Z głową w chmurach

Maciej Dulak | 29-09-2016 20:07:59 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Z głową w chmurach
www.flickr.com/photos/sludgeulper/

Jeden z najwybitniejszych inżynierów XIX wieku, o którego dziełach rozpisywała się prasa naukowa na całym świecie. Twórca kolei transandyjskiej oraz kilkunastu innych żelaznych szlaków we Francji,  Algierze, Peru czy Ekwadorze. Budowniczy fortyfikacji oraz obrońca portu w Callao. Honorowy obywatel Peru, filantrop oraz wielki patriota, który będąc kilka tysięcy kilometrów od rodzinnego Wołynia, nigdy nie zapomniał o swoim pochodzeniu. Jak to się stało, że Ernest Malinowski dokonał w Ameryce Południowej wszystkich tych niezwykłych osiągnięć, którymi mógłby obdzielić kilka życiorysów?

Wszystko zaczęło się od wartości wpajanych Malinowskiemu przez rodziców już od dzieciństwa. Ojciec Ernesta był oficerem napoleońskim, marszałkiem szlachty i szanowanym obywatelem ziemskim. Wychowywał syna w tradycji patriotycznej, a poprzez wspieranie oświaty wskazywał, jak ważna jest edukacja. Malinowski od początku wykazywał ponadprzeciętne zdolności intelektualne, będąc jednym z najwybitniejszych absolwentów Gimnazjum Krzemienieckiego. W trakcie nauki realizowano w nim tzw. ideał krzemieńczanina – nowoczesnego, wykształconego młodego człowieka, sprawnego fizycznie, o nieskazitelnej moralności, a przy tym eleganckiego „światowca”.

Dom i szkoła ukształtowały Malinowskiego na całe życie. Tak pisał o tym w notatkach Władysław Folkierski, syn współpracownika Malinowskiego:

„(...)nie był zasklepionym w swoim fachu specyalistą, ale człowiekiem ze wszech stron wykształconym, tak, że żaden z nabytków nowoczesnego postępu nie był mu obcym. Języki: angielski, francuski i hiszpański, posiadał na równi z rodowitym; mówił nim bez akcentu (…) i pisał poprawnie i wykwintnie: będąc zresztą obznajmionym szczegółowo z literaturą tak klaszyczną, jak współczesną tych trzech języków.”

Patriota z oddali

W roku 1830 na skutek wybuchu powstania listopadowego po pięciu latach nauki Ernest został zmuszony do jej przerwania. Jego ojca wybrano natomiast do tzw. Junty, czyli rady Towarzystwa Patriotycznego Podolskiego. Zaangażował się w przygotowanie powstania na Podolu, by później, po przedostaniu się do Warszawy zostać posłem.

Ze względu na swój młody wiek Ernest (rocznik 1818) nie mógł brać czynnego udziału w powstaniu. Mówi się jednak, iż był zaangażowany w dostarczanie rozkazów ojca pochodzących z Junty. W maju 1832 roku wraz ojcem i bratem Ernest wyjechał do Francji, gdzie kontynuował naukę w Lycèe Louis-le-Grand.

Podobnie jak w Polsce, również za granicą Ernest dał się poznać jako wybitny uczeń, co pozwoliło mu rozpocząć studia na prestiżowej uczelni o charakterze wojskowo-technicznym Ѐcole Polytechnique. Nie był to przypadkowy wybór i należy w tym miejscu wrócić do patriotycznych wartości, w których Ernest został wychowany. Jak zauważyła biograf Malinowskiego Danuta Bartkowiak, nasz bohater kierował się niecodzienną motywacją – uważał, że zdobycie wiedzy z zakresu uzbrojenia może okazać się przydatne w przypadku potencjalnego powrotu do kraju i walki o niepodległość Polski. Malinowski podjął taką próbę w trakcie Wiosny Ludów, ale ostatecznie nie zdążył dotrzeć na czas do Krakowa. Ostatnim etapem edukacji Malinowskiego była nauka w Ѐcole des Ponts et Chaussées, gdzie wraz ze swoim starszym bratem Rudolfem przekazywali swoje stypendia za wybitne osiągnięcia w nauce na rzecz biedniejszych rodaków chcących się uczyć, lecz nie mających za co. Robili to mimo utraty całego majątku, który posiadali wcześniej w kraju.

