dotąd przez Sowietów, z czasem – także na rubieżach zachodnich. Błędne przekonanie, podzielane zarówno przez podziemie polskie, jak i stronę żydowską, o lokalnym charakterze tych działań zaczęło zanikać wiosną 1942 roku, gdy analogiczną akcję rozpoczęto w Generalnym Gubernatorstwie. W konspiracyjnej prasie coraz częściej zaczęły pojawiać się doniesienia o niemieckich zbrodniach. Nie było jednak wyraźnego gestu – podziemie zbierało materiały i relacje, za zasadniczy obowiązek uważając poinformowanie o zaistniałej sytuacji Zachodu.

Jako pierwsi swój jednoznaczny sprzeciw wobec dokonującej się zagłady, w maju 1942 roku, głośno i publicznie zamanifestowali katolicy zrzeszeni wokół Frontu Odrodzenia Polski. Na jego czele stała znana pisarka, Zofia Kossak-Szczucka.

„Prawda” – oficjalny organ grupy – opisywała dramat Żydów, piętnując postawę zobojętnienia wobec dokonującej się na ziemiach Rzeczpospolitej tragedii. „Gdyby wobec tego nieszczęścia [...] znalazł się człowiek zdolny powiedzieć, iż Żydom dobrze uczyniono, a Niemcy mordując ich oddają Polakom przysługę, człowiek taki byłby niegodny nazwy katolika” – pisano. Zwracano też uwagę na przypadki udziału w niemieckich zbrodniach miejscowej ludności polskiej, podsumowując: „Podobnej hańbie trzeba przeciwdziałać wszelkimi środkami. Uświadamiać ludzi, że stają się herodowymi siepaczami, piętnować w tajnej prasie, nawoływać do bojkotowania katów, zapowiadać na morderców sądy wolnej Rzeczpospolitej”.

Należy dodać, że ten niezwykle ważny głos wypływał nie z tradycyjnie Żydom bliższych sfer lewicowych, lecz środowiska, które wcale nie ukrywało negatywnego stosunku do roli Żydów w przedwojennej Polsce. Sama Kossak-Szczucka, znana z takich właśnie przekonań, podtrzymywała swoje stanowisko, za priorytetowy uznając jednak chrześcijański obowiązek ratowania ludzkiego życia. Latem, gdy w warszawskim getcie Niemcy rozpoczną Wielką Akcję, to z jej inicjatywy ukaże się jedna z najgłośniejszych podziemnych odezw, zatytułowana „Protest”, w której pisała: „Wobec zbrodni nie wolno pozostawać biernym. Kto milczy w obliczu mordu – staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia – ten przyzwala”. 

Co ważne, niemal równolegle do cytowanego już wystąpienia „Prawdy”, zbliżone, choć łagodniejsze głosy zaczęły pojawiać się także na łamach prasy socjalistycznej i syndykalistycznej. Nie przypadkiem to właśnie specyficzny alians katolicko-lewicowy stanie się ze strony polskiej [istotny udział mieli tu także sami Żydzi – B.W.] motorem powołania społecznego komitetu, który z czasem przekształci się w Radę Pomocy Żydom „Żegota”. Nim jednak do tego dojdzie, zaistnieje jeszcze jeden istotny fakt – we wrześniu 1942 roku na łamach głównych akowskich pism: „Biuletynu Informacyjnego” i „Wiadomości Polskich” ukaże się jednoznaczna, potępiająca mordowanie Żydów i zapowiadająca ukaranie sprawców oraz ich pomocników enuncjacja władz Państwa Podziemnego. „Nie mogąc czynnie temu przeciwdziałać Kierownictwo Walki Cywilnej w imieniu całego społeczeństwa polskiego protestuje przeciw zbrodni dokonywanej na Żydach. W tym proteście łączą się wszystkie polskie ugrupowania polityczne i społeczne. Podobnie jak w sprawie ofiar polskich, odpowiedzialność fizyczna za te zbrodnie spadnie na katów i ich wspólników” –  wołano.

