Patriota ze szczepionką w dłoni

Tomasz Turejko | 16-08-2016 12:45:35 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Patriota ze szczepionką w dłoni
flickr.com

Gdyby człowiek ten był amerykańskiej, niemieckiej, czy żydowskiej narodowości z pewnością usłyszałby o nim cały świat. Biolog, którego kandydaturę czterokrotnie wysuwano do Nagrody Nobla, wynalazca pierwszej na świecie skutecznej szczepionki przeciw tyfusowi plamistemu, człowiek o wielkim sercu, który z narażeniem własnego życia ocalił tysiące ludzi od pewnej śmierci. Ponadto wielki patriota, Polak z wyboru, sercem Lwowianin i po prostu człowiek, który żyjąc w ciężkich czasach dokonał rzeczy absolutnie niezwykłych. O kogo chodzi? O Rudolfa Weigla, jednego z najbardziej zapomnianych bohaterów naszej historii.

Rudolf Weigl urodził się w 1883 roku w austriackiej rodzinie. Po przedwczesnej śmierci ojca został wychowany w polskiej kulturze i tradycji. Pod wpływem ojczyma Józefa Trojnara (profesora w stryjskim gimnazjum) zainteresował się naukami przyrodniczymi. Weigl ukończył studia przyrodnicze na Uniwersytecie Lwowskim w 1907 roku, gdzie w ciągu pięciu następnych lat doktoryzował się i habilitował. W czasie I wojny światowej został powołany do wojska jako parazytolog. Tam też po raz pierwszy spotkał się na wielką skalę z problemem tyfusu plamistego wśród walczących żołnierzy.  

Aż do początku XX wieku tyfus plamisty był chorobą, która zbierała okrutne żniwo wszędzie, gdzie tylko się pojawiła. Podejmowane próby zapobiegania epidemiom kończyły się niepowodzeniem, a wielu wybitnych naukowców, próbujących podjąć walkę z groźną chorobą przypłaciło to życiem. W tej sytuacji Rudolf Weigl obrał sobie niezwykle trudny cel: pokonać tyfus, który dziesiątkował żołnierzy na wojennym froncie. Rozpoczęte jeszcze w latach Wielkiej Wojny badania kontynuował na Uniwersytecie Lwowskim po wojnie. Początki nie były łatwe. Pierwsze szczepionki, jeszcze niedoskonałe, prof. Weigl wypróbowywał na sobie, co zresztą ciężko odchorował. Jego żmudne badania zakończyły się jednak sukcesem.

Prof. Weigl odkrył pierwszą na świecie szczepionkę przeciwko durowi plamistemu. Rozwiązanie było genialne w swojej prostocie i pokazywało wielki kunszt oraz geniusz naukowy polskiego profesora.

Profesor Stefan Kryński, który asystował prof. Weiglowi w pracach nad szczepionką, wyjaśnił okoliczności jej wynalezienia: „W tym właśnie czasie brazylijski mikrobiolog, dr Rocha-Lima, odkrył zarazek wywołujący tę chorobę. Nie umiano go jednak hodować w warunkach laboratoryjnych, co uniemożliwiało przygotowanie szczepionki. Zarazek duru plamistego należy do tak zwanych riketsji, które choć są bakteriami, nie rozwijają się na sztucznych pożywkach, lecz podobnie jak wirusy mnożą się wyłącznie we wnętrzu żywej komórki. Pośrednim gospodarzem i przenosicielem zarazka duru plamistego, który nazywa się riketsją Prowazeka, jest wesz odzieżowa. Weigl wpadł na pomysł, by tego owada wykorzystać do hodowli zarazka i tą drogą uzyskać możliwość wyprodukowania szczepionki przeciw durowi plamistemu. Największy problem stanowił sposób, jakim można by sztucznie zakazić owada. I tu przyszedł z pomocą wielki talent eksperymentatorski Weigla, który ze szklanej rurki zwężonej na końcu do grubości włosa, ściętej skośnie i z oblepionymi brzegami skonstruował przyrząd umożliwiający wstrzyknięcie do jelita owada drogą doodbytniczą zawiesiny zarazka, który następnie intensywnie się rozmnaża w nabłonku żołądka gospodarza. Z zakażonych jelit, zmiażdżonych i odpowiednio oczyszczonych robi się szczepionkę”.

