Narodziny Polski miejskiej

Piotr Kaszczyszyn | 03-11-2016 19:24:11 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Narodziny Polski miejskiej
www.flickr.com/photos/adammirowski/

Zaczęło się od symbolicznego gestu – zburzenia starych, średniowiecznych murów. Później uporządkowano śródmieścia, przy nowo wytyczonych ulicach wyrosły rzędy czynszowych kamienic, miejski krajobraz zdominował las fabrycznych kominów. Miasto stało się centrum procesów, które w XIX w. położyły fundamenty pod Polskę, jaką znamy dzisiaj.

Rozwój przemysłu warunkował rozwój miast. W wystawnych kamienicach niemiecka i żydowska burżuazja wchodziła w spółki z polskimi ziemianami-kapitalistami; ulicami nowopowstających lub prężnie rozwijających się starych ośrodków miejskich przemykają tysiące byłych pańszczyźnianych chłopów lub ich synów, przekształcający się stopniowo w miejski proletariat. W okresie od panowania Stanisława Augusta po bomby rewolucji 1905 r. narodziła się Polska miejska, a wraz z nią – zaczątki nowego szlachecko-chłopskiego narodu.

Co dziewiąty Polak mieszka na wsi

Początki były naprawdę trudne. W roku 1790 sami chłopi stanowili 75% ogółu polskiej ludności. Doliczywszy do tego część drobnej szlachty oraz właścicieli ziemskich, uzyskujemy poziom 82% całkowitej populacji. Należy także pamiętać o mieszkańcach niezwykle licznych wówczas miast i miasteczek tylko z nazwy (będących de facto osadami rolniczymi), aby osiągnąć pułap 85-90% ludności wiejskiej. Za panowania Stanisława Augusta na 1,5 tys. miast tylko 8-10% przypominało liczbą ludności oraz zajęciami pozarolniczymi faktyczne miasta.

I RP u schyłku istnienia była nadal, jak od wieków, państwem rolniczym, a jej „agrarność” przejawiała się na wielu płaszczyznach.

Po pierwsze wymiar społeczny – wystarczy przyjrzeć się wyżej przytoczonym liczbom, aby zauważyć, że ówczesne życie codzienne toczyło się w szlacheckich dworkach i wiejskich chałupach. Płaszczyzna druga to polityka. Niezmiennie mieliśmy do czynienia z elitarną koncepcją narodu politycznego, ograniczonego do wiejskiej szlachty. Z polityką związana była gospodarka, gdzie hegemoniczną rolę odgrywali wciąż dobrze urodzeni. Ludność zatrudniona i związana z rolnictwem stanowiła w końcówce XVIII wieku 90% ogółu mieszkańców I RP. Struktura własności jasno mówiła kto rządzi: 78% ziemi należało do szlachty, 13% to królewszczyzny, 9% znajdowało się w rękach Kościoła. Wśród pozbawionych własności włościan, 85% stanowili wciąż chłopi pańszczyźniani. Wreszcie wymiar czwarty, symboliczny – w ramach „geografii wyobrażeniowej” I RP była państwem zorientowanym na wschód; naszą zbiorową wyobraźnią rządziły nie kamienice Krakowa, Lwowa czy Poznania, lecz niekończące się stepy Kresów. To właśnie kresowy „obwarzanek” aż do czasów II RP miał stanowić symboliczne centrum polskości, a nie mocniej zurbanizowane ziemie centralne czy zachodnie naszego państwa.

Warszawa przekracza 100 tysięcy

Za króla Stanisława Augusta rosły nam miasta. Przykładem może być Warszawa, liczącą w 1754 r. 23 tysiące mieszkańców, ze wzrostem 5-krotnym do roku 1792 (110 tys. mieszkańców), czy Kraków – od 5 tys. w 1750 r. do 10 tys. w 1791 r. (wliczając miasta sąsiednie jak Kleparz, Kazimierz, Podgórze, jurydyki czy wsie podmiejskie, np. Zwierzyniec, osiągniemy liczbę blisko 25 tys. mieszkańców krakowskiego zespołu miejskiego).

