Strach, śmierć, polityka

Tyrania lęku musi upaść

Jan Maciejewski | 13-04-2017 11:04:07 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Tyrania lęku musi upaść
www.flickr.com/photos/eisenbahner/

Aby mógł zakrólować Chrystus, musimy przezwyciężyć lęk przed śmiercią. To ona zajmuje od kilku wieków miejsce, które należy się Jemu. Początek rządów Tego, który zmartwychwstając pokonał śmierć będzie również przywróceniem polityczności jej właściwego charakteru i rozmachu. Punktem wyjścia jest Eucharystia – wydarzenie radykalnie polityczne.

Dwa fundamenty polityki lęku

Nowożytność rodzi się wraz z narastaniem obawy przed śmiercią. To właśnie lęk przed nią, a nie troska o życie jest tym uczuciem, które zrodziło świat, w jakim żyjemy. To świat, w którym o naszym postępowaniu decyduje raczej  to, co popycha nas od tyłu, czego się boimy, niż to, co przyciąga nas od przodu - to, co kochamy. Narodziny polityki lęku mają dwa momenty. Pierwszym z nich jest wizja antropologiczna. Natura ludzka jest tu determinowana przede wszystkim przez dwa uczucia. Pierwszym i fundamentalnym jest właśnie równość w zdolności do uśmiercania się nawzajem, egalitaryzm mordu.

Równi nie jesteśmy w tym, do czego zmierzamy, ale dzięki temu, że każdy z nas może skończyć w podobnie podły sposób. Lęk ten powoduje pragnienie osiągnięcia możliwie jak największej mocy.

Moc jest synonimem pozycji, władzy czy panowania nad innymi ludźmi. W ten sposób rodzi się wyobraźnia realizmu politycznego, w której „jest bezustanny strach i niebezpieczeństwo gwałtownej śmierci. I życie człowieka jest samotne, biedne, bez słońca, zwierzęce i krótkie”.

Równość w lęku przed śmiercią nie jest więc czymś, co może trwać bez końca. Wyzwala ona walkę o osiągnięcie jak największej mocy, walkę o uznanie. Przegrywa w niej ten, kto pierwszy przedłoży lęk o życie przed pragnieniem mocy, przetrwanie przed sławą. Przegranego lęk przed śmiercią wtrąca w stan niewolnictwa, zwycięzca, dzięki pogardzie dla życia staje się panem. Niewolnik to ten, który postawił życie ponad wolnością.  Ostatecznym efektem walki jest powstanie nowoczesnego państwa, Lewiatana - instrumentu dystrybucji lęku. To właśnie drugi etap, zwieńczenie narodzin polityki lęku, która otrzymuje wreszcie swoją zewnętrzną formę.  

W ten sposób lęk przed śmiercią odnosi swoje paradoksalne zwycięstwo. Walka z nim doprowadza do powstania organizmu, który jest stworzony ze względu na niego. Przyznany zostaje mu status rozstrzygającego elementu politycznej wyobraźni.

Właśnie dlatego Lewiatan jest od swych narodzin skazany na śmierć. Nie zatrzymuje on bowiem dynamiki lęku i woli uznania, wręcz przeciwnie. Wspólnota, zbudowana przeciwko rzeczywistej wspólnocie jest od swych narodzin podszyta katastrofą i upadkiem. Władza pana nad niewolnikiem jest pozorna. Poddanie niewolnika polega między innymi na tym, że to on, nie pan, musi pracować. Ale dzięki swojej pracy zaczyna oswajać świat. To niewolnik staje się właściwym podmiotem historii. To początek kolejnego etapu walki o uznanie. Niewolnik i pan mogą się  zmienić miejscami, ale nie zmieni się nigdy zasada, według której miejsca te zostają rozdzielone - zasada lęku.

Msza jest arcypolityczna

W swym najsłynniejszym dziele, O duchu praw, Monteskiusz dokonał podziału ustrojów politycznych. Nie posłużył się on jednak jedynie kryterium strukturalnym, odpowiadającym na pytanie: jak działa dany ustrój. Próbował on przede wszystkim zrozumieć co sprawia, że dany ustrój działa tak, a nie inaczej. Jest to więc pytanie nie o kształt ustroju, ale o zasadę, która wprawia go w ruch. Tak jak republikę w ruch wprawiać ma dążenie do cnoty, a monarchię - do honoru, tak tyrania jest ustrojem, którego zasadą działania jest lęk. Poddanymi zasadzie kierującej danym ustrojem są jednak nie tylko rządzący, ale również rządzeni. W ten sposób typologia Monteskiusza odnosi się do całości życia publicznego, a nie tylko do sfery politycznej. Wydaje się, że pytanie o zasadę ustroju, jest głębsze i pierwotne wobec pytania o jego strukturę. Jeżeli tak, to jako tyranię możemy określić nie tylko rządy jednej osoby, która w swym działaniu nie jest skrępowana panującym prawem. Tyranią jest każdy ustrój, który w ruch wprawia lęk.

