Witamy

Obie strony wygrywają

Paulina Lang | 29-03-2017 16:47:29 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Obie strony wygrywają
Autor: Rafał Gawlikowski

Ukraińców jest coraz więcej. Jedni uciekają od poboru do wojska, inni przyjeżdżają do Polski na studia, większość – za lepszą pracą, by móc wysłać dużą część zarobionych pieniędzy rodzinie, która została na Ukrainie. Rośnie liczba młodych, dobrze wykształconych, gotowych w naszym kraju zostać na stałe. Ten układ opłaca się obu stronom.

Problemy pojawiają się już na starcie. Bo właściwie ilu Ukraińców faktycznie mieszka dziś w Polsce? Nieoficjalne szacunki niewiele nam pomagają, bo widełki są naprawdę szerokie: w naszym kraju ma znajdować się od 1 mln do nawet 6 mln ukraińskich obywateli. Takie rozbieżności wynikają przede wszystkim z braku centralnej bazy danych, która mogłaby gromadzić rozproszone informacje o przyjeżdżających do Polski Ukraińcach oraz z różnorodności schematów, w jakich Ukraińcy przybywają do Polski, zarówno tych legalnych, jak i nielegalnych. Według raportu Narodowego Banku Polskiego „Obywatele Ukrainy pracujący w Polsce – raport z badania” w 2015 roku w Polsce przebywało około miliona ludzi zza wschodniej granicy, przy czym uwzględniając, że większość Ukraińców podejmuje w Polsce prace sezonowe, w jednym momencie na terytorium naszego kraju znajdowało się około pół miliona Ukraińców.

Jak to było wcześniej

Zjawisko migracji zarobkowej z państw bloku wschodniego ma długą tradycję. Polska była od lat 90. zarówno krajem docelowym, jak i tranzytowym dla migrantów zarobkowych, głównie Ukraińców, ale również Białorusinów, Rosjan, mieszkańców Kaukazu i Azji Centralnej. Dotychczas pracy zarobkowej w Polsce poszukiwali głównie mieszkańcy przygranicznych obwodów Ukrainy, Białorusi i Rosji. Migracja do naszego kraju na przestrzeni tych lat rosła, w tym niejednokrotnie skokowo, co miało związek zarówno z czynnikami zewnętrznymi, jak wojna w Czeczenii i Gruzji, kryzys gospodarczy na Ukrainie w 2010 roku, jak i wewnętrznymi, np. wejście Polski do strefy Schengen czy liberalizacja przepisów dotyczących pracy cudzoziemców w latach 2008–2009.

Zjawisko rosnącej liczby imigrantów w Polsce, z dominującą przewagą Ukraińców, obserwujemy od 2014 roku. Pokazują to zarówno dane dotyczące złożonych przez Ukraińców wniosków o pobyt określony – 10 tys. w 2013 roku i 87 tys. w 2015 roku, jak i wzrost udzielonych pozwoleń na pracę z 39 tys. (20 tys. dla Ukraińców) w 2013 roku, do 127 tys. w 2016 roku. (w tym ponad 106 tys. dla Ukraińców). Zwiększa się zatem dominacja Ukraińców kosztem innych narodowości we wszystkich wskaźnikach migracyjnych. Ze względu na dotychczasowy charakter migracji ze wschodu, który również cechował się skokowością, jak np. w 2007 roku, kiedy odnotowano punktowy wzrost z 26 tys. do 70 tys. osób, trudno przesądzać o tym, czy to wyłącznie jednorazowa fala spowodowana sytuacją polityczno-gospodarczą na Ukrainie, która w najbliższym czasie opadnie, czy też może obserwujemy nowy etap w historii migracji Ukraińców do Polski.

Skąd ten nagły wzrost?

Nowy trend obserwowany w statystykach migracyjnych ma początek w 2014 roku i uwarunkowany jest wieloma różnymi czynnikami, które mają swoje źródła zarówno w Polsce i na Ukrainie, jak i w państwach trzecich.

W przypadku źródeł ukraińskich głównym generatorem uchodźców, w tym nowych, tj. takich, którzy nigdy wcześniej nie podejmowali pracy zarobkowej poza granicami swojego państwa, jest wybuch wojny i następująca po nim recesja gospodarcza oraz dewaluacja hrywny (inflacja w 2015 roku sięgnęła poziomu 43%), która obniżyła standard życia Ukraińców i ich siłę nabywczą.

