Gra warta świeczki

Kamil Sikora | 27-03-2017 19:38:13 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Gra warta świeczki
www.flickr.com/photos/christiaantriebert/

Zaczęło się niepozornie. Na początku marca Beata Szydło podpisała zarządzenie o przekazaniu 1,5 mln zł z rezerwy budżetowej na odbudowę i wsparcie szpitali w ogarniętej wojną domową Syrii. Dwa tygodnie później w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Jarosław Kaczyński oświadczył, że on sam nie widzi żadnego problemu w przyjmowaniu uchodźców z Bliskiego Wschodu w ramach tzw. korytarzy humanitarnych. Wydaje się, że stanowisko obozu rządzącego powoli ewoluuje. Tymczasem w cieniu politycznych sporów Polacy pomagają już najbardziej potrzebującym. Także sam rząd, mimo antyimigranckiej retoryki, w 2016 roku przeznaczył blisko 45 mln zł na pomoc ofiarom konfliktu syryjskiego. 

Kiedy pojawiła się informacja o tym, że Unia Europejska odgórnie będzie narzucać kwoty przyjmowanych uchodźców dla poszczególnych państw Wspólnoty oraz że za brak przyjęcia tychże osób Bruksela będzie nakładać kary finansowe, polski rząd wysłał jasny komunikat: nie ma zgody na rozwiązanie, które bezpośrednio ingeruje w suwerenność kraju. To też zresztą był jeden z argumentów podczas niedawnej batalii o wybór przewodniczącego Rady Europejskiej. PiS podnosił, że Donald Tusk pozytywnie nastawiony do mechanizmu kwotowego  naraża Polskę na kary finansowe rzędu kilku miliardów złotych.

Określonym działaniom na arenie europejskiej towarzyszyły odpowiednie posunięcia na polskim podwórku. Idąc chronologicznie, 1 kwietnia 2016 roku Sejm przyjął uchwałę, w której sprzeciwiał się mechanizmowi relokacji uchodźców. 20 maja posłowie wyposażyli Urząd ds. Cudzoziemców w kompetencje cofnięcia uchodźcy z Polski, jeśli służby stwierdzą, że może stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju. 21 października przyjęto uchwałę sprzeciwiającą się obowiązkowi przyjęcia uchodźców według kwot narzuconym przez UE oraz karom pieniężnym za złamanie tychże ustaleń. Na początku grudnia Sejm podtrzymał kwietniową uchwałę.

Na szczęście w cieniu politycznych sporów, Polacy pomagają ofiarom syryjskiej wojny: całe rodziny, parafie, organizacje kościelne, firmy i organizacje pozarządowe udzielają wsparcia w rejonie walk. Mimo wojowniczej retoryki pomaga także rząd.

Pomaga rząd i organizacje pozarządowe

Niemal 35 mln zł – kropla w morzu potrzeb – tyle w 2016 roku polskie państwo przeznaczyło na pomoc humanitarną w kraju ogarniętym od 2011 roku wojną domową. Cieszyć może za to trzykrotny skok wysokości tej pomocy, z 11,2 do blisko 35 mln zł. Środki przekazane w minionym roku otrzymały cztery podmioty, realizujące na miejscu pomoc dla Syryjczyków: Regionalny Fundusz Powierniczy Unii Europejskiej (wpłata w ramach „Madad”), „Syrian Humanitarian Response Plan”, Biuro Narodów Zjednoczonych do spraw Koordynacji Pomocy Humanitarnej – oddział regionalny w Damaszku oraz UNICEF Syria.

Image and video hosting by TinyPic

Źródło: mamprawowiedziec.pl

Oprócz wspomnianej pomocy na miejscu, polskie władze pomagają także uchodźcom przebywającym na terenie Jordanii, Libanu oraz w Autonomicznym Regionie Irackiego Kurdystanu. Z funduszy MSZ w ramach dwóch konkursów środki (blisko 9,7 mln zł) na ten cel otrzymały cztery organizacje: Caritas Polska, Fundacja Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej, Fundacja Wolna Syria oraz Stowarzyszenie Polska Misja Medyczna.