Ten dynamiczny rozwój powodowany był splotem trzech czynników. W pierwszej kolejności w grę wchodziła ekonomia – rozwój rzemiosła, manufaktur, aktywizacja targów, wzmożenie obrotów handlu. Drugi element to wymiar społeczny – migracje do miast zdeklasowanej szlachty oraz tzw. ludzi luźnych, czyli chłopów, którzy z różnych powodów (ucieczka przed intensyfikacją wyzysku pańszczyźnianego w drugiej połowie XVIII w., czy rzadziej utrata możliwości zarobkowania rolniczego powodowana przechodzeniem z pańszczyzny na czynszowanie) musieli szukać nowego miejsca do życia. Niezwykle istotną rolę odegrała działalność państwa – rozbudowa administracji państwowej, organów władzy, instytucji życia kulturalnego, wzmacnianie armii. Te wszystkie posunięcia naturalnie tworzyły nowe miejsca pracy.

Powyższym czynnikom, od drugiej połowy lat 60. XVIII wieku towarzyszyła także działalność Komisji Dobrego Porządku; organ ten zajmował  się ładem przestrzennym i gospodarką municypalną (sanacja skarbowości, reorganizacja cechów). Następowały także zmiany w charakterze zabudowy miejskiej – stopniowo budownictwo drewniane było wypierane przez domy murowane, rosła liczba rezydencji magnacko-szlacheckich, pojawiały się budynki municypalne, wzniesiono także wiele okazałych gmachów użyteczności publicznej jak biblioteka Załuskich i Colegium Nobilium w Warszawie, czy ratusz w Białymstoku.

Szlachta walczy z magnaterią, a zyskuje mieszczaństwo

Powyższym zmianom od początku lat 80. XVIII wieku towarzyszyła ewolucja w poglądach politycznych, która w dobie Konstytucji 3 maja doprowadziła do powstania swoistego sojuszu części szlachty średniej i bogatego mieszczaństwa.

Szlachta nigdy nie była warstwą jednorodną. Tadeusz Łepkowski w pracy Polska - narodziny nowoczesnego narodu 1764-1870 wyróżnia aż dziewięć kategorii polityczno-majątkowych, które następnie przyporządkowuje do czterech zasadniczych warstw szlacheckich.

1. Magnaci (nieliczni, co najwyżej 100 rodzin, z czego dwudziestka kilkusetwsiowych; ich bazą były ziemie kresowe, a w ich rękach znajdowały się wszystkie najważniejsze urzędy w państwie);

2. Szlachta bogata (6-20 folwarków, dysponowanie średnimi urzędami);

3. Szlachta zamożna (2-5 folwarków);

4. Szlachta średnia (1 folwark);

5. Szlachta cząstkowa (część wsi);

6. Szlachta zagrodowa lub zagonowa (jeden lub parę zagonów, bez poddanych, lecz z czeladzią);

7. Szlachta czynszowa (dzierżawa części dóbr szlacheckich, królewskich lub innych);

8. Szlachta służbowa (bezrolni, zatrudnieni u posesjonatów);

9. Szlachta brukowa (bezrolni, zatrudnieni „inteligencko” w mieście lub „bez stałego sposobu na życie”).

Następnie z tych dziewięciu grup możemy wyróżnić cztery zasadnicze warstwy: magnaterię (grupa 1), szlachtę posesjonatów (2-4), drobną szlachtę (5-7), gołotę (8-9).

Druga połowa XVIII w. to czas stopniowego zaogniania się konfliktu wewnątrz stanu szlacheckiego. Z jednej strony mieliśmy do czynienia z sojuszem magnaterii z gołotą, których łączyły stosunki patronackie (gołota zapewniała głosy na sejmikach, magnateria utrzymanie dla szlachciców pozbawionych ziemi), z drugiej – stopniowo pozbawiano ziemi szlachtę średnią i zamożną, wchodzącą w tych okolicznościach w sojusz polityczno-ekonomiczny z bogatym mieszczaństwem.

Część postanowień konstytucji majowej można przedstawić właśnie jako wypadkową tego ekonomiczno-politycznego konfliktu wewnątrz polskiego narodu szlacheckiego i walki z de facto oligarchią magnacką. W pierwszej kolejności chodziłoby tutaj o pozbawienie nieposesjonatów (gołoty) praw politycznych poprzez prawo o sejmikach i miastach (zakaz udziału w sejmikach). Jednocześnie zdecydowano się przyznać mieszkańcom miast królewskich nietykalność osobistą, prawo nabywania dóbr ziemskich (co było rzeczą rewolucyjną z punktu widzenia gospodarczego wymiaru „agrarności” państwa) oraz dostęp do urzędów z możliwością uczestnictwa w obradach sejmu (uderzenie w polityczny monopol narodu szlacheckiego).