W tym miejscu ukazuje się nowy kontekst pozwalający rozumieć znane rozróżnienie Jana Pawła II na cywilizację życia i cywilizację śmierci. Destrukcyjność cywilizacji śmierci nie opiera się przecież na banalnej prawdzie, że ludzie umierają. Ważniejsze jest to, że śmierć panuje w niej nad człowiekiem, zamykając go w zaklętym kręgu konieczności i bezsilności. Cywilizacja życia to z kolei ta, która stwarza warunki do działania, rozpoczynania wszystkiego od nowa, ponieważ zostaje oparta na Dobrej Nowinie.

Ostatecznym przezwyciężeniem śmierci były krzyż i zmartwychwstanie. Znakiem, który o nich przypomina, kanałem, przez który triumf Chrystusa nad śmiercią codziennie przedostaje się do naszego świata, jest Eucharystia. Msza jest więc polityczna: daję odwagę, przywraca właściwą miarę rzeczom, rozrywa łańcuchy lęku.

Krótka instrukcja radykalnej przemiany świata

Jadwiga Staniszkis na marginesie innych rozważań określiła warunki, konieczne do zaistnienia w społeczności poczucia, iż uczestniczy się w historii. Jest to, po pierwsze: wewnętrzne doświadczenie radykalnej przemiany, połączone z odbudowywaniem wspólnoty, który to proces oparty jest na konstatacji, że inni członkowie tejże wspólnoty przechodzą taką przemianę; po drugie natomiast, dojść musi do nagłej przebudowy obrazu świata na modłę bricolage’u. Pojęcie to zakłada rozumienie rzeczywistości społecznej przez pryzmat apriorycznie przyjętych form, które to formy są z kolei zdeterminowane przez inne od otaczającej rzeczywistości mechanizmy.

Zdaniem prof. Staniszkis, warunki te zostały spełnione podczas strajku w stoczni gdańskiej w 1980 roku, co umożliwiło zaistnienie „Solidarności”. Poniżej postaram się udowodnić, że przestrzenią, która w sposób najpełniejszy z możliwych, wręcz modelowy, wypełnia owe warunki, jest przestrzeń Eucharystii.

Konsekwencje tego faktu są ogromne – oznaczałoby to bowiem, iż członkowie Kościoła są właściwym podmiotem historii, powołanym i zdolnym jednocześnie do zmieniania obrazu świata; podmiotem permanentnej przemiany rzeczywistości.

Fakt, iż słowa te brzmią obco i zarazem groźnie wynika z zarzucenia owej misji przez chrześcijan w przeciągu kilku ostatnich wieków. Zaniechanie to przybierało formę bądź obrażenia się na świat, bądź zbytniego rozgoszczenia się w nim. Autentyczny duch katolicyzmu ma tak samo mało wspólnego z figurą gderliwego mieszczanina, bolejącego nad upadkiem obyczajów i zejściem świata na psy, co z dostrzegającym w najbardziej nawet bolesnych i upokarzających grzechach współczesności jedynie „okruchy prawdy” i „znaki czasu”. Kościół jest dla świata, tylko wtedy, gdy jest przeciw niemu (takiemu, jakim jest) – to znaczy, gdy chce go przemienić.

Kościół w awangardzie historii

W Eucharystii tkwi korzeń wspólnoty, która kwitnąć może jedynie, gdy jest pielęgnowana w codzienności. Eucharystia jest, jak pisze Ratzinger „kontinuum przemian, w które zostaliśmy włączeni.” Przywołajmy za papieżem sekwencję tych przemian, by jeszcze raz podkreślić doniosłość naszego powołania, jako członków Kościoła obecnych w świecie. Pierwsza przemiana dokonuje się na Kalwarii – Chrystus przyjmuje śmierć na krzyżu, przemieniając tym samym akt przemocy w akt ofiary. To fundament owego przemieniającego kontinuum, po którym następuje przemienienie ciała śmiertelnego w ciało zmartwychwstałe. Po trzecie, w darach chleba i wina uobecnia się Ofiara Pana – On sam. Podmiotem dwóch ostatnich etapów jesteśmy już my sami. W etapie czwartym, ci, którzy przyjmują Jego ciało zostają włączeni w „organizm ofiary” – stają się jednym ciałem. Konieczną konsekwencją jest etap piąty, ostatni: przemienieni, nie możemy zatrzymywać skarbu Eucharystii dla samych siebie, ale doprowadzić do przemiany całego stworzenia. Jak pisze Ratzinger „Eucharystia jest Bożą siłą dla przemieniania świata”.

