Zabawa w papieża

Jan Maciejewski | 10-12-2016 17:58:07 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Zabawa w papieża
Materiały prasowe

Papiestwo to jeden z tych tematów, którego zobrazowanie może się skończyć albo fascynującym dziełem albo kompletnym gniotem. Bardzo podobnie jest z dyskusją na temat takiego obrazu. Niestety debata w Polsce wokół serialu Młody papież została wpisana w „odwieczny spór” tradycjonalistów z katolikami otwartymi. Ci pierwsi uważają, że Pius XIII to „ich papież”, ponieważ zakłada tiarę i niepochlebnie wypowiada się o ekumenizmie, ci drudzy z kolei przeciągają postać graną przez Jude’a Lawa na swoją stronę, ponieważ w ostatnim odcinku serialu słyszymy z jego ust, że „Bóg się uśmiecha”. Gdyby serial Sorrentino można było wpisać z którąkolwiek z tych klisz, nie warto byłoby zawracać sobie nim głowy. Na szczęście jest zupełnie inaczej.

Świętość to zabawa

Zakonnice grające w piłkę nożna i siatkówkę w swoich habitach. Młoda siostra Mary wykonująca imponujący dwutakt. Kardynał sekretarz stanu ubrany w koszulkę Napoli i piłkarskie korki odmawiający żarliwie różaniec podczas relacji z meczu Serie A. Każda z tych scen jest estetycznie wysmakowana, często realizowane są one w technice slow motion, co dodatkowo podkreśla niezwykłość tych obrazów. Czy Sorrentino zwyczajnie bawi się ładnymi obrazkami? Owszem, robi to, ale właśnie w tej zabawie leży klucz do zrozumienia Młodego papieża.

Każdą abstrakcję, każdą „poważną” rzecz można łatwo zanegować, wyśmiać. Zabawy nie można. Ona jest z innego porządku, znajduje się ponad powagą. Sorrentino w swoim obrazie zdaje się podążać za intuicjami Johana Huizingi z pracy Homo ludens. „Bawimy się i wiemy, że się bawimy, a więc jesteśmy czymś więcej niż jedynie rozumnymi istotami, ponieważ zabawa nie jest rozumna”. Zabawą jest tym, co wychodzi poza obszar biologicznych konieczności, logiczną naturę świata i nas samych. Ponieważ istnieje zabawa,  istnieje też coś poza racjonalnością, koniecznością, a my sami jesteśmy czymś więcej niż stworzeniami racjonalnymi. Zabawa wyodrębnia się z potocznego świata, nie jest „zwykłym”, czy też „właściwym” życiem. Nie służy zaspokajaniu naturalnych potrzeb. Jednocześnie nic nie stoi na przeszkodzie, by zabawę rozwijać z pełną powagą, oddaniem przechodzącym w entuzjazm. Nie jest to jednak powaga „tego świata”. „Zabawa ludzka należy do sfery uroczystości i kultu – do sfery świętej” stwierdza wprost Huizinga. Świętość, tak jak zabawa, są rzeczami samymi dla siebie. Nie istnieją ze względu na cokolwiek innego.

Sorrentino pokazuje transcendencję nie jako oślepiające światło, tęczę ukazującą się po burzy czy Matkę Boską, która przechadza się ulicami Watykanu, lecz za pośrednictwem obrazu zakonnic grających w piłkę. Pokazuję świętość, której nie da się łatwo podważyć ani obśmiać; świętość, która jest zabawą. 

Zabawa jest piękna. Huizinga udowadnia, że słowa, którymi posługujemy się do opisania zabawy to te same słowa, którymi opisujemy oddziaływanie piękna. Zabawa łączy i dzieli, przykuwa, urzeka, oczarowuje. „Pełna jest obu najszlachetniejszych właściwości, jakie człowiek potrafi w przedmiotach dostrzec i wyrazić: pełna jest rytmu i harmonii”.