Z jednej strony środowisko „Kuźnicy Kołłątajowskiej”, z drugiej – elity bogatego mieszczaństwa (Jan Dekert, J. Baudouin de Courtenay, Barssowie, Mianowscy, Mędrzyccy) doprowadzili do zasadniczej ewolucji w postrzeganiu narodu politycznego – obok szlachty, pojawia się mieszczaństwo, a także chłopi (w majowej konstytucji formalnie „wzięci pod opiekę” państwa). Symboliczne w tym kontekście mogą być słowa Tadeusza Kościuszki z okresu Insurekcji: „Za samą szlachtę bić się nie będę, chcę wolności całego narodu”. Insurekcji, w której masowo udział wzięli chłopi, co nie zdarzyło się później aż do czasów Powstania Styczniowego.

Wraz z upadkiem Insurekcji oraz III rozbiorem zakończył się także sojusz szlachecko-mieszczański. Przyczyniły się do tego także dwie fale emigracji: pierwsza, ledwie kilkudziesięcioosobowa, drezdeńska (ale obejmującą choćby postaci Stanisława Małachowskiego, Ignacego Potockiego, Hugona Kołłątaja), i druga, poinsurekcyjna (3-4 tys. osób).

Narodziny miast w cieniu fabrycznych kominów

Kolejne dekady, aż do czasu Powstania Styczniowego to proces ewolucyjnej, nieefektownej, lecz konsekwentnej urbanizacji terytoriów polskich znajdujących się pod zaborami. Urbanizacji, która ściśle związana była z postępującym rozwojem polskiego przemysłu. Od początku XIX w. (ze szczególnym naciskiem na okres po 1815 r.) mamy do czynienia z nowym, manufakturowym etapem urbanizacji. W jego ramach możemy wyróżnić kilka typów miast przemysłowych tego okresu.

Po pierwsze, stary ośrodek miejski poddający się procesowi „manufakturyzacji”. Dotyczyło to przede wszystkim miast dużych i średnich, jak Warszawa, Poznań i Kalisz. Powstawaniu przemysłowych manufaktur towarzyszył proces porządkowania śródmieścia i burzenia starych murów miejskich. Jako że ten typ przemysłowego miasta dotyczył ośrodków, które już wcześniej stanowiły regionalne centra administracyjne, komunikacyjne, handlowe, kulturowe, religijne czy rzemieślnicze, to nowo powstające zakłady przemysłowe stanowiły tylko uzupełnienie mozaiki miast; nie dominowały swoją obecnością całości charakteru ośrodków, w których powstawały.

Po drugie, planowe tworzenie nowych ośrodków przemysłowych z wiodącą w tym procesie rolą państwa. Ten typ nowych miast dotyczył przede wszystkim Królestwa Polskiego w latach 1815-1840. Obok zakładów przemysłowych pojawiały się plany regulacyjne miast, planowo wytaczane działki budowlane, długie i proste ulice wokół rynków. Przykładami takich nowopowstałych ośrodków były Zgierz, Zduńska Wola, Pabianice, Ozorków, a przede wszystkim Łódź – późniejsze drugie główne miasto, obok Warszawy, na ziemiach polskich oraz wiodący ośrodek przemysłowy. W 1820 r. Łódź liczyła 800 mieszkańców, dziewięć lat później mieszkało w niej już 4,3 tys. ludzi, aby w roku 1841 doszlusować do poziomu 20,1 tys. mieszkańców (wzrost 20-krotny na przestrzeni ledwie 20 lat).

Typ trzeci to „przyzakładowe” osady górniczo-hutnicze, powstające przy działających hutach czy kopalniach. Tutaj przykładami mogą być Dąbrowa Górnicza, Bytom i Gliwice.

