Siłaczka istniała naprawdę

Mateusz Perowicz | 10-03-2017 16:17:47 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Siłaczka istniała naprawdę
zasoby własne

Młoda kobieta prowadząca działalność oświatową na oddalonej od cywilizacji wsi to nie fikcja literacka. Wyniosłe hasła pozytywizmu nie były tylko ideami na papierze, jakie znamy ze szkolnych lektur. Jedną z wielu osób, które poświęciły życie bezsensownej na pozór walce była tytułowa „siłaczka” z noweli Stefana Żeromskiego, Faustyna Morzycka.

Polaka trzeba było stworzyć

W XIX wieku Polaków wciąż było niewielu. Nowoczesny naród polski pod zaborami dopiero się kształtował. W spadku po I RP dostaliśmy szlachtę i część mieszczaństwa, które rzeczywiście czuły się Polakami. A chłopi? Kmieć to był kmieć, nie Polak. Działalność oświatowa rodzącej się warstwy inteligencji wśród chłopów wiązała się więc jednocześnie z przekonywaniem ich do polskości. Z pewnością nie ułatwiała tego nabierająca intensywności germanizacja i rusyfikacja, nasilająca się wraz ze zbliżaniem się wieku XX.

W tych okolicznościach „walka o narodową duszę” wymagała działania prawdziwej armii. Żołnierzy, którzy piórem, atramentem i pergaminem przekonają chłopów (i nie tylko), że warto być Polakiem.

Był to niezwykle żmudny i uciążliwy proces. Nie było państwowych grantów ani dofinansowania z Unii Europejskiej. Pomimo to pojawiały się osoby, które były w stanie rzucić wszystko, zrezygnować z kariery i wyjechać. Podróżowali końską furmanką na głęboką wieś, by nieść kaganek oświaty niepiśmiennym chłopom, którzy często traktowali ich obecność oraz wysiłki z niechęcią i poczuciem zbędności. Z pewnością większości z nas zabrakłoby motywacji do podjęcia takich działań, jednak Faustyna nabierała jej od najmłodszych lat.

Ciotka uczy patriotycznych pieśni

Przyszła na świat 15 czerwca 1864 roku w celi tambowskiego więzienia. Jej ojciec, Julian Morzycki, został zesłany w głąb Rosji za udział w powstaniu styczniowym. Tęskniąc za ojczyzną, wychowywał swe dzieci w duchu patriotycznym. Snuł opowieści o utraconej ojczyźnie, którą szczerze umiłował. Matka Faustyny, Maria z Obuchowskich, postanowiła spełnić obowiązek żony-Polki i dobrowolnie podążyła za mężem. Jednak nie potrafiła odnaleźć się na zesłaniu. Niegdyś była damą i nie mogła pogodzić się z utratą tytułu szlacheckiego. Rola wieśniaczki uprawiającej gospodarstwo nie przypadła jej do gustu. Popadła w depresję i nie była w stanie należycie zająć się domem i dziećmi. Z pomocą przyszła jej siostra Juliana, Faustyna, wnosząc olbrzymi wkład w wychowanie swojej imienniczki. Rozpoczęła naukę czytania w języku polskim, patriotycznymi pieśniami wzbudzała u Faustyny i jej rodzeństwa miłość do utraconej ojczyzny. Z czasem pojawił się pomysł utworzenia szkoły języka polskiego. W inicjatywę zaangażował się przyjaciel rodziny, Fortunat Nowicki, który również przebywał na zesłaniu i użyczył w tym celu własnego mieszkania. Dorastająca „Siłaczka” postanowiła pójść w ślady ciotki i uczyć dzieci języka polskiego. Mogła podjąć się tego zadania w ojczyźnie, ponieważ w 1875 roku jej matka postanowiła wrócić do rodzinnego domu w Żytomierzu.

Broszury, podręczniki, czasopisma, powieści

Dom babci nie przypadł Faustynie do gustu. Czuła się tam samotna, bez cioci i ukochanego taty. Stanowczo protestowała przeciwko uczęszczaniu do rosyjskojęzycznej szkoły. Pomocną dłoń po raz kolejny wyciągnął jej ojciec chrzestny, Fortunat Nowicki. Zaproponował, że zabierze Faustynę do Warszawy i zapewni jej odpowiednie wykształcenie. Zdobyła je na sześcioletniej pensji, którą rozpoczęła w 1876 roku u Henryki Czarnockiej. Była to jedna z najlepszych żeńskich szkół działających w ostatniej „ćwiartce” XIX wieku w Warszawie. Posiadała najwyższy stopień organizacyjny, jaki mogła otrzymać prywatna, żeńska szkoła prowadzona przez Polkę. Wśród wykładowców znaleźli się między innymi: filolog Ignacy Radliński, historyk Władysław Smoleński i geograf Wacław Nałkowski.

