Graczyk: Mogą być prywatne, mogą być społeczne

Longin Graczyk, Alicja Wielgus | 15-05-2016 18:18:14 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Graczyk: Mogą być prywatne, mogą być społeczne
www.flickr.com/photos/demandaj

Biblioteki prywatne działające publicznie to odpowiedź na źle funkcjonujący system bibliotek państwowych. Bunt bibliotekarzy związany z rozdźwiękiem między zapisaną w ustawie misją bibliotek publicznych a ich rzeczywistą działalnością, spowodował, że  bibliotekarze sami zaczęli zakładać biblioteki prawdziwie misyjne. O zjawisku tworzenia i prowadzenia prywatnych bibliotek w Polsce, ich organizowaniu i podtrzymywaniu oraz o ideach motywujących bibliotekarzy z Longinem Graczykiem, kulturoznawcą, współautorem projektu „Biblioteki osobne” realizowanego przez Fundację Ari Ari, rozmawia Alicja Wielgus.

Biblioteki prywatne, czyli jakie?

Najważniejsze jest rozróżnienie dwóch formuł – biblioteki prywatnej, w znaczeniu prywatnego księgozbioru udostępnianego publicznie, od biblioteki społecznej, czyli niepublicznej organizowanej przez jakiś zbiorowy podmiot. Skala zjawiska w przypadku księgozbiorów, które są upubliczniane, a tym samym istnieją w obiegu wypożyczeń, to w tej chwili 8 księgozbiorów w całej Polsce. Z kolei bibliotek społecznych istnieje obecnie około 60, w badaniach, które prowadzimy w ramach projektu „Biblioteki osobne”, udało nam się dotrzeć do 31 z nich.

To, co stanowi o bibliotece, to jej udostępniony księgozbiór. Biblioteki ze wszystkich form działalności kulturowej wydają się najbardziej zbliżone do takiej czystej formy „prowadzenia działalności” – jeśli biblioteka jest prywatna, to niekoniecznie komercyjna, jeśli społeczna to społeczność determinuje powstanie i rozwój danej biblioteki. Dużym problemem,  dla bibliotek niepublicznych,  jest ogromna konkurencja ze strony państwa i jego wszelkich przedsięwzięć budżetowych.

Biblioteki prywatne wypełniają pewne luki, a ich właściciele dość sceptycznie odnoszą się do działalności bibliotek publicznych. Bardzo często zakładają swoje ośrodki „biblioteczni renegaci”, czyli ludzie, którzy byli bibliotekarzami, mają doświadczenie związane z tymi instytucjami, ale nie do końca odpowiadała im formuła bibliotek publicznych, w których rządzi biurokracja. Często zresztą ci ludzie wysuwają zarzuty, że biblioteki publiczne nie są żywe, są „daleko od ludzi”.

Podstawą założenia i prowadzenia biblioteki prywatnej jest oczywiście misja. Z jednej strony chodzi o przekazanie dorobku, dziedzictwa, przechowanie i przekazanie zbiorów, niekoniecznie wyłącznie młodszym pokoleniom. Z drugiej strony działalność bibliotek prywatnych wiąże się ze społecznością, tworzeniem wspólnoty. Te dwa aspekty wyraźnie pojawiają się w wypowiedziach bibliotekarzy prywatnych.

View post on imgur.com

W przypadku bibliotek publicznych też mówimy o misji… 

Oczywiście, że tak. Biblioteki publiczne powinny spełniać misję, ale czy faktycznie ją realizują? Jeśli nawiązywać do tego, co mają zapisane w statucie biblioteki publiczne, a jak działają, to możemy mówić o sporym rozdźwięku między deklaracją a działalnością. I to bardzo mocno podkreślają bibliotekarze, którzy postanowili założyć własne biblioteki. Starają się budować swoją działalność, wychodząc z takiej pozytywistycznej „pracy u podstaw”. Bo owszem, biblioteki publiczne mają wyznaczoną misję; przechować, przekazać, udostępnić dobra kulturowe, a zarazem zachować trwanie wspólnoty, ale w wypowiedziach prywatnych bibliotekarzy pojawia się wiele wątpliwości, czy ta misja jest wypełniana w rzeczywistości.

Biblioteki prywatne więc wypełniają pewne „luki” i nie chodzi tu o to, że bibliotek publicznych jest za mało, ponieważ w każdej miejscowości, w której pojawiła się biblioteka prywatna, zazwyczaj istnieje biblioteka publiczna lub inny, podobny ośrodek. Problem dotyczy z jednej strony sprofilowania, z drugiej samego odbiorcy. Powstają biblioteki prywatne, zawierające w swoich zasobach gry planszowe, książki tylko z zakresu fantastyki czy utwory komiksowe właśnie dlatego, że biblioteki publiczne nie mają takich zbiorów. Ale też z drugiej strony, jeśli nie wyróżniają się księgozbiorami, nie oferują czegoś innego, to pełnią drugą funkcję – „wspólnototwórczą”. Spajają lokalną społeczność – coś, czego nie zrobiły działające w tych miejscach biblioteki publiczne.