W Królestwie Polskim rozwój miast nowego typu doprowadził w konsekwencji do zwiększenia odsetka ludności miejskiej z 19,4% w 1816 r., przez 23,2% w 1846 r., aż po 26,2% w roku 1865. Prawdziwy wzrost miał jednak nastąpić dopiero w kolejnych dekadach po Powstaniu Styczniowym. Co nie zmienia faktu, że w sposób wewnętrznie zróżnicowany, ale konsekwentny, Polska z kraju rolniczego powoli stawała się miejska.

Jak pisał prof. Łepkowski: „Polska w 1870 r. nie przestała być krajem agrarnym, ale przestała już być krajem bez miast”.

„Smutny jest widok miasteczek w Galicji”

Znaczna intensyfikacja procesów urbanizacyjnych na ziemiach polskich nastąpiła już po upadku Powstania Styczniowego. Była ona wypadkową kilku czynników: określonych działań ze strony państw zaborczych (ze szczególnym uwzględnieniem Rosji i Królestwa Polskiego), rozwoju infrastruktury transportowej (przede wszystkim kolei – połączenie Warszawa-Śląsk przez Ząbkowice, Kolej Warszawsko-Wiedeńska, Warszawsko-Bydgoska Droga Żelazna), wzrostu migracji ze wsi do miast powodowanych przeprowadzonymi reformami uwłaszczeniowymi, wreszcie postępującym rozwojem naszego rodzimego przemysłu. Nie zmienia to oczywiście faktu, że każdy z zaborów cieszył się swoją własną specyfiką i różną dynamiką procesów umiastowienia. Zacznijmy do Królestwa Polskiego, które było „urbanizacyjnym prymusem”.

W jego przypadku na pierwszy plan wysuwają się dwie ingerencje ze strony zaborcy. W roku 1861, ukazem carskim, powołane zostały na terenie Królestwa Rada Stanu oraz rady gubernialne, powiatowe i miejskie. W ten sposób po 45 latach zostały reaktywowane rady miejskie zlikwidowane jeszcze postanowieniami namiestnika Józefa Zajączka z 1816 r. i 1818 r.

Istotniejszą rolę odegrała na pewno administracyjna zamiana części miast na osady poprzez odebranie im praw miejskich. W roku 1864 na terenie Królestwa istniały 452 miasta: w tym 231 prywatnych oraz 7 będących własnością różnych instytucji. W tych ośrodkach pojawiały się więc duże trudności związane ze zniesieniem panujących w nich stosunków dominialnych, a tym samym zależności o charakterze feudalnym. Zwracano także uwagę, że dziedzicom często zależało na miejskim statusie ich osad tylko z powodu czerpania zysków z urządzanych w nich jarmarków. Drugą rzeczą były trudności dotyczące ujednolicenia podatków miejskich na skalę Królestwa. Wątpliwości budziły również te ośrodki miejskie, w których znaczną część mieszkańców stanowili tzw. mieszczanie-rolnicy – osoby mieszkające w mieście, ale utrzymujące się głównie z działalności rolniczej, co podważało miejski status takich miasteczek.

Zgodnie z sugestiami Specjalnego Komitetu do Reorganizacji Zarządu Miast i Gospodarki Miejskiej przy Komitecie Urządzającym z sierpnia 1868 r., pozbawieniu praw miejskich miały podlegać:

a) miasta poniżej 3 tys. mieszkańców;

b) miasta, w których liczba rolników wynosi powyżej 50% wszystkich zamieszkałych właścicieli nieruchomości;

c) miasta dysponujące dochodem rocznym poniżej 1500 rubli (problem z efektywnym utrzymaniem niezbędnej administracji).

Po licznych konsultacjach i poprawkach ukaz carski z 1869 r. ostatecznie zawierał informacje o zamianie na osady 336 z 452 miast i miasteczek Królestwa. Później doszły do tego jeszcze Zawichost (1880 r.) oraz Góra Kalwaria (1883 r.), a prawa miejskie przyznano Sosnowcu (1902 r.) i Puławom (1906 r.). Taki stan rzeczy utrzymał się do I wojny światowej. Konsekwencje ludnościowe były następujące: z 1 415 023 mieszkańców 452 miast przed reformą, ubyło 338 miast, tj. blisko 75% ich ogólnej liczby, które zamieszkiwało jednak już tylko 526 299 mieszkańców. Najwięcej miast zlikwidowano w guberni radomskiej (54), a ludnościowo najbardziej ucierpiały miasta guberni lubelskiej (76,5 tys. ludzi).

