Pierwsza kobieta z Noblem

Agnieszka Szolc | 11-03-2017 13:30:31 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Pierwsza kobieta z Noblem
materiały promocyjne

Pierwsza kobieta, która otrzymała nagrodę Nobla. Ceniona i podziwiana przez największe naukowe tuzy epoki, jak Albert Einstein czy Dmitrij Mendelejew (tak, ten od tablicy z pierwiastkami). Pionierka w dziedzinie badań nad nowotworami – jedną z metod radioterapii do dziś nazywa się niekiedy curieterapią. Swoim życiem nieświadomie wspierała sufrażystki w ich słusznej walce o prawa kobiet. Poznajcie Polkę, która po ślubie pozostała przy swoim panieńskim nazwisku. Oto Maria Skłodowska-Curie. 

Reżyserka filmu Maria Skłodowska-Curie Marii Noelle musiała się na coś zdecydować. Jej wybór padł na okres pomiędzy dwoma Noblami. Tyle że takie podejście wiązało się z okrojonym obrazem życia naszej bohaterki. Skupiona na jego francuskim etapie, reżyserka pominęła w dużym stopniu polskie korzenie Skłodowskiej.

Z warszawskiej Starówki na paryską Sorbonę

Rok 1867 obfitował w istotne historyczne wydarzenia. Amerykanie kupili od Rosjan Alaskę. W centrum Europy powstała monarchia austro-węgierska. Alfred Nobel opatentował swój wynalazek – dynamit. W Polsce na świat przyszły trzy ważne dla naszej historii osoby: Józef Piłsudski, Władysław Reymont oraz Maria Skłodowska-Curie.

Nasza bohaterka urodziła się 7 listopada na warszawskiej Starówce jako piąte dziecko Bronisławy i Władysława Skłodowskich. Matka, dobrze jak na ówczesne standardy wykształcona, była właścicielką i dyrektorką prywatnej szkoły ogólnokształcącej dla dziewcząt. Co ciekawe, została nią już w wieku 24 lat! Ojciec po ukończeniu Uniwersytetu w Petersburgu uczył fizyki i matematyki w warszawskich szkołach. Maria wyraźnie przejęła upodobania ojca, któremu zamiłowanie do nauki przekazał znowuż jego ojciec. Z domu wyniosła również patriotyzm wpajany przez obydwoje rodziców nie tylko jej, ale także rodzeństwu.

Niestety, życie nie oszczędziło rodziny Skłodowskich. W 1873 roku ojciec został pozbawiony dobrze płatnej pracy oraz służbowego mieszkania w związku z prowadzeniem wykładów o tematyce polskiej, zakazanych przez rosyjskie władze. Wkrótce w nowym domu matka (chorująca od wielu lat na gruźlicę) i najstarsza siostra – Zofia zaraziły się tyfusem. Warszawska epidemia zabrała Zosię, matka zmarła dwa lata później. Te wydarzenia mocno wpłynęły na młodą Marię i zaszczepiły w niej skłonność do depresji. Mimo trudnych warunków ojciec nie zaniedbywał wykształcenia dzieci.

Mania, jak pieszczotliwie nazywano Marię, kształciła się w warszawskich szkołach. Była jedną z najlepszych, a często nawet najlepszą z uczennic. Szybko opanowała obowiązkowy język rosyjski, a później także niemiecki, angielski i francuski. Ukończyła III Żeńskie Gimnazjum na Krakowskim Przedmieściu. Mimo iż była to szkoła państwowa, odznaczająca się zarówno wysokim poziomem, jak i intensywną rusyfikacją, Maria nie wyparła się polskiej tożsamości. W wieku 16 lat, w czerwcu 1883 roku na zakończenie nauki w gimnazjum otrzymała swoją pierwszą nagrodę – złoty medal. Wkrótce zdała maturę.

