„Chłopski król”?

Tomasz Turejko | 05-11-2016 17:42:39 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
„Chłopski król”?

Nie umiał czytać ani pisać, ale już za jego życia nazywano go „chłopskim królem”. Inteligentny i charyzmatyczny, dla jednych bohater walczący o prawa chłopów, dla drugich narodowy zdrajca i okrutny zbrodniarz. Jego życiorys obrósł w tak wiele mitów i legend, że do dzisiaj trudno jest stwierdzić, ile z tych opowieści jest prawdziwych, a ile zostało wymyślonych przez jego przyjaciół i wrogów. Jakub Szela, jeden człowiek o wielu życiorysach. Kim był legendarny przywódca chłopskiej rebelii i jaki rzeczywiście był jego udział w rabacji galicyjskiej?

Jakub Szela urodził się w rodzinie chłopskiej  w 1797 roku we wsi Smarżowa pod Tarnowem. Odciął sobie siekierą dwa palce u lewej ręki, by uniknąć służby wojskowej. W 1807 roku został wydziedziczony przez ojca (według legend miał za młodu spalić rodzinną chałupę), a całe gospodarstwo przejął jego starszy brat Kazimierz. Wobec braku możliwości prowadzenia gospodarstwa, Szela został rzemieślnikiem. Był bardzo dobrym kołodziejem i cieślą. Według różnych źródeł Jakub Szela miał dwie, trzy albo nawet cztery żony.

Dla późniejszej historii młodego galicyjskiego chłopa najważniejszy wydaje się związek małżeński z Rozalią Chodór, wychowanką dworską, która od dziedzica Stanisława Bogusza otrzymała w wiano ponad osiem mórg ziemi. Szela zajął się pracą w gospodarstwie i wszedł w bliższe relacje z rodem Boguszów. Jak się później okazało, miało to istotne znaczenie dla jego dalszych losów.

Chłopi w kajdanach

Sytuacja galicyjskich chłopów w pierwszej połowie XIX wieku była bardzo trudna. Władze administracyjną we wsi sprawował właściciel dworu, którym najczęściej był dziedzic-pan. Włościanie, w zamian za korzystanie z ziemi, byli zobowiązani do uiszczania pańszczyzny, czyli darmowej pracy na rzecz swojego pana. W Galicji wynosiła ona 3 dni w tygodniu, po 8 godzin dziennie zimą i nawet do 12 godzin latem. Ponadto panowie pobierali od chłopów dodatkowo czynsze w gotówce i daniny w naturze.

Szacuje się, że chłop oddawał swojemu panu ponad 50% wypracowanego przez siebie dochodu (w rejonie tarnowskim pańszczyzna była najwyższa w całej Galicji).

Tę szczególną niesprawiedliwość Jakub Szela dostrzegał w jaskrawej postaci na dworze Boguszów. Według relacji chłopów i miejscowych księży Wiktoryn Bogusz (właściciel majątku w Smarżowej, w którym pracował również Szela) okrutnie znęcał się nad włościanami. Stosował wobec nich ciężkie i poniżające kary cielesne, które niejednokrotnie prowadziły do śmierci. Miejscowy ksiądz Ruminowski opisywał m.in. jak Wiktoryn Bogusz nie chciał oddać chłopu Sarnie wyłudzonych pieniędzy, a kiedy ten upomniał się o swoje należności, kazał wymierzyć mu „50 kijów” dodając przy tym: „Ty hyclu! Toś jaśnie panu nie chciał pożyczyć, a Żydowi pożyczył”. Według obowiązującego prawa właściciele dworscy nie mogli wymierzać chłopom kary śmierci. Wiele jednak wskazuje na to, że na dworze Boguszów „karano śmiercią przez zamęczenie”. Ten sam ksiądz Ruminowski pisał także o historii chłopa Bartosika, który spóźnił się z dostawą mąki do dworu. Za to osadzono go w piwnicy: „Stał po pas w wodzie, aż mu nogi gniły, a on cały zapuchł” i zmarł. Michał Sokół z Głobikówki wszedł z kolei w czapce do pokoju pana, za co przywiązali go „na jodle i zapalili ogień pod nim i tak palili, aż mu brzuch pękł i umarł”.

Ksiądz Kawula, proboszcz siedliskiej parafii, pisał: „Ślepa i głucha w swoim egoizmie była szlachta na problemy pańszczyzny. Szlachta polska zamknęła się w izolowanej od otaczającej jej rzeczywistości twierdzy własnego egoizmu, bronionej pychą i chciwością”. Niestety, historie te, nawet jeśli nie stanowiły reguły, to nie można ich z pewnością zaklasyfikować do kategorii „wyjątków”. „Batogiem uczono chłopów odkrywać głowę przed pańskim progiem” – pisała Maria Konopnicka i z pewnością w swoim osądzie się nie pomyliła.

