My wszyscy z nich jesteśmy

Piotr Kaszczyszyn | 26-03-2017 13:42:54 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
My wszyscy z nich jesteśmy
commons.wikimedia.org

„Ojcowie niepodległości” to tylko symbole większych sił społeczno-politycznych, które przyczyniły się do powrotu Polski na mapę Europy. Sejm, pomijając w uchwale nazwisko Ignacego Daszyńskiego, „usunął” z narodowego panteonu jedną z czterech najważniejszych tradycji niepodległościowych. Co najbardziej kuriozalne, wszystkie mają wspólne korzenie, z których dopiero z upływem lat mogli wyłonić się bohaterowie 1918 roku: Piłsudski, Dmowski, Witos i sam Daszyński.

Tradycja numer 1: legiony (Piłsudski). Filar drugi: Liga Narodowa, organizacje „Zet” i „Pet”, Związek Unarodowienia Szkół (Dmowski). Fundament numer trzy: ruch ludowy, setki anonimowych dzisiaj działaczy oświatowych, ks. Stanisław Stojałowski, Jakub Bojko, chłopi, którzy stali się Polakami (Witos). Tradycja czwarta: Polska Partia Socjalistyczna, rewolucja 1905 roku, pismo „Robotnik”, postulaty socjalne nierozerwalnie związane z niepodległością (Daszyński). Wspólnych korzeni tych czterech tradycji warto poszukać w latach 80. XIX wieku, kiedy do głosu zaczęło dochodzić nowe pokolenie wolne od traumy po przegranym powstaniu.

Świadomość narodowa nie ma politycznych barw

Dlaczego akurat ta, a nie inna dekada? Przecież spory o przyszły kształt odrodzonej Polski toczono już wcześniej. W cieniu kolejnych powstańczych zrywów dyskutowano o uwłaszczeniu chłopów w trakcie powstania listopadowego; po jego zakończeniu, na emigracji, naprzeciwko siebie stali konserwatyści skupieni wokół Hotelu Lambert i lewica z Towarzystwa Demokratycznego Polskiego; powstanie styczniowe to konflikt ugodowego stronnictwa „białych” ze społecznie radykalniejszymi „czerwonymi”.

Przewagą lat 80. był kontekst społeczny. Ostatnie dekady XIX wieku to czas dynamicznych przemian (przede wszystkim w Kongresówce i zaborze pruskim) natury gospodarczo-społecznej. Postępująca industrializacja, stopniowa degradacja części szlachty, masowe migracje chłopów w wyniku dekretów o uwłaszczeniu do rozrastających się miast, rosnąca popularność nowych prądów intelektualnych firmowanych nazwiskami Karola Darwina i Herberta Spencera. Do głosu, nieśmiało, ale konsekwentnie, zaczęła dochodzić nowa warstwa społeczna – inteligencja.

Świadomość narodowa nie miała politycznych barw – taki wniosek można wyciągnąć z lektury pracy dr. Nikodema Bończy-Tomaszewskiego. Dzieło to zostało poświęcone źródłom i rozwojowi polskiej świadomości narodowej w drugiej połowie XIX wieku. Świadomości nowoczesnej, bo egalitarnej i ponadklasowej. Tracąca na znaczeniu ekskluzywna koncepcja narodu szlacheckiego zaczęła ustępować miejsca idei nowej, gdzie znalazło się miejsce dla mieszczaństwa i chłopstwa, które z „ludzi miejscowych” zaczęło zyskiwać identyfikację narodową.

„Apostołami” tej nowej egalitarnej wizji narodu polskiego byli w pierwszej kolejności inteligenci rekrutujący się z trącącej majątki szlachty i rosnącego w siłę mieszczaństwa (później dołączali do nich zdobywający wykształcenie i świadomość narodową synowie chłopów): dziennikarze, prawnicy, naukowcy, nauczyciele, działacze społeczni i oświatowi.

W dużej mierze był to „inteligentny proletariat”, sportretowany wielokrotnie w twórczości Stefana Żeromskiego.