Tradycjonalizm – przestrzeganie reguł zabawy

Lenny Belardo, tytułowy młody papież, jest sierotą; człowiekiem pozbawionym dzieciństwa, a więc jednocześnie skrycie pragnącym tego wszystkiego, co z dzieciństwem się wiąże. Jego tradycjonalizm (imię Piusa XIII, tradycyjny strój, poglądy) ma swe źródło w pragnieniu zabawy. A zabawa wymaga bezwzględnego przestrzegania reguł. Ci, którzy je łamią (Huizinga określa ich mianem „psujów zabawy”) odsłaniają relatywizm i płochość świata zabawy. Odbierają zabawie iluzję (inlusio dosłownie oznacza „wgranie się”).

Jedna z kluczowych scen serialu: Pius XIII ma po raz pierwszy przemówić do kardynałów zebranych w kaplicy sykstyńskiej. Zostaje do niej wniesiony na lektyce, na jego głowie spoczywa tiara. Zanim zacznie mówić zamyka oczy i przypomina sobie moment, w którym przed wejściem do sierocińca zostaje porzucony przez rodziców . Otwiera je i wygłasza ultrakonserwatywne przesłanie: „Od dziś wszystko, co było szeroko otwarte, będzie zamknięte. Ewangelizacja: to już było. Ekumenizm: stara śpiewka. Tolerancja: już tu nie mieszka. Została eksmitowana. Zwolniła dom dla nowego lokatora, który ma diametralnie odmienne gusta co do wystroju”.

Huizinga w swojej książce cytuje Paula Valery’ego: „Wobec reguł zabawy i gry niemożliwy jest jakikolwiek sceptycyzm, jako że podstawa, która je określa, jest niewzruszona. Z chwilą, gdy reguły te zostają przekroczone, świat zabawy rozpada się, koniec wówczas z zabawą czy grą. Gwizdek sędziego rozrywa zaczarowany krąg i przywraca znowu na chwilę zwykły świat”.

Lenny Belardo, sierota, jest mocniej niż inni wyczulony na tragizm sytuacji, w której zabrzmi gwizdek, a świat zabawy znika.

Tradycjonalizm jest środkiem do celu, jakim jest trwanie gry w Kościół. Rozumie on potrzebę reguł, ale nie rozumie, nie potrafi sięgnąć do sedna zabawy, którym jest radość.

Postscriptum: Wenecja

Przenieśmy się teraz do ostatniego sceny serialu. Pius XIII po raz pierwszy ma wystąpić publicznie. Robi to w Wenecji, mieście, w którym został porzucony przez swoich rodziców. To właśnie podczas tego wystąpienia zaczyna się bawić w pełni. Myślą przewodnią jego przemówienia są słowa „Bóg się uśmiecha”. To nie miłość, sprawiedliwość czy miłosierdzie zostają uznane za główny przymiot Boga, ale uśmiech. W podrozdziale Święta powaga w zabawie Huizinga cytuje Prawa Platona: „Człowiek jest jakby jakąś przemyślnie sporządzoną zabawką boga i to, że nią jest stanowi naprawdę największą jego wartość. Zgodnie z tym przeznaczeniem powinien każdy mąż i niewiasta, bawiąc się w najpiękniejsze zabawy, przepędzać swe życie”. Zabawa i świętość są tożsame. Zabawa, która nie tylko ma reguły, ale której uczestnicy czerpią swą radość z radości Boga, którego zabawkami jesteśmy. Po wygłoszeniu swego przemówienia Pius XIII umiera. Umiera w Wenecji.

Wenecja, „najnieprawdopodobniejsze z miast”. Miejsce pielgrzymek tych wszystkich, którzy chcieli połączyć sztukę z życiem. Główna teza Homo ludens, wyrażona również w podtytule tej pracy, brzmi: zabawa jest źródłem kultury. Do Wenecji pielgrzymowali ci wszyscy, którzy chcieli święty czas zabawy, święty świat sztuki, rozciągnąć na całą rzeczywistość. Sprawić, by nie istniał już „czas potoczny”, ale by cały czas był podporządkowany regułom sztuki; sztuki czyli zabawy.