Jakub Szela był bezpośrednim uczestnikiem tych wydarzeń i odgrywał wiodącą rolę w sporach pomiędzy włościanami a dziedzicami. To właśnie jego chłopi wybierali jako rzecznika ich interesów i obrońcę praw. Przez kilkadziesiąt lat pieszo chodził do starostwa w Tarnowie i do guberni we Lwowie, upominając się tam o prawa chłopów nagminnie łamane na dworze Boguszów.

Po jednej z takich wypraw Szela został przez właścicieli dworu zamknięty w areszcie na sześć tygodni. Jednego dnia zapędzili go boso, skutego łańcuchami pod kościół i kazali stać pod strażą całe nabożeństwo, aby go poniżyć i ośmieszyć. Praktyki wykorzystywania i poniżania galicyjskich chłopów przez panów trwałby pewnie do uwłaszczenia w zaborze austriackim w 1848 roku. Zrządzenie losu sprawiło, że historia ta miała zakończyć się nieco wcześniej.

Austriacka intryga

W 1845 roku polskie organizacje niepodległościowe w zaborze austriackim przygotowywały się do (jak to było w zamyśle) ogólnonarodowego powstania przeciwko wszystkim trzem zaborcom. Tym razem wyciągnięto wnioski z powstania listopadowego i skierowano agitacje i odezwy również do chłopów. W zamian za uzyskanie ziemi na własność, mieli oni wziąć udział w powstaniu narodowowyzwoleńczym. Zagrożenie to szybko dostrzegł starosta Tarnowa, Joseph Breinl von Wallerstern. To właśnie z nim Jakub Szela wielokrotnie spotykał się w sprawie ucisku i poniżającego traktowania chłopów przez właścicieli ziemskich. Breinl doskonale zatem wiedział, jaka jest sytuacja na dworach i jakie są stosunki pomiędzy szlachtą i włościanami.

Na początku 1846 roku szlachta regularnie zbierała się w swoich dworach i gromadziła broń. Powstanie przeciwko Austriakom wydawało się wówczas niemal pewne, pozostało tylko pytanie, kiedy padną pierwsze strzały. Starosta tarnowski zdawał sobie sprawę, że przyłączenie się chłopów do powstania może spowodować, że początkowo mało liczne wojsko cesarskie ustąpi wobec naporu silniejszych liczebnie Polaków.

Chcąc wykorzystać antagonizmy pomiędzy chłopami i szlachtą, Breinl wezwał Jakuba Szelę do agitacji wśród włościan, wzniecając równocześnie plotkę, jakoby szlachta dążyła do całkowitej zagłady tarnowskich chłopów.

„Rozeszły się wśród poddanych najstraszliwsze pogłoski o spisku panów, którzy jakoby postawili hasła wymordowania wszystkich poddanych z kobietami i dziećmi i którzy w tym celu odprawiają schadzki po nocach, gromadzą broń i werbują sobie ludzi” – pisał starosta z Jasła. Na tarnowskich chłopów padł strach. Widmo masowego mordu planowanego przez szlachtę (jak próbowali przekonać włościan Austriacy) doprowadziło do dramatu. Jakub Szela rozpowiadał wśród chłopów informacje o tym, jakoby sam cesarz obiecał zniesienie pańszczyzny w zamian za rozprawę z polską szlachtą. Posługiwał się przy tym dokumentami od starosty tarnowskiego, a niektóre źródła podawały, że miał nawet sfałszowany dokument z pieczęcią samego cesarza. Feliks Bogusz ostrzegał podobno rodzinę, że powstanie jest szaleństwem i może doprowadzić do zwrócenia się chłopów przeciwko dworom. Ta jednak początkowo lekceważyła ryzyko i pozostała w swoich domach.

Praktycznie w przededniu planowanego powstania – 18 lutego 1846 roku – Józef Breinl zwołał naradę z udziałem deputowanych chłopskich do Tarnowa, w której uczestniczył także Jakub Szela. Tego samego dnia Szela powrócił do wsi i z polecenia władz austriackich rozpoczął tworzenie chłopskich gromad (tzw. „czerniaw”). Na dowódców tych oddziałów mianował często zbiegów i kryminalistów. Wyznaczył on chłopom miejsca, w których mają dokonać „zemsty na swoich panach”, a nawet wskazał konkretne osoby do zamordowania. Chwalił się przy tym, że „ma taką moc, jak drugi arcyksiążę w Galicji i że mu było wolno przez 24 godziny robić co mu się podoba ze szlachtą”. Ogłosił, że Austriacy zapłacą pieniędzmi za każdą szlachecką głowę. Głodni, poniżeni i rządni zemsty chłopi, rozochoceni przez posiadającego wielki autorytet wśród włościan Jakuba Szelę, rozpoczęli prawdziwą rzeź polskiej szlachty. Niektórzy ziemianie widząc co się dzieje, próbowali uciekać, na ratunek jednak było już za późno.