Rzeczonego stanowiska nie podzielało jednak podziemie narodowe, choć wyraźnie podzielone, konsekwencję w radykalnym stosunku do kwestii żydowskiej głoszące jednogłośnie. W obliczu trwającej w getcie Wielkiej Akcji, „Warszawski Dziennik Narodowy” wydawany przez stołeczny okręg Stronnictwa Narodowego, donosił: „Rok temu rękoma Niemiec zaczęliśmy zwyciężać sowiecką Rosję. Od paru miesięcy pod ciosami Niemiec znika grożące nam niebezpieczeństwo żydowskie. Dziwnie dobrotliwa Nemezis opiekuje się Polską. Wrogowie jej [warto podkreślić, że to Żydów klasyfikował autor jako zagrożenie dla Polski największe – B.W.] wyniszczają się sami”. I dalej: „Dziś jest bardziej niż prawdopodobne, że Polskę wstającą budować będziemy bez niemców, bez moskali i bez żydów. A wszystko co do tego prowadzi, jest dla nas korzystne. Choćby skądinąd było nawet bardzo smutne. To jest jedyna prawda, jaką rozsądnemu Polakowi o wyniszczaniu ludności żydowskiej przez niemców wypowiedzieć wolno”. Piszący dostrzegał też problem litości dla Żydów, przejawianej przez duże odłamy społeczeństwa, która to litość, „przy wrodzonej nam polskiej wrażliwości” [sic!] i przypisywanym mniejszości żydowskiej cynizmie, miała stanowić istotne zagrożenie dla narodowych interesów. Choć autor podkreślał ohydność niemieckich poczynań i zastrzegał swą wobec nich bezradność, wymowa była jednoznaczna. Niebawem tekst, na łamach swojego czołowego pisma „Wielka Polska”, przedrukowała opozycyjna wobec władz SN grupa rozłamowa. Stanowisko takie, jako nie dające pogodzić się z chrześcijaństwem, bliskie duchowi żydowskiemu, skrytykował natomiast oenerowski „Szaniec”.

To samo jednak środowisko na łamach innych tytułów uderzało w podobne tony.

„Placówka” – organ zaplecza politycznego Narodowych Sił Zbrojnych przeznaczony dla wsi – na początku 1943 roku przekonywała swoich odbiorców: „Naród polski domaga się usunięcia spośród siebie przeklętych przybłędów i z tych przyczyn nie może im współczuć, gdy ulegają tępieniu [...]. Musimy pamiętać, że niebezpieczeństwo żydowskie wciąż nam zagraża, że wcale ono nie osłabło, a raczej spotężniało, a każdy Żyd utajony na naszych ziemiach groźniejszy jest, niż stu jego współplemieńców z czasów przedwojennych”.

Niektóre tytuły prasy narodowej ograniczały się do informowania o liczbie zgładzonych Żydów, niekiedy podkreślając niemieckie zezwierzęcenie.

Stosunek ten wynikał z kwestii zasadniczych. Głównym, obok poszerzenia granic Polski, celem tego obozu była odbudowa jej jako państwa narodowego. Społeczność żydowską – podobnie jak niemiecką – uważano za bezwzględnie wrogą, zarzucając jej gremialne przesiąknięcie wpływami komunistycznymi. Powoływano się przy tym na tragiczne doświadczenia z ziem okupowanych przez ZSRR oraz stosunkowo liczny udział w komunistycznych oddziałach leśnych. Podnoszono również kwestię pożydowskiej własności, której całkowite przejęcie uważano za sprawiedliwość dziejową. Część podziemia narodowego kartę żydowską rozgrywała równolegle przeciwko AK, chcąc za jej pomocą przyciągnąć ludzi do struktur NSZ. W jednej z oddziałujących w tym duchu broszur, dowództwo AK określano mianem „żydolubów” roniących – jak ironicznie podkreślano –  łezkę nad losem Żydów stłoczonych w getcie, sugerując czytelnikom, że przedkłada ono troskę o los Żydów nad troskę o los Polaków. Niezależnie od potencjalnych skutków przyjętej w kwestii żydowskiej narracji, narodowcy wyraźnie odcinali się od niemieckich metod i „hitlerowskich teorii rasowych”.