„Polska powiatowa” walczy z rusyfikacją

Patriotyzm nie musi oznaczać walki z karabinem w dłoni. Bohdan Cywiński rozpoczyna Rodowody niepokornych historią oporu przeciwko rusyfikacji, która stanowiła pierwowzór wydarzeń z Syzyfowych prac Żeromskiego. Jedno z pierwszych tajnych kółek samokształceniowych wśród uczniów gimnazjów powstało w 1882 roku w Mińsku Litewskim. Pod koniec tej dekady funkcjonowały już one w większości gimnazjów zaboru rosyjskiego. Najbardziej rozbudowane kółko radomskie miało trzy szczeble wtajemniczenia, dysponowało kasą wzajemnej pomocy i obszerną, kilkusettomową biblioteką z wydzielonymi dla każdego szczebla lekturami obowiązkowymi, wydawało w paru egzemplarzach własne pisemko i organizowało coroczne zebrania sprawozdawczo-wyborcze. Nie wpadli przez 25 lat. W kraju, którego symbolem była warszawska Cytadela, zesłania na Sybir nie budziły już zdziwienia, a carscy szpicle mieli prawo przeszukiwać prywatne stancje uczniów.

Kielce, Łomża, Piotrków, Płock, Puławy, Radom, Siedlce – do walki z rusyfikacją stanęła według dzisiejszych standardów „Polska powiatowa”.

Stulecie niepodległości to doskonała okazja, aby przypomnieć ten mało może spektakularny, lecz jakże istotny wymiar patriotyzmu. To także świetna okazja do dowartościowania „Polski małych miast”, stworzenia nowej „geografii patriotycznej”, w której w końcu znajdzie się miejsce nie tylko dla Warszawy, Krakowa czy Poznania, lecz także miast dziś stojących na uboczu naszej historii. Policentryzacja państwa musi objąć także policentryzację pamięci historycznej.

Jadwiga Szczawińska – „matka niepodległości”

Prawdziwą cichą bohaterką walki o zachowanie polskiej świadomości narodowej i „matką niepodległości” jest nauczycielka Jadwiga Szczawińska. To właśnie z jej inicjatywy w latach 1885/1886 działalność zainaugurował tajny Uniwersytet Latający. W pierwszej kolejności skierowany był do kobiet, które wówczas nie miały możliwości zdobycia wykształcenia. Najsłynniejszą absolwentką Uniwersytetu była Maria Skłodowska-Curie.

Stopień organizacji robi wrażenie. Wykłady odbywały się w kilkunastoosobowych grupach, w ciągle rotowanych mieszkaniach. Wśród prowadzących znaleźli się jedni z najwybitniejszych naukowców ówczesnego czasu, jak geograf Wacław Nałkowski, socjolog i ekonomista Ludwik Krzywicki czy filozof Adam Marhburg. Studia obliczone były na 5-6 lat i podzielone na cztery zasadnicze kierunki: nauki społeczne (od etyki i historii filozofii, przez encyklopedię prawa i ekonomię polityczną, po socjologię), nauki filologiczno-historyczne (historia Polski, historia literatury polskiej i powszechnej, geografia i etnografia), pedagogika (od etyki i psychologii, przez metodykę nauczania, po arytmetykę) oraz nauki matematyczno-przyrodnicze (algebra, geometria, anatomia czy zoologia). Zajęcia były płatne, kończyły się egzaminami, a Szczawińska zorganizowała rozbudowany, scentralizowany system finansowy, z którego opłacano także wykładowców.

Przez 20 lat funkcjonowania Uniwersytetu ukończyło go blisko 5 tysięcy kobiet, z których rekrutowały się później elity inteligenckie odrodzonej Polski: nauczycielki, działaczki oświatowe na wsi, działaczki społeczne.

My wszyscy z nich jesteśmy

Dlaczego piszę o gimnazjalnej konspiracji i tajnych kompletach dla kobiet? Bo to właśnie w takich warunkach narodziły się kadry przyszłej niepodległej Polski: ludzie piastujący urzędy w aparacie państwowym, zajmujący katedry wyższych uczelni, inicjatorzy ruchów spółdzielczych i opieki społecznej, działacze oświatowi i ludowi, osoby organizujące związki zawodowe. Bohdan Cywiński, powołując się na wspomnienia i relacje ze zjazdów, wskazuje jak istotną, formacyjną rolę odgrywał szkolny opór przeciwko carskiemu zaborcy wśród ludzi, którzy w latach 20. XX w. budowali niepodległą Polskę.

