Tron czy ołtarz?

Kamil Wons | 03-05-2016 15:50:20 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Tron czy ołtarz?
wikimedia.org/wikipedia/commons

Jeden z ważniejszych sporów ideologicznych dzisiejszego świata dotyczy roli i miejsca Kościoła w państwie, lecz jak mawiali starożytni „nihil novi sub sole”. Rywalizacja państwa i Kościoła trwa od początków chrześcijaństwa, a jej kulminacyjnym punktem był średniowieczny spór papocezaryzmu z cezaropapizmem. Z tego powodu warto sięgnąć aż do okresu Imperium Rzymskiego i śledząc walkę papiestwa i cesarstwa o „dominium mundi” aż po czasy pokoju westfalskiego z 1648 r., przyjrzeć się korzeniom współczesnego kształtu relacji na linii Kościół-państwo.

Za punkt wyjścia obrałem średniowiecze, gdyż jest ono najbardziej symptomatyczne m.in. poprzez największe zbliżenie kwestii świeckich i duchowych w ramach istniejącej wtedy Christianitas. Zaś za punkt docelowy przyjąłem, wykraczający poza średniowiecze, pokój westfalski, będący cezurą pomiędzy ładem średniowiecznym i nowożytnym. Jednak zanim zacznę, należy cofnąć się do początków chrześcijaństwa, aby zrozumieć jego spojrzenie na zagadnienia państwa i władzy. A można je sprowadzić do trzech podstawowych zasad:

1. Królestwo Boże „nie jest z tego świata”.

2. Wszelka władza pochodzi od Boga i jako takiej należy się jej szacunek oraz posłuszeństwo.

3. Należy rozróżnić powinności wobec władzy i wobec Boga.

Dlatego dla chrześcijanina państwo ze swojej natury jest świeckie, co nie znosi zasady posłuszeństwa wobec niego ani prymatu prawa Bożego. Skrajnym przykładem ewangelicznego podejścia był stosunek pierwszych chrześcijan do pogańskiego Imperium Romanum, w którym byli prześladowani. Mimo pogromów i niechrześcijańskiego charakteru państwa, wyznawcy Chrystusa we wszystkich sprawach, niewchodzących w sprzeczność z prawem Bożym, byli posłuszni państwu, ba!, modlili się za cesarza i oddawali mu cześć, zgodnie z tym, co zeznała przed trybunałem Donata z Scillium: „Cześć oddajemy cesarzowi, bo jest cesarzem. Ale uwielbienie tylko Bogu”. 

Za przykład modelowy należy więc uznać tzw. teorię dwóch mieczy sformułowaną przez św. Gelazego I (papieża w latach 492–496). W jej świetle należy rozróżnić władzę świecką i duchowną, tej pierwszej podlega ciało, zaś tej drugiej dusza. Dlatego władcy podlegają duchowieństwu w kwestiach wiary, natomiast kler podlega władzy świeckiej w kwestiach doczesnych. Obie te zwierzchności mimo rozróżnienia nie podlegają rozdzieleniu, jak dusza i ciało. Podział ten wywodzony jest z dwóch natur Chrystusa, ludzkiej i boskiej, które nie podlegają: zmianie, pomieszaniu, rozdzieleniu ani rozłączeniu.

Niestety, realia średniowieczne nie pozwoliły na praktyczną realizację tej teorii. Głównym tego powodem były dwa procesy, pomiędzy którymi dochodziło do sprzężenia zwrotnego – sakralizację życia świeckiego oraz zeświecczenie Kościoła. Miały one swoje źródło w czynnikach tworzących średniowieczną Europę. Mam na myśli dokładnie trzy sprawy. Pierwszą jest regres społeczny spowodowany najazdami barbarzyńskimi oraz upadkiem zachodniej części Imperium Romanum. Postawił on Kościół w roli nośnika idei łacińskiej oraz strażnika rozwoju społecznego, piśmienny kler w  naturalny sposób został włączony w administrację państwową, łacina z kolei stała się językiem urzędowym. Drugą kwestią jest sakralizacja władzy królewskiej, która rozpoczęła się od chrztu króla Franków Chlodwiga (466-511) w Boże Narodzenie 496 roku. Trzecią zaś sprawą jest system społeczny, upadek gospodarki towarowo-pieniężnej oraz inne procesy zachodzące w późnym Imperium (kolonat, latyfundia), które doprowadziły do wykształcenia się systemu feudalnego. Potrzeba zapewnienia bytu materialnego (oraz skuteczność klasztorów z zarządzaniu swoimi dobrami) zmusiła włączenie Kościoła w ten system ze wszystkimi jego konsekwencjami. Przyczyniło się to do wytworzenia dwóch wypaczeń relacji państwo-Kościół, które rywalizowały ze sobą przez większość średniowiecza  – cezaropapizmu i papocezaryzmu.