Po roku przerwy naukowej, podczas której zmuszona była zadbać o swoje zdrowie fizyczne i psychiczne, rozpoczęła w Warszawie pracę jako korepetytorka. Maria i jej starsza siostra Bronisława marzyły o podjęciu studiów. Niestety, Uniwersytet Warszawski nie przyjmował kobiet. Alternatywą była edukacja zagraniczna. Ta jednak kosztowała, a nienajlepsza sytuacja finansowa rodziny nie pozwalała na wyjazd obu sióstr. Podjęły one jednak trudną decyzję i zdecydowały się na siostrzaną przysługę. Maria, choć zdolniejsza, postanowiła pozostać w kraju i wspierać finansowo ukochaną siostrę do czasu, aż ta usamodzielni się za granicą. W 1885 roku Bronisława wyjechała z błogosławieństwem młodszej siostry na Sorbonę, gdzie rozpoczęła studia medyczne. W tym czasie Maria zaczęła uczęszczać na Latający Uniwersytet, na którym kobiety mogły w konspiracji zdobywać upragnioną wiedzę, niestety bez oficjalnego dyplomu.

W 1891 roku Maria zdecydowała o wyjeździe do Francji, gdzie jej siostra uzyskała już dyplom z medycyny i wyszła za mąż za Kazimierza Dłuskiego. Opuszczając ojca sądziła, że za granicą spędzi tylko kilka lat.

Dostała się na Sorbonę, gdzie na Wydziale Nauk Ścisłych była jedną z zaledwie 23 kobiet wśród blisko 2000 studentów – mężczyzn. Z tej niewielkiej grupy studia ukończyły tylko dwie przedstawicielki płci pięknej.

Maria pomieszkiwała początkowo u siostry, lecz tam nie znalazła warunków do nauki, która wypełniała jej każdą chwilę. Mieszkała później kolejno w kilku wynajmowanych pokoikach, bez żadnych wygód i często niedojadając. Dni wypełniała jej nauka, laboratorium oraz praca w bibliotece. Po dwóch latach obroniła licencjat z fizyki z najlepszymi wynikami, a po kolejnym roku licencjat z matematyki jako druga z najlepszych studentów.

Dzięki wsparciu polskiego profesora fizyki Józefa Wierusz-Kowalskiego w 1894 roku, po uzyskaniu stopnia z matematyki, poznała starszego od siebie o 10 lat badacza – Piotra Curie. Szybko nawiązali znajomość podczas wspólnej pracy w laboratorium. Połączyły ich zainteresowania fizyką, podobne usposobienie i patriotyzm (u niej polski, u niego francuski). W lipcu 1895 roku wzięli ślub. I tak zaczęła się ich wspólna naukowa przygoda.

Pierwsza kobieta z Noblem

Nie da się opowiedzieć o madame Curie pomijając najbardziej znane fakty z jej życia, a do tych zaliczają się niewątpliwie jej odkrycia naukowe w dziedzinie fizyki i chemii. Swoją pierwszą Nagrodę Nobla otrzymała (wspólnie z mężem Pierrem oraz Henri Becquerelem) w 1903 roku, czyli już w trzecim roku przyznawania wyróżnień za wybitne osiągnięcia w dziedzinie nauki.

Maria zainteresowała się odkryciami Becquerela z 1896 roku dotyczącymi promieniowania uranu i postanowiła zbadać tę kwestię na potrzeby swojego doktoratu. Wkrótce odkryła, że niektóre pierwiastki, nie tylko uran, wydzielają promieniowanie. Zjawisko to nazwała radioaktywnością. W bryle minerału – uraninitu – dostrzegła obecność nieznanego, silnie radioaktywnego pierwiastka.

Swoje odkrycie przedstawiła Akademii Nauk i wysłała jego opis do warszawskiego Muzeum Przemysłu i Rolnictwa, w którego laboratoriach uczyła się przed laty przeprowadzać eksperymenty. Dla uhonorowania swojej ukochanej ojczyny nowy pierwiastek nazwała polonem.

Jednak dopiero drugie odkrycie przyniosło małżeństwu Curie sławę. W uraninicie obecny był jeszcze jeden pierwiastek, dużo bardziej promieniotwórczy. Pewność co do tego uzyskano w 1899 roku. Był to rad. Dopiero po czterech latach udało się wyodrębnić niewielką ilość soli radu z kilku ton odpadków pochodzących z wydobycia minerału w czeskich kopalniach. Pierwiastek zmienił wkrótce świat, a także życie pary naukowców, przynosząc im zasłużoną nagrodę.

