Przyszłość sztucznej inteligencji w 100 minut

Bartosz Paszcza | 03-10-2016 16:02:56 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Przyszłość sztucznej inteligencji w 100 minut
filmweb.pl

Chcecie w niecałe 100 minut poznać historię Internetu oraz przyjrzeć się najważniejszym wyzwaniom związanym z rozwojem sztucznej inteligencji, nowych technologii oraz robotyzacji? Trudno znaleźć lepszą propozycję niż najnowszy dokument Wernera Herzoga Lo i stało się. Zaduma nad światem w sieci.  

Pierwsza przyciąga narracyjna prostota i klarowność wywodu. Herzog prezentuje fabułę za pośrednictwem kilkunastu rozmów z osobnymi podtytułami, które wizualizują nową rzeczywistość przed naszymi oczami, zamiast sucho o niej opowiadać przy użyciu wielkich słów. Przykład? W jednym z fragmentów opisuje możliwość niszczycielskiego wpływu elektromagnetycznych rozbłysków słonecznych, zdolnych w jedną chwilę unicestwić nasze podręczne elektronowe mózgi i rozbić Internet. Co samo w sobie nie jest przerażające – znam parę osób mających na tyle złe nastawienie do nowych technologii, że pewnie by się nawet z tego ucieszyły – ale reżyser pokazuje nam jednocześnie szersze konsekwencje takiego zdarzenia dla naszej uporządkowanej rzeczywistość.

Blackout wszystkich elektrowni, brak wody, przerwanie procesów produkcji i transportu jedzenia. Dostałoby się każdemu. W końcu co dzisiaj nie jest choćby w pośredni sposób związane z Internetem?

Zanim jednak dotrzemy do teraźniejszości, Herzog w 40-minutowej pigułce serwuje nam historię Internetu oraz Sieci (a wbrew powszechnemu użyciu nie są to synonimy – co zresztą świetnie tłumaczy sam film). Startujemy od maszyny, z której wysłano w latach 60. pierwszego maila oraz rozmowy z wizjonerem Tedem Nelsonem – lekko zwariowanym człowiekiem, który m.in. przekonał świat, że podłączenie monitora do komputera jest świetnym rozwiązaniem. Jego wizje stanowiły później inspirację dla Steve’a Jobsa czy Billa Gatesa. Herzog ucieka jak najdalej od sztampowości i szuka rozmówców nieoczywistych. W filmie brak na przykład wywiadu z być może najbardziej medialnym człowiekiem w branży, Timem Bernersem-Lee – osobą, która wymyśliła Sieć, jaką znamy dzisiaj, pod postacią protokołów TCP/IP czy standardu HTML. Zamiast tego jego przełomowe dokonania pojawiają się w innych rozmowach i zostają w naturalny sposób wplecione w całość fabuły.

Jeśli więc szukasz półgodzinnego filmu prezentującego całokształt czterdziestu lat rozwoju Internetu i Sieci, to z pewnością „Lo i stało się” jest świetnym wyborem. Pewne trudności zaczynają się po 40 minutach seansu – w momencie, gdy Herzog z historycznej diagnozy wychodzi do projektowania przyszłości oraz związanych z nią szans i zagrożeń.

Oczywiście, próba całościowego objęcia tego tematu jest z góry skazana na porażkę. W końcu mówimy tutaj o futurologii. Nie jest wykluczone – ba, jest praktycznie pewne – że za pięć czy dziesięć lat większość kwestii poruszanych w dokumencie będzie można skitować tylko pobłażliwym uśmiechem.

Niemniej jednak, konia z rzędem temu, kto znajdzie lepsze podsumowanie problemów aktualnych i tych mogących występować w przyszłości. Oczywiście, Herzog części wątków nie poruszył: na przykład praktycznie pominięta jest kwestia kradzieży tożsamości w Sieci czy sprawa tzw. dark webu (nieindeksowanej przez wyszukiwarki pokroju Google’a części Sieci, w której korzystając z pełnej anonimowości nielegalnie handluje się m.in. lekami, bronią czy ludźmi) czy nawet kontrowersje związane z gromadzeniem naszych prywatnych danych przez służby specjalne. Całkiem możliwe jednak, że tak jak w pierwotnej części reżyser unikał banału w rozmowach z najbardziej znanymi „ojcami i matkami” Internetu, tak w drugiej postanowił skupić się na problemach nieeksponowanych w debacie publicznej.

W konsekwencji dostajemy zestaw nieoczywistych problemów i wyzwań. Niektóre wydają się absurdalne – jak osoby twierdzące, że zabija je promieniowanie związane z wszechobecnością sieci GSM, co nie znajduje potwierdzenia w badaniach medycznych. Mit podobny do pozytywów bezglutenowej diety dla każdego człowieka. Przedstawienie tego i kolejnych problemów uwidocznia ciekawą rzecz – oglądając film, zdajemy sobie sprawę jak nikłe kompetencje mamy do oceny tak istotnych zagadnień.

Werner Herzog ma jeszcze jedną wartościową z punktu widzenia widza zdolność: nie boi się wyjść na idiotę w rozmowach z ekspertami. Bezpośredniość i prostota zadawanych pytań sprawia, że dostajemy konkretne i zrozumiałe dla laika odpowiedzi, które w jasny sposób tłumaczą zawiłe nawet kwestie. Najbardziej widać to przy dwóch z pozoru absurdalnych pytaniach. Pierwszym, zadanemu studentowi robotyki – czy kocha swojego grającego w piłkę robota numer osiem; drugim, zadanym paru osobom – czy Sieć ma już świadomość?

Choćby dla usłyszenia twierdzących odpowiedzi na te dwa pytania warto ten film zobaczyć. Usłyszenie ich z ust osób, które na co dzień zajmują się badaniem i rozwojem sztucznej inteligencji może niektórym zmrozić krew w żyłach bardziej niż horror pokroju Lśnienia. Zdziwienie jest tak duże, bo jako społeczeństwo nie rozróżniamy nawet Sieci od Internetu, co dopiero mówić o znajomości obecnego stanu badań w dziedzinie sztucznej inteligencji. Dlatego może najwyższy czas się tematem zainteresować, a film Wernera Herzoga jest ku temu doskonałym wstępem.

Materiał powstał we współpracy z Krakowskim Centrum Kinowym Ars.

Podziel się artykułem:

Bartosz Paszcza
Członek redakcji jagielloński24. Doktorant studiów nad Siecią na Uniwersytecie Southampton w Wielkiej Brytanii. Zajmuje się badaniem wzajemnych relacji na linii Internet-społeczeństwo.

Napisaliśmy już 1952 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Sądownictwo ma swoje problemy. Największym z nich jest nie widmo postkomunizmu, ale jego nadmierna biurokratyzacja.

Spóźniona wojna z postkomunizmem

Spóźniona wojna z postkomunizmem

Piotr Kaszczyszyn

Złożywszy do grobu III RP musimy być gotowi na powołanie IV RP: bez względu na to, kto będzie rządził w następnej kadencji.

Idzie nowe. Czas przejrzeć szuflady

Idzie nowe. Czas przejrzeć szuflady

Bartosz Brzyski

Dlaczego większość kwalifikowana może dać polskiej polityce rewolucyjny impuls ku prawdziwej „dobrej zmianie”?

Niech to będzie dopiero początek. Nie chodzi przecież o „Adriana”, ale o państwo

Niech to będzie dopiero początek. Nie chodzi przecież o „Adriana”, ale o państwo

Piotr Trudnowski
Następny artykuł:

Burza w szklance wody

Burza w szklance wody