Pierwszy z nich występował początkowo w wariacji bizantyjskiej, kiedy św. Galezy opracował teorię „dwóch mieczy” właśnie w opozycji do Cezaropapizmu Bizantyjskiego. We wschodniej części cesarstwa rzymskiego (zwanej w historiografii cesarstwem bizantyjskim) wykrystalizował się model monarchii, w której władca ma władzę absolutną nad ludem i klerem Konsekwencją takiego modelu było to, że cesarze zwoływali sobory powszechne a nawet, jak w przypadku sporów o kult obrazów, mieszali się bezpośrednio w sprawy doktryny kościelnej. Echem starożytnej koncepcji boskości cezara była idea Christomimesis, wedle której osoba Augusta miała być bytem „Chrystusopodobnym”, co przejawiało się np. w sposobach przedstawiania władców oraz rozbudowanym, wzorowanym na wschodnim, ceremoniale dworskim.

To stąd właśnie bierze się silne połączenie państwa z Kościołem w prawosławiu, skutkujące istnieniem autokefalicznych kościołów narodowych, jak również dużym upolitycznieniem niektórych cerkwi (na czele z rosyjską aktywnie wspierającą koncepcję tzw. „Świętej Rusi”).

Jak napisałem wyżej, mimo istnienia w wczesnym kościele pentarchii, czyli władzy pięciu patriarchów (Rzymu, Konstantynopola, Aleksandrii, Antiochii i Jerozolimy) kontrolę nad chrześcijaństwem sprawował cesarz rzymski. Biskup Rzymu mimo pierwszeństwa wśród patriarchów dopiero zdobywał swoją pozycję w Kościele. Od czasów Justyniana I aż do połowy VIII wieku Rzym był częścią Egzarchatu Rawenny, czyli prowincji Cesarstwa Bizantyjskiego, stąd wybór papieża, dokonywany przez lud i kler Rzymu, musiał być zatwierdzony przez egzarchę Rawenny lub cesarza. Stale zagrożone przez Longobardów oraz uwikłane w walki rodów rzymskich papiestwo nie mogło stanowić wtedy realnej siły. Na zachodzie natomiast kościoły lokalne podlegały całkowicie władzy barbarzyńskich królów, wiele z germańskich państw sprzyjało z resztą herezji ariańskiej.

Sytuacja zaczęła się zmieniać w VIII wieku. Osłabienie pozycji Bizancjum we Włoszech na rzecz Longobardów oznaczało egzystencjalne zagrożenie dla papiestwa (Longobardowie byli arianami). Dlatego zgodziło się ono poprzeć uzurpację tronu królestwa Franków przez Pepina Krótkiego, w zamian za co ten wyprawił się na Longobardów, a odebrane im ziemie przekazał biskupowi Rzymu jako „patrimonium Sancti Petri” („ojcowiznę Świętego Piotra”). W podzięce papież Stefan III uroczyście koronował Pepina zgodnie z ceremoniałem królów izraelskich oraz ogłosił go i jego synów „patrycjuszami rzymskimi”. Paweł I (757-767)  był pierwszym papieżem, który informacji o swoim wyborze nie przesłał do Konstantynopola a do władcy Franków, robiąc to w równie poddańczy sposób. Dopełnieniem tego procesu była koronacja cesarska Karola Wielkiego w Boże Narodzenie 800 roku. Od tego czasu możemy mówić o cezaropapizmie zachodnim.

Zgodnie z tzw. Constitutio Lothari cesarze zatwierdzali wybór na tron piotrowy zaś papieże składali przysięgę na wierność z racji zależności Państwa Kościelnego wobec cesarstwa. Od 844 roku procedura wyboru nie mogła zostać rozpoczęta bez zgody oraz obecności wysłanników władców imperium. Biskup Rzymu nie miał również kontroli nad lokalnymi kościołami, gdyż biskupi i opaci mianowani przez władzę świecką stali się feudałami, a przez to włączeni zostali w systemy państwowe księstw, królestw i cesarstwa. Często zostawali nimi świeccy, np. Hugo Kapet, król Burgundii i założyciel francuskiej dynastii Kapetyngów, swój przydomek wziął od płaszcza opata (capa), który nosił w związku z posiadaniem aż czterech opactw.