Skłodowska była zatem jedną z pierwszych osób uhonorowanych noblowskim medalem. Co więcej, nie była mężczyzną, co w zmaskulinizowanym świecie nauki było wyczynem budzącym szacunek. Dopiero jej córka, Irena, w 1935 roku powtórzyła sukces matki i została drugą kobietą, która otrzymała nagrodę za osiągnięcia w naukach ścisłych (w 1905 roku pokojową nagrodą Nobla została uhonorowana Bertha von Suttner, działająca na skalę europejską w celu ograniczenia zbrojeń, aktywna choćby w trakcie pierwszej Międzynarodowej Konferencji Pokojowej w Hadze w 1899 roku). Irena otrzymała swojego Nobla za odkrycie sztucznej promieniotwórczości. Podobnie jak matka, współdzieliła go z mężem – Friderickiem Joliot-Curie. Jakby poświadczeń zasług Marii było mało, powtórnie otrzymała nagrodę w 1911 roku – tym razem już za samodzielne dokonania: za wydzielenie czystego radu i uzyskanie go w postaci krystalicznej oraz określenie jego właściwości. Do 1962 roku pozostawała jedyną osobą, która otrzymała Nobla dwukrotnie.

Skłodowska walczy z seksizmem

Początek XX stulecia to czas intensyfikacji działań ruchu feministycznego pierwszej fali. Skłodowska nie przyłączyła się do niego oficjalnie. Nie angażowała się też w spory polityczne, nie należała do cieszącego się coraz większą popularnością ruchu socjalistycznego. Jednak dzięki niej kobiety zyskały wiele, przede wszystkim w sferze edukacji. Choć we Francji od lat 80. XIX wieku przedstawicielki płci pięknej mogły kształcić się na kilku uczelniach wyższych (w tym na elitarnym kierunku medycznym), to liczba studiujących Francuzek była nieznaczna. Umożliwiało to podjęcie nauki imigrantkom, takim jak siostry Skłodowskie, które w ojczyznach miały na to mniejsze szanse, lub nie miały ich w wcale.

Przyszła noblistka szybko pokazała, że kobieta-naukowiec może być równa mężczyźnie. Złamała dotychczasowe stereotypy, choć spotykała się często z odrzuceniem i pogardą ze strony niektórych środowisk naukowych.

Pomimo niewątpliwych osiągnięć naukowych nie przyjęto w 1911 roku jej kandydatury na członka konserwatywnej Paryskiej Akademii Nauk. Jej zgłoszenie zostało odrzucone na rzecz innego badacza, Edouarda Branly’ego. Nigdy nie otrzymała też tytułu profesorskiego. Udało jej się jednak, jako pierwszej kobiecie w historii, objąć katedrę na wyższej uczelni, choć doszło do tego dopiero po jej usilnych prośbach. Władze Sorbony musiały w ostateczności przyznać, że tylko ona jest w stanie kontynuować wykłady zapoczątkowane przez jej męża w katedrze fizyki ogólnej.

Jako kobieta musiała się również zmierzyć z krytyką, gdy przez długi czas pisano o niej w prasie jako o małżonce wybitnego i tragicznie zmarłego naukowca, jego współpracownicy, lecz nie jako o samodzielnej badaczce. Długo zarzucano jej w prasie brak samodzielnych osiągnięć. Już w 1904 roku uznawano ją bardziej za podporę męża, niż za równorzędnego mu naukowca. Wtedy na łamach brytyjskiego „Vanity Fair” ukazała się karykatura przedstawiająca małżeństwo Curie, na której Maria znajduje się wyraźnie z tyłu i gestem wspiera Piotra, który jest odkrywcą. Jednak jej współpracownicy i najświatlejsze umysły ówczesnego świata nauki, takie jak Albert Einstein, Dimitrij Mendelejew oraz Henri Pincare, dostrzegali w Marii ponadprzeciętną osobowość. Dzięki swojej ciężkiej pracy i nieugiętemu charakterowi dokonała postępu nie tylko w dziedzinie fizyki, ale też w kwestii obecności kobiet w nauce.

Pionierka walki z rakiem

Dzięki swojej naukowej pasji i długich godzin spędzonych nad sprzętem laboratoryjnym odkryła wraz z mężem polon i rad, które przyczyniły się do rozwoju badań nad leczeniem nowotworów. Scenarzysta poświęcił tej kwestii sporo miejsca w filmie.

W obecnych czasach rak pozostaje jedną z najgorszych diagnoz. Co roku stwierdza się go w Polsce u około 140 tysięcy ludzi. Nadal często jest to wyrok. Już ponad sto lat temu, właśnie dzięki odkryciom dokonanym w rozpadającym się baraku przy paryskiej ulicy Lhomond, doszło do przełomu. Na pamiątkę dokonań Marii brachyterapię, będącą jedną z metod radioterapii, określa się niekiedy mianem curieterapii.