Podczas nauki Faustyna zaangażowała się w działalność środowisk oświatowych.

Uczęszczała na spotkania organizowane przez Konrada Pruszyńskiego, gdzie spotykała się młodzież utożsamiająca się z ideą pracy oświatowej. Zaangażowała się także w działalność Kobiecego Koła Oświaty Ludowej, współorganizowanego przez jej siostrę, Rozalię Brzezińską.

Organizacja zajmowała się głównie wydawnictwem, tworząc broszury, podręczniki, czasopisma dla ludności wiejskiej, a także skrócone opracowania literatury pięknej. W 1886 roku, w wieku ledwie 22 lat, Faustyna Morzycka wydała własną edycję Placówki Bolesława Prusa i Historii o prapradziadku Teodora Tomasza Jeża, a później Starej baśni Józefa Ignacego Kraszewskiego. Jej siostra, „Róża” – bo tak ją nazywano, była autorką podręczników dla dzieci chłopskich wydawanych w zaborze rosyjskim, takich jak: Snopek (21 wydań), Czytanki (20 wydań) i Elementarz. Korzystając z czasopisma „Zorza”, prowadzonego przez swego męża, Mieczysława Brzezińskiego, wydała pierwsze pisemko dla dzieci wiejskich pt. „Rozrywki”.

Faustyna na łamach „Przeglądu Pedagogicznego” dokonała krytycznej oceny literatury ludowej. Twierdziła, że nie powinno się dzielić literatury na taką dla ludzi wykształconych i taką „dla ludu”, bo prawda jest przecież jedna.

Wytykała także braki na ziemiach dawnej I RP w zakresie dzieł naukowych z dziedzin geografii, fizyki, chemii, etnografii itp. Wtórował jej Mieczysław Brzeziński, pisząc: „Śmieszne, wymyślne bawidełka bzdurne nowelki wymyśla setki pisarzy dla zajęcia Panów. Mało kto, nikt prawie nie myśli o dostarczeniu wiedzy i zabawi umysłowej ludowi”. Dlatego Faustyna sama rozpoczęła publikować tego typu dzieła. Biografie wybitnych postaci, m.in.: Jana Zamoyskiego, Benjamina Franklina, Juliusza Słowackiego, Joanny d’Arc, Wincentego Pola czy Ignacego Krasickiego. Wydawała także broszury opisujące kraje Europy: Belgię, Francję, Holandię i Grecję.

Żeromski spotyka swoją „Siłaczkę”

Uświadamianie i edukowanie narodu było zajęciem wybitnie niebezpiecznym. Dlatego działalność Koła oparto o legalne Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, któremu patronowała Katarzyna Wielka. Dzięki ukończeniu pensji Faustyna otrzymała patent nauczycielski uprawniający ją do podjęcia upragnionego zawodu. Mogła spełnić swe marzenia z pomocą ojca, który w 1889 powrócił z zesłania i zakupił kawałek ziemi w pobliżu Nałęczowa. Nazwał to miejsce Paulinowem, na cześć jednej z córek, która wbrew jego woli została wydana za rosyjskiego magnata, Popowa. Właśnie tam po raz pierwszy podjęła się nauczania języka polskiego. Składała wizyty mieszkańcom okolicznych wsi, dostarczając pod strzechy elementarze. Charytatywnie podejmowała się zadań, których większość nie wykonałaby nawet za opłatą.

W tym samym czasie Nałęczów przeżywał rozkwit intelektualny, za który w dużej mierze byli odpowiedzialni powracający z zesłania patrioci. Wśród nich należy szczególnie wyróżnić nazwiska trójki lekarzy: Konrada Chmielewskiego, Fortunata Nowickiego i Wacława Lasockiego, którzy odkupili działający przed zaborami ośrodek leczniczy założony przez Antoniego Małachowskiego, herbu Nałęcz i stworzyli działające do dziś uzdrowisko Nałęczów Zdrój. Leczono tam nie tylko z podagry i reumatyzmu, lecz także z rusyfikacji. Główny ośrodek towarzyski, umysłowy i konspiracyjny mieścił się w domu Chmielewskich. Za całe to „patriotyczne zamieszanie” odpowiadała w dużej mierze żona Konrada, Oktawia Radziwiłłowicz, która organizowała salony literackie, skupiając wokół siebie takie osoby jak: Stanisław Witkiewicz, Adolf Dygasiński, Adam Chmielowski, Henryk Sienkiewicz i Bolesław Prus. Chmielewskich odwiedzał również Michał Górski, u którego przebywał wówczas Stefan Żeromski w charakterze nauczyciela jego córek. „Siłaczka” była w tych kręgach doskonale znana dzięki Fortunatowi Nowickiemu. Właśnie w ten sposób autor Ludzi bezdomnych znalazł inspirację do napisania swej noweli. W swych pamiętnikach pisarz zanotował: „O cztery wiorsty stąd mieszka Faustyna Morzycka, wychowanka dr Nowickiego… chciała zostać nauczycielką ludową… Dziwna rzecz! Same nowele w ręce włażą z życia czerpane”.