Brak kontroli dotyczył również szeregowego kleru, gdyż jego wybór należał do seniorów dóbr, w których znajdowały się parafie, biskupi zaś zajęci sprawami państwa i zarządzaniem swoimi majątkami nie kwapili się do podtrzymywania dyscypliny. Zeświecczenie, rozwiązłość, analfabetyzm, symonia i inne patologie powodowały coraz większą potrzebę zmian i poprawy sytuacji.

Źródłem odnowy okazał się ruch zakonny, zapoczątkowało go założenie przez Wilhelma I Pobożnego klasztoru w Cluny. Ten ośrodek benedyktyński był o tyle ciekawy, że z założenia miał być niezależny, donacja ułożona była w sposób uniemożliwiający zewnętrzną interwencję w wybór opata (opactwo było podległe bezpośrednio papieżowi), natomiast ziemia należąca do klasztoru miała być niepodzielna. Drugą cechą był powrót do ścisłego przestrzegania reguły św. Benedykta, do dyscypliny, modlitwy i pracy. Ruch zaczął się dynamicznie rozwijać, do opactwa z Cluny zaczęły dołączać kolejne, podporządkowując mu się, tworzyły tzw. kongregację kluniacką. Na jej przykładzie wzorowały się też inne powstające kongregacje. Celem zakonników była odnowa duchowa i moralna kleru oraz zniesienie zależności od świeckich. Istotną częścią ich działalności, poza odnową i rozbudową liturgii, było promowanie koncepcji „Pax et Teruga Dei”, czyli „Pokoju i Rozejmu Bożego”, którego celem było ograniczenie powszechnych w tym czasie wojen feudalnych. Poza wyjęciem z działań wojennych określonych grup ludności i miejsc, wprowadzono zakaz walk w czasie adwentu i wielkiego postu oraz od środy wieczorem do poniedziałku rano. O ile pokój boży się przyjął, o tyle nieskuteczna okazała się walka z praktykami tzw. sądu bożego, czyli mającej korzenie w wierzeniach germańskich, formy dowodowej polegającej na odwołaniu się do zdania siły wyższej poprzez pojedynek bądź próbę (wody lub żelaza). Potępiania często przez zakony i wyższą hierarchię kościelną cieszyła się uznaniem niższego kleru.

Z czasem w akcję włączyli się władcy Normandii, Francji oraz cesarze począwszy od Ottona I, którzy mieli interes w odnowie moralnej kleru i autorytetu Kościoła. Po przeniesieniu punktu ciężkości cesarstwa na teren współczesnych Niemiec oraz po dodaniu przymiotnika „święty” do nazwy cesarstwa, cesarze uważali siebie za przewodników całego Christianitas. Jednak sytuacja dążyła nieuchronnie do zakwestionowania roli cesarza w życiu Kościoła. Największą rolę w procesie reformy Kościoła miał odegrać mnich Hildebrand, benedyktyn związany z kongregacją kluniacką, który współpracował z kolejnymi papieżami wspierającymi odnowę, m.in. z Mikołajem II, który w 1059 roku wprowadził zasadę wyboru  następcy na tron Piotrowy przez kolegium kardynalskie, a cesarz mógł jedynie wysłuchać wyniku elekcji. W 1073 roku Hildebrand został wybrany na papieża i przyjął imię Grzegorza VII, od jego imienia cały proces zmian zyskał nazwę „reformy gregoriańskiej”. Władcą Niemiec był wówczas Henryk IV (królowie niemieccy, przyjmując tytuł królów rzymskich uważali się za władców Christianitas nawet bez oficjalnej koronacji cesarskiej, w przypadku Henryka IV nastąpiła ona dopiero w 1083 roku) zaangażowany w reformę i poprawę życia kościelnego i utrzymujący poprawne stosunki z Rzymem nie mógł przewidzieć tego, co się stało. Nowy biskup Rzymu w dokumentach i listach zamiast zwyczajowego „rex romanorum” (król Rzymian) zaczął tytułować Henryka „rex teutonicorum” (król Niemców), nie poinformował go również o swoim wyborze. Grzegorz VII powołując się między innymi na tzw. „Donację Konstantyna” (jak się później okazało powstałe w VIII wieku fałszerstwo), wedle której cesarz Konstantyn Wielki miał dać biskupom Rzymu władzę nad Zachodem. Wykładnią myśli Grzegorza VII jest krótki dokument pt. „Dictatus Papae”. Zgodnie z jego zapisami papież m.in. posiadał całkowitą władzę nad Kościołem, jako jedyny może mianować na stanowiska biskupie, może również zdejmować z tronów władców, nie wykluczając cesarzy. Działania biskupa Rzymu doprowadziły do tzw. sporu o inwestyturę zakończonego ukorzeniem się Henryka IV w Canossie. W ten sposób zaczął się rozwijać papocezaryzm, czyli doktryna mówiąca o prymacie papieża w Kościele i całym Christianitas.