View post on imgur.com

Załóżmy jednak, że dojdziemy do etapu, w którym program Instytutu Książki „Biblioteka+”obejmie wszystkie biblioteki publiczne. Bibliotekarze będą wyszkoleni do prowadzenia działalności kulturalnej, biblioteka będzie przyciągać społeczność, bo będzie nowa i ładna.

Przyczyny funkcjonowania bibliotek prywatnych nie znikną. I w sensie społecznościowym, i specjalistycznym. Z pewnością prywatni bibliotekarze napotykają dużo więcej trudności, przede wszystkim finansowych. Jeśli polityka lokalna nie jest im przychylna, nie mają nawet tytułów [statusów] prawnych umożliwiających sięgnięcie po takie środki jak te, które są przeznaczane na „Biblioteki+”. Sam ten program zwiększa oczywiście poziom zainteresowania książką, być może poprawi poziom czytelnictwa, ale z pewnością nie zapewni tego, co oferują biblioteki specjalistyczne. Przykładem niech będzie oferta biblioteki w Pszczynie – Biblioteki Muzeum Prasy Śląskiej. Zachowany tam specjalistyczny zbiór gromadzi gazety i egzemplarze wydawnictw regionalnych, zawiera starodruki związane z historią regionu. Z pewnością tego nie zapewnią nawet najlepiej funkcjonujące biblioteki publiczne.

View post on imgur.com

Jak na co dzień funkcjonują takie biblioteki?

Biblioteki prywatne utrzymują się przede wszystkim z nakładów darczyńców. Prywatnymi księgozbiorami zajmują się najczęściej ludzie starsi, będący już na emeryturze, wkładają w działalność dużo poświęcenia i pasji. Biblioteki społeczne są organizowane w zbiorowym wysiłkiem, kilku, kilkunastu osób, czy to jest stowarzyszenie, fundacja czy instytucja, która działa przy jakimś kole zainteresowań.

Koszt utrzymania takiej biblioteki związany jest z lokalizacją, objętością zbioru i zaangażowaniem ludzi, którzy współtworzą taki ośrodek. Najczęściej prywatne biblioteki zorganizowane są w mieszkaniach właścicieli, ta przestrzeń domowa zamienia się w publiczną na chwilę wypożyczeń. Społeczne biblioteki mają problemu z lokalizacją, w przypadku stowarzyszeń najczęściej wykorzystują jedno ze swoich pomieszczeń.

Ciekawym przykładem utrzymywania działalności prywatnej biblioteki był  przypadek z Łodzi.  Biblioteka  założona w1898 przez prywatnych księgarzy [Łódzka Wypożyczalnia Książek], przetrwała trzy pokolenia, została niestety zamknięta ostatecznie około 2013. Utrzymywała się z abonamentów, osoby zapisane w bibliotece wnosiły miesięczną składkę. Taki model finansowania biblioteki funkcjonował jeszcze w dwóch przypadkach w Polsce, ale w tej chwili zaniknął. Można za to spotkać jeszcze biblioteki utrzymujące się ze składek stowarzyszeniowych.

Minimalne obłożenie bibliotek tygodniowo to ok. 50 osób. Wypożyczenia są raczej sezonowe, czyli przed weekendem i przed świętami. Działalność  tych bibliotek w większości przypadków polega na udostępnianiu księgozbiorów po godzinie 16.00, czyli po godzinach pracy.

View post on imgur.com

Cenne zbiory wymagają szczególnej troski, a przede wszystkim skatalogowania. Prywatni bibliotekarze mają ku temu środki, czy to finansowe czy czasowe?

Biblioteki wyspecjalizowane mocno się wyróżniają ze swoimi zbiorami i im bliżej współczesności, tym więcej takich bibliotek z niszowymi wydawnictwami. W Lublinie jest Biblioteka Fantastyki im. S. Lema, w Poznaniu  Biblioteka Klubu Fantastyki Druga Era, czy Biblioteka Anarchistyczna zawierające zbiory drugiego obiegu, czy „zinów”, są też biblioteki ewangelickie, a nawet ekonomiczna. Na przykład na Dolnym Śląsku trafiliśmy na  biblioteki posiadające księgi z XVII wieku. Takim zbiorom poświęca się oczywiście więcej uwagi, książki są poddawane konserwacji i innym zabiegom. W przypadku egzemplarzy wyjątkowych, zabiega się o dublet albo przynajmniej o skopiowanie, przy jednoczesnym puszczeniu w obieg czegoś, co jest kopią, a nie oryginałem. Dotyczy to przede wszystkim dzieł historycznych i kartografii. Takie zbiory traktuje się z największym pietyzmem.