W 1892 roku Paulinowo sprzedano, a rodzina osiedliła się w Nałęczowie, gdzie „Siłaczka” wraz z ojcem podjęła pracę w zakładzie leczniczym. Organizowała tam wieczory poetyckie, teatr ludowy i odczyty, na które zapraszano wybitnych prelegentów, m.in. prawnika, publicystę i działacza socjalistycznego Stanisława Posnera, który wzbudzał wielkie zainteresowanie w miejscowej społeczności. Profesor Adolf Suligowski skarżył się pewnego razu, że nie podano kolacji na czas, bo służba słuchała odczytu.

Czas na własną szkołę

Po czterech latach „Fochna” zdecydowała się wrócić do Warszawy, gdzie kontynuowała swą działalność w księgarni założonej wspólnie z Anielą Rzążewską i Justyną Lisowską. Pierwsza z nich była poliglotką, potrafiła władać biegle angielskim, francuskim, niemieckim i włoskim. Przypuszcza się, iż stanowiła pierwowzór Laury w Przedwiośniu Żeromskiego. Z jego zapisków wynika, że byli sobie dość bliscy: „Drzwi się otwarły i stanęła w nich moja Angela – cała w płomieniach. […] Co za bezwstydność w pieszczeniu, co za szepty i pocałunki, jaka sztuka dla sztuki!”. Justyna była jednym z założycieli Związku Księgarzy Polskich.

W księgarni, kontynuując działania podejmowane już w Kobiecym Kole Oświaty Ludowej, wydawano patriotyczne broszury, recenzje, publikacje oraz podręczniki dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Pracowały wspólnie przez cztery lata, wielokrotnie oskarżane o kolportaż materiałów rewolucyjnych, jak carat definiował wówczas wszelką działalność konspiracyjną, włącznie z nauczaniem języka polskiego.

Po śmierci ojca w 1898 roku przeniosła się z matką i siostrami do Skierniewic, gdzie wraz z siostrą, Marią Suszyńską, założyła szkołę dla dzieci z rodzin robotniczych. Niestety ten epizod szybko się zakończył. Fragment noweli traktujący o chorobie „Siłaczki” był odwzorowaniem rzeczywistości. Faustyna zachorowała na gruźlicę i musiała udać się do Włoch i Szwajcarii na leczenie.

„Niemądra byłaś! Tak żyć nie tylko nie można, ale i nie warto. Z życia nie zrobisz jakiegoś jednego spełnienia obowiązku: zjedzą cię idioci, odprowadzą na powrozie do stada, a jeśli się im oprzesz w imię swych głupich złudzeń, to cię śmierć zabierze najpierwszą, boś za piękna, zbyt ukochana…”.

Na szczęście ten cytat ma niewiele wspólnego z losami Fochny. Po powrocie zamieszkała u siostry, Wacławy Arciszewskiej, która organizowała w Lublinie prywatną, 4-klasową szkołę żeńską, znaną dziś jako IV LO im. Stefanii Sempołowskiej. Przez kilka miesięcy Faustyna mieszkała w Mińsku Mazowieckim, gdzie związała się z Kołem Pań, walczącym ze zjawiskiem analfabetyzmu. W 1905 roku wróciła do Nałęczowa, tym razem podejmując samodzielny trud stworzenia placówki edukacyjnej. Pierwszą lokalizacją tajnej szkoły była posiadłość Fortunata Nowickiego, następnie willa „Tolin” należąca do doktora Józefa Talko. Lokalne władze – ku zdziwieniu mieszkańców Nałęczowa – pozwoliły na otwarcie dwuklasowej szkoły, która zaczęła funkcjonować w 1906 roku. Oprócz obowiązkowego języka rosyjskiego, nauczano tam również polskiego, a także historii, literatury, religii, matematyki i kaligrafii. W swym inaugurującym przemówieniu Faustyna dobitnie podkreśliła rolę i znaczenie pracy u podstaw:

„Pragnieniem moim jest roznieść w tej okolicy nieco światła, bo wierzę w olbrzymią potęgę oświaty, przez nią nie tylko pojedynczy ludzie, ale i całe narody wznoszą się na szczyt największej chwały, pod wpływem zaś ciemnoty opadają na dno najmroczniejszych przepaści”.