Oczywiście walka nie została zakończona w Canossie. Rywalizacja cesarstwa z papiestwem o prymat, czyli „dominium mundi” („władzę nad światem”, w domyśle chrześcijańskim), trwała wciąż i była osią, wokół której było zorganizowane życie polityczne pełnego średniowiecza. Władcy imperium powoływali się na prawo rzymskie, szczególnie kodyfikacje Justyniana Wielkiego, z kolei papieże na specyficznie rozumianą naukę św. Augustyna i określali państwa świeckie mianem „civitas diaboli” (państwa diabła), przeciwstawiali im państwa rządzone przez władców będących jedynie namiestnikami papieża, jako przedstawiciela Chrystusa na ziemi. Szczególnie mocno akcentował to drugi najważniejszy przedstawiciel papocezaryzmu, czyli Innocenty III (1198-1216), który nazywał siebie „wikariuszem Chrystusa” (wcześniej stosowano określenie wikariusza św. Piotra) i traktował, jako kogoś mniejszego od Boga, ale większego od ludzi. Szczytowym okresem dominacji papiestwa był pontyfikat Bonifacego VIII (1294-1303), doprowadził on jednak do upadku pozycji następców św. Piotra. Bonifacy wdał się bowiem w konflikt z królem francuskim Filipem IV Pięknym. Trzeba przyznać, że obaj przeciwnicy byli „siebie warci”. Bonifacy VIII wykorzystywał swój urząd do pomnożenia bogactwa swojego rodu, rozwinął również papocezaryzm do granic, nazwał siebie nawet cesarzem. Z kolei król francuski nie przebierał w środkach, aby umocnić swoją władzę i zrównoważyć budżet. Jego doradcami byli legiści z Sorbony, których wykorzystywał często w rozgrywkach politycznych. Najważniejszym z nich był Wilhelm Nogaret (autor sfingowanego procesu Templariuszy), który zainicjował również plan mającego na celu neutralizację papieża.

Zgodnie z rozporządzeniem Bonifacego VIII osoba publicznie oskarżona o herezję była uważana za winną, dopóki nie oczyściła się z zarzutów przed właściwym organem. W związku z tym… oskarżono publicznie papieża o herezję, sodomię i związki z demonami.

Kiedy się jednak okazało, że Bonifacy planuje ekskomunikowanie Filipa, Wilhelm postanowił go porwać. O mało nie doszło do zabójstwa papieża, który został ostatecznie odbity z rąk porywaczy, jednak w krótce po tym wydarzeniu zmarł. Po tych tragicznych wydarzeniach nastąpił krótki pontyfikat Benedykta XI po nim zaś Klemensa V, który otwiera okres tzw. niewoli awiniońskiej.

W związku z niebezpieczną sytuacją na Półwyspie Apenińskim (Rzym i niektóre włoskie miasta były opanowane przez stronnictwa wywodzące się od wrogich papiestwu gibelinów), papież Klemens V rezydował w pałacu papieskim w Awionionie (Prowansja), przez co przez prawie siedemdziesiąt lat on i jego następcy byli pod wpływem królów francuskich. Oddalenie od Rzymu i kontrola z Paryża spowodowały kolejny upadek moralności w Kościele: dochodziło do łączenia urzędów kościelnych i związanych z nimi beneficjów, degradacji ulegała dyscyplina oraz wykształcenie kleru, to wtedy także rozwinęła się do wielkich rozmiarów biurokracja i fiskalizm kościelny (nadużywanie nauki o odpustach czy idei „roku jubileuszowego”). Pycha papieży pokroju Bonifacego spowodowała popadnięcie Kościoła w zależność od władzy świeckiej oraz upadek jego autorytetu. Ostatnim akordem sporu papocezaryzmu z cezaropapizmem była walka awiniońskiego papieża Jana XXII z cesarzem Ludwikiem IV. Mimo ostatecznego zwycięstwa pierwszego z nich, stało się jasne, że spór tych dwóch sił o rząd dusz jest już anachronizmem, na arenę walki wkroczyły bowiem monarchie narodowe. Proces ten wzmocniło przejście niewoli awiniońskiej w Wielką Schizmę Zachodnią.

