Nie dajmy się wkręcić w ten spektakl

Piotr Kaszczyszyn | 19-12-2016 20:16:30 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Nie dajmy się wkręcić w ten spektakl
twitter.com

Aktorzy dają z siebie wszystko. Mimika, gestykulacja, dialogi. Obu stronom teatralnego konfliktu udało się nawet wciągnąć na scenę część publiczności. Szkoda tylko, że sami autorzy i suflerzy tej tragikomicznej sztuki już nie są tacy autentyczni, a całe to rozgorączkowanie i histeria wyglądają na cyniczne i z wyrachowaniem reżyserowane.

Zaczęło się od nadgorliwości. Końcówka rządów PO to niezwykła, beztroska arogancja związana z protekcjonalnym wobec społeczeństwa poczuciem wyższości. PiS w sferze symboliczno-komunikacyjnej też nie jest tej arogancji pozbawiony, raczej jednak na zasadzie „a co nam zrobicie?”, wynikającej z poczucia dawnej krzywdy, chęci zemsty? Do końca nie jestem tego pewien.

Co nie zmienia faktu, że ta nadgorliwość marszałka Kuchcińskiego wobec posła Szczerby wynikała moim zdaniem właśnie z tego poczucia arogancji, chęci pokazania kto tutaj rządzi. Podobno jednak marszałek chciał szybko wycofać się ze swojej pochopnej decyzji, ale wówczas miał zainterweniować sam prezes Kaczyński. Jeśli to prawda, to mieliśmy do czynienia z cyniczną i z premedytacją przeprowadzoną eskalacją konfliktu.

Takiej sytuacji nie mogła oczywiście przepuścić opozycja. Jak bramka jest pusta, to żal nie strzelić gola. Tym bardziej że zachowanie PiS-u, zresztą nie pierwszy i nie drugi raz w tej kadencji Sejmu, było trudne do wytłumaczenia w kategoriach politycznej racjonalności. Tak więc cynizmem i wyrachowaniem popisali się też posłowie i posłanki z PO i .Nowoczesnej.

Najczęściej stosowanym środkiem stylistycznym polskiego życia publicznego ostatniego roku jest hiperbola. Przesadzają rządzący, przesadza opozycja. Inflacja emocji, gestów, słów na najwyższym moralnym rejestrze.

W tych okolicznościach wszelakiego wzmożenia zakładnikiem politycznych sporów stał się oczywiście język, używany przez obie strony konfliktu jako ideologiczna pałka. Bez względu na to, czy mamy do czynienia z Tomaszem Lisem, czy Jackiem Karnowskim. Jedni warci drugich.

Piątkowe wydarzenia były tylko kolejną, mnie osobiście nużącą już, odsłoną tego samego żenującego spektaklu. Czy popieram obostrzenia dotyczące obecności dziennikarzy w Sejmie proponowane przez PiS? Nie, ale jeszcze mocniej protestuję przeciwko towarzyszącej tym niepotrzebnym regulacjom histerycznej narracji z powracającymi hasłami o pełzającym totalitaryzmie i cichym zamachu stanu. Na filmik, na którym Wojciech Diduszko kładzie się na ulicy, sugerując najwyraźniej pobicie przez policję, spuśćmy zasłonę milczenia.

Zachowajmy za to proporcje i zdrowy rozsądek – nowe propozycje nie zagrażają demokracji, są raczej kolejnym już wyrazem arogancji obozu rządzącego, który chce wprowadzić asymetryczne relacje pomiędzy posłów a dziennikarzy, ustawić się na wyższej, wygodnej pozycji, utrudniając w jakimś stopniu, ale nie drastycznym, pracę reporterom w Sejmie. W tle pozostaje zresztą niezwykle istotne pytanie, które w ferworze zdarzeń nie wybrzmiewa zbyt wyraźnie – czy rzeczywiście praca reporterów w Sejmie jest „solą naszej demokracji” i istotą funkcji kontrolnej sprawowaną przez „czwartą władzę”? Sam mam pewne wątpliwości, ale nie chcę teraz rozstrzygać tego jednoznacznie. Nie zmienia to również faktu, że motywacje PiS-u nie były raczej natury merytorycznej, lecz politycznej, o czym pisałem wyżej.