Widać więc, że biorąc pod uwagę ludność, decyzja ta była uzasadniona. Wydaje się jednak, że – co istotniejsze – postanowienie to było mniej uzasadnione  z punktu widzenia dynamiki procesów przemysłowo-urbanizacyjnych, nie uwzględniając przemian ekonomicznych, powstawania jednych miast, upadku drugich, rozwoju jeszcze innych. Była to więc ostatecznie raczej sztuczna, administracyjna ingerencja, godząca w naturalne procesy przekształceń miejskich na ziemiach Królestwa.

Procesy urbanizacyjne postępowały jednak dalej. W latach 1865-1897 byliśmy świadkami niezwykle dynamicznego przyrostu ludności miejskiej w Królestwie. Było to 131,3% w porównaniu z całościowym przyrostem na poziomie 77,2%. Kluczową rolę odegrały trzy duże ośrodki przemysłowo-miejskie: warszawski, łódzki oraz nowopowstały zachodni okręg przemysłowy, skupiony wokół Sosnowca.

W przypadku Warszawy mówimy o wzroście liczby ludności z 244 tys. w 1865 r. do 684 tys. w 1897 r. Równie dynamicznie rozwijały się Żyrardów (od 5,8 tys. mieszkańców w 1867 r. do 32,8 tys. w 1901 r.) oraz Skierniewice (3,7 tys. w 1865 r., 8,1 tys. w 1897 r.).

Łódź zanotowała imponujący skok, nieporównywalny do innych miast na terenach wszystkich trzech zaborów – 850% na przestrzeni 32 lat (33 tys. w 1865 r. i 314 tys. w 1897 r.).

W okręgu łódzkim dynamicznie rozwijały się takie miasta, jak Pabianice (z 5 tys. do 27 tys.), Tomaszów (z 6,5 tys. do 21 tys.) oraz Zduńska Wola (z 7,9 tys. do 16 tys.). Wreszcie nowopowstały okręg zachodni obejmował takie osady, jak Dąbrowa Górnicza, Zawiercie i przede wszystkim Sosnowiec, który w 1886 r. liczył 9,3 tys. mieszkańców, aby już 18 lat później skoczyć do poziomu 57 tys. Co ciekawe, w 1897 r. sama tylko ludność Warszawy i Łodzi wraz z przedmieściami i osadami je otaczającymi liczyła blisko 3 mln osób, co stanowiło 31,5% całej ludności zamieszkującej Królestwo Polskie.

Za przodującymi ziemiami zaboru rosyjskiego starał się nadążyć Górny Śląsk, gdzie industrializacja, a tym samym urbanizacja, nabrały szczególnego tempa po budowie kolei Warszawa-Ząbkowice-Katowice. Obok wymienionych wcześniej miast z lat 1815-1840, pojawiły się Katowice, Zabrze i Siemianowice. Odsetek ludności zamieszkującej miasta wzrósł z 15,7% w 1861 r. do poziomu 24,9%  w 1900 r.

Inaczej przedstawiała się sytuacja w Poznańskiem. Tamtejszy polski przemysł i rzemiosło musiało z jednej strony mierzyć się ze stojącymi na wyższym poziomie technologicznym przedsiębiorstwami pruskich junkrów, z drugiej zaś zmagać się z konsekwencjami finansowymi polityki niemieckiego zaborcy, który traktował ziemie poznańskie jako rolnicze zaplecze dla Rzeszy Niemieckiej, odgórnie wspierając rolnictwo kosztem przemysłu. Konsekwencje społeczne tak prowadzonej polityki były istotne: brakowało tam klasycznego robotniczego proletariatu oraz finansowej burżuazji, a wśród żywiołu mieszczańskiego dominowały zawody drobnomieszczańskie: rzemieślnicy, kupcy, handlarze, urzędnicy czy mieszczanie-rolniczy. Wśród miast tego zaboru dynamicznie rozwijał się tak naprawdę tylko Poznań – z 44 tys. w połowie XIX w. do 156 tys. w 1910 r. Ostatecznie w roku 1910 w 129 miastach żyło 34,4% ludności, co wyróżniło Poznańskie in minus na tle terytoriów Rzeszy.