Należy także dodać, że mimo antysemickiej retoryki, pojawiającej się na łamach prasy wszystkich nurtów tego obozu, w szeregach narodowego podziemia różnych odłamów znaleźli się ludzie, którzy zapisali wspaniałą kartę w dziele ratowania Żydów. Tak było m.in. w przypadku – związanych z SN – Jana Dobraczyńskiego, Tadeusza Mikułowskiego i ks. Marcelego Godlewskiego; tak było w przypadku Mirosława Ostromęckiego i Edwarda Kemnitza z NSZ.

Na zarysowanym stanowisku propaganda narodowa pozostawała – co należy podkreślić – coraz wyraźniej osamotniona. Zasadniczy wpływ na taki stan rzeczy miała postawa oficjalnych czynników Państwa Podziemnego, wśród których szczególnie wyróżniało się Biuro Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK oraz Kierownictwo Walki Cywilnej, z ludowcem – Stefanem Korbońskim na czele.

Wiosną 1943 r. na pierwszych stronach „Biuletynu Informacyjnego” pojawią się kolejne ostrzeżenia, zapowiadające surowe kary dla żerujących na Żydach szantażystach, a latem  – informacje o wykonanych za denuncjację „obywateli polskich pochodzenia żydowskiego” wyrokach. Co ciekawe, by odstraszyć potencjalnych wykolejeńców, poza nazwiskami w niektórych przypadkach podawano nawet adresy zamieszkania ukaranych. Równie ważne było symboliczne pozbawianie ich praw honorowych. Te szczególne obwieszczenia przedrukowywane były następnie przez inne pisma akowskie, rządowe oraz organy poszczególnych ugrupowań politycznych.

Powstanie

Zbrojny opór, jakim odpowiedzieli Żydzi wkraczającym na teren getta 19 kwietnia 1943 roku oddziałom likwidacyjnym, podziemna prasa przyjęła na ogół z podziwem i życzliwością. Wiele tytułów zwracało uwagę na przełomowość tego wydarzenia, nawiązując do – wyraźnie podkreślanej przez stronę polską – dotychczasowej biernej postawy masowo eksterminowanej ludności.

„Walczący obywatele Państwa Polskiego zza murów ghetta stali się bliżsi, bardziej zrozumiali społeczeństwu stolicy, niż bierne ofiary, bez oporu dające się wlec na śmierć” – pisał „Biuletyn Informacyjny”. Znamienne były też ostatnie słowa cytowanego artykułu: „Pomoc dla zbiegłych z płonącego ghetta Żydów jest dla nas surowym chrześcijańskim obowiązkiem, do czasu aż odrodzona Rzeczpospolita przywróci w tej części Europy pełne bezpieczeństwo, prawdziwą wolność i poszanowanie naszej starej europejskiej kultury”. „Wiadomości Polskie” podkreślały z kolei obecność na kamienicach broniącego się getta, obok sztandarów żydowskich, sztandarów biało-czerwonych i apelowały: „Walczącym o godność sponiewieraną, bo już nawet nie o życie własne – cześć! Z podziwem cały świat na nich spogląda”. W pozytywnym tonie utrzymywane były również – bardziej z przyczyn naturalnych lakoniczne – doniesienia lokalnych wydawnictw AK. Akcenty deprecjonujące podjętą przez Żydów walkę były zjawiskiem marginalnym.

Na łamach akowskiej prasy unikano natomiast na ogół doniesień o akcjach solidarnościowych warszawskiego podziemia. Być może dlatego, że te, obliczone na dokonanie wyłomu w murze okalającym getto, a tym samym – stworzenie powstańcom szans ucieczki, zakończyły się fiaskiem. Siły, jakie okupant skoncentrował wokół getta, były za silne; możliwości podziemia natomiast zbyt skromne. Pojawiały się z kolei zarzuty wobec bezczynności państw alianckich.

Solidarną wobec walczących Żydów, choć cechującą się większym dystansem, postawę zajęły także pisma Delegatury Rządu na Kraj. Na bieżąco o sytuacji w getcie, podkreślając szacunek dla Żydów i oburzenie wobec bestialstwa Niemców, informowały pomniejsze tytuły, a na pierwszej stronie „Rzeczpospolitej” ukazał się, szeroko przedrukowywany apel Delegata Rządu, Jana Stanisława Jankowskiego. Pełnomocnik podkreślał w nim tragizm żydowskiego położenia, chwaląc postawę Polaków pomagających Żydom i sugerując kontynuację tego chrześcijańskiego dzieła. Na tle zbrodniczej likwidacji getta, Delegat obnażał perfidię niemieckiej propagandy, próbującej w tym okresie przedstawiać Niemcy, jako obrońców europejskiej kultury przed nadciągającym bolszewizmem – bardzo świeża była wówczas „sprawa katyńska”.

