Znów ta nieszczęsna, zaściankowa polskość. „Homo polacus” Piotra Augustyniaka

Katarzyna Nowicka | 17-09-2016 18:48:12 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Znów ta nieszczęsna, zaściankowa polskość. „Homo polacus” Piotra Augustyniaka
flickr.pl

Książka Piotra Augustyniaka Homo polacus. Eseje o polskiej duszy to pozycja na wskroś inteligencka. Autor, będący krakowskim akademikiem, dokonuje na dorobku filozoficznych i literackich elit wiwisekcji, filtrując go pod kątem pytania o nowoczesny charakter polskiej tożsamości. Tylko na czym miałaby polegać ta „nowoczesność”?

Homo polacus trafił w sam środek dyskusji o „betonowej modernizacji” Polski a sam autor nawiązuje do zauważalnego unowocześnienia kraju. Z drugiej jednak strony pisze, że nie można zapominać o „biedzie, politycznym rozwydrzeniu, korupcji, cwaniactwie, pijaństwie, przemocy w rodzinie i szkole”, które to cechy powinny skutecznie temperować myślenie o Polsce w kategoriach wzniosłości. Uważa, że choć polskie miasta wyglądają coraz bardziej jak te na Zachodzie a w sposobie życia Polaków dokonała się nowoczesna przemiana, to polska dusza za tym dobrodziejstwem nie nadąża i ciągle trwa w „konserwujących okopach”. Ten opór wobec nowoczesności to przejaw polskiego kompleksu, skutku nieudanych powstań i historycznych klęsk podkreślonych majakami o dawnej wielkości.

Jeśli jest tu pewna sprzeczność, to przypisać ją można chęci „naprawiania polskości”. Augustyniak wprost pisze, że wciąż potrzeba Polakom tekstów kultury, które by uświadomiły „całe niewydarzenie naszej historii i naszego odziedziczonego niedopasowania do realiów nowoczesności, dając nam w ten sposób impuls do podjęcia wysiłku przebudowy polskiej tożsamości”. Kluczowy jest tu ostatni fragment, który wskazuje, że Polaków czeka wciąż długa droga do zbudowania prawdziwie zachodniej i nowoczesnej świadomości. Wymaga to i autorskiego strofowania, i stawiania za autorytet innych strofujących, a wszystko to w imię przyspieszonego budowania lepszej, właściwej tożsamości.

Tymi zwracającymi uwagę na stałą nieadekwatność polskości do współczesnych wyzwań byli inteligenci, którzy uznali się za rzeczników Zachodu na ziemiach polskich oraz za jedyne źródło wiedzy o europejskim sposobie życia (co automatycznie oznacza wyższe prawo do poprawiania „tutejszości”).

Doprowadza to do tego, że autorytetami moralnymi stają się ci, którzy utopijnie wzywają do przerobienia narodu, obiecując gwarancję lepszej tożsamości, co jest skądinąd przejawem ogromnego kulturowego kompleksu elit, obarczonego piętnem polskości.

W rozwinięciu polskiego ducha i wyzwoleniu tkwiących w nim twórczych sił przeszkadza więc pozbawiony ironii ciężar polskości, a na świadków tej tezy Augustyniak bierze nieżyjących już polskich inteligentów, przez lata kształtujących polską wyobraźnię.

Tu pojawia się pierwszy zarzut, na którym nie można poprzestać, ale który można wytknąć. Często zdarza się, że tekst zostaje pozbawiony pierwotnego kontekstu i gładko wpisany w myśli autora krakowskiego. Oczywiście esej ma swoją licencję poetycką, ale określenie warunków pisania tekstów, zwłaszcza tych sprzed bez mała stu lat, dodałoby nieco rzetelności współczesnym esejom. Tym bardziej, że czasem zdarza się, że autor bardzo płynnie przechodzi od swobodnego parafrazowania tekstów do nadawania im własnej, dość zaskakującej, interpretacji.

Jakie to cechy autor chciałby pielęgnować w Polakach, a jakie wykorzenić z polskiego ducha? Zmorą dla Augustyniaka wydaje się katolicyzm, który zabija twórczą inicjatywę i zupełnie nie przystaje do nowoczesnych zmian, którego dotychczasowa formuła, jego zdaniem, się wyczerpuje.

