Dziennik walki z liberalną nudą

Jan Maciejewski | 09-12-2016 13:18:09 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Dziennik walki z liberalną nudą
www.flickr.com/photos/danielygo/5361518307/

Awangardowy konserwatyzm to książka prawdziwa pomimo tego, że wiele tez w niej zawartych budzi sprzeciw i opór. Jest ona jednak prawdziwa, ponieważ opowiada prawdę o jej autorze i jego zmaganiach z rozbitą rzeczywistością późnej nowoczesności. To więc nie tyle zbiór esejów, co biografia intelektualna.

Projekt Pawła Rojka to przedsięwzięcie awangardowe, posługujące się w swej nazwie słowem „konserwatyzm” tylko dla wywarcia wizualnego efektu wewnętrznym tarciem pojęć składających się na hasło (czy może raczej zawołanie) „awangardowego konserwatyzmu”. W ten zresztą sposób, wynajdując zbitki dwóch pozornie przeciwstawnych pojęć, staraliśmy się dobierać tytuły dla kolejnych tek „Pressji” (Postmodernistyczna Solidarność, Prześniony nacjonalizm, Ludowy postsekularyzm, Ekonomia trynitarna).

Kiedy poznałem Pawła, miałem 20 lat i przeżywałem właśnie utratę wiary w sens studiowania. Chyba najważniejszą rzeczą, jakiej się od niego nauczyłem i która pozwoliła mi uwierzyć w celowość i wartość pisania, było traktowanie tekstu nie jako wycyzelowanej konstrukcji, za którą ukrywa się autor, ale aktu, w którym piszący nie tylko prowadzi intelektualny wywód, ale mówi też o samym sobie. Pisanie musi być działaniem totalnym, wchłaniającym i przemielającym duszę tego, który pisze.

Praca z Pawłem była chyba właśnie dlatego tak fascynującym przeżyciem, ponieważ nigdy nie namawiał nas on do bezstronnego i obiektywnego „ważenia racji”, tylko do aktu ekspresji.

To jednak strategia w podobnym stopniu wyzwalająca, co i niebezpieczna. Niebezpieczeństwo to polega na wpadnięciu w „pułapkę efektu” – poszukiwania przeżycia „intelektualnego flow”,  mogącego zastąpić i unieważnić egzystencjalną prawdę, której oddanie w tekście jest obowiązkiem autora. „Awangardowy konserwatyzm” jest świadectwem zarówno wyzwolenia, jak i niebezpieczeństw tkwiących w strategii pisania ekspresyjnego.

Żeby bliżej jednak owej strategii się przyjrzeć, zacznijmy od tego, że książka ta powstała z poczucia dyskomfortu. Ze świadomości nieprzystawalności trzech sfer: osobistego doświadczenia Polaka-katolika początku XXI wieku, panujących trendów i mód intelektualnych oraz nudy i bez-nadziejności świata liberalnej demokracji. W tym sensie jest więc ona w równym stopniu przedsięwzięciem intelektualnym, co świadectwem czasów, w których żyjemy.

Polak-katolik zakłada rodzinę, stara się wychować dzieci w porządku moralnym i duchowym skodyfikowanym przez Kościół, przestrzegać przykazań, chodzić co niedzielę na mszę świętą. Jednocześnie ta sfera jego życia jest równoległa, pozbawiona punktów stycznych z tym, co kształtuje go intelektualnie: przesłaniem proroków końca wielkich narracji, relatywistyczną metafizyką, naukami społecznymi odczarowującymi świat. Kiedy wyjdzie już z budynku Instytutu Filozofii i odbierze dzieci z przedszkola prowadzonego przez siostry zakonne, wkracza do trzeciego świata: tego, w którym wszystko jest pewne, ostateczne i rozstrzygnięte; gdzie konsensus liberalnej demokracji trzyma w swoich kleszczach całość rzeczywistości, wspaniałomyślnie wyznaczając enklawy (takie jak rodzina czy uniwersytet), w których jego reguły funkcjonują nieco bardziej „liberalnie”. Na to wszystko nakłada się narastająca bezużyteczność słowa „konserwatyzm”. Bo i co tu konserwować: wartości czy rzeczywistość? Idee czy świat? I najważniejsze pytanie: czy w praktyce możliwe jest w ogóle odseparowywanie tych warstw?