Podobny zastój urbanizacyjny i przemysłowy panował na terytorium Pomorza, Warmii i Mazur. W latach 1804-1849 nastąpił wzrost ludności miejskiej Pomorza zaledwie o 26% przy jednoczesnym wzroście mieszkańców wsi o 73%. W stagnacji pogrążone były największe miasta regionu: Gdańsk, Elbląg i Toruń. Jako taki wzrost dało się obserwować głównie w grupie najmniejszych ośrodków: Wejherowie, Pucku, Tczewie.

Najgorzej przedstawiała się sytuacja w Galicji. Dynamiczny przyrost ludności i wysokie zagęszczenie mieszkańców, dyskryminacyjna polityka przemysłowa Wiednia, zasadnicza przewaga nieefektywnego rolnictwa, braki na rynku pracy. Na tle ogólnego niedorozwoju zachodniej części zaboru pozytywnie wyróżniała się tylko Rzeczpospolita Krakowska oraz Śląsk Cieszyński. W Galicji Wschodniej jedynym wyróżniającym się punktem był Lwów. Sugestywnie atmosferę tamtejszych miasteczek-wsi oddał konserwatywny historyk Walerian Kalinka: „Smutny jest widok miasteczek w Galicji. Przepełnione rojami Żydów, brudne, rzadko gdzie brukowane, z błotem nieustającym po rynkach i ulicach, które chyba zaledwo kilkutygodniowa susza oczyszcza (…). Na rynku liczne tabory wozów; przybyły naładowane zbożem, wzbogacone drobiem i świeżo urodzonym inwentarzem, wracają lekko, bo przychówek domowy został w ręku Żyda. Obok wozów pijani chłopi szamocą się z Żydami, którzy chcą ich zatrzymać, z kobietami, które by rade wcześniej stanąć w domu. Tu i ówdzie ujrzysz mieszczanina, zwanego pogardliwie cabanem (…). Zresztą w życiu jego, w sposobie zatrudnienia mała od włościanina różnica. Choćby był rzemieślnikiem, nie porzuca roli, dlatego złym jest rolnikiem i złym profesjonalistą”.

Zaborcy przeszkadzają, zaborcy pomagają

Procesy industrializacyjne w państwach zachodniej Europy doprowadziły do wykształcenia się (przy zachowaniu różnic i specyfiki dla poszczególnych państw) określonych struktur społecznych: burżuazji, silnej mieszczańskiej klasy średniej oraz przemysłowego proletariatu. Na ziemiach polskich podzielonych między trzech zaborców procesy te przebiegały w sposób odmienny od Anglii czy Francji.

Z jednej strony proces industrializacji rozpoczął się później niż na Zachodzie, z drugiej – był niejako deformowany przez istniejące na naszych ziemiach aż do drugiej połowy XIX w. struktury i zaszłości feudalne (pańszczyzna powoli zastępowana czynszowaniem; uwłaszczenie przeprowadzone dopiero w połowie wieku; istniejące do lat 60. XIX w. miasta prywatne, gdzie mieszkańcy również mieli wobec właściciela zobowiązania o charakterze feudalnym).

Negatywną rolę odgrywały oczywiście zabory: granice celne, utrudnienia komunikacyjno-infrastrukturalne (np. trudności w budowie kolei łączącej różne zabory), określona polityka zaborców (dyskryminacja przemysłu w Galicji przez Habsburgów, traktowanie Poznańskiego jako rolniczego spichlerza Rzeszy, drenaż fiskalny budżetu Królestwa przez urzędników carskich).

Oczywiście można wskazać również pozytywne działania ze strony państwa: cała aktywność królewska jeszcze za panowania Stanisława Augusta oraz stymulacja powstawania nowych miast za czasów konstytucyjnego Królestwa Polskiego (1815-1830), o czym była mowa wcześniej. Nie możemy również pominąć przeprowadzonych przez zaborców reform uwłaszczeniowych, które z jednej strony wciąż utrzymywały wiodącą rolę własności szlacheckiej (od 45% posiadanej ziemi w zaborze pruskim po 48,9% w Kongresówce), z drugiej – przyspieszyły przecież przekształcenia kapitalistyczne w gospodarce oraz zintensyfikowały procesy urbanizacyjne (rosnące migracje bezrolnych chłopów do miast).

