Praca nie wyczerpuje się w banknotach

Piotr Popiołek | 02-12-2016 09:20:50 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Praca nie wyczerpuje się w banknotach
www.flickr.com/photos/sadmafioso/

Co chrześcijaństwo może nam powiedzieć o pracy ludzkiej? Gdzie w nauce katolickiej szukać odpowiedzi na wyzwania pojawiające się w coraz to bardziej zindustrializowanym i stechnicyzowanym społeczeństwie? Inspiracji może dostarczyć nam Stefan Wyszyński, szkicujący w swoich pracach integralną koncepcję pracy, gdzie ani walka klas ani finansowy zysk nie wyczerpuje jej sensu.

Stawianie pytań było jak najbardziej uzasadnione w czasach, gdy z jednej strony machina industrializacyjna była głęboko powiązana z przemysłem zbrojeniowym, a stosunki pracy definiowane przede wszystkim w kategoriach walki klas. W swoich wczesnych pismach z okresu wojennego (wydanych dopiero w 1993 w zbiorze pt. Miłość i sprawiedliwość społeczna) jak i w Duchu pracy ludzkiej, książki opublikowanej chwilę przed swoją biskupią nominacją, ks. Wyszyński rozwijał koncepcję pracy ludzkiej w oparciu o dane z objawienia chrześcijańskiego, jak i nauczanie magisterium, szczególnie uwzględniając encyklikę Leona XIII Rerum novarum.

Jeszcze po wojnie, w latach 40., prowadził w Lublinie liczne konferencje dla robotników, w których była zawarta jego „teologia pracy”. Ze względu na swoje wczesne zainteresowania naukami społecznymi, bliskie mu były popularne wówczas teorie i nie brak u niego polemik tak z marksizmem, jak i koncepcjami liberalnymi.

Widać z jednej strony ostrą krytykę idei komunistycznej, wprowadzającej nieład i niepokój do zakładu pracy, z drugiej przedwojennego kapitalizmu, ze swoim wyzyskiem i nadużywaniem władzy przedsiębiorców w stosunku do pracowników. Stefan Wyszyński proponuje w zakładzie pracy swoiście rozumianą rewolucję – rewolucję moralną i ściśle chrześcijańską.

Wyszyński wskazuje na źródła koncepcji chrześcijańskiej pracy tkwiące w samym akcie Bożego aktu stwórczego. Kreacja świata, jak i ciągłe podtrzymywanie go w życiu, napędzanie go, nieustanne tchnienie w niego życia, wprawianie w ruch ciał niebieskich, od wymiaru kosmicznego po funkcjonowanie najmniejszych cząstek we wszechświecie – to wszystko jest dziełem Boga Stwórcy, którego obecność objawia się w nieustającym działaniu i rozwijaniu się otaczającej nas rzeczywistości. Wszystko, „co się porusza, żyje, rośnie rozwija się, działa mocą zapożyczoną od Boga”. Dla niego „Bóg jest początkiem wszelkiego działania, wszelkiego ruchu pracy” – pisze Wyszyński w Duchu pracy ludzkiej. Świat jest przesiąknięty pracą Bożą. W ten sposób zostają ustanowione warunki dla ludzkiej pracy. Boski, twórczy, niekończący się akt jest archetypem każdej ludzkiej pracy. Człowiek wedle tej myśli jest powołany do kontynuacji Bożego dzieła.

Podstawowym więc, wynikającym z tego stanu rzeczy twierdzeniem jest to, iż praca nie może być pojmowana w kategorii kary, przekleństwa, czy przeszkody w szczęśliwym życiu.

Wyszyński przeciwstawia w ten sposób koncepcję chrześcijańską pogańskim teoriom, szczególnie skażonym dualizmem, gdzie pracę postrzega się jako coś brudnego, ziemskiego, co kala duchową istotę człowieka. W chrześcijaństwie praca jest wpisana w naturę i realizację człowieczeństwa. Stanowi ona cnotę, którą należy pielęgnować i usprawniać. W Księdze Rodzaju polecenie pracy jest skierowane do człowieka zaraz po jego stworzeniu, jeszcze przed wygnaniem z Raju, do którego uprawy ludzkość zostaje zobowiązana.