Image and video hosting by TinyPic

Źródło: mamprawowiedziec.pl

Pomagają rodziny, parafie i firmy

Na początku Wielkiego Postu, 1 marca 2017 roku, kardynał Nycz skierował do wiernych list, w którym pisał: „To jest pierwszy ważny krok pomocy uchodźcom [utworzenie programu Rodzina Rodzinie]. Mamy nadzieję, że następnym krokiem będzie program pomocy przez korytarze humanitarne. Polega on na przyjęciu w Polsce kilkuset uchodźców potrzebujących pilnie leczenia, pomocy nadzwyczajnej, koniecznej do ich przeżycia. Program jest więc bezpieczny. Są do niego przygotowane: Caritas Polska, oddziały diecezjalne Caritas, diecezje”.

Sam program wystartował w październiku 2016 roku. Pierwsza rodzina syryjska została objęta pomocą przez Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, arcybiskupa Stanisława Gądeckiego.

Pomóc w ten sposób mogą wszyscy: darczyńcy indywidualni, parafie, organizacje kościelne, firmy. I rzeczywiście, po niemal pół roku działania programu na stronie rodzinarodzinie.caritas.pl można znaleźć listę wszystkich darczyńców. Łącznie pomocy udzielono 1100 rodzinom. Do 25 marca pomocy udzieliło już 2988 darczyńców fizycznych (pojedyncze osoby/rodziny), 449 parafii, 358 organizacji kościelnych oraz 99 firm.

Jak program działa w praktyce? Na okres sześciu miesięcy obejmuje się wsparciem finansowym, częściowym lub całościowym, jedną z trzech grup, do których program jest skierowany: rodzinę bądź osoby mieszkające w Syrii (Aleppo), uchodźców syryjskich przebywających w Libanie bądź ubogich Libańczyków. Jedną taką rodzinę może wspierać zarówno jeden, jak i kilku darczyńców. Ludzie, którym możemy pomóc nie są anonimowi: ich krótkie historie możemy przeczytać na stronie programu.

Ksiądz Marian Subocz, dyrektor Caritas Polska, powiedział: „Akcja ta pozwala na wydobycie ludzkich historii z anonimowego, statystycznego zjawiska jakie stanowią uchodźcy, czy ofiary bombardowań w Aleppo. Pozwala ona na pomoc spersonalizowaną, w której wiemy komu, pozwala na osobiste zaangażowanie się w sprawie losu ofiar tej wojny.”

Korytarz humanitarny – instrukcja obsługi

Drugim krokiem po programie „Rodzina rodzinie” mogłyby być z pewnością korytarze humanitarne. Pierwszy taki korytarz pojawił się ponad rok temu we Włoszech, jako wspólna inicjatywa Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Współpracy Międzynarodowej, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Wspólnoty Sant’Egidio, Federacji Kościołów Ewangelickich we Włoszech oraz Kościoła Waldensów.

Oddolna i ekumeniczna inicjatywa podjęta we współpracy z włoskim rządem ma na celu choćby minimalne zmniejszenie skali niekontrolowanych migracji uchodźców na łodziach przez Morze Śródziemne, które już teraz pochłonęły tysiące ludzkich istnień. Tym samym podejmuje się walkę z handlem żywym towarem oraz uderza w zorganizowane grupy przemytników, którzy na cierpieniu innych budują swoje dochodowe interesy.

Takie rozwiązanie gwarantuje przybyłym na terytorium włoskie legalność ich pobytu oraz umożliwia ubieganie się o azyl. W sposób szczególny władze pomagają osobom prześladowanym, torturowanym, rodzinom wielodzietnym, osobom starszym, chorym i niepełnosprawnym. Inicjatorzy projektu przewidują, że w ciągu dwóch najbliższych lat uda się w ten sposób przyjąć do Włoch około dwóch tysięcy uchodźców z Libanu, Maroka czy Etiopii.