Są też działania „mieszane”: cząstkowe wzmocnienie politycznej podmiotowości burżuazji miejskiej za pośrednictwem opisanej wyżej reformy samorządowej z 1861 r., czy odebranie praw miejskich pół-rolniczym miastom Królestwa Polskiego z 1869 r.

W konsekwencji rozwój przemysłowy i urbanizacyjny ziem polskich w XIX w. przebiegał nierównomiernie i z trudnościami o charakterze wewnętrznym (zaszłości feudalne) i zewnętrznym („kłody” ze strony zaborców).

Skąd się wzięła polska burżuazja?

Proces wyodrębniania się polskiej burżuazji w jej zasadniczym kształcie zakończył się mniej więcej w latach 80. XIX w. Burżuazja rekrutowała się z dwóch głównych środowisk: przemysłowo-bankiersko-kupieckiego oraz ziemian-kapitalistów.

W pierwszym etapie kształtowania się tej nowej klasy społecznej (do lat 60. XIX w.) kluczową rolę odgrywało kupiectwo (bankierzy, wekslarze, właściciele kantorów, kupcy dzierżawiący rządowe koncesje na handel różnego rodzaju zmonopolizowanymi produktami). Działo się to z trzech zasadniczych powodów: słabości rynków wewnętrznych, jeszcze mało rozwiniętego przemysłu oraz wciąż feudalnej w swoim charakterze gospodarki ziem polskich.

Istotną rolę odgrywało także państwo. W Królestwie Polskim mieliśmy do czynienia z dwoma procesami, które wzmacniały kształtowanie się rodzimej burżuazji. Po pierwsze, z restrykcyjną polityką fiskalną, gdzie podatki pośrednie obciążały głównie mniej majętnych mieszkańców. Następnie tak zgromadzone środki trafiały w postaci pożyczek i kredytów państwowych do tworzących się spółek ziemiańsko-kupieckich. Zdarzało się także, że władze same zakładały przedsiębiorstwa przemysłowe, a później, na dogodnych warunkach, odstępowały je prywatnym inwestorom. Drugim narzędziem w rękach państwa były monopole na różnego rodzaju produkty, jak sól czy tabaka. Następnie władze rządowe i miejskie wydzierżawiały tzw. administrację poszczególnych dochodów osobom prywatnym, które w ten sposób, aktywnie uczestnicząc w egzekwowaniu opłat, czerpały z tego niebagatelne zyski. Tak oto rodziły się fortuny pionierów polskiego kapitalizmu, np. Leopolda Kronenberga (monopol tabaczny). Dopiero od lat 60. i 70. XIX w. następowało przejście od kupieckiego na przemysłowy charakter burżuazji polskiej, spadła także interwencyjna rola czynników rządowych.

Obok kupców, bankierów i przemysłowców, drugim źródłem rekrutacji rodzimej burżuazji była ta część szlachty, która – idąc z przemysłowym duchem czasów – decydowała się na współpracę z kupcami i bankierami, jednocześnie unowocześniając własne majątki ziemskie. Pańszczyzna zamieniana była na czynsz (pobudki tych zmian były także czysto ekonomiczne: przy spadających cenach artykułów rolnych lepszy od pańszczyzny był z góry ustalony czynsz), rozwijano uprawy ziemniaka, powstawały cukrownie, szlachta korzystała z pożyczek rządowych, w procesie rugowania chłopstwa powiększała areał własnych majątków ziemskich. Wśród nazwisk można wymienić choćby Antoniego Ostrowskiego, Rafała Bratoszewskiego oraz sześciu braci Łubieńskich, działających w branżach od wyrobów lnianych zaczynając, przez budowę kolei, po walcownie oraz sprzedaż wełny i zboża. Bracia, pracując choćby w Banku Polskim, nie uciekali także od pomocy rządowej oraz podjęli nieudaną próbę wydzierżawienia od administracji rządowej monopolu na produkcję żelaza. Co istotne, mimo że liczebnie ziemianie-kapitaliści stanowili mniejszość, ich pozycja symboliczna, polityczna, oraz kapitał kulturowy sprawiały, że rodząca się burżuazja finansowa i kupiecka zabiegała o uznanie nieraz mniej majętnych arystokratów. W sferze symbolicznej to przeobrażająca się w ziemiaństwo dawna arystokracja i magnateria wciąż trzymała „rząd dusz”.