Z własną odezwą, zatytułowaną Polacy!, wystąpiła „Żegota”. Piętnowano w niej jakiekolwiek próby pomagania Niemcom, zwracając uwagę na fakt, że goebbelsowska propaganda usiłuje winą za tragiczny los Żydów obciążać społeczeństwo polskie. W odezwie cytowano także wspomniany apel Delegata Rządu oraz przemówienie, cieszącego się ogromnym autorytetem, Naczelnego Wodza i Premiera – gen. Władysława Sikorskiego, który nawoływał: „Dokonuje się największa zbrodnia w dziejach ludzkości. Wiemy, że pomagacie umęczonym Żydom jak możecie. Dziękuję Wam rodacy w imieniu własnym i rządu. Proszę Was o udzielenie im wszelkiej pomocy i tępienie tego strasznego okrucieństwa” [zapis słów Sikorskiego, zapewne spisywany z radia, nie jest dokładny, natomiast sens został zachowany – B.W.].

Bohaterski opór getta dawał podziemnej machinie wydawniczej świetny powód do drwienia z niemieckiej bezradności. Popularne były określenia takie jak, wyśmiewający skalę niemieckich problemów przy akcji likwidacyjnej „Trzeci front” czy nawiązujące do głośnej klęski niemieckiej określenie „Ghettograd”. Rozważano też, co czeka Niemców w momencie, w którym powszechnie wystąpią przeciw nim Polacy. „Prawda Młodych” – miesięcznik młodzieży katolickiej, pytała nawet: „Któż wie, czy całopalenie warszawskiego ghetta nie będzie po latach uznane jako wstęp, od którego zaczęło się to, na co wszyscy czekamy?” – nawiązując do planowanego powstania powszechnego.

Jak do żydowskiego oporu ustosunkowały się poszczególne stronnictwa krajowego podziemia?

Bardzo wyraźne było stanowisko socjalistów. PPS-WRN w swym apelu do społeczeństwa wystąpienie Żydów nazywała kolejnym – po Wrześniu i późniejszych akcjach Sił Zbrojnych w Kraju – ogniwem walki polskiej z hitlerowskim totalizmem. Nawiązując do wrześniowej tradycji, WRN-owcy przesyłali powstańcom getta „braterskie pozdrowienie”, zapewniając, że ich czyn „wejdzie w legendę Polski Walczącej i stanie się wspólnym dorobkiem ludu Polski, dorobkiem, na którym wzniesiony zostanie gmach odrodzonej Rzeczpospolitej”. Piętnowali bierność, nawoływali do udzielania pomocy uciekinierom, szmalcowników nazywając chwastami, które „wyrwać winniśmy z korzeniami”. Wyraźnie ustosunkowała się do podjętej przez getto walki również lewica socjalistyczna z oddalającej się od podziemia rządowego, Robotniczej Partii Polskich Socjalistów, która występowała nawet z krytyką Rządu RP, zarzucając mu niedostateczne zaangażowanie się w obronę Żydów.

Mniej emocjonalne, ale jednoznacznie Żydom przychylne było stanowisko ludowców. Na łamach periodyku Batalionów Chłopskich – „Przez Walkę do Zwycięstwa”, deklarowali oni wobec walczących uznanie i szacunek, „pomimo całego szeregu różnic i antagonizmów narosłych między nami a nimi”. Na łamach innego pisma Stronnictwa Ludowego – „Wieści” podkreślano bohaterski wymiar walki Żydów o „prawo do życia” przytaczając, zniekształcony wprawdzie, ale świadczący o intencjach, fragment poruszającego apelu do narodów świata, przekazanego przez walczących Żydów na Zachód za pośrednictwem Delegata Rządu. Ludowcy wyśmiewali też odezwę gubernatora warszawskiego Ludwika Fischera, który apelował do Polaków o denuncjowanie „żydów i bolszewików”. „Fischer, nie posiadający zupełnie zmysłu humoru, powołuje się przy tej okoliczności na względy etyczne” – kwitowano. Dzielną postawę getta, na łamach pisma „Orka”, podkreślał – choć bardzo lakonicznie – nawet najbardziej krytyczny wobec mniejszości żydowskiej odłam ruchu ludowego.

