„Przebudzenie” świeckich

Krzysztof Mazur | 30-07-2016 17:13:07 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
„Przebudzenie” świeckich
www.flickr.com/photos/krakow2016/

Światowe Dni Młodzieży to nie tylko rozśpiewany tłum i papież Franciszek. To przede wszystkim niezliczona liczba imprez towarzyszących, w których główną rolę odgrywają świeccy. Już nie tylko biorą odpowiedzialność za śpiew i wydarzenia artystyczne, ale coraz częściej stają na ambonie w roli głoszących Słowo. ŚDM pokazuje przemiany, których doświadcza Kościół w XXI wieku. „Przebudzenie” świeckich jest dziś niewątpliwym fenomenem, co może być zarówno niezwykle ożywcze dla Kościoła, jak i stanowić wyzwanie dla jego tożsamości.

Kościół w centrum Krakowa jest pełny. Zbliża się 21.00, ale wygląda na to, że nikt nie ma ochoty się stąd ruszyć. Na ambonie stoi dziewczyna, której z końca świątyni prawie nie widać. Jest tak drobna, że zasłania ją drewniany pulpit. Za to dobrze ją słychać. Robi wprowadzenie do modlitwy uwielbienia. Z ogromną pasją przekonuje, że chrześcijanie powinni płonąć, w końcu mają być „światłością świata”. Jeśli na razie są niczym niezapalone pochodnie, to dlatego, że muszą zbliżyć się do Jezusa. „Nie bójcie przytulić się do Niego, by razem z nim zapłonąć”.

Jason i Crystelina Evert, twórcy The Chastity Project, inicjatywy promującej czystość w USA, opowiadają o swoich doświadczeniach małżeńskich. 15 tys. ludzi zgromadzonych w Tauron Arenie słucha ich z wypiekami na twarzy, bo nie owijają w bawełnę. Jason mówi do facetów, że muszą mierzyć się ze swoimi lękami. Największym z nich jest strach przed założeniem rodziny, bo to w „męskiej głowie” oznacza koniec wolności. Jason opowiada też, że musiał wyzwolić się z uzależnienia od pornografii, by stać się mężem. Crystelina przyznaje, że dopiero wiele lat po nawróceniu, na adoracji, odkryła, że jej młodzieńcze życie pełne grzechów wynikało z molestowania ją przez ojca w dzieciństwie. Dopiero Jezus wyzwolił ją z tych traumatycznych doświadczeń, które wyparła na lata ze swojej pamięci. „Idź do spowiedzi! Niech twoje nowe życie zacznie się dzisiaj” – kończy swoją przemowę Crystelina. Po ich wystąpieniu (katechezie?; świadectwie?) publiczność zgotuje im owacje na stojąco.

Biskup Grzegorz Ryś w trakcie ŚDM organizuje Międzynarodowe Centrum Ewangelizacji. Twierdzi, że wśród 1500 osób, które uczestniczą w tym przedsięwzięciu „jest zaledwie kilkadziesiąt księży i zakonnic”. Reszta to świeccy. „To ludzie, którzy tak intensywnie przeżywają wiarę, że nie mogą nie dać jej świadectwa. Oni nie kryją się ze swoją wiarą, ale nie oznacza to, że chcą ją każdemu na siłę wciskać”.

Śledząc ŚDM w mediach widzimy głównie rozśpiewany tłum i papieża Franciszka. W rzeczywistości to niezliczona liczba katechez, konferencji, nabożeństw, koncertów, występów teatralnych. W każdej części miasta – w kościołach, halach sportowych, namiotach, cerkwiach czy parkach – można usłyszeć o Jezusie. Zdecydowany prym wiodą w tym świeccy. Ich siła wynika z trzech rzeczy. Po pierwsze, język. Świeccy mówią w świeży sposób, uciekając od „kościelnej nowomowy”. Nawet jeśli czasem widać u nich brak doświadczenia to nadrabiają autentycznością. Ich niesztampowe porównania i szczere historie z własnego życia zdecydowanie poruszają słuchających. Po drugie, świadectwo. Widać, że dla wielu świeckich publiczne podzielenie się swoją wiarą jest ogromnym przeżyciem. Stąd w ich wystąpieniach widać realne emocje – od łez, gdy opowiadają o trudnych doświadczeniach, po autentyczną radość, gdy mówią o wyzwoleniu. W świecie wiecznej ściemy i powszechnego kryzysu wiarygodności ich świadectwo robi wrażenie. Po trzecie, autentyczność. Słuchając księży mówiących o Jezusie, wielu może pomyśleć: „Łatwo mu mówić. Przecież żyjąc wygodnie na plebanii, on nie rozumie moich problemów”. Świeccy nie muszą przełamywać tej bariery. Mówią jak jest, a wielu słuchaczy pewnie myśli: “Wow, ten koleś mówi o moich problemach. Skoro mu się udało, to może i ja dam radę”. Jest tylko jeden szkopuł. Czasem świeży język i pobudzona wyobraźnia religijna zaprowadzają świeckich ewangelizatorów w niebezpieczne rewiry.

