Kod kreskowy nie definiuje polskości

Bartłomiej Radziejewski, Piotr Trudnowski | 19-11-2016 10:49:18 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Kod kreskowy nie definiuje polskości
www.flickr.com/photos/132889348@N07

Dzięki Kongresowi 590 o patriotyzmie gospodarczym głośno od przedwczoraj we wszystkich mediach. Niestety, wybierając niefortunną nazwę Kongresu jego organizatorzy sprawili, że popularności nabiera fałszywe stwierdzenie, że to właśnie kod 590 pozwala rozpoznać polskie produkty. Tymczasem definiowanie „polskości” za pośrednictwem pierwszych cyfr kodu kreskowego jest, najdelikatniej mówiąc, nieprecyzyjne. Potrzebujemy bardziej dojrzałej koncepcji patriotyzmu gospodarczego.

Organizatorom Kongresu 590 pogratulować należy stworzenia prestiżowego, głośnego i inspirującego wydarzenia poświęconego problemom i wyzwaniom polskiej gospodarki. Z pewnością ma ono szansę zagościć na stałe na mapie krajowych spotkań przedsiębiorców, politycznych decydentów i ekspertów. Ze względu na rozmach podkarpackiego Kongresu i obecność kluczowych postaci polskiej polityki o tym wydarzeniu dowiedziały się miliony Polaków.

„590 – to pierwsze cyfry kodu kreskowego wszystkich polskich produktów” – usłyszeli przedwczoraj w głównym materiale widzowie Wiadomości TVP. Niestety, trudno o lepszy przykład tego, jak chcąc promować patriotyczną świadomość konsumentów w praktyce łatwo wyrządzić sprawie niedźwiedzią przysługę.

Wbrew pozorom bowiem kod 590 niewiele mówi o konkretnym produkcie. Organizatorzy Kongresu twierdzą, że są nim oznaczane „towary wytwarzane bądź dystrybuowane przez polskie firmy”. Niestety, to nie do końca prawda – trudno bowiem uznać rejestrację w Polsce za wyczerpującą i niekontrowersyjną definicję polskiej firmy. W praktyce bowiem kod 590 znajdziemy na produktach firm, które są jedynie spółkami-córkami należącymi do międzynarodowych korporacji. W skrajnym przypadku oznaczenie to znajdziemy na produktach firmy, która należy w 100% do niemieckiego koncernu, produkuje w Chinach, a realnie podatki płaci na Cyprze. Wobec tego trudno uznać prefiks 590 za symbol „awansu Polski w gospodarczej hierarchii Europy i świata” czy „wizji państwa, którego bogactwo ma być powiększane w oparciu o własne zasoby”, o których czytamy w deklaracjach organizatorów Kongresu.

Przykładów budzących wątpliwości działań kojarzonych z patriotyzmem gospodarczym jest więcej. Dwa tygodnie temu Sejm przyjął ustawę, zgodnie z którą reglamentowane przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi oznaczenie „produkt polski” używać będą mogły na swoich produktach zagraniczne firmy, przed czym na łamach Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ostrzegaliśmy.

By na poważnie rozmawiać o patriotyzmie gospodarczym należy odpowiedzieć sobie na dwa pytania. Po pierwsze – jak możliwie najbardziej precyzyjnie zdefiniować polską firmę i polski produkt. Po drugie zaś – czy kryterium „polskości” jest kryterium wystarczającym do podejmowania tak decyzji konsumenckich, jak i oceny wpływu konkretnych firm na krajową gospodarkę.   

Jest oczywiste, że firm i produktów nie da się, zachowując minimum intelektualnej przyzwoitości, podzielić zerojedynkowo na kategorie „polskie” i „niepolskie”. Tworząc algorytm oceny firm wykorzystywany przez aplikację Pola staraliśmy się wziąć pod uwagę wszystkie najistotniejsze i stosunkowo łatwo weryfikowalne składowe owej „polskości”.

Tym samym więc na ocenę Poli składają się: kapitał stojący za daną firmą, miejsce jej rejestracji, miejsce prowadzenia przez nią produkcji oraz odpowiedzi na pytania: czy konkretne przedsiębiorstwo zatrudnia w Polsce w obszarze badań i rozwoju oraz czy firma nie jest częścią zagranicznego koncernu.