Co więcej, Wyszyński stwierdza, że praca jest „związana z naturą rozumną człowieka”. Następstwem grzechu jest natomiast sam trud i znój pracy. Wcześniej praca nie była męczarnią, ale była zharmonizowana, zrozumiała przez człowieka. Później pojawiło się zmęczenie, lenistwo, pracoholizm, różne patologie pracy – wszystko to jako wynik działania grzechu. Z zaszczytnego powołania człowieka do pracy i współdziałania staje się ona znojem.

Jako inne źródło chrześcijańskiej nauki o pracy Wyszyński wskazuje samego Chrystusa. Mimo że w samych Ewangeliach mamy niewiele powiedziane na temat jego życia robotniczego, można dokonać jego rekonstrukcji na podstawie pozostawionych nam, nawet szczątkowych informacji. Wiemy, że ziemski ojciec Chrystusa był rzemieślnikiem, a przez to i on sam w młodości musiał mu pomagać. Bez wątpienia, co było częste w tamtych czasach, musiał się trudnić czasem pracą najemną, w tym drobnym rolnictwem oraz pracą na polu. Na podstawie jego przypowieści wiemy, że bardzo dobrze znał realia ówczesnej pracy fizycznej: „Nieraz zapewne przykładał rąk do pługa – pisał Wyszyński w Duchu pracy ludzkiej – nieraz motyką rąbał skalisty grunt; nieraz wychodził jako siewca, nieraz widział, że ziarno rzucone Jego dłonią padało na opoczyste i między ciernie, i podle drogi, i na ziemię dobrą – wydając różny owoc”. Znał tajniki pracy ogrodniczej, pielęgnacji winogron, itd. Na swoich uczniów powoływał ludzi pracy – rybaków. W tejże pracy apostolskiej, twierdzi Wyszyński, została powiązana praca duchowa z fizyczną. Przywołuje słowa świętego Pawła podkreślające konieczność ludzkiej pracy : „Kto nie chce pracować niech nie je” (2 Tes 3,10).

Czy to oznacza, że chrześcijanin powinien znosić wszystkie trudy pracy ponad wszystko? Tu należałoby dać negatywną odpowiedź, gdyż wedle rozumowania Wyszyńskiego trzeba mieć wciąż na uwadze, że harmonijność pracy została zaburzona przez grzech. Z jednej strony chrześcijaństwo dokonało podniesienia i wyzwolenia pracy ludzkiej z pogańskiej pogardy wobec niej do jednego ze sposobów oddawania chwały Bogu. Praca jest sposobem samorealizacji człowieka, sposobem jego humanizacji i postępu. Błędne są więc według Wyszyńskiego próby unikania pracy czy jej ograniczenia w życiu ludzkim – technicyzacja życia na tyle, by nie musiał już pracować. Jest to pozbawienie go wkładu w zmienianie i ulepszanie materii. Jednakże praca wykonywana przez człowieka nie może być również pracą automatu. Człowiek powinien mieć możliwość rozwoju poprzez pracę powinna ona mieć swój rozumny wymiar, by człowiek mógł stawać się lepszy. Człowiek więc nie może być sprowadzany do roli narzędzia. Pożądana jest praca rozumiana jako proces, w którym dokonuje się rozwój, uświęcenie, a zarazem ulepszenie materii z którą wchodzi się w interakcję. Dlatego można mówić wręcz o humanizującej roli pracy, mającej wymiar ewolucyjny w duchu Teilhardowskim, prowadzącym do uświęcenia całej ludzkości. Celem pracy według tej koncepcji nie może być tylko zaspokojenie podstawowych potrzeb, zapewnienie sobie bytu. Chodzi o coś więcej – uzyskuje ona w ten sposób wymiar duchowy.