Nowa rola świeckich zaczęła się chyba od zaangażowania w śpiew. Ten element życia Kościoła od dawna jest ważną przestrzenią realizacji ich powołania. Organista, kilkuosobowa schola z obowiązkową gitarą, diakonia muzyczna czy bardziej wymagający chór parafialny – nikogo dziś nie dziwi, że to świeccy odpowiadają za muzyczną stronę życia ich wspólnot. Widać to, a raczej słychać na ŚDM, który jest nieformalnym „pojedynkiem” na śpiew. Ulubionym miejscem do tego typu rywalizacji stał się zwłaszcza pomnik Mickiewicza, który co rusz opanowuje inna grupa etniczna, by odegrać tam autorski recital. Można utyskiwać, że tak mocne bazowanie na muzyce to odwoływanie się do emocjonalnej strony naszej religijności. ŚDM pokazuje jednak, że śpiew ma ogromną siłę budowania wspólnoty. Siedzimy z dzieciakami we „Frassati Cafe”, kawiarni otwartej na czas ŚDM w ogrodach dominikańskich. Nagle ktoś wyjmuje bęben, szybko dołączają się inni z gitarami i bongosami. Wokół nas w kilka minut spontanicznie powstaje wielonarodowy zespół wielbiący Boga. Dzieci patrzą na to z otwartą buzią. Wiele wieczornych nabożeństw pokazało, że śpiew nie tylko potrafi ujmować swoją spontanicznością, ale i realnie prowadzić w modlitwie.

Radosny śpiew bardzo często wiąże się tu z modlitwą uwielbienia, czyli bezinteresownym głoszeniem wielkości Boga. Zdaniem ks. Jana Reczka, teoretyka i praktyka tego typu modlitwy, modląc się w ten sposób, doświadczamy pokoju, radości i bliskości Ducha Świętego. Modlitwa uwielbienia odbiega tym samym od praktykowanego przez ostatnie wieki „nurtu pobożności idącego po linii refleksji teologicznej”, co wówczas związane było z koniecznością „obrony przed tendencjami heretyckimi”. „Bogactwem dzisiejszej religijności jest prosty, osobisty akcent, szczere otwarcie serca”. ŚDM potwierdza słowa księdza Reczka. Zdecydowanie rys pobożności „szczerego serca” dominuje nad rysem pobożności „idącej po linii refleksji teologicznej”. Nikogo po tych kilku dniach nie mógł dziwić widok całych grup młodych ludzi tańcem i śpiewem wielbiących Boga w rytm wybijany przez bębny. I wcale nie było to domeną pielgrzymów z Afryki, ale wielu grup z, wydawałoby się, pozbawionej energii Europy.

Po śpiewie i prowadzeniu nabożeństw świeccy wzięli również większą odpowiedzialność za głoszenie Słowa. Z rozmów z pielgrzymami z innych krajów wynika, że w wielu kościołach lokalnych wynikało to z konieczności. Malejąca liczba powołań kapłańskich oznaczała przejęcie przez świeckich większej odpowiedzialności za ewangelizację. Księża skupili się przede wszystkim na swojej podstawowej misji, czyli sprawowaniu sakramentów.

Zarysowuje się w ten sposób swoisty podział zadań. Coraz wyraźniejszą specyfiką świeckich jest wchodzenie na areopagi współczesności, czyli obecność w przestrzeni zsekularyzowanej. Świetnym przykładem może być wspomniany The Chastity Project, którego domeną jest Internet oraz „pogadanki” ewangelizatorów organizowane w przestrzeni świeckiej (np. w kawiarniach). Świeccy „specjalizują” się zatem w ewangelizowaniu ludzi znajdujących się poza Kościołem. Po ich nawróceniu to księżą „przejmują pałeczkę”, odpowiadając za prowadzenie stałej pracy formacyjnej. Upraszczając, świeccy coraz odważniej wchodzą w rolę współczesnych apostołów, a księża stoją na straży Tradycji. Idzie za tym wyraźne dowartościowanie „świeckiego powołania”. Kiedyś tego słowa używało się przeważnie w kontekście kapłanów. Dziś młodzi-świeccy mówią z dumą o swoim powołaniu do życia z Jezusem w rodzinie i w świecie.