Od mniej więcej XII wieku zaczęła się rozwijać koncepcja niezależności poszczególnych królestw od cesarza. Paradoksalnie argumentów do tych twierdzeń dawało samo cesarstwo, gdyż wykorzystywane przeciwko papieżowi prawo rzymskie zaczęło być używane również przez lokalnych władców. Powoływali się oni m.in. na zasiedzenie, rozważania, a te doprowadziły do powstania dwóch kluczowych tez. Po pierwsze, „rex imperator in regno suo” (król jest cesarzem w swoim królestwie) – w ten sposób cezaropapizm został przeniesiony na grunt monarchii narodowej; po drugie, „regis exempti” zgodnie, z którą cesarstwo jest państwem jak każde inne.

Pierwszego poważnego wyłomu w idei uniwersalistycznej dokonali Francuzi, a dokładnie wspomniany wyżej Filip IV, który dążąc do uzyskania pełni władzy w swoim państwie w walce z papiestwem, odwołał się do poparcia ludu. Kiedy Bonifacy VIII w celu utemperowania Filipa postanowił ściągnąć w 1302 roku biskupów francuskich na synod w Rzymie, król francuski zwołał przedstawicieli wszystkich stanów – zgromadzenie, które przeszło do historii jako pierwsze Stany Generalne, poparło króla i zabroniło biskupom wyjazdu.

Kolejnym krokiem była wydana w 1324 roku praca, włoskiego filozofa i pisarza politycznego, Marsyliusza z Padwy pt. Defensor Pacis. W tym i kolejnych dziełach zawarł on swoją doktrynę, będącą prekursorką myśli nowożytnej. Zgodnie z nią zadaniem władzy, która pochodzi od suwerennego ludu, jest zapewnienie pokoju, w tym celu w ramach państwa kler musi być jej podporządkowany. Co więcej Kościół jako wspólnota wiernych także musi działać w myśl zasady suwerenności ludu, dlatego papieże powinni podlegać władzy soborów. Było to wsparcie dla koncyliaryzmu, idei silnej w okresie Wielkiej Schizmy Zachodniej. Marsyliusz uznawał prawo naturalne i boskie jedynie za zbiór wskazówek, natomiast za obowiązujące to, które zostało spisane. W myśli Marsyliusza widać zaczyn idei rozwiniętych później przez Hobbesa, Rousseau i pozytywistów prawa. Rodząca się doktryna państwowa monarchii narodowych oraz wojny husyckie były dopiero zapowiedzą tego, co stało się w nowożytności.

Niestety spory te wraz z wypaczeniami, do których prowadziło zbytnie przywiązanie Kościoła do spraw doczesnych doprowadziły do upadku idei Christianitas. Wielka Schizma Zachodnia, rozkład wewnętrznej spójności cesarstwa za panowania Luksemburgów oraz rozwój nowych prądów intelektualnych spowodował wzrost znaczenia poszczególnych władców, którzy uzyskiwali jeden pod drugim prawo inwestytury dla siebie bądź lokalnej ludności, jak to miało miejsce np. w Danii. Świecka inwestytura wraz z zaangażowaniem Państwa Kościelnego w politykę Półwyspu Apenińskiego nieuchronnie prowadziły do kolejnego upadku dyscypliny wśród duchownych. Nie mniej istotną kwestią pozostaje kryzys scholastyki, który z jednej strony spowodował rozwój nurtów humanistycznych, a z drugiej wzrost prądów mistycznych. Nałożenie się wyżej wymienionych kwestii i szerszych czynników społeczno-politycznych doprowadziło do tego, iż wątpliwości doktrynalne pewnego doktora teologii z Wirtembergii dały początek ruchowi, który miał zmieść resztki dotychczasowego porządku.