Nawet jednak tak pojmowana praca nie może zapełnić człowiekowi całego życia. Jego rozwój musi się odbywać na poziomie pracy (fizycznej i / lub intelektualnej), jak i w wymiarze duchowym. Dlatego Stefan Wyszyński potępia wszelką organizację pracy, gdzie człowiek musi spędzać całe dnie, wykorzystując całą swoją energię, by zapewnić sobie byt. Nie jest to praca godna i wskazuje ona na nadużycia ze strony przełożonych. Praca nie może przeszkadzać człowiekowi w jego rozwoju duchowym. Dlatego pracownik powinien mieć dostęp do przerw, godnego odpoczynku i opieki ze strony pracodawcy. Wyzysk ze strony organu kierującego powoduje reakcję w postaci rodzenia się gniewu, nieufności i buntu wśród pracowników. Tworzy się środowisko niezgody, w którym rekacje zaczyna się pojmować w kategorii walki klas, co może prowadzić do dalszej tragedii. Dlatego tak bardzo ważne jest odpowiedzialne i moralne zarządzanie środowiskiem pracy i godne traktowanie pracowników.

Rolą pracy jest udoskonalenie człowieka, a nie jego demoralizacja, dlatego Wyszyński w swoich wczesnych pracach z okresu wojennego pouczał: „Błądzą ci, którzy chcą jak najdłuższego dnia pracy, i ci, którzy dążą do trzech lub czterech godzin pracy dziennej”.

Człowiek powinien mieć prawo do stałej i pewnej pracy, która zapewni mu stabilność, gdzie nie będzie się musiał martwić o zapewnienie godnego życia sobie i swojej rodzinie. Szczególnie trudne jest zapewnienie takich warunków w środowiskach fabryki, gdzie człowiek jest skazany właśnie na pełnienie roli bezdusznego automatu, wypracowującego jak najwięcej za jak najniższą stawkę, często w podłych i urągających mu warunkach. W tych czasach „człowiek został podporządkowany maszynie” pisał Prymas Tysiąclecia w artykule Znój pracy fabrycznej. Stał się podporządkowany pragnieniu zysku i logice produkcji. Pracownik coraz częściej nie zna owoców swojej pracy, jego cały wysiłek ma służyć przede wszystkim zyskowi przedsiębiorcy. A pieniądz nie może być jedynym celem pracy: „użyteczność powszechna, służba społeczna, miłość bliźniego jak samego siebie – oto pobudki, które powinny rozsłonecznić warsztat pracy” – czytamy. „Trzeba naprawić błąd, zrodzony przez cywilizację kapitalistyczną, i odrzucić sztuczny cel – zysk”.

Wyszyński w swoich pracach postulował odnowę moralną i duchową w miejscu pracy. Według niego nie może ona zostać sprowadzona do wymiaru materialistycznego, określanego według kategorii zysków i strat, gdzie pracownik staje się tylko wyrobnikiem, narzędziem w rękach przedsiębiorcy, mającego na celu pomnożenie swojego bogactwa. Jest ona działaniem, które – godnie przedsiębrane – wypełnia Bożą wolę po to, aby kontynuować Jego dzieło stwórcze. Dobrze wykonywana praca przynosi użytek wszystkim ludziom, rodzi głębokie poczucie braterstwa z pracującymi teraz, w przeszłości i tych, którzy będą ją wykonywać w przyszłości. Powinna ona gasić nienawiść w ludziach a nie ją rodzić, a przez to prowadzić do jedności ludzkości.

Materiał powstał ze środków programu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Promocja literatury i czytelnictwa”.

Podziel się artykułem:

Piotr Popiołek
Stały współpracownik czasopisma Pressje. Doktorant teologii na Uniwersytecie Jana Pawła II w Krakowie.

Napisaliśmy już 2074 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

„Postmaterialistyczny zwrot” może okazać się szczególnie wartościowy z perspektywy zbliżających się wyborów samorządowych.

PiS idzie po nowe mieszczaństwo

PiS idzie po nowe mieszczaństwo

Bartosz Brzyski

Wasz premier, nasz Sejm – zdaje się mówić Jarosław Kaczyński do „pozytywistów”, „reformatorów” czy „gołębi” z obozu rządzącego.

Wasz premier, nasz Sejm

Wasz premier, nasz Sejm

Krzysztof Mazur

Czas na nowe otwarcie w polityce historycznej: zbudujmy pozytywistyczne Muzeum Cywilizacji w Łodzi.

Inka i Łukasiewicz na jednym cokole

Inka i Łukasiewicz na jednym cokole

Piotr Kaszczyszyn
Następny artykuł:

Nikt nie będzie zadowolony

Nikt nie będzie zadowolony