W sferze doświadczenia mamy więc poczucie dyskomfortu, niepełnej autentyczności poszczególnych poziomów własnego życia. Odpowiedzią na nie jest projekt intelektualny, który na poziomie idei stara się łączyć wszystkie te sfery: chrześcijańską wiarę, „odczarowany” intelekt i liberalno- demokratyczną codzienność. Pojęcia, kategorie, nurty ideowe nie są więc właściwym przedmiotem tej myśli, ale środkiem do realizacji potrzeby egzystencjalnej.

Czy oznacza to, że Awangardowego konserwatyzmu nie warto czytać, jeżeli nie interesuje nas, co „gra w duszy” jej autora? Pewnie, że nie. Intelektualne kategorie mogą nabrać wagi i mocy sprawczej dopiero wtedy, kiedy zostaną „przepuszczone” przez konkretną biografię, osobiste doświadczenie. Natomiast egzystencjalny wymiar tej książki powinien być ważną wskazówką dla jej czytelników. Wskazówką, która mówi: nie przywiązujcie się do znanego wam uprzednio sensu pojęć (takich jak tytułowy „konserwatyzm”), jakie tu padną. Ta książka jest przede wszystkim opowieścią o jej autorze, a dopiero poprzez to o świecie, w którym i on, i wy żyjecie. Jeżeli chcecie się dowiedzieć, czym jest konserwatyzm, kupcie sobie słownik doktryn politycznych. Jeżeli natomiast interesuje was, czym jest konserwatyzm w życiu Pawła Rojka, przeczytajcie tę książkę.

Za takim odczytaniem przemawia również układ poszczególnych rozdziałów programowej książki Rojka. Wszystko zaczyna się po Bożemu, od wstępu odwołującego się do myśli Tomasza Merty, tragicznie zmarłego w katastrofie smoleńskiej, jednego z najważniejszych polskich myślicieli przełomu wieków, który najbardziej klarownie wypowiedział dylematy polskiego konserwatysty po upadku PRL-u i przedstawił konstruktywne ich rozwiązanie: jeżeli nie możemy konserwować rzeczywistości, to odwołajmy się do idei – czerpmy z dziedzictwa sarmatyzmu, romantyzmu i „Solidarności”.

Po tym następuje próba przełamania „programowej dychotomii”, która sformułowana przez Adama Michnika na długie lata umeblowała głowy polskim inteligentom. Stefan Wyszyński i Witold Gombrowicz, bo o nich rzecz jasna mowa, jako symbole „tradycji” i „awangardy”, „iranizacji” i „modernizacji” Polski stają się w odczytaniu Pawła Rojka dwoma momentami tego samego procesu – zrozumienia i przyjmowania rozpadu i kryzysu świata w drugiej połowie XX wieku oraz próby złożenia go na nowo. Gombrowicz staje się w tym schemacie, przekornie, „opisywaczem” świata, tym, który mówi jak jest. Wyszyński z kolei, pozornie arcykonserwatysta, przyjmuje rolę wielkiego kreatora nowej rzeczywistości społecznej, duchowej i intelektualnej; mówi o tym, jak może być. „Awangarda” staje się istotnym, ale jedynie opisem. To „konserwatyzm” rusza z posad bryłę świata. W ten sposób pojęcia te zostają zneutralizowane, stają się kompletnie nieprzydatne. I dobrze im tak.

Taka właśnie gra w burzenie schematów i odwracanie pojęć towarzyszy nam w drodze przez kolejne rozdziały aż do kulminacji: prezentacji wywrotowego charakteru ruchu na rzecz Intronizacji Chrystusa na króla Polski. Jeżeli w którymś momencie lektury zapaliła mi się czerwona lampka, to właśnie tutaj.

Rozdział poświęcony koncepcji intronizacji zdaje mi się być efektem zaplątania w „pułapkę efektu”.