Konsekwentne pozostało natomiast podziemie narodowe. Jego część rzeczywiście, jak wskazywał cytowany na początku artykułu raport, ograniczała się do podawania informacji, powstrzymując się od komentarzy. Tak było m.in. w przypadku głównego organu zaplecza politycznego NSZ – „Szańca”, który w krótkiej notce na ostatniej stronie donosił o wygaśnięciu walk i licznych ucieczkach z ruin getta żyjących jeszcze Żydów. Znamienny zabieg przeprowadziła, wywodząca się z tegoż nurtu, skierowana do robotników „Załoga”, która, przedrukowując notkę z „Szańca”, na tej samej stronie donosiła o przypadku zadenuncjowania przez dwóch Żydów [w tym jednego uciekiniera z Warszawy – B.W.] ukrywających ich gospodarzy, w konsekwencji czego ci zostali zamordowani [opisywana sytuacja rzeczywiście miała miejsce, tyle że 2,5 miesiąca wcześniejB.W.].

Od komentarzy nie powstrzymała się natomiast NSZ-owska „Wielka Polska”. Wyśmiewała „patetyczny ton niektórych pism lewicowych i sanacyjnych, pasujących żydów na polskich bohaterów narodowych”. Podkreślała, że garstka Żydów, mając do wyboru zagazowanie albo śmierć z bronią w ręku, wybrała naturalnie to drugie.„Nie ma w tym żadnego bohaterstwa, ani ryzyka nawet. Ze sprawą Polski też nie ma to nic wspólnego” – uzupełniała, znów powołując się na doświadczenia sowieckiej okupacji, mające być jedynym miernikiem stosunku wszystkich Żydów do państwa. Upominała przy tym pisma „chcące uchodzić za organy polskie i w dodatku wojskowe” [prawdopodobnie aluzja do akowskiego „Biuletynu” – B.W.], by „nie wypisywały głupstw”.

Oporem getta kierować miały – zdaniem autora artykułu – desantowe grupy komunistyczne i zamelinowani na jego terenie oficerowie sowieccy, przez co w likwidacji dzielnicy dostrzegał on korzystne dla Polski „rozładowanie zawczasu jednego z arsenałów komuny”.

Zwracał przy tym uwagę na inny fakt dodatni – kompromitację Niemców. W tej sytuacji za akt odwagi uznać można jednorazowy wprawdzie, ale warty odnotowania, przypadek przedrukowania na łamach, także związanej z NSZ, „Polskiej Informacji Prasowej” krótkiego fragmentu cytowanego już wyżej przemówienia gen. Sikorskiego.

Z kolei „Walka” – oficjalny organ Stronnictwa Narodowego – odnotowywała obecność w getcie „polskich chorągiewek” [już nie sztandarów – B.W.], interpretując ich pojawienie się w sposób następujący: „Nawet walczący o swe życie żyd zrozumie, że nie swą dolą po stokroć zasłużoną, ale imieniem Polski poruszyć może świat”. Do tematu pismo wróciło latem, po wygaśnięciu żydowskiego oporu, w artykule o wiele mówiącym tytule „Niebezpieczeństwo pozornego rozwiązania”. Ostrzegano w nim przed lekceważeniem, uważanego powszechnie za zażegnane, zagrożenia żydowskiego, zwracając uwagę na inne niż wysoka liczebność, elementy „żydowskiej potęgi”: majątek i wpływy polityczne. Dopiero od generalnego przezwyciężenia ich, uzależniano doprowadzenie do przymusowej emigracji resztki Żydów i uwolnienia Polski „od tej antypaństwowej, ale «obywatelskiej» mniejszości”. Jednocześnie potępiano „bestialstwo hitlerowskich zbirów” i zastrzegano: „Niemcy wykonali to, czego my byśmy nie zrobili nigdy, bo nie pozwoliłaby nam na to nasza tysiącletnia kultura chrześcijańska”. Podobne do prasy narodowej akcenty pojawiały się na łamach pism Ruchu „Miecz i Pług”, którego rola w podziemiu była jednak nieporównywalna.