Z głową w chmurach

Po studiach Ernest Malinowski zajął się we Francji pracą  przy budowie dróg, kolei, kanałów i regulacji rzek. W styczniu 1852 roku uzyskał stopień conducteurembrigade de 2e classe. W tym samym roku, po 14 latach pracy we Francji w charakterze inżyniera rządowego, wyjechał do pracy w Peru, która dawało mu możliwość wykorzystania wiedzy zdobytej w trakcie studiów, szczególnie przy budowie nowych szlaków kolejowych, oraz uzyskania niezależności finansowej.

Warto wspomnieć, że już w 1826 roku w Peru została powołana pierwsza spółka, która miała za zadanie przeprowadzić odpowiednie badania dotyczące budowy linii kolejowej między Limą a Callao (13,7 km). Było to ledwie rok po tym, jak powstała pierwsza lokomotywa George’a Stephensona, co uważa się za początek kolejnictwa.

W Peru Ernest Malinowski zajmował się wieloma projektami kolejowymi jak Lima – Chorrillos, Pisco – Ica czy też Chimbot – Huaraz, gdzie pierwszy raz miał styczność z wysokimi górami, a różnice w wysokości terenu wynosiły 3000 metrów.

Największym marzeniem oraz projektem, który pozwolił mu osiągnąć światowy rozgłos, była kolej transandyjska łącząca Andy, bogate w złoża saletry, miedzi, srebra, cynku i ołowiu, z Limą i portem w Callao.

Projekt ten miał więc wielkie znaczenie ekonomiczno-społeczne, a od jego realizacji zależała integracja kraju oraz dalszy rozwój gospodarczy Peru. Budowa kolei przez Andy z czasem stała się obsesją Malinowskiego, który podczas wielu wypraw w głąb kraju, opracował jej projekt i zaprezentował go w roku 1859 rządowi. Pomysł spodobał się władzom Peru, w szczególności zainteresował on Manuela Pardo, późniejszego prezydenta i przyjaciela polskiego inżyniera. Sama inicjatywa wybudowania linii kolejowej w tak trudnych warunkach została początkowo storpedowana przez inżynierów z całego świata, w tym z Wielkiej Brytanii, którzy byli wówczas uznawani za największych ekspertów w tej dziedzinie. Projekt ten faktycznie należał do najtrudniejszych i wiązał się ze znacznie poważniejszymi wyzwaniami niż w przypadku  budowy kolei alpejskich od połowy XIX wieku. Spora część trasy miała bowiem biec wąskim i stromym wąwozem o ścianach nachylonych od 45 do 65 stopni względem poziomu. Ograniczało to możliwość wykorzystania długich łuków, pozwalających pokonywać różnice wysokości, a należy pamiętać, że w ówczesnych czasach parowozy były zdolne pokonywać nachylenie jedynie 4% i takie też musiało zostać zachowane w projekcie Malinowskiego.

W 1869 roku Malinowski przedłożył gotowy projekt oraz kosztorys, na postawie których władze peruwiańskie zawarły oficjalny kontrakt z Henrym Meiggsem, który finansował cały projekt, a zarazem zatrudniał Malinowskiego. Należy tutaj sprostować, że choć Meiggs faktycznie zajmował się finansowaniem i organizacją budowy, to przez wielu pisarzy zajmujących się jego osobą, uznawany jest również jako projektant szlaku, co jest nieprawdziwe i krzywdzące dla Malinowskiego, gdyż Amerykanin nie posiadał odpowiedniego inżynierskiego wykształcenia.

Bijąc światowe rekordy

Budowa ruszyła w 1870 roku, a wytyczony przez Polaka szlak okazał się być na tyle dokładnym, że nie było potrzeby dokonywania zmian w trakcie trwania prac. Aby Centralna Kolej Transandyjska mogła powstać, Malinowski wprowadził zygzakowaty układ torów pozwalający pokonywać najbardziej strome odcinki na stosunkowo niewielkiej długości.Proste były jedynie pierwsze 54 km trasy (cała trasa liczyła 219 kilometrów), później Malinowski, ze względu na warunki geograficzne, musiał zaprojektować cały szereg tuneli i mostów. W sumie powstały aż 62 tunele o łącznej długości 6 km oraz 61 mostów (źródła podają od 30 do 60) o długości ponad 1800 metrów.

