Fałszywi obrońcy książki

Piotr Trudnowski | 02-03-2017 09:49:50 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Fałszywi obrońcy książki
www.flickr.com/photos/gpoo/

Wraca pomysł reglamentacji na rynku książki. Dzisiaj w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego odbędzie się spotkanie konsultacyjne z udziałem premiera Piotra Glińskiego, na którym dyskutowany będzie projekt ustawy opracowany przez Polską Izbę Książki. Niestety, wbrew deklaracjom twórców regulacji, jej ewentualne przyjęcie zaszkodziłoby poziomowy czytelnictwa Polaków i rynkowi książki nad Wisłą. Co najbardziej niepokojące – projekt w proponowanej formie zwiększyłby przewagę wielkich sieci handlowych nad niezależnymi księgarniami.

Pomysł reglamentacji na rynku książki przez wprowadzenie zakazu obniżania cen nie jest nowy. W poprzedniej kadencji projekt przygotowany przez Polską Izbę Książki, organizację samorządu gospodarczego rynku książki, trafił nawet do Sejmu jako projekt poselski zgłoszony przez polityków Polskiego Stronnictwa Ludowego. Wcześniej zorganizowano wśród podmiotów działających na rynku książki zbiórkę funduszy m.in. na pokrycie kosztów lobbingu na rzecz projektu.

Pod koniec minionej kadencji wątpliwości wobec projektu mnożyły się – przedstawialiśmy je zarówno na łamach Jagiellońskiego24, jak i w trakcie posiedzeń sejmowej podkomisji do spraw rozpatrzenia projektu. Ostatecznie udało się wówczas zablokować kontrowersyjną regulację. Fakt, że dziś wraca na polityczną agendę na spotkaniu w MKiDN, można uznać za pewien postęp w stosunku do poprzedniej kadencji. Budzący tak poważne wątpliwości projekt, jeżeli w ogóle ma być procedowany, powinien być prowadzony rządową ścieżką legislacyjną: z profesjonalną oceną skutków regulacji oraz w regulaminowym trybie prowadzenia konsultacji publicznych i uzgodnień międzyresortowych.

Przed spotkaniem Ministerstwo Kultury rozesłało do uczestników czwartkowego spotkania najnowszy, opracowany przez Polską Izbę Książki projekt ustawy z datą 20 lutego 2017 r.. Niestety, zachowano w nim większość rozwiązań budzących największe wątpliwości.

Artykuł 6 ust. 4 projektu stanowi, że „Wydawca i importer są uprawnieni do ustalenia różnych jednolitych cen książki wydanej w różnych standardach edytorskich, w szczególności wydanej w twardej lub miękkiej oprawie”. Co to oznacza w praktyce? Że uprzywilejowane będą wielkie sieci handlowe, które jako warunek wprowadzenia książki do sprzedaży oczekiwać będą przygotowania przez wydawcę specjalnej edycji książki. Domyślnie – tańszej niż jej standardowa wersja sprzedawana w księgarniach niezależnych czy internetowych. Już dziś specjalne, tańsze edycje książek znajdziemy w największych sieciach dystrybucyjnych. Na przykład … w Biedronce, która chwali się tym, że w ciągu ostatnich 5 lat sprzedała 35 milionów książek. Ta praktyka znana jest właśnie z rynku spożywczego, gdzie dzięki efektowi skali to sieci marketów mogą jednostronnie dyktować warunki producentom. Oczywiście, z przewagi konkurencyjnej korzystać w świetle ustawy będą mogły nie tylko tradycyjne, ale również te „książkowe” markety.

Co ciekawe, projekt ustawy zawiera jeszcze jedno obciążenie regulacyjne dla przedsiębiorców, które obejmie mniejsze księgarnie, a nie będzie żadnym problemem dla dużych sieci. Chodzi mianowicie o artykuł 10, który stanowi, że sprzedawca zobowiązany jest sprowadzić na żądanie nabywcy każdą książkę, która znajduje się na polskim rynku w ofercie handlowej „wydawcy lub importera”. Zgodnie z ustępem 2 tego przepisu „nie stosuje się do punktów sprzedaży, w których przeważająca działalność nie polega na sprzedaży książek, w szczególności do punktów sprzedaży pracy i sklepów wielobranżowych”.