Wybuch wojny w Donbasie przyczynił się do spadku produkcji na Ukrainie o 13,1% w 2015 roku oraz wygenerował falę około 1,5 mln osób wewnętrznie przesiedlonych, wpływając negatywnie na nastroje społeczne oraz poczucie stabilizacji finansowej i politycznej.

Oczywiście dominującymi przesłankami, które skłoniły migrantów do wyjazdu za granicę, jest brak pracy lub niewystarczające zarobki, jednak niemarginalnym zjawiskiem wśród mężczyzn, którzy zdecydowali się na emigrację, jest ucieczka przed poborem do wojska. Ważnym czynnikiem, który zdecydował o wyborze Polski jako kierunku migracji, było jednoczesne ograniczenie tradycyjnych kierunków dla ukraińskiej migracji zarobkowej, czyli Federacji Rosyjskiej (z przyczyn ekonomicznych i politycznych), a także państw Europy Zachodniej, w tym Włoch, Hiszpanii i Niemiec, z których rynków zostali wyparci przez uchodźców z Bliskiego Wschodu oraz migrantów z Azji.

Również po stronie polskiej rośnie zainteresowanie zwiększeniem liczby imigrantów, szczególnie po stronie przedsiębiorców. Zapotrzebowanie na siłę roboczą rośnie w Polsce w wielu branżach, w których Polacy nie chcą pracować – albo ze względu na rodzaj pracy, albo ze względu na oferowane wynagrodzenie.

Głównym narzędziem legalizacji przez Ukraińców pracy w Polsce jest przyjazd na podstawie zarejestrowanego przez przedsiębiorcę oświadczenia o woli zatrudnienia cudzoziemca – sposób ten wybiera ponad 60% Ukraińców (obywatele Armenii, Białorusi, Gruzji, Mołdawii, Rosji i Ukrainy mogą podejmować dzięki takiemu oświadczeniu pracę w każdej branży bez obowiązku uzyskiwania zezwolenia na pracę w okresie do 6 miesięcy w ciągu kolejnych 12 miesięcy). Polscy przedsiębiorcy coraz chętniej takie oświadczenia rejestrują, co pokazują dane – w latach 2008–2013 wystawiano ich rocznie średnio 200 tys., w 2015 roku liczba ta wynosiła 700 tys., a w 2016 roku już 1,3 mln, z czego ponad milion dla Ukraińców.

Rozwijająca się polska gospodarka potrzebuje uzupełnienia luki powstałej na skutek masowej emigracji samych Polaków. Stąd celowa polityka państwa ukierunkowana na przyciąganie migrantów z Ukrainy, której elementem jest liberalizacja przepisów dotyczących możliwości podjęcia pracy sezonowej przez obywateli wybranych państw, jak w przypadku oświadczeń, czy też bezpośrednio przez politykę wizową. W 2013 roku Polska łącznie wydała 1,5 mln wiz. W 2015 roku sami tylko Ukraińcy otrzymali 900 tys. wiz.

Nowa fala – więcej budowlańców mniej sprzątaczek

Skokowy wzrost liczby migrantów w 2014 roku spowodowany został w dużej mierze sytuacją polityczną, mimo to Ukraińców nie można nazwać uchodźcami, tylko migrantami zarobkowymi, ponieważ główne przesłanki ich przyjazdu do Polski mają charakter ekonomiczny, nie polityczny. Co prawda, odnotowano wzrost liczby wniosków o ochronę międzynarodową, jednak jest ona marginalna, jeśli chodzi o całokształt migracji.

Wśród przybywających do Polski rośnie liczba Ukraińców, którzy nie tylko zrobili to po raz pierwszy, ale również takich, którzy po raz pierwszy zdecydowali się na migrację jako taką. Według danych NBP aż 42,1% Ukraińców z nowej fali migracyjnej w Polsce zdecydowało o wyjeździe z Ukrainy po raz pierwszy, w tym 13% ukraińskich nowych migrantów w roku 2014 i 28% migrantów w 2015 roku. Jedynie 11% z ankietowanych nowych migrantów w Polsce miało wcześniej doświadczenie pracy zarobkowej w innym kraju niż Polska. Zmienia się również geografia pochodzenia migrantów. Okazuje się, że o ile przed 2014 rokiem osoby ze wschodniej Ukrainy stanowiły około 6% migrantów ukraińskich w Polsce, to po roku 2014 ich liczba wzrosła do 30%.