W 1920 roku Rudolf Weigl został profesorem Uniwersytetu Jana Kazimierza i kierownikiem Katedry Biologii Ogólnej Wydziału Lekarskiego, gdzie kontynuował badania nad szczepionką przeciwtyfusową. Do założonego przez profesora lwowskiego Instytutu Badań nad Tyfusem Plamistym i Wirusami przyjeżdżali naukowcy z całego niemal świata, by poznawać tajniki wiedzy biologicznej i uczyć się metod badawczych. Światowy rozgłos przyniosła Weiglowi akcja szczepień przeciw durowi plamistemu w katolickich misjach belgijskich w Chinach. Uratowano dzięki nim nie tylko wielu misjonarzy, ale także tysiące Chińczyków. Otrzymał za to najwyższe odznaczenie papieskie – order św. Grzegorza, odznaczenia belgijskie, członkostwo wielu instytucji naukowych, a jego kandydaturę wystawiono do Nagrody Nobla. W 1930 roku profesor Weigl został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. 18 stycznia 1937 Rada Miasta Lwowa przyznała Weiglowi Nagrodę Naukową Miasta Lwowa im. Benedykta Dybowskiego za rok 1936, za ówcześnie przewidzianą pracę w dziedzinie nauk przyrodnich.

Rok 1939 zastał profesora w Abisynii, gdzie pomagał w opanowaniu epidemii duru plamistego. Zdając sobie doskonale sprawę z faktu, iż Polska zagrożona jest wojną, przerwał prace i powrócił do ojczyzny. W okresie okupacji nie zakończył badań nad tyfusem. Problem zwalczania tej choroby miał ogromne znaczenie dla obu okupantów ziem polskich, dlatego dążyli oni do przekształcenia laboratorium badawczego w zakład produkcyjny. W okresie pierwszej okupacji sowieckiej Lwowa (22 września 1939 – 29 czerwca 1941), produkcja szczepionki została znacznie rozbudowana m.in. na skutek przekazania przez Sowietów na ten cel budynku gimnazjum żeńskiego im. Królowej Jadwigi. W prowadzonym przez siebie instytucie profesor starał się dać zatrudnienie ludziom zagrożonym masowym deportacjom na Syberię i do Kazachstanu. Na przełomie czerwca i lipca 1941 roku, po wkroczeniu Niemców do Lwowa i zamordowaniu przez nich na Wzgórzach Wuleckich grupy 25 polskich profesorów i kilkunastu członków ich rodzin, po zamknięciu przez okupantów wszystkich uczelni i szkół, sytuacja, w jakiej znalazło się lwowskie środowisko naukowe, stała się krytyczna. Nowy okupant, żywo zainteresowany zwalczaniem tyfusu wśród żołnierzy Wehrmachtu, nakazał profesorowi kontynuować badania nad szczepionką. Wówczas profesor udowodnił, że jest nie tylko wybitnym naukowcem, ale także wielkim patriotą, który nawet w czasach wielkiej próby, nie chciał wyrzec się swojej narodowości.

Rudol Weigl zdecydowanie odrzucił lukratywną ofertę nowych władz niemieckich prowadzenia badań w Berlinie, połączonych ze wsparciem jego kandydatury do Nagrody Nobla w zamian za podpisanie Reichslisty.

Proponującemu jej podpisanie generałowi SS F. Katzmannowi odpowiedział: „Człowiek raz na całe życie wybiera sobie narodowość. Ja już wybrałem”. Pomimo nalegań i gróźb ze strony niemieckiej, prof. Weigl nigdy nie wyrzekł się swojej polskiej narodowości. Jego odpowiedź wobec niemieckich propozycji brzmiał następująco: „Jako biolog znam zjawisko śmierci i często myślę o śmierci, bo życie stało się takie smutne i beznadziejne. Więc możecie mi zrobić przysługę i mnie zabić albo musicie mnie akceptować jako polskiego profesora narodowości polskiej.”