„Mego dziadka piłą rżnęli…”

19 lutego 1846 roku rozszalałe tłumy galicyjskich chłopów zaatakowały dwory swoich panów. Pod hasłem „Cesarz i Bóg” Szela poprowadził włościan do rebelii niemal na całej Tarnowszczyźnie. Pierwsi głowy położyli znienawidzeni przez Szelę Bogusze. Wiktoryn Bogusz, właściciel dworu, został porwany przez chłopów i ponoć osobiście zamordowany przez przywódcę rebelii. Przez następne dwa dni „czerniawy” chodziły od wsi do wsi, werbując kolejnych chłopów do rabacji. Większość zachęcona możliwością łatwego rabunku przyłączała się do rebelii. Tych, którzy byli przeciwni, na rozkaz Szeli bito, więziono, a nawet mordowano. Gromady chłopskie chodziły od dworu do dworu z widłami, piłami, siekierami, pochodniami, grabiąc i mordując bez litości. Dewastowano przy tym domy, meble, zrywano podłogi, niszczono obrazy, podpalano zabudowania, a resztę grabiono. Chłopi atakowali także mniejsze oddziały powstańców, które zmierzały w tym czasie do Krakowa. Szacuje się, że w ciągu dwóch dni galicyjscy chłopi zamordowali od dwóch do trzech tysięcy osób, przede wszystkim ziemian i urzędników dworskich.

Po likwidacji szlachty Szela zaczął wprowadzać własne porządki. Zabronił odprawiania pańszczyzny i zbierał procent od łupów ze swojej czerni. To dla zaborcy było już za wiele. Po stłumieniu powstania w Krakowie chłopi przestali być Austriakom potrzebni. Wojsko austriackie przywróciło spokój w Galicji, a Jakuba Szelę na dwa lata internowano.

Zaborcy przywrócili w Galicji pańszczyznę (której wykonywania chłopi odmawiali przez dwa lata), Habsburgowie za zgodą pozostałych zaborców włączyli Kraków do swojego państwa, a odpowiedzialni za rabacje urzędnicy (w tym, a może przede wszystkim, Joseph Breinl von Wallerstern) otrzymali premie i wysokie odznaczenia państwowe. Dwa lata później wobec wystąpień Wiosny Ludów w cesarstwie austriackim uwłaszczono chłopów i nadano im ziemię. W tym samym roku swoją zapłatę za udział w rabacji odebrał także Jakub Szela. Otrzymał on od Austriaków 30 morgów ziemi w Bukowinie, gdzie zmarł w 1860 roku. 19 hektarów pola… taka była cena za zdradę ojczyzny i współorganizowanie rebelii, w której życie straciło od dwóch do trzech tysięcy osób.

Zdrajca czy bohater?

Morderca, zbrodniarz, herszt i główny odpowiedzialny za barbarzyńskie mordy galicyjskiej szlachty z 1846 roku – tak Jakuba Szelę przedstawiały osoby i ośrodki opiniotwórcze pod zaborami i na emigracji. „Sława” o jego okrucieństwie dotarła również do Polaków we Francji, a z każdym rokiem obrastała ona w nowe legendy, które tworzyły jego niesamowitą historię. Do dzisiaj Jakub Szela jest przez historię uznawany za głównego winowajcę galicyjskiej rabacji.

Mit krwawego „chłopskiego króla” był tak wielki, że nawet w okresie PRL-u nie odważono się całkowicie wybielić jego postaci. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się jednak, że taka ocena Jakuba Szeli jest niepełna i trochę niesprawiedliwa.

Przez dziesiątki lat Szela był rzecznikiem chłopów ze swojej parafii w licznych procesach przeciwko Boguszom o bezprawne egzekwowanie nadmiernej pańszczyzny. Pomimo braku wykształcenia znał dobrze prawa swoje i pozostałych chłopów. Miał odwagę walczyć przed starostą o interesy polskich włościan, pomimo że niejednokrotnie ziemianie grozili mu śmiercią. Za krzywdy i ubóstwo chłopów Szela obarczał winą wyłącznie panów. Pamiętał, jak bito go kijami albo skutego łańcuchami przyprowadzono pod kościół na nabożeństwo noworoczne. Mimo to Szela nie poddawał się, za każdym razem podkreślał, że chłop (podobnie jak szlachcic) również ma swoją godność. a wobec Boga, tak samo jak wobec prawa, ludzie wszystkich stanów są równi.