Co ciekawe, jak wskazują autorzy raportu NBP, wzrasta liczba migrantów, którzy nie posiadają dzieci i są wolnego stanu cywilnego. Jednocześnie maleje udział kobiet w stosunku do mężczyzn. Ma to związek ze zmianami w podaży miejsc pracy na polskim rynku, m.in. ze wzrostem zapotrzebowania na pracowników z branży budowlanej i sektora rolnego. Ten pierwszy sektor wzrósł w nowej migracji z 15% zatrudnionych do poziomu 35%. Jednocześnie spadek zanotowały – według NBP – prace domowe z pułapu 50% do 18%. W większości przybywający do Polski migranci z Ukrainy stanowią niewykwalifikowaną siłę roboczą. Jedynie około 20% z nich posiada kwalifikacje zawodowe, a około 5% jest specjalistami.

Jednocześnie ważnym i policzalnym filarem ukraińskiej migracji są studenci, których liczba w Polsce rośnie, osiągając pułap 30 tys. w roku akademickim 2015/2016. Wzrost liczby ukraińskich studentów w Polsce spowodowany jest w dużej mierze łatwością tej drogi legalizacji pobytu w Polsce i możliwości równoczesnego podjęcia pracy, a z drugiej sytuacją w polskim systemie szkolnictwa wyższego. Finansowanie uczelni oparte jest o liczbę studentów, co wobec niżu demograficznego skłania wiele uczelni do zabiegania o studentów z zagranicy.

Warto podkreślić, że ukraińską migrację zarobkową cechuje jej sezonowość. Ukraińcy przyjeżdżają do Polski głównie bez rodzin i większość środków przekazują z powrotem na Ukrainę. Badania pokazują, że nawet 70% pensji transferują swoim rodzinom. W wymiarze makro w 2015 roku z 8 mld PLN, które Ukraińcy zarobili, nawet 5 mld przekazano na Ukrainę.

Większość z tych środków została wykorzystana na bieżące potrzeby konsumpcyjne, remonty gospodarstw domowych oraz oszczędności.

Jakie korzyści dla Polski?

Wzrost poziomu migracji zarobkowej z Ukrainy niesie ze sobą korzyści zarówno natury gospodarczej, jak i politycznej. Co do zasady uważa się, że odpowiedni dobór migrantów przez służby państwowe wpływa pozytywnie na rozwój gospodarczy państw. W Polsce mamy do czynienia z luką na rynku pracy, która musi być uzupełniona, w przeciwnym razie brak siły roboczej będzie czynnikiem hamującym rozwój gospodarczy.

Wybór Ukraińców jako tych, którzy uzupełnią tę lukę jest niejako naturalny – nie tylko z uwagi na uwarunkowania wewnętrzne tego państwa, ale również przez dwa inne czynniki: bliskość kulturową i geograficzną.

W pierwszym przypadku gwarantuje to utrzymanie porządku publicznego. Migranci, którzy szybko nauczą się języka, będą posługiwali się podobnym kodem kulturowym, szybko zaadaptują się w nowych warunkach, co umożliwi im pełen udział w życiu społecznym państwa gościnnego, minimalizując napięcia społeczne. W drugim przypadku pozyskanie migrantów z sąsiedniego państwa powoduje, że migranci utrzymują więzy ze swoją ojczyzną. Pamiętajmy, że dzisiaj alternatywą dla Ukraińców są muzułmańscy i często prorosyjscy migranci z Azji Centralnej i obcy kulturowo przybysze z Azji bądź Bliskiego Wschodu.

Więcej alternatyw nie ma.

Często podnoszony postulat powrotu Polaków z krajów Europy Zachodniej, głównie z Anglii, pozostanie pobożnym życzeniem, dopóki poziom płac w Polsce i na Zachodzie nie wyrówna się. Podobnie nierealna jest opcja załatania demograficznej dziury na rynku pracy poprzez repatriację Polaków z szeroko pojętego Wschodu.