Faustyna chwyta za broń

Faustyna nie ograniczała się tylko do działalności edukacyjnej. Pomagała ofiarom reżimu politycznego, którym udało się zbiec z Twierdzy Lublin. Zapewniała im schronienie i opiekę. Niestety uciekinierów złapano, a jeden z nich pod wpływem tortur wyznał kto udzielił mu pomocy. Faustyna została za to osadzona w tym samym więzieniu. Nie złamało to jej ducha i nie ostudziło zapału.

Starała się krzewić postawy patriotyczne wśród dzieci urodzonych w więzieniu. Tak oto historia zatoczyła koło, ponieważ Faustyna również przyszła na świat w celi, a pewna niezłomna i oddana ojczyźnie kobieta przekazała jej wzorzec patriotycznych postaw.

Fochna odzyskała wolność dzięki staraniom rodziny i przyjaciół, którzy wpłacili kaucję. Wyszła z więzienia odmieniona. Równie zdeterminowana i pełna zapału, lecz bardziej zradykalizowana. Była na celowniku carskich służb, więc pod zmienionym nazwiskiem wyjechała do znajomych w Krakowie. Podjęła tam pracę na Uniwersytecie Ludowym im. Adama Mickiewicza. Zgłosiła się do Organizacji Bojowej Polskiej Partii Socjalistycznej i wstąpiła w szeregi grupy organizującej zamach na generała Lwa Uthoffa (bliskiego współpracownika gubernatora Warszawskiego Okręgu Wojskowego, Gieronija Skałona).

Zamach kompletnie się nie powiódł. Bomby, które spadły na samochód, odebrały życie kilku przypadkowym przechodniom. Podróżujący nim mężczyźni przeżyli, a obranego na cel Uthoffa nawet nie było w środku. „Siłaczka”, mając na sumieniu śmierć niewinnych osób, znacząco podupadła na duchu. Ona, szanowana nauczycielka, podawana za wzór w noweli Żeromskiego miała na rękach krew niewinnych ludzi. Nie mogąc znieść tej myśli, wyjechała na Ukrainę. Wróciła do Krakowa w 1910 roku, gdzie w nocy z 25 na 26 maja odebrała sobie życie zażywając cyjanek potasu. Zostawiła list pożegnalny, pisząc w nim:

„Pozwalam sobie na rozkosz nieprzeżywania już nikogo z ukochanych. Gdy mnie wyrzucono z miejsc najmilszych, oderwano od pracy najodpowiedniejszej, stało się to, czego ja sama nigdy się nie spodziewałam. Życie nadto ciąży”.

***

Dzisiaj na ustach i pomnikach mamy bohaterów, którzy o wolną Polskę walczyli z karabinem w dłoni. Słusznie czcimy ich pamięć, zapominając niestety o innych, których wysiłki zakończyły się przecież sukcesem. Walka o polskość nie ograniczała się przecież tylko do walki militarnej. Kto niby stanąłby w szeregach powstańców listopadowych, krakowskich, styczniowych, poznańskich czy śląskich, gdyby wcześniej nie znaleźli się, współcześnie już bezimienni, żołnierze w wojnie z rusyfikacją i germanizacją?

Podziel się artykułem:

Mateusz Perowicz
Członek warszawskiej redakcji Jagielloński24. Współorganizator Akademii Dobrego Państwa Klubu Jagiellońskiego.

Napisaliśmy już 1842 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Prowadzenie optymalnej polityki zdrowotnej wymaga zmian opartych na faktach, a nie powrotu do niemalże ręcznego sterowania z poziomu centralnego.

Magiczna różdżka ministra Radziwiłła

Magiczna różdżka ministra Radziwiłła

Maria Libura

Polacy pomagają ofiarom syryjskiej wojny: całe rodziny, parafie, organizacje kościelne, firmy i organizacje pozarządowe udzielają wsparcia w rejonie walk.

Gra warta świeczki

Gra warta świeczki

Kamil Sikora

Rzeczywistość jest niedoregulowana. I jest naiwnością twierdzić, że uda się ten stan rzeczy zmienić przy obecnym tempie rozwoju technologii.

Prawo nie nadąża za rzeczywistością

Prawo nie nadąża za rzeczywistością

Krzysztof Mazur
Następny artykuł:

Pięć pomysłów na nową Unię

Pięć pomysłów na nową Unię