Sojusznika znajduje w postaci Stanisława Szczepanowskiego – romantycznego przedsiębiorcy, kosmopolity i działacza społecznego, który zasłynął rozprawą Nędza Galicji w cyfrach. Tyle tylko, że Augustyniak odczytuje jego krytykę jezuityzmu i afirmację „kościoła ludzkości” jako ostateczne potwierdzenie tezy, że niemożliwe jest pogodzenie polsko-katolickiej idei i rzeczywistości. To jednak nie jest do końca właściwa myśl społecznika; powoływał się on na Chateaubrianda czy de Maistre'a, by zamanifestować przywiązanie do niezdegenerowanej formy katolicyzmu (czyli nie jezuityzmu), podkreślającej jego społeczny charakter, jednocześnie wyżej stawiając wiarę katolicką niż protestantyzm.

Formułą polskiej tożsamości jest dla Augustyniaka walka o przetrwanie, co wywodzi z historycznych zaszłości. Nowoczesna polska narodowość tworzyła się w czasie rozbiorów i nieudanych powstań. Z tego autor wyciąga wniosek, że prywatny interes rozumiany po polsku  wiąże się ze „zwierzęcą wolą przetrwania”, która nie pozostawia miejsca na sprawy najważniejsze – zaangażowanie społeczne i kulturowe. Twierdzi, że to właśnie z tego powodu z Polski wyjeżdżają młodzi ludzie. W Sienkiewiczowskim opisie amerykańskiej Polonii, w którym autor Potopu obawia się rozpłynięcia tożsamości w obcym narodowym żywiole, Augustyniak widzi jedno – polskość nie może nawet aspirować do nowoczesności, bo jest naturalnie na nią odporna. Argumenty na rzecz tej tezy wyczerpują się jednak na sprzeciwie wobec romantyzmu i narodowych ambicji. Autor przy okazji eseju o Tischnerze jest bezwzględny wobec doświadczenia „Solidarności” - uważa, że wydarzyło się ono wbrew polskości, bo ta jest zamknięta na otwarty dialog i społeczeństwo. Tym samym jedno z ważniejszych wydarzeń w nowoczesnej historii Polski zostaje wzięte w nawias i wyproszone za drzwi tradycji.

Jeśli jednak zrozumiemy, że polski inteligent nie znosi garbu przeszłości, ponieważ utożsamia go z najgorszymi cechami (pisał o tym między innymi Paweł Śpiewak w Pamięci po komunizmie), to stanie się oczywiste, że dorobek „Solidarności” przedstawiciel elit będzie chciał z polskiej historii wyjąć.

Eseje Augustyniaka pokazują też lęk przed masami. Jedna z postawionych na ten temat tez wymaga przytoczenia – autor, omawiając opowiadania obozowe Tadeusza Borowskiego, stwierdza, że polska wyemancypowana kultura masowa wzięła się właśnie z obozów koncentracyjnych rozlokowanych w Polsce, które porównuje ze współczesnymi blokowiskami.

Zestawiając opis Auschwitz z klasycznym tekstem Ortegi y Gasseta Bunt mas, Augustyniak dowodzi, że przedwojenne społeczeństwo masowe i społeczeństwo poobozowe łączą wspólne cechy – nadmiar wolnego czasu, ograniczenie życia do zwierzęcego wegetowania, prywata.

Jest coś niesmacznego i niesprawiedliwego wobec ofiar obozów w tym porównaniu. Do tego ma ono cechy ahistoryzmu, bo masy powstawały już znacznie wcześniej, w warunkach kapitalizmu – Gasset ich genezę wiązał z urbanizacją i postępem.

Augustyniak jest przerażony wizją Dmowskiego, który chce ograniczać wpływ inteligencji na społeczeństwo i tworzyć nowoczesną polską tożsamość. Endek jawi się w tej wizji jako barbarzyńca, który chce doszczętnie zdegradować polską duszę, ponieważ poza kulturą szlachecką (której spadkobierczynią jest inteligencja) nie ma w Polsce żadnej innej kultury mogącej jej dorównać. W takim stwierdzeniu wyraźnie widać rys wyższości, który polskiej inteligencji towarzyszył od zawsze – zżymał się na niego Jarosław Rymkiewicz, który sugerował, że intelektualiści nie lubią Polaków, patrzą na nich z paternalizmem, i nie są w stanie przybliżyć się do polskiej „wspólnoty losu”.