W XIX wieku ideę tę realizował Richard Wagner, który w Wenecji znalazł natchnienie do napisania Tristana i Izoldy. Opery, która miała być sztuką totalną. Wagner twierdził, że naprawdę dobre wykonanie Tristana i Izoldy to takie, po którym wszyscy widzowie zwariują. W tych kategoriach „naprawdę dobre wykonanie” chyba jeszcze nie miało miejsca. Ale były takie, po których przynajmniej część widzów zapadała na tajemniczą przypadłość, którą ówcześni lekarze nazywali „chorobą tristanowską”. Kiedy Wagner czuł, że umiera, przyjechał raz jeszcze do Wenecji. Przyjechał tam, żeby umrzeć.

Na początku XX wieku do Wenecji przyjeżdżał też Sergiusz Pawłowicz Diagilew, impresario, twórca Baletów Rosyjskich, które w 1913 roku wystawiły Święto Wiosny Igora Strawińskiego. Balet, którego oddziaływanie w historii muzyki można porównać chyba tylko do Tristana i Izoldy Wagnera. Diagilew również umarł w Wenecji. Na swoim grobie kazał wyryć napis: „Wenecja, wieczna inspiratorka naszych ukojeń”.

Wreszcie w 1911 roku do Wenecji przyjeżdża Tomasz Mann. Wkrótce po tej podróży kończy swoje opowiadanie Śmierć w Wenecji. Jest to historia fikcyjnego pisarza, Gustawa Aschenbacha, postaci wzorowanej na zmarłym w tym samym roku Gustawie Mahlerze, który zakochuje się w polskim chłopcu, Tadziu, symbolizującym w jego oczach ideał piękna. Gdy jego podziw przeradza się w namiętność, Wenecję nawiedza epidemia azjatyckiej cholery. Aschenbach nie jest jednak w stanie wyjechać – zostaje, by z daleka podziwiać Tadzia. „Gdy przed południem nad morzem jego wzrok spoczywał ciężko, nieodpowiedzialnie, nieprzytomnie na pożądanym, gdy o zmierzchu szedł bezecnie w jego ślad ulicami, w których tajemniczo snuła się ohydna śmierć, wtedy potworność zdawała się pełna nadziei, a prawo obyczajowe niczym.”  

Mann, jak Aschenbach homoseksualista, twierdził, że całe opowiadanie zostało wzięte „prosto z życia”; niczego nie wymyślił, żadnej postaci, żadnego zdarzenia.

Jego brat, Henryk, twierdził, że centralnym zagadnieniem opowiadania jest pytanie: „Co było pierwsze, rzeczywistość czy poezja?”.

Jego historia nie mogła mieć miejsca nigdzie indziej jak tylko w Wenecji, mieście nazwanym przez Johna Ruskina „zjawą”. „Na morskim piasku, tak słaba – tak cicha – tak odarta ze wszystkiego poza własnym urokiem, iż wątpimy, patrząc na jej niewyraźne odbicie w Lagunie, co jest Miastem, co Cieniem”. Centralne pytanie opowiadania Manna jest więc również centralnym pytaniem tego miasta, a poprzez wpływ jakie miało ono na kształt współczesnej sztuki, centralnym pytaniem naszego świata: „Co było pierwsze, rzeczywistość czy poezja?”.

Podziel się artykułem:

Jan Maciejewski
Sekretarz redakcji czasopisma Pressje, dziennikarz Rzeczpospolitej.

Napisaliśmy już 2074 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

„Postmaterialistyczny zwrot” może okazać się szczególnie wartościowy z perspektywy zbliżających się wyborów samorządowych.

PiS idzie po nowe mieszczaństwo

PiS idzie po nowe mieszczaństwo

Bartosz Brzyski

Wasz premier, nasz Sejm – zdaje się mówić Jarosław Kaczyński do „pozytywistów”, „reformatorów” czy „gołębi” z obozu rządzącego.

Wasz premier, nasz Sejm

Wasz premier, nasz Sejm

Krzysztof Mazur

Czas na nowe otwarcie w polityce historycznej: zbudujmy pozytywistyczne Muzeum Cywilizacji w Łodzi.

Inka i Łukasiewicz na jednym cokole

Inka i Łukasiewicz na jednym cokole

Piotr Kaszczyszyn
Następny artykuł:

Dziennik walki z liberalną nudą

Dziennik walki z liberalną nudą