Kolejna sprawa – słynna już grafika zestawiającą praktyki w zakresie pracy dziennikarzy w parlamentach innych państw Zachodu. Początkowo – „młot na opozycję”, teraz już pełna nieścisłości. Już wiele razy przez ostatnie miesiące „argument z zagranicy” był wykorzystywany przez opozycję, aby uderzyć w rząd. Teraz sięgnęli po niego obrońcy poczynań PiS-u. Dla mnie to jedno i to samo postkolonialne odbicie. Przy wszystkich nieścisłościach - oficjalne regulacje to jedno, kultura polityczna i praktyka im towarzysząca to drugie. A tych już na grafice nie znaleźliśmy. Zresztą samo stwierdzenie, że „tak jest na Zachodzie” nie może rozstrzygać. Jak coś jest złe, to powiedzmy, że jest złe i tyle. Nie musimy się wiecznie podpierać wujkiem z Ameryki.

Od samych regulacji bardziej kłopotliwy był dla mnie dalszy rozwój wydarzeń po zablokowaniu mównicy przez opozycję.

PiS, zamiast okazać się tym mądrzejszym i dojrzalszym, udał się do Sali Kolumnowej i łamiąc standardy kultury politycznej uchwalił m.in. budżet na przyszły rok. To nie powinno mieć miejsca, bez względu na wątpliwości wokół cynicznej zagrywki opozycji.

A już sytuacja, w której minister sprawiedliwości wpisuję się post factum na listę obecności, aby uzyskać potrzebne kworum, jest po prostu skandaliczna. Gdyby Zbigniew Ziobro miał trochę godności osobistej i honoru to powinien podać się natychmiast do dymisji. Na takie zachowania nie może być zgody. Tylko że znów – nie chodzi o zamach na demokrację, ale małostkowe warcholstwo rodem z degenerującego się ustroju I RP (swoją drogą nieznośna i infantylna językowa egzaltacja wśród naszej klasy politycznej nie zmieniła się od wieków).

Jedni grzmią o upadku demokracji, drudzy oskarżają opozycję o próby podważania wyborczych rezultatów i destabilizację państwa.

A ja wkurzam się na Jarosława Kaczyńskiego, Ryszarda Petru, Grzegorza Schetynę, Mateusza Kijowskiego za dalszą eskalację tego infantylnego konfliktu, moim zdaniem czynioną z premedytacją, cynizmem i wyrachowaniem, kosztem autentycznej troski o ojczyznę wielu ludzi z obu stron politycznej barykady.

Ktoś powie – to nie cynizm, to racjonalna gra według zasad mediokracji. Zgoda, ale same zasady pozostawiają, mówiąc eufemistycznie, wiele do życzenia.

Wiecie kto teraz ma pewnie największy ubaw z tej naszej tragikomedii? Ekipa z Kremla. Cieszmy się, że historia poszła do przodu i w Warszawie nie ma już ambasadora Repnina, bo takiej okazji to na pewno by nie przepuścił. Szkoda tylko, że zamiast niego za oknem grzmi nam geopolityczna burza, a nasza klasa polityczna wciąż siedzi głównie w dziecięcym pokoju i wyrywa sobie nawzajem zabawki.

Podziel się artykułem:

Piotr Kaszczyszyn
Zastępca redaktora naczelnego Jagielloński24. Redaktor czasopisma Pressje. Członek Klubu Jagiellońskiego.

Napisaliśmy już 1837 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Trump chce polepszyć byt mieszkańców USA za pomocą narzędzi protekcjonistycznych i stymulacji przemysłu. Jeśli mu się to nie uda, straci szanse na drugą kadencję.

Budżet jak za Reagana

Budżet jak za Reagana

Michał Kuź

Być może globalny zachodni ancien régime i dziś mógłby się spotkać z aspirującymi potęgami światowymi, zwłaszcza tymi z grupy BRICS, w pół drogi.

Czy ład światowy można zreformować?

Czy ład światowy można zreformować?

Michał Kuź

Model, w którym jeden „czempion” ciągnie za sobą na zagraniczne rynki swoich podwykonawców czy dostawców to zjawisko powszechne wśród koncernów zagranicznych.

Sikorski: Bez zjednoczenia wielkie koncerny nas „zjedzą”

Sikorski: Bez zjednoczenia wielkie koncerny nas „zjedzą”

Maciej Dulak
Następny artykuł:

Muszyński: Starego świata już nie ma

Muszyński: Starego świata już nie ma