Jednocześnie ten światopogląd oświatowo-społeczny, którego fundamentem było myślenie scjentystyczne i ewolucyjne, kładące nacisk na konieczność reform socjalnych, edukacji warstw upośledzonych, budowanie egalitarnego społeczeństwa i inkluzyjnego narodu, stanowiło wspólny mianownik dla każdej z czterech kluczowych dla naszej niepodległości tradycji. Jak pisał Cywiński, dla tego pokolenia „marzenie o bohaterskim poświęceniu się jednostki zostało zastąpione przez ideę wydobywania sił utajonych i organizowania współudziału”. Romantyczne ideały znalazły swoje spełnienie w pozytywistycznym radykalizmie. Konrad spotkał się z Wokulskim.

Absolwentki Uniwersytetu Latającego kształciły nowe kadry ludowej inteligencji; Roman Dmowski, tworząc wizję nowoczesnego Polaka, opierał się mocno na scjentystycznych koncepcjach, nawołując do zastąpienia zbutwiałej szlachty nowym mieszczańskim narodem. Józef Piłsudski, w pierwszym akapicie przyporządkowany do tradycji legionowej, mógłby przecież bez żadnych problemów zastąpić Ignacego Daszyńskiego jako symbol ideałów socjalistycznych.

Przypominam, że „lewak” Piłsudski, współzałożyciel Polskiej Partii Socjalistycznej, redaktor socjalistycznego „Robotnika”, rzucał bomby w trakcie społecznej rewolucji 1905 roku.

Lata 80. XIX wieku to czas, kiedy późniejsi endecy i socjaliści wspólnie kontestowali feudalizm i kapitalizm, akceptując sekularyzację. Jednocześnie narodowej demokracji daleko było do poglądów konserwatystów, a ich prawicowość była na ówczesne standardy mocno dyskusyjna. Jak przekonywał dr. Bończa-Tomaszewski – wzajemne transfery działaczy pomiędzy tymi dwoma środowiskami były na porządku dziennym.

Korzenie polskiej niepodległości były więc mocno splątane, a losy poszczególnych ruchów, środowisk, koncepcji i ludzi przecinały się ze sobą, tworząc twórczy i rozbudowany świat, którego wspólnym mianownikiem była wolna Polska.

Dostrzegamy więc, że historia polskiej niepodległości pozbawiona jednej z czterech najważniejszych tradycji, które przyczyniły się do jej odzyskania (legionowej, ludowej, socjalistycznej, endeckiej) jest historią okaleczoną i niepełną, a więc historią sfałszowaną.

Podziel się artykułem:

Piotr Kaszczyszyn
Zastępca redaktora naczelnego Jagielloński24. Redaktor czasopisma Pressje. Członek Klubu Jagiellońskiego.

Napisaliśmy już 2074 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

„Postmaterialistyczny zwrot” może okazać się szczególnie wartościowy z perspektywy zbliżających się wyborów samorządowych.

PiS idzie po nowe mieszczaństwo

PiS idzie po nowe mieszczaństwo

Bartosz Brzyski

Wasz premier, nasz Sejm – zdaje się mówić Jarosław Kaczyński do „pozytywistów”, „reformatorów” czy „gołębi” z obozu rządzącego.

Wasz premier, nasz Sejm

Wasz premier, nasz Sejm

Krzysztof Mazur

Czas na nowe otwarcie w polityce historycznej: zbudujmy pozytywistyczne Muzeum Cywilizacji w Łodzi.

Inka i Łukasiewicz na jednym cokole

Inka i Łukasiewicz na jednym cokole

Piotr Kaszczyszyn
Następny artykuł:

Lewa strona odpowiada: Ciołkoszowie

Lewa strona odpowiada: Ciołkoszowie