Dopiero biorąc pod uwagę te pięć zmiennych oceniamy konkretne firmy nadając im punktację od 1 do 100 procent. Analizując skrajny przypadek firmy z zagranicznym kapitałem i produkującej poza Polską – można sobie wyobrazić firmę, której produkty mają kod 590, a w „skali Poli” otrzymuje zaledwie 10 proc. „polskości”. 

Od chwili stworzenia aplikacji Pola powtarzamy, że kryterium polskości powinno być dla konsumentów nie jedyną, a dodatkową – obok m.in. jakości i ceny - wskazówką w zakupowych wyborach. Trudno uznać za patriotyzm sytuację, gdy klient przepłaca za produkt gorszej jakości. Nie jest to ani racjonalne z punktu widzenia konsumenta, ani nie służy gospodarce, ponieważ zaniża oczekiwania wobec polskich firm, a długofalowo – ich konkurencyjność.

Co więcej – skomplikowanie rzeczywistości gospodarczej każe podejmować rzetelną ocenę działających firm również pod kątem innych zmiennych. Metodologia „polskości” przyjęta w aplikacji Pola jest wystarczająca jako dodatkowe kryterium w wyborach konsumenckich, ale nie bierze pod uwagę szerszego wpływu danego przedsiębiorstwa na otoczenie. Dlatego w Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego przedstawiliśmy propozycję metody mierzenia korzyści, jakie dana firma przynosi polskiej gospodarce. W raporcie Wpływ kapitału. Jak mierzyć korzyści, które przedsiębiorstwo przynosi polskiej gospodarce abstrahując od kryterium „narodowości kapitału” proponujemy, by uzależniać ocenę pozytywnego wpływu danej firmy na gospodarkę od tego, jak dana firma dzieli się wytwarzaną wartością dodaną ze społeczeństwem.

Co to oznacza w praktyce? Zaproponowana metoda premiuje firmy, które dobrze wynagradzają pracowników, płacą w Polsce podatek dochodowy, akumulują kapitał lub wypłacają dywidendy rezydentom krajowym oraz, last but not least, są rentowne.

Trudno bowiem uznać za przykład korzystnej dla polskiej gospodarki taką firmę, która stale przynosi straty, zatrudnia pracowników na podstawie umów śmieciowych lub wyprowadziła produkcję z kraju oraz unika płacenia podatków w kraju. Niestety – taka firma również może w 100% należeć do polskiego kapitału…

Obie, co do zasady komplementarne, metody oceny firm stworzone w ramach Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego pokazują, jak skomplikowany jest sam rzetelny opis rzeczywistości gospodarczej. By promować określone postawy w polityce państwa i debacie publicznej brać pod uwagę należy całą gamę czynników i otwarcie debatować nad wagą konkretnych zmiennych. Wiara, że pomóc polskiej gospodarce można za pomocą zaklinających rzeczywistość haseł, jest zaś nie tylko nieuprawniona, ale i szkodliwa.   

Podziel się artykułem:

Bartłomiej Radziejewski
Politolog, redaktor naczelny miesięcznika internetowego Nowa Konfederacja.
Piotr Trudnowski
Redaktor naczelny jagiellonski24.pl. Członek zarządu Klubu Jagiellońskiego. Mąż Karoliny, ojciec Leona.

Napisaliśmy już 2074 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

„Postmaterialistyczny zwrot” może okazać się szczególnie wartościowy z perspektywy zbliżających się wyborów samorządowych.

PiS idzie po nowe mieszczaństwo

PiS idzie po nowe mieszczaństwo

Bartosz Brzyski

Wasz premier, nasz Sejm – zdaje się mówić Jarosław Kaczyński do „pozytywistów”, „reformatorów” czy „gołębi” z obozu rządzącego.

Wasz premier, nasz Sejm

Wasz premier, nasz Sejm

Krzysztof Mazur

Czas na nowe otwarcie w polityce historycznej: zbudujmy pozytywistyczne Muzeum Cywilizacji w Łodzi.

Inka i Łukasiewicz na jednym cokole

Inka i Łukasiewicz na jednym cokole

Piotr Kaszczyszyn
Następny artykuł:

Mała zabudowa w dużych miastach

Mała zabudowa w dużych miastach