Odmiennie swe obowiązki, wypływające z chrześcijańskiej kultury, interpretował nadal – nieliczny, lecz wpływowy – katolicki FOP. W reportażu z warszawskiej ulicy, opublikowanym na łamach „Prawdy Młodych”, autor przywoływał znamienny dialog:

– Moja pani Kowalska, czy pani widziała w nocy? Łuna sięgała pół nieba...

– Morowo się bronią, choć żydy...

– Żydy jak żydy, paniusiu, ale warszawskie żydy!

Dalej – nie unikając uwag o jednoznacznie negatywnej roli, jaką przez wieki odgrywać mieli Żydzi – porównywano zryw getta do starożytnego powstania Bar Kochby, upatrując w nim przełomowego momentu o ogromnej wartości dla narodu żydowskiego. „Warszawskie ghetto może stać się nie końcem, a początkiem” – pisano, podkreślając heroizm walczących. „My katolicy, słysząc jęki mordowanych, patrząc na łunę pożaru – nie możemy wobec nich zachować się biernie”. Apelowano o pomoc nie tylko materialną, ale i duchową, poprzez modlitwę. Co zastanawiające, temat powstania zupełnie przemilczało bliskie FOP-owi ideowo Stronnictwo Pracy – choć zdecydowanie słabsze od ludowców, narodowców czy socjalistów, to wchodzące do tzw. „grubej czwórki”.

Pozytywnie do walczącego getta ustosunkowało się podziemie sanacyjne. Wydawany przez środowisko Konwentu Organizacji Niepodległościowych „Tydzień” podkreślał: „Dotychczasowa postawa Żydów, tak niesłychanie bierna, spotkała się w społeczeństwie polskim z całkowicie negatywną oceną. Obecna, od 10 dni prowadzona na ulicach ghetta walka, zasługuje na najwyższą sympatię ze strony społeczeństwa polskiego, które aczkolwiek czynnie dopomóc Żydom w tej walce nie może, daje im całkowite moralne poparcie”. Co ciekawe, KON był jednym z nielicznych środowisk dostrzegających udział w walkach nie tyko lewicowej Żydowskiej Organizacji Bojowej, ale także – dziś powoli przywracanego pamięci – syjonistycznego Żydowskiego Związku Wojskowego. Podziw dla prowadzonej przez Żydów walki odnotowała nawet prasa postozonowego Obozu Polski Walczącej, który wcześniej zajmował stanowisko zbliżone do kół narodowych.

W kontekście nagłaśniania tragedii walczącego getta znaczącą rolę odegrał wreszcie szereg mniejszych organizacji lewicujących. Niekiedy, jak Związek Syndykalistów Polskich czy Polski Związek Wolności, funkcjonujących w orbicie Państwa Podziemnego; niekiedy, jak w przypadku Stronnictwa Polskiej Demokracji – oddalających się od niego. Działacze tych organizacji, często od początku zaangażowani w akcję ratowania Żydów, w podobnym duchu występowali na łamach swoich organów prasowych.

Nie sposób także pominąć inteligenckiego Stronnictwa Demokratycznego – choć nielicznego, to odgrywającego istotną rolę, zarówno w strukturach AK, jak i w „Żegocie”. Na szczególną uwagę zasługuje apel SD, który ukazał się już kilka miesięcy po zdławieniu oporu getta. „Trzeba dołożyć – pisano – wszelkich możliwych wysiłków w kierunku związania tych Żydów, którzy czują się Polakami – z naszą walką. Prawo do walki, do drogiego sprzedania swojego życia – to ostatnie prawo człowieka, któremu odebrano wszystko. Tego prawa nie wolno nam odmówić obywatelom Rzeczypospolitej. Równocześnie pomoc tym wszystkim, którzy jak szczute zwierzęta kryć się muszą przed zagładą jest nie tylko nakazem uczuć ludzkich i dowodem, że posiada się serce – jest elementarnym obowiązkiem obywatelskim”. Apel kończył się następująco: „Potrzeba [nam] postawy czynnej, przeciwdziałania zarazie moralnej, szczepionej przez nieprzyjaciela. Sprawa żydowska żyje, jako sprawa zdrowia moralnego Narodu”.