Jeżeli chodzi bowiem o merytoryczną treść tej idei, to nie wykracza ona ani na krok poza horyzont, który Paweł zarysował wcześniej (w nieobecnym akurat w Awangardowym konserwatyzmie) eseju nt. mesjanizmu integralnego. W największym uproszczeniu treść ta sprowadza się do przekroczenia nowoczesności poprzez scalenie sfery religii i polityki. Mesjanizm od intronizacji odróżnia nie idea, tylko estetyka i poziom radykalizmu (w znacznie większym stężeniu występujący w tej drugiej koncepcji). Barwni i powszechnie obśmiewani członkowie ruchu intronizacyjnego stają się pożywką dla wyobraźni i intelektualnej wrażliwości Pawła. Pozwalają jeszcze intensywniej doświadczyć przeżycia przekroczenia nowoczesności, które znał on już wcześniej, tylko że w mniej skondensowanej formie, dzięki pracy nad „mesjanizmem integralnym”.

Co więcej, mesjanizm jest koncepcją stopniowalną, a przez to potencjalnie możliwą do zaaplikowania w konkretnej rzeczywistości politycznej. Stopniowalność ta polega na tym, że zalety i pozytywne społecznie skutki idei mesjanistycznej, takie jak pozytywistyczna praca nad przemienieniem świata, nadanie społeczeństwu poczucia godności i jedności w obliczu zagrożenia czy usensownienie cierpienia jednostek i zbiorowości, są w stanie dostrzec nawet osoby niewierzące. Mesjanizm wymaga od nas dużo mniej „na wejściu” niż intronizacja (ta ostatnia wymaga nie tylko aktu zawierzenia w prawdę chrześcijaństwa, ale również w prawdziwość objawień bł. Rozalii Celakówny), a jednocześnie daje dużo więcej „na wyjściu” – idee mobilizującą zbiorowość do zmiany rzeczywistości.

Pomimo tego „przedawkowania transgresji” Awangardowy konserwatyzm jest książką prawdziwą; opowiada ona bowiem prawdę o jej autorze. A jeżeli, jak mówił w jednej ze scen Nocnej zmiany Stefan Niesiołowski: „Słowo »prawda« w życiu publicznym ma naprawdę coś znaczyć”, to nie ma sensu zaczynać od ustalania obiektywnych znaczeń poszczególnych słów, ale od tego, co znaczą one w życiu poszczególnych ludzi.

Paweł Rojek, „Awangardowy konserwatyzm. Idea polska w późnej nowoczesności”, Ośrodek Myśli Politycznej 2016.

Materiał powstał ze środków programu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Promocja literatury i czytelnictwa”.

Podziel się artykułem:

Jan Maciejewski
Sekretarz redakcji czasopisma Pressje, dziennikarz Rzeczpospolitej.

Napisaliśmy już 1981 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Wskaźnik liczby zgonów z powodu samobójstw przypadających na 100 tys. mieszkańców znacznie przekracza średnią wartość dla państw Unii Europejskiej.

Zerwanie z kulturą długu. Nieopowiedziany sukces PiS?

Zerwanie z kulturą długu. Nieopowiedziany sukces PiS?

Piotr Trudnowski

Pierwszą i podstawową reformą wymiaru sprawiedliwości powinno być wzmocnienie pozycji ustrojowej sędziego.

Lekarstwo może być gorsze niż choroba, czyli dlaczego sądy pokoju to zły pomysł [POLEMIKA]

Lekarstwo może być gorsze niż choroba, czyli dlaczego sądy pokoju to zły pomysł [POLEMIKA]

Paweł  Ryczko

Ustawa antylichwiarska PO i program „Rodzina 500 Plus” PiS dokonały prawdziwego pogromu na rynku firm parabankowych.

Nikt nie będzie ronił łez. Ustawowe uderzenie w rynek chwilówek

Nikt nie będzie ronił łez. Ustawowe uderzenie w rynek chwilówek

Mateusz Mroczek
Następny artykuł:

Internetowa rewolucja u bram nauki

Internetowa rewolucja u bram nauki