W 1846 roku Szela został bez wątpienia wykorzystany jako narzędzie do zniszczenia polskiej rebelii już w zarodku. Jego rękami Austriacy skierowali chłopów przeciwko szlachcie, realizując dwa cele jednocześnie. Po pierwsze, udało im się zapobiec wybuchowi powstania. Po drugie, na kilka pokoleń poróżnili chłopów i szlachtę w Galicji zachodniej.

Dzisiaj nie pozostawia wątpliwości fakt, że za wybuch rabacji galicyjskiej głównie odpowiedzialny był austriacki zaborca. Łatwowierność Szeli oraz wiara w możliwość zniesienia znienawidzonej przez niego pańszczyzny została wykorzystana przez austriackich urzędników bez najmniejszych skrupułów. Gdyby nie Szela, Austriacy wybraliby zapewne kogoś innego.

Postawa Szeli wpisywała się również w postawę całego galicyjskiego chłopstwa wobec idei walki narodowowyzwoleńczej w połowie XIX wieku. W ich mniemaniu cesarz był ich jedynym gwarantem względnej (w porównaniu do przedrozbiorowej Polski) swobody, której nie mieli do 1795 roku.

Pradziadek chłopskiego działacza ludowego Teofila Kurczaka miał jeszcze wiele lat później mawiać: „Dzieci, prośta Boga, ażebyśta Polski nie doczekały, bo nam w Polsce źle było”. W ocenie chłopów życie pod panowaniem cesarza było znacznie lepsze, a ich złemu położeniu winna była wyłącznie chciwość panów.

Dlatego też chłopi niechętnie odnosili się do powstania organizowanego przez szlachtę. Jakub Szela walnie przyczynił się do fiaska polskiego powstania z 1846 roku. Z tego powodu historia ochrzciła go mianem zdrajcy, jednak dla niego, jak i dla większości chłopów z Tarnowszczyzny, to nie zaborca był największym wrogiem, ale szlachta. Nikogo z nich nie interesowała niepodległa Polska, jeżeli ich dzieci głodowały, a oni sami byli zmuszeni do ciężkiej, darmowej pracy na rzecz swojego pana, który przy każdej nadarzającej się okazji katował i poniżał podległych mu włościan.

Rabacja galicyjska odbiła się głośnym echem we wszystkich trzech zaborach. Z pewnością w jakimś stopniu wywarła ona wpływ na rewolucję społeczną i kulturową polskiego społeczeństwa w drugiej połowie XIX wieku. To właśnie m.in. ta zmiana połączona z rozbudzeniem świadomości narodowej wśród polskich chłopów doprowadziła do odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 roku. A Jakub Szela? Z pewnością żadne, nawet najbardziej poniżające traktowanie chłopów nie może usprawiedliwić tak okrutnego i masowego mordu. Z drugiej strony, jakie inne środki pozostawały chłopom w tym czasie, by doprowadzić do egzekucji należnych im praw? Czy wobec tego Jakub Szela był zdrajcą, który kolaborował z zaborcą i uniemożliwił wybuch narodowego powstania? Czy może był to niestrudzony obrońca praw i godności ludności wiejskiej w zachodniej Galicji? Może obie te rzeczy jednocześnie? Odpowiedź na te pytania pozostawiam Czytelnikom.

Tekst powstał ze środków programu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Promocja literatury i czytelnictwa”.

Podziel się artykułem:

Tomasz Turejko
Szef katowickiej redakcji Jagielloński24. Członek Klubu Jagiellońskiego. Jeden z pomysłodawców cyklu „Polacy Inspirują”.

Napisaliśmy już 1902 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Piękna wizja: fizyczne prace przejmują od nas roboty, a górnicy i sprzątaczki zasiadają w open space’ach przed komputerami.

(Prawie) wszyscy będziemy informatykami

(Prawie) wszyscy będziemy informatykami

Bartosz Paszcza

Propozycja stopniowej likwidacji strefy euro jest nie do przyjęcia- zwolennicy tego poglądu nie proponują bowiem nic w zamian.

Dąbrowski: Likwidacja euro stworzy tylko nowe problemy w miejsce dzisiejszych

Dąbrowski: Likwidacja euro stworzy tylko nowe problemy w miejsce dzisiejszych

Maciej Dulak

Postęp technologiczny nie jest wynalazkiem czasów nam współczesnych, a wypieranie pewnych zawodów przez technologię towarzyszy nam od wieków.

Przyjdzie robot i zabierze nam pracę. Czy naprawdę musimy się bać nowych technologii?

Przyjdzie robot i zabierze nam pracę. Czy naprawdę musimy się bać nowych technologii?

Karol Wałachowski
Następny artykuł:

Narodziny Polski miejskiej

Narodziny Polski miejskiej