Jego osiągnięcia w trakcie budowy pozwoliły mu dwukrotnie wpisać się na listę światowych rekordów.

Pierwszym z wielkich przedsięwzięć był najwyższy filar mostowy (76,81 metra), stanowiący środkową podporę wiaduktu Verrugas wzniesionego na wysokości 1670 metrów n.p.m. Filar stanowiła kratowa konstrukcja wybudowana w Stanach Zjednoczonych i której rysunek był później spotykany na wszystkich kursach budowy mostów. Geniusz Malinowskiego oraz jego pomysłowość sprawiły, że do pracy przy jego budowie zatrudnił marynarzy, potrafiących swobodnie poruszać się po linach na dużych wysokościach. Drugim rekordowym osiągnięciem był tunel Galera, który został wydrążony na wysokości 4768 metrów n.p.m., a jego długość przekraczała 1100 metrów. Był to pierwszy raz w historii, kiedy na takiej wysokości wykonano tak zaawansowany projekt inżynieryjny. Ogólnie budowa tuneli przebiegała w zupełnie inny sposób niż np. w Alpach. Ze względu na duże koszty tłoczenia sprężonego powietrza do  maszyn wiertniczych posługiwano się jedynie dynamitem. Co ciekawe, mimo mniej dokładnej metody i konieczności wykonania tuneli w łuku (by pokonywać różnice w wysokości) przy rozpoczęciu prac z obu stron skały, błąd wynosił najwyżej 1 centymetr.

Projekt Centralnej Kolei Transandyjskiej był wielkim wyzwaniem zarówno jeśli chodzi o pokonywanie problemów technicznych, trudnych warunków atmosferycznych, jak i procesów logistycznych. W nocy temperatura spadała do -14 stopni, by w dzień wzrosnąć do 26. Dodatkowo przy budowie pracowało około 10 000 osób, w tym wielu Indian, którzy byli przyzwyczajeni do pracy w wysokich górach i swobodnie poruszali się tam, gdzie zwykli robotnicy nie mogli już oddychać.

Wszystkim pracownikom należało zapewnić wyżywienie, narzędzia, nie mówiąc już o dostarczeniu niezbędnych materiałów do właściwej budowy.Wydaje się to proste? To weźmy pod uwagę, że Malinowski dysponował tylko… mułami.

Nawet w trakcie budowy Ernest pozostał wierny swoim zasadom i gdy pracownikom groziła obniżka wynagrodzenia, sam zaprotestował, grożąc, że również przyłączy się do strajku. Budowa została przerwana w 1878 roku na skutek konfliktu z Chile, a sam Malinowski musiał emigrować do Ekwadoru. Wrócił w 1886 roku i zastał częściowo zniszczony oraz rozkradziony szlak kolejowy. Nie przeszkodziło mu to jednak w ukończeniu swojego życiowego projektu w 1893 roku, pracował przy nim jako doradca techniczny.

Autorski projekt Polaka został odnotowany w prestiżowym brytyjskim czasopiśmie „Engineering”, a osobną pracę na jego temat napisał Eglinton J. Mongomery (A Railroad in the Clouds)w amerykańskim czasopiśmie „Scribner’s Monthly”. Do dziś Centralna Kolej Transandyjska uważana jest za jedną z najwyższych na świecie i łączy wybrzeże Peru z bogatymi w złoża terenami Andów.

Bohater Peru

Wspominając osobę Ernesta Malinowskiego, nie sposób nie przypomnieć o jego zasługach dla Peru w walkach toczonych z Hiszpanami.