Intrygująco przedstawia się także zagadnienie składu narodowościowego rodzącej się burżuazji. Epstein, Evans, Kronenberg, Geyer, Steinkeller, Krusche, Lillpop, Herbst, Kurtz, Blohm. Polski przemysł budowali przede wszystkim Niemcy i Żydzi. Ale w większości były to jednak osoby w pełni spolonizowane. Stosowanie prostego kryterium etnicznego byłoby dużym błędem, bo przedsiębiorcy ci, mimo niepolskiego pochodzenia, w trakcie swojego życia stawali się kulturowymi i językowymi Polakami. A ich gospodarcza aktywność nieraz doprowadzała do ruiny mniejszych niemieckich czy żydowskich kupców.

Rzeczywisty wyjątek stanowiła Łódź: ośrodek, gdzie do końca XIX w. kluczową rolę odgrywali niemieccy przemysłowcy, wyizolowani i nieasymilujący się z Polakami. Lepiej wyglądało to w przypadku łódzkich Żydów. Z upływem dekad proporcje narodowościowe i wyznaniowe jednak się zmieniały: 38,7% katolików w 1864 r., 48,3% w 1897 r.; 41,5% protestantów w 1864 r., a już tylko 18% w 1897 r.

Trzydzieści lat białych plam

Przyjrzyjmy się licealnym podręcznikom do historii. Okres po Powstaniu Styczniowym aż po początek XX w. i rewolucję 1905 r., z wyjątkiem fragmentów o narodzinach endecji i Polskiej Partii Socjalistycznej, to białe plamy. Tymczasem okazuje się, że to właśnie w trakcie tych trzech „niemych” dekad intensyfikacji uległy procesy, które tak naprawdę nadały kształt współczesnemu narodowi polskiemu.

Endecja mogła powstać dzięki zmianom w przestrzeni symbolicznej, odejściu od elitarnej koncepcji narodu politycznego, ograniczonego tylko do szlachty oraz towarzyszącym urbanizacji oraz industrializacji procesom homogenizacji społecznej dawnego stanowego społeczeństwa polskiego. PPS swoją bazę polityczną zawdzięczała rosnącej liczbie miejskiego proletariatu, co było skutkiem rozwijającego się przemysłu oraz reform uwłaszczeniowych, po których tysiące bezrolnych chłopów zaczęło szukać lepszego jutra w powstających miastach. Narodziny „Polski miejskiej” to także dwukierunkowe przekształcenie w łonie dawnej szlachty: szlachta -> ziemiaństwo, szlachta -> inteligencja.

Widzimy więc, że miasto stało jakby na przecięciu czy też w centrum całego szeregu przemian o charakterze politycznym, gospodarczym i społecznym. Procesu narodzin nowego szlachecko-chłopskiego narodu polskiego, narodu dla którego coraz większe znaczenie miała kamienica niż dworek. Wiek XIX to narodziny Polski miejskiej.

Tekst powstał ze środków programu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Promocja literatury i czytelnictwa”.

Podziel się artykułem:

Piotr Kaszczyszyn
Zastępca redaktora naczelnego Jagielloński24. Redaktor czasopisma Pressje. Członek Klubu Jagiellońskiego.

Napisaliśmy już 1811 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Jedynym punktem, który powinien podlegać kontroli związków jest pensja i terminowość jej wypłat, zapisana w umowie o pracę.

Cztery propozycje dla związków zawodowych

Cztery propozycje dla związków zawodowych

Maciej Dulak

Sektor pozarządowy nigdy nie był odpowiedzialny za wywalczenie demokracji, jej rozwój, czy obronę.

Załęski: Nie potrzebujemy społeczeństwa obywatelskiego

Załęski: Nie potrzebujemy społeczeństwa obywatelskiego

Piotr Trudnowski

Niestety po latach medialnej nagonki związkowiec to dla przeciętnego Polaka nierób w kraciastej koszuli.

Pracownik musi być podmiotowy

Pracownik musi być podmiotowy

Piotr Wójcik
Następny artykuł:

Nie niszczcie obywatelskich inicjatyw!

Nie niszczcie obywatelskich inicjatyw!