Zarzuty wobec pomysłu na zakaz obniżania cen książek można mnożyć. W większości państw, w których obowiązuje analogiczna regulacja, została ona ustanowiona jeszcze przed epoką rozwoju sprzedaży internetowej. W praktyce więc jej wprowadzenie w Polsce radykalnie obniżyłoby konkurencyjność księgarni internetowych, które dzięki niższym kosztom funkcjonowania walczą o czytelnika przede wszystkim niższą ceną, niż w tradycyjnych punktach sprzedaży. Ostatecznie więc – podwyższy realne ceny książki, czyli to ile czytelnicy faktycznie (a nie – wedle ceny okładkowej) płacą za książki.

Komu ewentualna ustawa pomoże? Wielkim rynkowym graczom . Po pierwsze – tym, którzy wykorzystując sprzedażowy efekt skali będą mogli narzucać dostawcom swoje reguły. Po drugie – tym, których przewagi są widoczne nie tylko na etapie sprzedaży końcowej, ale również w „pionowej strukturze” rynku książki.

Warto w tym momencie przypomnieć, że np. Grupa Empik to dziś nie tylko sieć salonów, ale też również właściciel Grupy Wydawniczej Foksal. Co więcej, kilka tygodni temu Empik złożył do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta wniosek o przejęcie kontroli nad spółką Platon, która specjalizuje się w hurtowej sprzedaży książek. Dla firmy, która jednocześnie zajmuje się wydawaniem, sprzedażą hurtową i sprzedażą detaliczną funkcjonowanie pod rygorem ustawy, a nawet jej obejście – nawet bez dwóch przytoczonych powyżej, najbardziej kontrowersyjnych przepisów – będzie dużo prostsze, niż dla jakiekolwiek „niezależnego” podmiotu.

Należy mieć nadzieję, że Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie przyłoży ręki do uchwalenia przepisów, które zwiększą na polskim rynku książki przewagę największych podmiotów (w praktyce: głównie zagranicznych) i obniżą konkurencyjność polskich drobnych przedsiębiorców. Nie zmienia to faktu, że namysł nad rozwiązaniami prawnymi zwiększającymi poziom czytelnictwa w Polsce jest potrzebny.

Szkoda, że zamiast poważnie dyskutować chociażby o zniesieniu VAT-u na e-booki i audiobooki, rozwiązaniach dla samorządów oferujących preferencyjne czynsze dla księgarń w centrach miast czy partycypacyjnym mechanizmie zamówień bibliotecznych premiującym lokalne firmy księgarskie kolejny raz debatujemy o projekcie szkodliwym, anachronicznym i intensywnie promowanym przez grupy interesu.

Materiał został pierwotnie opublikowany na stronie Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego.

Podziel się artykułem:

Piotr Trudnowski
Redaktor naczelny jagiellonski24.pl. Członek zarządu Klubu Jagiellońskiego. Mąż Karoliny.

Napisaliśmy już 1926 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Łatwiej nam zorganizować tysięczną debatę o doktrynie Giedroycia niż zająć się prawdziwymi problemami polsko-ukraińskimi.

Przejścia graniczne to najważniejszy problem stosunków polsko-ukraińskich [ROZMOWA]

Przejścia graniczne to najważniejszy problem stosunków polsko-ukraińskich [ROZMOWA]

Adam Chmieleński

Trudno znaleźć lepszy sposób na odciągnięcie dzieciaków od smartfonów i zaszczepienie w nich sportowego ducha niż Uczniowskie Kluby Sportowe.

Przez sport do obywatelskiej wspólnoty. Sylwetka Uczniowskich Klubów Sportowych

Przez sport do obywatelskiej wspólnoty. Sylwetka Uczniowskich Klubów Sportowych

Dawid Kamiński

Celem polityki europejskiej Macrona będzie nowe integracyjne otwarcie. Niestety częściowo w mniejszym gronie.

„Make Europe great again”. Polityczne plany prezydenta Macrona

„Make Europe great again”. Polityczne plany prezydenta Macrona

Szymon Hennel
Następny artykuł:

Więcej niż Wyklęci

Więcej niż Wyklęci