W zbiorze esejów nie pojawia się alternatywna wersja polskości. „Solidarność”, z której doświadczenia autor poleca czerpać, wydarzyła się wbrew polskim cechom, więc według tego rozumowania jest czymś obcym i dlatego mającym siłę przebudowania tożsamości. Fakt, że Augustyniak w ten sposób interpretuje polskich intelektualistów, że każdy z nich okazuje się zaciekłym krytykiem własnej narodowości, pozostawia sporo do myślenia.

Tytuł sugerowałby dialog albo chociaż odniesienie do Eseju o duszy polskiej Ryszarda Legutki, ale ono się nie pojawia. Szkoda, bo filozof i poseł wyraża tam obawy, że polskość nie kojarzy się z niczym wielkim ani ambitnym, tylko z zacofaniem, megalomanią, warcholstwem, niedopasowaniem, czyli przedstawia dokładnie odwrotną wizję niż Augustyniak. O ile w Homo polacus głównym nieszczęściem i przeszkodą dla uzyskania nowoczesnej tożsamości jest polskość, tu związana z romantyzmem, o tyle Legutko za największe zło uznaje spuściznę PRL. To wtedy, pisze filozof, publicystyka skupiała się na przestrzeganiu przed megalomanią, pobrzękiwaniem szabelką, narodowym zadufaniem, „choć przedmiot tych przestróg dawno zniknął”. Esej Legutki jest więc poniekąd odpowiedzią nie wprost na tekst Augustyniaka. Jeśli Augustyniak w „Solidarności” dostrzega głównie „wyjście z kryjówek” ludzi do tej pory zamkniętych w rodzinnym kręgu, to Legutko to wydarzenie interpretuje jako wielowątkowe i wyjątkowe doświadczenie, które jasno określiło kształt tożsamości narodowej i życia zbiorowego.

Bardziej niż opowieść o polskiej duszy, Homo polacus jest opowieścią o lękach i bolączkach polskiego inteligenta po pierwszej dekadzie XXI wieku. W dużej mierze są one kontynuacją narracji prowadzonej od początku powstania III RP, kiedy to zaczęły krystalizować się podziały społeczeństwa na część liberalną i zaściankową, inspirowane przez ideologów.

Choć Legutko niechęć elit do przyznawania się do narodowej tożsamości wiąże już z czasami PRL, to faktycznie przybrały one na sile po 1989 roku, wraz z coraz większymi podziałami wśród polityków wywodzących się z formacji solidarnościowej. Manichejski podział narzucony przez część elit świetnie się przyjął, przybierając postać „demokracji paternalistycznej”, wskazującej wybory i imitującej troskę o państwo. Choć źródłem esejów Piotra Augustyniaka są teksty intelektualistów z owym podziałem raczej nie kojarzonych, to interpretacje w nich postawione wpisują się w toczoną od lat debatę z tezą o konieczności porzucenia „megalomańskiej polskości”.

Tekst powstał ze środków programu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Promocja literatury i czytelnictwa”.

Podziel się artykułem:

Katarzyna Nowicka
Członkini warszawskiego kolegium redakcyjnego jagielloński24 oraz warszawskiego oddziału Klubu Jagiellońskiego. Studentka MISH-u na Uniwersytecie Warszawskim: studiuje prawo i socjologię.

Napisaliśmy już 2028 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Nie ma jednego, uniwersalnego modelu kontroli konstytucyjności. Nawet wśród idealizowanych nieraz państw Zachodu.

A jak to rozwiązali na Zachodzie? Przegląd systemów kontroli konstytucyjności

A jak to rozwiązali na Zachodzie? Przegląd systemów kontroli konstytucyjności

Arkadiusz Fordoński

Inicjatorzy projektu opowiedzieli się za koncepcją antropologiczną, która zakłada, że człowiek spełnia się także (a może przede wszystkim) poza pracą zarobkową.

Nie wszystko da się zamienić w złotówki. Wokół handlu w niedzielę

Nie wszystko da się zamienić w złotówki. Wokół handlu w niedzielę

Piotr Kaszczyszyn

Gdybyście interesowali się czymś więcej niż mieleniem partyjnej propagandy, to realne problemy młodych lekarzy dostrzeglibyście już dawno.

Koledzy i koleżanki z TVP Info! Ten kawior stanie Wam w gardle

Koledzy i koleżanki z TVP Info! Ten kawior stanie Wam w gardle

Piotr Trudnowski
Następny artykuł:

Kolbiarz: Można spróbować

Kolbiarz: Można spróbować