Katolicyzm nie przystaje na czysto duchową kontemplację Boga; nie czeka na świętość – chce jej tu i teraz. Piotr Graczyk (za Heglem) widzi przyczynę tego stanu rzeczy właśnie w nauce o Eucharystii, w twierdzeniu katolicyzmu, że duch jest hostią. W ten sposób w katolicyzmie narodził się głód obecności, który wypychał i wypycha katolików na zewnątrz: na zewnątrz swej prywatności, by zdobyć świat. To katolicki eros – ruch miłości do świata, jako przestrzeni, której przywrócić można Chrystusa. Dla Graczyka urzeczywistnieniem tego pragnienia są przede wszystkim wyprawy krzyżowe „jakby katolicy za pomocą mieczy i machin oblężniczych wskrzesić chcieli Chrystusa”. Intuicje Graczyka zdaje się potwierdzać Benedykt XVI, zauważając, że „wielcy święci społecznicy zawsze byli jednocześnie wielkimi czcicielami Eucharystii”. Podbój militarny i dzieło miłosierdzia to dwie drogi wypływające z tego samego pragnienia – pragnienia żywej, realnej świętości, jak realnie obecny jest Chrystus w Eucharystii.

Dzięki tym uwagom widać wyraźnie, jak wyczerpująco Eucharystia spełnia wymogi konstytuowania podmiotu historii postawione przez Staniszkis. Trudno o głębsze poczucie wewnętrznej przemiany, niż to, które przynosi z wiarą przeżyte przyjmowanie Komunii świętej (co udowadnia dodatkowo powyższy schemat zarysowany przez papieża). Co więcej, nie tylko mamy pewność, że inni członkowie wspólnoty doświadczają tej samej przemiany, ale wszyscy stajemy się jakby jednością w obrębie dokonującego się procesu.

Ponadto dokonuje się również przemiana nie tylko naszego sposobu istnienia, ale także naszego obrazu świata: przyjmuje całkowicie zewnętrzną wobec nas schematyczność ekonomii zbawienia – zaczynamy postrzegać świat jako przestrzeń zbawienia, czy inaczej, uświęcenia. Tym samym wspólnota Kościoła staje się pełnoprawnym podmiotem historii.

Spodabał się artykuł? Zapraszamy do kupna i lektury podwójnej teki Pressji pt. Boże ciało.

Podziel się artykułem:

Jan Maciejewski
Sekretarz redakcji czasopisma Pressje, dziennikarz Rzeczpospolitej.

Napisaliśmy już 1954 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Doceniamy Pańskie zaangażowanie w promocję innowacyjnej gospodarki i pokładamy nadzieję w Panu, jako przyjacielu młodej polskiej społeczności przedsiębiorców startupowych.

List startupowców do Prezydenta. „Konsekwencje trybu procedowania reform są dla nas dotkliwe”

List startupowców do Prezydenta. „Konsekwencje trybu procedowania reform są dla nas dotkliwe”

Przedsiębiorcy i  liderzy ekosystemu startupów

Sprawdziliśmy, czy proponowane i realizowane przez Prawo i Sprawiedliwość reformy w wymiarze sprawiedliwości znajdują swoje odzwierciedlenie w programach i materiałach wyborczych partii sprzed wyborów.

Czy PiS w wymiarze sprawiedliwości realizuje wolę suwerena? Sprawdzamy wyborcze obietnice

Czy PiS w wymiarze sprawiedliwości realizuje wolę suwerena? Sprawdzamy wyborcze obietnice

Mateusz Mroczek

Sądownictwo ma swoje problemy. Największym z nich jest nie widmo postkomunizmu, ale jego nadmierna biurokratyzacja.

Spóźniona wojna z postkomunizmem

Spóźniona wojna z postkomunizmem

Piotr Kaszczyszyn
Następny artykuł:

Szukalski: Bez selektywnej imigracji się nie obejdzie

Szukalski: Bez selektywnej imigracji się nie obejdzie