Budżet jak za Reagana

Michał Kuź | 24-03-2017 15:40:16 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Budżet jak za Reagana
www.flickr.com/photos/rogersg/

Propozycja budżetu USA na rok 2018 idzie raczej w ślady koncepcji Ronalda Reagana niż wychodzi naprzeciw oczekiwaniom zwiększenia wydatków socjalnych. Projekt jest bowiem w założeniach oszczędny, ale wyraźnie przygotowuje USA do większych wyzwań związanych z obronnością. Pytanie, czy elektorat oczekujący szybkiej poprawy sytuacji materialnej to zaakceptuje.

Projekt budżetu ujmuje na razie tylko tzw. wydatki uznaniowe (discretionary), które ustala sama administracja. Nie wiemy natomiast wciąż, ile dokładnie wyniosą wydatki sztywne (mandatory), czyli takie, których Kongres nie może obciąć bez zmiany prawa. A warto podkreślić, że obecnie stanowią one 73% całego budżetu. Na razie budżet zakłada jednak deficyt mniejszy niż w roku poprzednim (spadek z 503 mld do 488 mld, czyli szacunkowo z 2.6% do 2.3% PKB). Jednak po doliczeniu do szkicu budżetu wydatków sztywnych może się okazać, że deficyt wcale nie będzie mniejszy niż w 2017 roku.

Budżet zostanie teraz poddany pracy w komisjach i debacie w Kongresie. Wiele wskazuje na to, że będzie to proces wymagający pewnych kompromisów, gdyż zapisom projektu sprzeciwiają się nie tylko Demokraci, ale i część Republikanów. Otwarte uderzenie w „swojego” prezydenta na dłuższą metę nie opłaciłoby się jednak Republikanom politycznie. Nie powtórzy się więc raczej sytuacja z 2014, kiedy negocjacje pomiędzy republikańskim kongresem a demokratycznym prezydentem ciągnęły się w nieskończoność i zakończyły uchwaleniem prowizorium zamiast oficjalnego budżetu.

Na zmiany, nawet bardzo radykalne, czas jest jeszcze do czerwca. Wtedy to Kongres powinien budżet przyjąć, aby dać agendom rządowym odpowiedni czas, by przygotować się do nowego roku fiskalnego, który zaczyna się w październiku.

Co do konkretnych pozycji, to projekt budżetu przedstawiony przez prezydenta Trumpa zmniejsza znacząco wydatki na niemal wszystkie agencje rządowe z wyjątkiem Departamentu Obrony oraz Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego odpowiedzialnego m.in. za ochronę granic (Homeland Security). Przeważająca część ze zwiększonego aż o 9% (do 639 mld USD) budżetu Departamentu Obrony zostanie przeznaczona na rozbudowę marynarki wojennej oraz unowocześnienie lotnictwa. Jest to strategia zgodna z filozofią zwrotu w kierunku Pacyfiku i przygotowywania się na wszystkie, nawet najczarniejsze, scenariusze w sporze z Chinami.

Należy też tutaj podkreślić, że nie ma na razie potwierdzenia pojawiających się w polskiej prasie informacje, jakoby projekt budżetu wymuszał zmniejszenie funduszy przeznaczonych na European Reasurance Initiative (ERI), czyli na wzmocnienie wschodniej flanki NATO.

Doniesienia te oparte są jedynie na domysłach jednego z ekspertów „Defense News” co do tego, jak może wyglądać ostateczny budżet Departamentu Obrony. W żadnym z dokumentów dotyczących szkicu budżetu, które udostępnił Biały Dom, kwestia zmniejszenie finansowania ERI w ogóle się jednak nie pojawia. Nie jest też jak na razie obecna w debacie publicznej. Sugeruje to, że finansowanie ERI zostanie utrzymane. Tym bardziej, że prezydent Trump, za którym ciągną się oskarżenia o zbyt bliskie związki z Rosją, robi coraz więcej, by nie tworzyć wrażenia, że idzie Kremlowi na rękę. W lutym na przykład oświadczył otwarcie, że poprzednia administracja była zbyt „miękka” w relacjach z Putinem i oczekuje, że Krym zostanie wrócony Ukrainie.

Co do zwiększonych wydatków na bezpieczeństwo wewnętrzne (o 7%, do 44,1 mld USD), są one związane głównie z uszczelnieniem granic i budową sławetnego muru pomiędzy USA a Meksykiem. Weterani też nie będą mieli na co narzekać: budżet departamentu zajmującego się ich świadczeniami nadal będzie bardzo duży (wzrost o 6%, do 78,9 mld).