Kwestia katalogowania to ogromny problem  prywatnych bibliotekarzy, głównie ze względu na możliwości czasowe. Zdają sobie sprawę z tego, że digitalizacja jest koniecznością, ale nie są w stanie zrobić wszystkiego. W każdej takiej bibliotece prywatnej istnieje co najmniej 4 tys. egzemplarzy, a często jest to dużo więcej.

Natomiast jeśli chodzi o konserwację zbiorów… Występuje tutaj pewien problem, ponieważ państwo nie wspiera prywatnych właścicieli nienależących do stowarzyszeń, fundacji czy Kościołów.  Aby państwo mogło przeznaczyć środki publiczne, zbiory muszą być wpisane w rejestr zabytków. Oczywiście nie można zmusić właściciela do zarejestrowania danej księgi, a on sam nie zawsze chce, ponieważ wtedy traci nad nim kontrolę, nie może  na przykład swobodnie sprzedać. Więc z jednej strony wszelka renowacja, konserwacja są wpisane w prawo, z drugiej potrzebny jest do tego rejestr, którego właściciele się obawiają. Trudno rozwiązać ten problem, ponieważ jedna i druga strona się zabezpiecza.

Praktycznie niemożliwym jest oszacowanie zbiorów w „przepastnych” archiwach Kościoła katolickiego w Polsce. Zbiory są prawdopodobnie niezwykłe, znamy tylko fragmenty badań osób, którym udało się dotrzeć do kilku bibliotek klasztornych, np. w Tyńcu pod Krakowem. Badacze  opisywali rzeczy niesamowite,  potrafili dotrzeć do księgozbioru liczącego 50 tys. woluminów i tyle zdołali policzyć, ale co dalej, w innych klasztorach, bibliotekach kościelnych? Tego nie wiadomo, a ile jest jeszcze takich miejsc, do których nie udało się dotrzeć, które są kompletnie nieskatalogowane.

Sytuacja prywatnych bibliotek przypomina stan prywatnych muzeów w Polsce. Na przykładzie muzeów, które badamy od kilku lat, mogę powiedzieć, że z ponad 1000 istniejących muzeów prywatnych i ponad 1000 społecznych, łącznie istnieje ponad 2000 tys. muzeów nie państwowych, nie samorządowych. Na zarejestrowanie zdecydowało się nieco ponad 100, czyli nawet nie 1/10 poddała się rejestracji – większość muzealników żałuje, bo korzyści żadnych (w postaci dotacji), a obowiązków mnóstwo.

Żeby skuteczniej i lepiej zachować zbiory unikatowe znajdujące się w bibliotekach prywatnych, musiałoby dojść do porozumienia właścicieli księgozbiorów z państwem, a do tego trzeba jeszcze stworzyć dobry, kompleksowy system prawny i finansowy, zabezpieczający obie strony.

View post on imgur.com

Rozmawiała Alicja Wielgus.

Więcej o badaniach prywatnych instytucji kultury na stronach:

http://bibliotekiprywatne.pl/

http://muzeaprywatne.blogspot.com/

http://www.muzeaspoleczne.ariari.org/ 

Podziel się artykułem:

Longin Graczyk
Kulturoznawca, etnolog (UAM Poznań i IS PAN), współtworzy Fundację Ari Ari; realizował kilkanaście projektów badawczych i kulturowych w Polsce i za granicą, dokumentując codzienność współczesnych Ormian, Tatarów, Karaimów, mieszkańców Kujaw, Wielkopolski oraz współtworząc programy pomocowe dla osób niewidomych w Armenii, Gruzji i na Ukrainie; współautor badań opisujących muzea prywatne i społeczne oraz biblioteki prywatne w Polsce.
Alicja Wielgus
Członek redakcji jagielloński24. Współpracuje z portalami Kulturatka.pl i Teatr dla Was.

Napisaliśmy już 2031 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Wiele tez „Programu Polski Ludowej” z 1941 r. zostało oficjalnie przyjętych za podstawę rozważań programowych brytyjskiej Partii Pracy.

Lewa strona odpowiada: Zygmunt Zaremba

Lewa strona odpowiada: Zygmunt Zaremba

Bartosz Wójcik

Gospodarki przedkapitalistyczne pełne były zasad, które u zwolenników wolnego rynku wzbudziłyby jedną myśl: „uwaga, socjalizm!”.

Bez państwa wolnego rynku by nie było

Bez państwa wolnego rynku by nie było

Piotr Wójcik

To nie pierwszy raz, kiedy mające promować patriotyzm gospodarczy działania rządzących w praktyce przynoszą więcej szkody, niż pożytku.

Wydali 2 miliony, a aplikacja ledwo działa. Jak rządowa agencja promuje regionalne produkty

Wydali 2 miliony, a aplikacja ledwo działa. Jak rządowa agencja promuje regionalne produkty

Piotr Trudnowski
Następny artykuł:

Bibliotekarz nie może tylko podawać książek

Bibliotekarz nie może tylko podawać książek