W latach 60., po wydarzeniach w hacjendzie Talambo oraz zajęciu przez Hiszpanię bogatych w guano wysp Chincha, w Peru rozpoczęła się rewolucja, która w konsekwencji doprowadziła do  odsunięcia od władzy prezydenta Antonia Pezeta oraz wypowiedzenia wojny przez Peruwiańczyków. Nowy rząd rozpoczął przygotowania do obrony państwa, powołując sztab wojskowy oraz specjalistów, wśród których znalazł się Ernest Malinowski. Plan zakładał rozmieszczenie wielu ciężkich baterii dział wzdłuż wybrzeża nad zatoką oraz ich przemieszczanie po każdym oddanym strzale, co sprawiało złudny efekt większej liczby dostępnych armat. Do transportu rannych oraz amunicji miała posłużyć linia kolejowa Lima – Callao, a specjalnie zaprojektowane dźwigi pozwalały na szybsze podnoszenie i ładowanie dział. Jako naczelny dyrektor robót fortyfikacyjnych Ernest Malinowski wziął bezpośredni udział w bitwie i zgodnie ze swoim życzeniem został przydzielony do obrony jednego z fortów – Santa Rosa. Rankiem 2 maja 1866 roku wywiązała się bitwa, w trakcie której Polak wykazał się dużymi zdolnościami strategiczno-organizacyjnymi, a z jego fortu oddano jeden z decydujących strzałów, który zniszczył burtę  nowoczesnego pancernika Numancii. Peruwiańczycy obronili niepodległość swojego kraju, a sam Ernest został odznaczony medalem oraz dyplomem, uzyskał również status honorowego obywatela Peru, a opinia publiczna uznała go za bohatera narodowego. W Limie powstał nawet pomnik poświęcony obrońcom Callao, a jedna z płaskorzeźb przedstawia polskiego inżyniera, który podaje ministrowi wojny José Gálvezowi plany obrony portu.

Ernest Malinowski całe życie pozostał wierny wartościom wyniesionym z domu. Jak być polskim patriotą w Peru? Na przykład pomagając swoim rodakom, trafiającym do tego kraju, w poszukiwaniu pracy. Podobnie zresztą czynił we Francji.

Ernest Malinowski zmarł 2 marca 1899 roku i został pochowany z honorami na limeńskim cmentarzu zwanym dziś Presbitero Maestro. W uznaniu jego zasług prezydent Peru José Pardo y Barreda nakazał wznieść marmurowy obelisk nad jego grobowcem. W Polsce osoba Malinowskiego jest doceniana, szczególnie w środowiskach kolejowych. 9 czerwca 2016 roku Freightliner PL nadał lokomotywie E6ACTd-101 imię Ernesta Malinowskiego, a nagrodą za najciekawszy wyrób i innowację techniczną stosowaną w kolejnictwie na Międzynarodowych Targach Kolejowych Trako jest statuetką przedstawiającą pomnik tego wybitnego inżyniera, który powstał w roku 1999 w Peru w najwyższym punkcie trasy kolei transandyjskiej.

Tekst powstał ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych w ramach priorytetu „Wsparcie wymiaru samorządowego i obywatelskiego polskiej polityki zagranicznej 2016”. Jest częścią projektu Polacy Inspirują.

Podczas przygotowywania artykułu autor korzystał z następujących pozycji:

Danuta Bartkowiak, Ernest Malinowski, konstruktor kolei transandyjskiej.

Wiesław Starowicz (red.), Inżynierowi Ernestowi Malinowskiemu w setną rocznice śmierci.

Józef T. Finster (red.), Ernest Malinowski – życie i pomniki.

Podziel się artykułem:

Maciej Dulak
Członek redakcji jagielloński24 zainteresowany transportem. Kiedyś przewodniczący Koła Naukowego Transportu PK.

Napisaliśmy już 1902 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Piękna wizja: fizyczne prace przejmują od nas roboty, a górnicy i sprzątaczki zasiadają w open space’ach przed komputerami.

(Prawie) wszyscy będziemy informatykami

(Prawie) wszyscy będziemy informatykami

Bartosz Paszcza

Propozycja stopniowej likwidacji strefy euro jest nie do przyjęcia- zwolennicy tego poglądu nie proponują bowiem nic w zamian.

Dąbrowski: Likwidacja euro stworzy tylko nowe problemy w miejsce dzisiejszych

Dąbrowski: Likwidacja euro stworzy tylko nowe problemy w miejsce dzisiejszych

Maciej Dulak

Postęp technologiczny nie jest wynalazkiem czasów nam współczesnych, a wypieranie pewnych zawodów przez technologię towarzyszy nam od wieków.

Przyjdzie robot i zabierze nam pracę. Czy naprawdę musimy się bać nowych technologii?

Przyjdzie robot i zabierze nam pracę. Czy naprawdę musimy się bać nowych technologii?

Karol Wałachowski
Następny artykuł:

Joseph Conrad to tylko pseudonim

Joseph Conrad to tylko pseudonim