W wielu krajach utożsamianych z Polonią na Wschodzie ich liczba jest za mała by, mieć istotny wpływ na rynek pracy (przykładowo – Polacy na Litwie to ok. 160 tysięcy osób, w Kazachstanie – 30 tysięcy). Dodatkowo nawet tam, gdzie statystyki pokazują duże grupy osób pochodzenia polskiego, jak np. na Ukrainie czy Białorusi, to w swej masie są to osoby z luźnym poczuciem przynależności do narodu polskiego, niekiedy wręcz traktujące swoją polskość wyłącznie w kategoriach merkantylnych. Przykładem tego są popularne na Ukrainie i Białorusi kursy na Kartę Polaka, na których oprócz podstaw języka polskiego plan zajęć przewiduje naukę polskich zwyczajów i tradycji. Obok polskiego pochodzenia, jest to wiedza niezbędna, by uzyskać Kartę Polaka – o jej braku, a zarazem skuteczności powyższych kursów, może świadczyć strona z rekomendacjami jednej z szkół oferujących kursy na Kartę Polaka w Mińsku – gdzie zadowoleni posiadacze Karty Polaka chwalą się, że przed przyjściem na kurs nie mówili po polsku i nie znali żadnych polskich tradycji, a po zaledwie kilku miesiącach nauki udało im się przekonać konsula co do swojej rzekomej polskości.

Ukraińską migrację w Polsce należy też traktować jako zasób polskiego soft power wobec Ukrainy. Ukraińcy są nastawieni pozytywnie do Polaków, a w badaniach właśnie do Polski odnoszą się z największą sympatią. Jednocześnie, co ważniejsze z polskiego punktu widzenia, nasze państwo jest dla Ukraińców przebywających w Polsce nawet przez krótki okres wzorem efektywnej transformacji politycznej i przykładem pozytywnych skutków integracji kraju ze strukturami zachodnimi. Pobyt w Polsce uświadamia im skalę zmian systemowych, prawnych, mentalnych i tych bardziej wymiernych, czyli wzbogacenia się przeciętnych obywateli w Polsce, która była na podobnym co Ukraina poziomie rozwoju w latach 90. W ten sposób trwale wspieramy prozachodni kurs Ukrainy i zmieniamy postsowiecką mentalność Ukraińców, co odnosi się już do twardych interesów Polski w regionie.

Ale są też wyzwania…

Tak dynamiczny i duży w swojej skali proces rodzi oczywiście patologie. Jedna z podstawowych związana jest z procesem pozyskiwania niezbędnej dokumentacji przez Ukraińców. Na tej bazie wyrósł bowiem w Polsce proceder nieuczciwego pośrednictwa pracy. Mechanizm ten polega na wystawianiu fikcyjnych oświadczeń o woli zatrudnienia cudzoziemca przez założone specjalnie w tym celu firmy pośrednictwa pracy. Z takim zaświadczeniem możliwe jest uzyskanie wizy, a następnie podjęcie pracy na czarno w Polsce, lub wyjedzie dalej na Zachód i nielegalnej pracy tam. Przed polskimi władzami stoi więc zadanie jak największego uproszczenia procedur oraz wypracowania mechanizmów karania nieuczciwych pośredników.

Zwiększony napływ ludności zawsze rodzi możliwość wzrostu napięć społecznych, tych naturalnych, jak i sztucznych, inspirowanych z zewnątrz. Obserwujemy wzmożone działania ze strony Rosji ukierunkowane na podsycanie polsko-ukraińskich animozji. Prorosyjskie środowiska w Polsce czy też powiązane z Rosją grupy na Ukrainie tworzą często sztuczne sytuacje, które polaryzują nastroje. Wzmożona migracja w takiej sytuacji również może stać się obiektem prowokacji.

Innym zagrożeniem jest przenoszenie postsowieckich wzorców i mechanizmów działania z Ukrainy, które są w Polsce niepożądane, np. łapownictwo czy przestępczość zorganizowana.

Wzrost liczby imigrantów z Ukrainy już przełożył się proporcjonalnie na liczbę przestępstw dokonywanych przez cudzoziemców. Zaobserwowano przypadki tworzenia polsko-ukraińskich struktur mafijnych, głównie zajmujących się przemytem, a ostatnio również mniej ryzykowną – a tak samo lukratywną – nielegalną produkcję papierosów.