Elementem tego fenomenu jest coraz wyraźniej słyszalny głos kobiet. Choć nie są kapłanami, to za sprawą nowej ewangelizacji coraz częściej stają na symbolicznej – lub dosłownej – ambonie, dzieląc się swoim doświadczeniem wiary. Wraz z tym fenomenem pojawia się w Kościele inny głos i inna wrażliwość, co powinno stać się przedmiotem wielowątkowych studiów. Zwrócę w tym miejscu uwagę tylko na jeden fakt. Dla mężczyzn – zarówno świeckich, jak i kapłanów – Kościół to przede wszystkim ogromna mądrość wynikająca z kilku tysięcy lat tradycji. Chrześcijaństwo jest swoistą koncepcją metafizyczną porządkującą świat. Dlatego wielu facetów dzieląc się wiarą lubi nawiązywać do konkretnych idei, postaci, książek. W trakcie ŚDM można było dostrzec, że dla kobiet Kościół to przede wszystkim miejsce spotkania z Jezusem. Chrześcijaństwo jest nie tyle koncepcją metafizyczną, ile życiem w bliskości z Osobą. I to chyba kobiety mają tu głębszą intuicję. Jak pisał Benedykt XVI, niekwestionowany strażnik Tradycji: „u początku bycia chrześcijaninem nie ma decyzji etycznej czy jakiejś wielkiej idei, jest natomiast spotkanie z wydarzeniem, z Osobą, która nadaje życiu nową perspektywę, a tym samym decydujące ukierunkowanie” (Deus caritas est). „Geniusz kobiecy”jest chyba lepiej wyczulony na tę tajemnicę. Nowa rola świeckich pozwala tej wrażliwości mocniej wybrzmieć w Kościele.

I wreszcie, najciekawsze. Słuchając świadectw świeckich na ŚDM, szokujące jest odkrycie, że ich doświadczenie religijne ogniskuje się wokół idei wolności. Każde świadectwo zaczyna się od opowieści, jak to współczesny świat zniewala swoim konsumpcyjnym i hedonistycznym stylem bycia. Dopiero wiara przynosząca człowiekowi – poprzez życie sakramentalne – wyzwolenie z jego grzechów, pociąga za sobą prawdziwą wolność. I to jest najbardziej zdumiewające w świadectwach wierzących chrześcijan z całego świata. Bóg wygrywa dziś z liberalnym światem głównie na „jego połowie boiska”. Liberalizm obiecał ludziom wolność, a dał prozac, pogoń za karierą i uzależnienie od pornografii. Ewangelizatorzy ze Stanów przekonują, że to dopiero Jezus daje prawdziwą wolność, oznaczającą wyzwolenie się z własnych namiętności i zdolność kochania drugiej osoby. Wolność sama w sobie, tak jak ją rozumie współczesny świat, nie daje życiu sensu. Dopiero wiara daje Sens, bo ukierunkowuje nas na ostateczny cel, czyli życie wieczne.

Pius XII w 1946 roku powiedział: „Wierni, a ściślej świeccy, zajmują miejsce w pierwszych szeregach Kościoła. (…) Dlatego to oni, i przede wszystkim oni, winni uświadamiać sobie coraz wyraźniej nie tylko to, że należą do Kościoła, ale że sami są Kościołem, to znaczy wspólnotą wiernych żyjących na ziemi pod jednym przewodnictwem Papieża, oraz pozostających z nim w łączności Biskupów. Oni są Kościołem”. W trakcie ŚDM widać, że wielu świeckich po ponad 70 latach wzięło sobie te słowa do serca. Wnoszą ożywczego ducha w skostniałe, a nierzadko nawet martwe przestrzenie funkcjonowania Kościoła. Dlatego dziś, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, potrzebują w swoich wspólnotach mądrych i zaangażowanych księży. Bez kapłanów wiernych Tradycji duch wnoszony przez świeckich może nie tyle ożywić Kościół, ile być przyczyną kryzysu Jego tożsamości.

PS. Zainteresowanych nowym sposobem ewangelizacji zachęcamy do obejrzenia wystąpienia Jasona i Crysteliny Evert (od 36:50 do 1:06:47).

Podziel się artykułem:

Krzysztof Mazur
Doktor politologii, filozof, działacz społeczny; prezes Klubu Jagiellońskiego, członek redakcji Pressji; pracownik naukowy Uniwersytetu Jagiellońskiego; członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP. Stały współpracownik jagielloński24.

Napisaliśmy już 1928 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Walcząc ze wpychającym w kompleksy obrazem bizneswoman w nienagannej fryzurze i z dzieckiem pod pachą, budujemy równolegle niedościgniony wzorzec ojca.

Normalne ojcostwo. Między nieobecnością a wyretuszowanym ideałem

Normalne ojcostwo. Między nieobecnością a wyretuszowanym ideałem

Karolina Olejak

Rozważyć należy – na wzór niemiecki – rozliczenia z tytułu nowej opłaty audiowizualnej w ramach jednolitej stawki doliczanej do podatku od nieruchomości.

Korekta abonamentu nie rozwiąże problemów mediów publicznych

Korekta abonamentu nie rozwiąże problemów mediów publicznych

Mateusz Mroczek

Łatwiej nam zorganizować tysięczną debatę o doktrynie Giedroycia niż zająć się prawdziwymi problemami polsko-ukraińskimi.

Przejścia graniczne to najważniejszy problem stosunków polsko-ukraińskich [ROZMOWA]

Przejścia graniczne to najważniejszy problem stosunków polsko-ukraińskich [ROZMOWA]

Adam Chmieleński
Następny artykuł:

Byle jak, byle szybciej

Byle jak, byle szybciej