Największe cięcia budżetowe dotkną i tak już niespecjalnie dofinansowany Departament Ochrony Środowiska (spadek o prawie jedną trzecią, do 5,7 mld), co uderzy głównie w badania nad odnawialnymi źródłami energii. W budżecie jest jednak znacznie więcej cięć, które potwierdzają wolę Trumpa, by skupić się na kwestiach wewnętrznych oraz podkreślają jego niechęć do ciał międzynarodowych. W tym sensie jest to zatem budżet bardzo „lokalistyczny”. Zaraz po Departamencie Ochrony Środowiska największe cięcia dotkną bowiem zajmujący się sprawami zagranicznym Departament Stanu (spadek aż o 29%, do poziomu 27,1 mld). W rezultacie zlikwidowane zostaną m.in. programy poświęcone walce ze zmianami klimatycznymi. Pod nóż pójdzie też finansowanie misji pokojowych ONZ oraz dotacje dla międzynarodowych banków rozwojowych, w tym zwłaszcza Banku Światowego. Zmniejszone zostaną również programy wymiany naukowej, choć „szczęśliwie” z perspektywy także polskich naukowców przetrwa program Fulbrighta, pozwalający amerykańskim uczelniom gościć najzdolniejszych akademików z zagranicy.

Ponadto, zredukowane zostaną liczne programy Departamentu Rolnictwa i Departamentu Pracy (oba zmniejszą swoje budżety o 21%, odpowiednio do 17,9 mld i 9,6 mld). Wydaje się, że właśnie ta decyzja jest najbardziej ryzykowna politycznie.

W przeciwieństwie bowiem do cięć w Departamencie Stanu, które niespecjalnie obchodzą przeciętnego mieszkańca USA, planowana w projekcie budżetu redukcja wydatków na wiele programów o charakterze socjalnym może być bardzo niepopularna. Dla przykładu, o 13% spadną wydatki na tanie i społeczne budownictwo.

Cięcia obejmą też środki przeznaczone na szkolenia pomagające znaleźć pracę czy program przekazujący dotowane produkty rolno-spożywcze na posiłki dla potrzebujących. Z drugiej strony należy zaznaczyć, że planowany spadek wydatków w służbie zdrowia (o 15,1 %, do 69 mld) nie powinien raczej wpłynąć negatywnie na obecny poziom ochrony zdrowia. Wynika to z faktu, że administracja prezydencka planuje wyłącznie zmniejszenie zatrudnienia w obsłudze systemu opieki zdrowotnej i obniżenie wysokości świadczeń dla osób starszych, by w zamian zwiększyć je dla ludzi młodszych i poszukających pracy. Wreszcie cięcia mają dotknąć także Departamentu Edukacji (spadek o 14%, do poziomu 58 mld), a dokładniej programy dla nauczycieli i studentów. Jednocześnie jednak prezydent Trump zakłada wzrost dotacji dla szkół społecznych (charter schools). Rodzicom ma być też łatwiej uzyskać grant, by posłać dziecko do szkoły prywatnej.

Jakie są pierwsze reakcje opinii publicznej? Cięcia spotkały się już z krytyką ze strony prasy, jak i najpoważniejszego socjaldemokraty amerykańskiej sceny politycznej, Berniego Sandersa. Demokratyczny senator powiedział, że budżet ten „najbardziej uderzy właśnie w tych ludzi, którym Trump obiecał pomóc” i jest „moralnie obrzydliwy”.

Opinia Sandersa jest o tyle istotna, że według miarodajnych symulacji z łatwością wygrałby on wybory prezydenckie, gdyby to jego ostatecznie poparła Partia Demokratyczna. Sugeruje to, że przeciętny amerykański wyborca bardzo chce poprawy swoich warunków bytowych. Sanders chciał tego dokonać przez redystrybucję. Trump chce polepszyć byt mieszkańców USA za pomocą narzędzi protekcjonistycznych i stymulacji przemysłu, produkującego m.in. dla rozwijającej się armii. Jeśli mu się to nie uda, straci szanse na drugą kadencję.

Warto podkreślić, że według sondaży Trumpa popiera obecnie około 43% Amerykanów, a Sandersa aż 61%. Jednocześnie należy pamiętać, że to raczej nie on, ze względu na podeszły wiek, zmierzy się z Trumpem w następnych wyborach.

Materiał pierwotnie został opublikowany na stronie Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego

Podziel się artykułem:

Michał Kuź
Ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego, redaktor miesięcznika internetowego "Nowa Konfederacja".

Napisaliśmy już 1952 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Sądownictwo ma swoje problemy. Największym z nich jest nie widmo postkomunizmu, ale jego nadmierna biurokratyzacja.

Spóźniona wojna z postkomunizmem

Spóźniona wojna z postkomunizmem

Piotr Kaszczyszyn

Złożywszy do grobu III RP musimy być gotowi na powołanie IV RP: bez względu na to, kto będzie rządził w następnej kadencji.

Idzie nowe. Czas przejrzeć szuflady

Idzie nowe. Czas przejrzeć szuflady

Bartosz Brzyski

Dlaczego większość kwalifikowana może dać polskiej polityce rewolucyjny impuls ku prawdziwej „dobrej zmianie”?

Niech to będzie dopiero początek. Nie chodzi przecież o „Adriana”, ale o państwo

Niech to będzie dopiero początek. Nie chodzi przecież o „Adriana”, ale o państwo

Piotr Trudnowski
Następny artykuł:

Czy ład światowy można zreformować?

Czy ład światowy można zreformować?