Co dalej?

Tak jak brakuje nam państwowej centralnej bazy danych dotyczącej struktury i skali ukraińskiej migracji do Polski, tak też nie dysponujemy dzisiaj prognozami czy też scenariuszami na przyszłość. Trudno określić, czy znaczący wzrost przybywających Ukraińców, jaki obserwujemy od 2014 roku to jedynie jednorazowy skok w ramach tego samego wzorca migracyjnego, czy też na naszych oczach rodzi się nowa, długoterminowa tendencja migracyjna. To, czy poziom migracji Ukraińców do Polski się utrzyma, wzrośnie czy tez spadnie, zależy od wielu czynników, jednak głównym i decydującym jest chłonność polskiego rynku pracy oraz polityka polskich władz w tym zakresie.

Wiele wskazuje na to, że po stronie ukraińskiej Polska będzie wzmacniała swoją pozycję jako główny kierunek migracji, nie tylko przez liberalną politykę, co do przyjmowania Ukraińców (szczególnie w porównaniu do innych państw – Czech, Włoch, Hiszpanii, Francji, Niemiec) czy ze względu na wytworzenie się swoistego „łańcucha migracyjnego” – migranci mieszkający już w Polsce będą pomagali kolejnym, sprowadzali swoich krewnych czy znajomych – znamy ten mechanizm z polskich doświadczeń emigracji na Wyspach Brytyjskich. Swoje zrobi też z pewnością pozytywne nastawienie do Polski. Okazuje się, że Polska jest jedynym krajem według badania przeprowadzonego przez GFK Ukraina, które jest bardziej preferowanym kierunkiem migracji niż w ubiegłych latach. Odsetek respondentów, którzy wskazali Polskę jako najbardziej pożądany kierunek migracji, jeszcze w 2006 roku wynosił 7%, w 2011 roku  – 15% a w 2015 roku wyniósł 30%. Dla innych państw wskaźniki te albo się utrzymały, albo odnotowały spadek, w tym Niemcy, Stany Zjednoczone czy Kanada.

Zniesienie krótkoterminowych wiz Schengen dla obywateli Ukrainy czy nawet potencjalna liberalizacja zachodnich rynków pracy nie zmienią zasadniczo skali zjawiska ukraińskiej migracji zarobkowej do Polski – ci którzy chcą pracować na Zachodzie, w dużej mierze, choć nie zawsze legalnie, robią to już obecnie. Ukraińcy celowo wybierają Polskę, tak samo jak z braku alternatyw Polska celowo wybiera Ukraińców.

Podziel się artykułem:

Paulina Lang
Ekspert ds. Ukrainy Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Do 2015 roku analityk w Salvor i Wspólnicy sp. k., gdzie zajmowała się m.in. sytuacją polityczną i gospodarczą na Ukrainie, ze szczególnym uwzględnieniem sektora energetycznego.

Napisaliśmy już 2029 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

To nie pierwszy raz, kiedy mające promować patriotyzm gospodarczy działania rządzących w praktyce przynoszą więcej szkody, niż pożytku.

Wydali 2 miliony, a aplikacja ledwo działa. Jak rządowa agencja promuje regionalne produkty

Wydali 2 miliony, a aplikacja ledwo działa. Jak rządowa agencja promuje regionalne produkty

Piotr Trudnowski

Nie ma jednego, uniwersalnego modelu kontroli konstytucyjności. Nawet wśród idealizowanych nieraz państw Zachodu.

A jak to rozwiązali na Zachodzie? Przegląd systemów kontroli konstytucyjności

A jak to rozwiązali na Zachodzie? Przegląd systemów kontroli konstytucyjności

Arkadiusz Fordoński

Inicjatorzy projektu opowiedzieli się za koncepcją antropologiczną, która zakłada, że człowiek spełnia się także (a może przede wszystkim) poza pracą zarobkową.

Nie wszystko da się zamienić w złotówki. Wokół handlu w niedzielę

Nie wszystko da się zamienić w złotówki. Wokół handlu w niedzielę

Piotr Kaszczyszyn
Następny artykuł:

Magiczna różdżka ministra Radziwiłła

Magiczna różdżka ministra Radziwiłła