Polka do samego końca

Maria jest nasza, polska. Skłodowska. Curie? Owszem, po mężu, ale przede wszystkim Skłodowska. I radością napawa fakt, że swojego panieńskiego nazwiska się nie wyzbyła, choć wiadomo jak bardzo męża kochała. A on rozumiał jej przywiązanie do ojczyzny, do języka, którego sam starał się uczyć, pisząc do żony mniej lub bardziej nieporadne listy po polsku. Nawet Szkoda, że w filmie tak mało tej Polski sprzed wieku zostało pokazane. I trochę dziwić może fakt, że na ekranie Maria ze swoją siostrą Bronisławą porozumiewają się prawie wyłącznie po francusku. Zdania padające w języku polskim można wyliczyć na palcach jednej ręki. Jednak zabieg ten wytłumaczmy tym, że obie siostry przebywały we Francji długo – Maria od 1891 roku. Jej siostra przybyła nad Sekwanę kilka lat wcześniej. Ambitne Skłodowskie wyjechały do Paryża na studia, i choć na zawsze pozostały wierne ojczyźnie, z właściwą sobie skrupulatnością dążyły do jak najpłynniejszego posługiwania się językiem Moliera. Mimo to zaniedbanie polskości trochę razi. Scena z pobieżnym przejrzeniem gazety z informacją o rewolucji roku 1905 na ziemiach polskich smuci tak samo, jak rzucone mimochodem hasło o tym, że dobrze byłoby móc znów nad Wisłą mówić po polsku.

Pojawia się jakiś zgrzyt między tym, co wypowiada filmowa Maria o sytuacji w Polsce, z tym, że rozmawia ze swoją siostrą po francusku. Co więcej, wiemy, że Skłodowska regularnie uczyła swoje córki języka polskiego. Ogórki i wódka, które na ekranie goszczą aż dwukrotnie, są chyba zadośćuczynieniem za mało polską noblistkę.

 ***

Maria Skłodowska-Curie nie każdemu się spodoba i wzbudzi niewątpliwie sprzeczne emocje. Jednym nie przypadnie do gustu duży nacisk na prywatne życie noblistki, włącznie z bezpośrednim przedstawianiem jej romansowych, pozamałżeńskich przygód, innym zabraknie scen ukazujących szczegóły pracy badawczej polskiej Noblistki. Według niektórych, twórcy filmu chcieli pokazać zbyt wiele, przez co oś fabuły przeplatana innymi, równie ważnymi wątkami, często gdzieś niknie. Na pewno życiorys naszej noblistki pozwoliłby na stworzenie jeszcze kilku filmów, które pokazałyby coś więcej niż czas od jednego Nobla do drugiego.

Podziel się artykułem:

Agnieszka Szolc
Współpracowniczka Jagielloński24. Absolwentka historii i studentka bezpieczeństwa narodowego na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Napisaliśmy już 2054 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Pewną formą kompromisu jest postulowany na forum europejskim pomysł finansowania agencji w formie rozproszonych składek płaconych przez uczestników rynku.

Tyrani, bez których nie możemy się obejść. Czy Polska potrzebuje narodowej agencji ratingowej?

Tyrani, bez których nie możemy się obejść. Czy Polska potrzebuje narodowej agencji ratingowej?

Mateusz Mazur

Biorąc pod uwagę wnioski raportu, rozbudowę niemieckiej armii i presję dyplomatyczną ze strony Berlina uspokojenie Niemiec wydaje się być w interesie Polski.

Powrót mocarstwowych ambicji? Niemieckie wizje przyszłości Europy

Powrót mocarstwowych ambicji? Niemieckie wizje przyszłości Europy

Michał Kuź

Mieszkanie Plus może stać się projektem flagowym na drugą połowę rządów PiS, tak jak przez pierwsze dwa lata na sztandarach noszone było 500 Plus.

„Polska poniżej średniej” Nowa wspólnota polityczna według PiS

„Polska poniżej średniej” Nowa wspólnota polityczna według PiS

Piotr Kaszczyszyn
Następny artykuł:

Siłaczka istniała naprawdę

Siłaczka istniała naprawdę