Prof. Weigl podjął się wówczas zadania prowadzenia instytutu na potrzeby armii niemieckiej. Polski naukowiec widział w tym możliwość pomocy licznej grupie pozbawionych pracy i środków do życia profesorów i asystentów lwowskich uczelni. Profesor celowo zatrudniał do pracy w instytucie osoby, które były najbardziej zagrożone represjami ze strony niemieckiego okupanta. Dzięki podjętej pracy, ludzie ci mieli legalne dokumenty, mogli w miarę swobodnie poruszać się po mieście co ułatwiało im udział w organizacjach konspiracyjnych na terenie Lwowa, jak i poza nim. Instytut, wykorzystując swoją uprzywilejowaną pozycję, zatrudniał na różnych stanowiskach wielu uczonych i intelektualistów (m.in. matematyka Stefana Banacha, botanika Stanisława Kulczyńskiego, poetę Zbigniewa Herberta, kompozytora i dyrygenta Stanisława Skrowaczewskiego, aktora Andrzeja Szczepkowskiego czy pisarza i dyplomatę Mirosława Żuławskiego), licznych członków AK i Żydów, chroniąc ich wszystkich przed śmiercią i deportacją do obozów koncentracyjnych. Wówczas na masową skalę wykorzystywano pomoc tzw. „karmicieli wszy”. Tysiące ochotników dokarmiało w specjalnych malutki urządzeniach wszy na swoim ciele (było to absolutnie bezpieczne i nie szkodziło zdrowiu, brała w tym udział nawet żona profesora – Zofia). Proces ten umożliwiał produkcje szczepionek na większą skalę. Oficjalnie wszystkie trafiały na potrzeby armii niemieckiej. Profesor jednak tak zorganizował produkcję, że wiele szczepionek, całkowicie nielegalnie i w pełnej konspiracji przed niemieckimi władzami, przekazano partyzantom, ludności cywilnej i Żydom w getcie warszawskim, łódzkim i lwowskim. Owa pomoc była bardzo ryzykowna, a sam profesor niemal każdego dnia ryzykował życie, próbując bezinteresownie wesprzeć w potrzebie wiele represjonowanych przez niemieckiego okupanta osób.

Dziś szacuje się, że Rudol Weigl, podczas swojej działalności na terenie okupowanego Lwowa, uratował ok. 5 tysięcy przedstawicieli lwowskiego środowiska naukowego (także żydowskich naukowców, m.in. Ludwika Flecka i małżeństwo Meislów), zagrożonej wywozem do Niemiec młodzieży akademickiej i gimnazjalnej oraz bojowników ruchu oporu.

To ponad 4 razy więcej niż uratował w swojej fabryce znany na całym świecie Oskar Schindler. W przeciwieństwie jednak do niemieckiego przedsiębiorcy, prof. Weigl jest postacią prawie zupełnie nieznaną, zarówno w Polsce, jak i na świecie.

Po wojnie zamieszkał w Krakowie i kontynuował swe badania najpierw na Uniwersytecie Jagiellońskim, później – aż do emerytury w 1951 roku na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zmarł 11 sierpnia 1957 roku w Zakopanem, został pochowany w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Nowe władze komunistyczne niedoceniały profesora. Mało tego, udaremniły skutecznie przyznanie mu Nagrody Nobla w 1948 roku, do której był zgłoszony przez Akademię Szwedzką. Fałszywie oczerniany o kolaboracje z Niemcami, długo nie doczekał się uznania za swoje zasługi zarówno w Polsce, jak i na świecie. W 2003 roku został pośmiertnie odznaczony przez izraelski instytut Jad Waszem medalem Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, chociaż ludzi uratowanych przez profesora Weigla nie sposób zliczyć.

Profesor doczekał się upamiętnienia we Wrocławiu, gdzie skromny pomnik ku jego pamięci ufundowali jego uczniowie, wychowankowie i pracownicy. Jeden skromny kamień z  pamiątkową tablicą – tak Polska i świat upamiętnili wspaniałego człowieka o wielki sercu, wybitnego naukowca, Polaka z wyboru, gorącego polskiego i lwowskiego patriotę, który z narażeniem własnego życia uratował tysiące osób w czasie okupacji, którego odkrycie ocaliło wiele tysięcy istnień na całym świecie, człowieka, który porostu zachował się po ludzku w nieludzkich czasach. 

Tekst powstał ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych w ramach priorytetu „Wsparcie wymiaru samorządowego i obywatelskiego polskiej polityki zagranicznej 2016". Jest częścią projektu Polacy Inspirują.

Podziel się artykułem:

Tomasz Turejko
Student prawa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Współtworzy Poradnię Obywatelską Klubu Jagiellońskiego w Gliwicach. Z zamiłowania historyk, w szczególności zainteresowany tematyką losów Polaków na Wschodzie.

Napisaliśmy już 1811 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Jedynym punktem, który powinien podlegać kontroli związków jest pensja i terminowość jej wypłat, zapisana w umowie o pracę.

Cztery propozycje dla związków zawodowych

Cztery propozycje dla związków zawodowych

Maciej Dulak

Sektor pozarządowy nigdy nie był odpowiedzialny za wywalczenie demokracji, jej rozwój, czy obronę.

Załęski: Nie potrzebujemy społeczeństwa obywatelskiego

Załęski: Nie potrzebujemy społeczeństwa obywatelskiego

Piotr Trudnowski

Niestety po latach medialnej nagonki związkowiec to dla przeciętnego Polaka nierób w kraciastej koszuli.

Pracownik musi być podmiotowy

Pracownik musi być podmiotowy

Piotr Wójcik
Następny artykuł:

Polacy zmieniają historię wojskowości

Polacy zmieniają historię wojskowości