Jesienią 1943 roku, za sprawą Komisji Propagandy przy BIP KG AK w nakładzie 2,1 tys. egzemplarzy ukazała się, opisująca tragiczne wystąpienie Żydów i jego wydźwięk, kilkudziesięciostronicowa broszura o znamiennym tytule Na oczach świata. Jej autorką była Maria Kann – współpracowniczka „Żegoty”, ale także – co świadczy o złożoności ludzkich wyborów w tym niewyobrażalnym dla nas czasie – związanego z NSZ pisma „Załoga”.

Epilog

Opór getta ostatecznie wygasł w połowie maja. Nie był to jednak koniec dramatu dokonującego się w zgliszczach doszczętnie zniszczonej przez Niemców dzielnicy żydowskiej. Aż do Powstania Warszawskiego w ruinach pamiętających bohaterską walkę Żydów „obrońcy europejskiej kultury” dokonywali masowych rozstrzeliwań Polaków więzionych w murach pobliskiego Pawiaka.

Sprawa powstania w getcie i losu polskich Żydów powracała na łamach podziemnej prasy, najwięcej głosów wywołując wiosną 1944 roku, w pierwszą rocznicę tragicznego wystąpienia. Stanowiska poszczególnych środowisk nie uległy zasadniczym zmianom, a towarzyszące rocznicowej dyskusji okoliczności sprawiają, że stanowi ona temat na osobny artykuł. Gwoli ścisłości dodać należy, że konsekwentnie w obronie Żydów stawała także komunistyczna PPR, która w tekście nie została uwzględniona z powodu swojej podległości Moskwie, czym fundamentalnie różniła się od wszystkich pozostałych nurtów.

 ***

Dziś, w kolejną rocznicę wybuchu pierwszego z warszawskich powstań, warto zastanowić się, do której spośród podziemnych tradycji chcemy się odwoływać. Jak bowiem widać, wbrew coraz częstszym zabiegom, usiłującym stawiać znak równości między „kotwicą”, symbolizującą Polskie Państwo Podziemne i symbolami organizacji skrajnie nacjonalistycznych, nie były to tradycje – a postawa wobec zagłady Żydów jest tu tylko jedną, bynajmniej nie kluczową z różnic – zbieżne. Deklaracji takiej potrzebujemy tym bardziej, że w proces, przedstawianej często jako „odkłamywanie”, apologizacji – niewątpliwie przez lata wykrzywianych – dziejów polskiego nacjonalizmu włączają się coraz częściej już nie tylko organizacje społeczne, ale także przedstawiciele instytucji państwowych.

Podziel się artykułem:

Bartosz Wójcik
Członek redakcji jagielloński24. Członek zarządu warszawskiego oddziału Klubu Jagiellońskiego.

Napisaliśmy już 2009 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Bez regionalnego, wyższego szkolnictwa zawodowego nie uda się zrealizować celów założonych w Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.

Polska potrzebuje topowych uczelni zawodowych

Polska potrzebuje topowych uczelni zawodowych

Marcin Kędzierski

Autorzy raportu zarzucają dziennikarzom bierność i brak krytycyzmu w stosunku do wydarzeń ze świata polityki oraz selektywność w dopuszczaniu do głosu osób i tematów.

To jednostronność rodzi podziały. Niemieckie media i uchodźcy

To jednostronność rodzi podziały. Niemieckie media i uchodźcy

Joachim Horubała

Odpowiedzią na rosnącą interdyscyplinarność nauki powinny stać się postulowane przez Klub Jagielloński kolegia naukowo-dydaktyczne.

Kolegia szansą na wydobycie potencjału polskich naukowców

Kolegia szansą na wydobycie potencjału polskich naukowców

Radosław Rybkowski
Następny artykuł:

Para w gwizdek. Połowa Polaków marznie w domach

Para w gwizdek. Połowa Polaków marznie w domach