Co ważne, z punktu widzenia krytyków takiego rozwiązania, całość przedsięwzięcia jest finansowana ze środków organizacji-inicjatorów, tym samym nie obciążając budżetu państwa. Pokrywane są koszty nie tylko transportu, ale również zakwaterowania. Uchodźcy po przybyciu do Włoch, nie są zostawieni sami sobie, ale oferuje się im różnorodne narzędzia integracji, np. kursy języka włoskiego czy szkołę dla dzieci. Pierwsza grupa przyleciała z Bejrutu do Rzymu 29 lutego 2016 roku. Wśród 93 uchodźców, blisko połowę stanowili nieletni. Pochodzili oni z różnych syryjskich miast. To muzułmanie i chrześcijanie, którzy przez ostatnie trzy lata przebywali w prowizorycznych obozach.

Piłka jest po stronie rządu

Tomasz Krzyżak w komentarzu na łamach „Rzeczpospolitej” podnosi, że zmiana stanowiska przez Kaczyńskiego może zainicjować poważną debatę o polskiej pomocy dla uchodźców. Rafał Kostrzyński z Biura Wysokiego Komisarza NZ ds. Uchodźców w Polsce (UNHCR) zauważa z kolei, że pomoc na miejscu w Syrii jest czasami niemożliwa. Za utworzeniem korytarza humanitarnego w Polsce jest również biskup Jerzy Samiec, zwierzchnik Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, prezes Polskiej Rady Ekumenicznej.

Jak na razie tematu nie podchwyciły główne media. Jednak wypowiedź prezesa PiS może faktycznie sprawić, że o uchodźcach zaczniemy rozmawiać bez niepotrzebnych emocji. Sam Kaczyński z jednej strony dostrzega cierpienia uchodźców, z drugiej jest świadomy, że część tych, którzy przybywają do Europy czyni to z pobudek ekonomicznych. Nie zmieniła się także narracja dotycząca narzucania rozwiązań przez inne podmioty. Jeśli polski rząd ma przyjąć uchodźców, to będzie to tylko i wyłącznie jego autonomiczna i suwerenna decyzja.

Zastanawia jedno. Dlaczego teraz? Co się zmieniło w ostatnich kilku miesiącach, że nagle prezes partii rządzącej zmienia swoje zdanie o 180 stopni? Sondaże pokazują bowiem, że większość Polaków wciąż pozostaje niechętna przyjmowaniu uchodźców.

Korytarze humanitarne mogą być rozwiązaniem. Program „Rodzina rodzinie” przetarł szlaki i pokazał, że podobnie jak we Włoszech, ciężar właściwej pomocy potrzebującym mogą wziąć na siebie sami obywatele, odciążając w tym instytucje państwowe. Teraz piłeczka jest po stronie Beaty Szydło. Miejmy nadzieję, że pani premier podejmie grę.  

Podziel się artykułem:

Kamil Sikora
Członek redakcji jagielloński24. Student politologii Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz teologii Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II. Członek Klubu Jagiellońskiego. Redaktor i analityk projektu Demagog.

Napisaliśmy już 2007 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Odpowiedzią na rosnącą interdyscyplinarność nauki powinny stać się postulowane przez Klub Jagielloński kolegia naukowo-dydaktyczne.

Kolegia szansą na wydobycie potencjału polskich naukowców

Kolegia szansą na wydobycie potencjału polskich naukowców

Radosław Rybkowski

Powodzenie reformy będzie zależeć od zwiększenia publicznych wydatków na naukę i szerokiego wsparcia elit politycznych.

Polskie uczelnie potrzebują pozytywnego wstrząsu

Polskie uczelnie potrzebują pozytywnego wstrząsu

Radosław Rybkowski

Demokracja liberalna zaczyna się chwiać i widać to nawet w peryferyjnym świecie Twin Peaks.

Twin Peaks po końcu historii

Twin Peaks po końcu historii

Piotr Kaszczyszyn
Następny artykuł:

Prawo nie nadąża za rzeczywistością

Prawo nie nadąża za rzeczywistością