Nie wnikając w szczegółowy rozwój wypadków należy zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Jedną z nich jest wrażenie, jakie wywołało na Marcinie Lutrze „wojna chłopska” trwająca w latach 1524-25 w cesarstwie. Było to bowiem największe w historii tych ziem wystąpienie chłopskie. Tezy reformacji były przysłowiową iskrą na beczce prochu – uciskani fiskalnie, ubożejący chłopi wywołali bunt mający na celu likwidację dotychczasowego porządku społecznego, wszelkiej własności i hierarchii. Luter przerażony tymi wydarzeniami zmienił swoją dotychczasową koncepcję przyszłego postulowanego Kościoła, jako luźnych wspólnot i uznał państwo niezbędnym gwarantem porządku. W związku z brakiem rozbudowanej struktury kościelnej to władza świecka miała wziąć na siebie większość odpowiedzialności za życie wspólnoty, poza kwestiami stricte religijnymi, co dało początek Kościołom narodowym, a wraz z nawoływaniem do konfiskaty dóbr kościelnych było powodem popularności protestantyzmu wśród władców. Warto zaznaczyć, że niewiele brakowało, aby Kościół narodowy został powołany w Rzeczypospolitej. Wyżej zaznaczony rozpad spójności wewnętrznej cesarstwa w połączeniu z rywalizacją francusko-habsburską o dominację w Europie uniemożliwił Karolowi V (ostatniemu uniwersalistycznemu władcy Świętego Cesarstwa) na likwidację reformacji. Początkowo sprawa została uregulowana w 1555 roku w Augsburgu, gdzie przyjęto zasadę „eius regio eius religio” („czyje państwo, tego religia”), prowadzącą się do uznania, że wyznanie władcy decyduje o wyznaniu mieszkańców. Rozwiązanie to okazało się czasowe, niepokoje religijne i prześladowania na tym tle wraz z tarciami natury politycznej spowodowały wybuch wojny trzydziestoletniej. Ten krwawy konflikt o podłożu religijnym był impulsem do kolejnych przekształceń w myśleniu o świecie i społeczeństwie. Wojna została zakończona w 1648 roku pokojem westfalskim.

Pierwszym z jego skutków jest zakończenie procesu budowy suwerennych państw – od 1648 roku gwarantem traktatów międzynarodowych stały się suwerenne państwa, nie zaś papiestwo bądź cesarstwo. To drugie utraciło resztę swoich wpływów i przekształciło się w luźny związek państw.

Drugą kwestią jest potwierdzenie pokoju religijnego w Rzeszy przy złagodzeniu zasady „eius rego eius religo”, czyli wprowadzenie częściowej wolności religijnej (obowiązywała jedynie katolików, luteranów i kalwinistów). Trzy lata po podpisaniu traktatu Thomas Hobbes wydał swoje dzieło pt. Lewiatan, w którym, powtarzając niektóre z tez Marsyliusza z Padwy, położył podwaliny pod państwo nowożytne. Miało to niezwykle istotne znaczenie dla relacji państwo – Kościół. Od teraz ostatecznie głównymi aktorami przestali być papież i cesarz, a stały się nimi poszczególnie Kościoły i suwerenna świecka władza, mająca na celu podporządkowanie sobie społeczeństwa i jednocześnie zapewnienie mu pokoju. Postawiło to  dotychczasowy porządek na głowie, gdyż religia z gwaranta ładu i porządku społecznego stała się elementem potencjalnie podejrzanym o jego burzenie. Stąd władza musiała podporządkować sobie Kościół, zajmując jednocześnie miejsce cesarza lub papieża w „dominium mundi”, gdzie owo mundi ograniczone zostało do terytorium pojedynczego państwa.  Rozszerzanie władzy świeckiej miało miejsce nie tylko w państwach protestanckich, polityka królów Hiszpanii, Gallikanizm czy Józefinizm były odzwierciedleniem tych tendencji w państwach katolickich.

Jak widać wyraźnie Kościół od swojego początku zmagał się z władzą państwową, chcącą sobie podporządkować nie tylko ciała ale i sumienia swoich poddanych, obywateli. Okoliczności społeczno-polityczne zmuszały zaś go do wejścia w sferę świeckiej polityki. Jednak ani przyjęcie opieki państwa, ani próby całkowitego podporządkowania go sobie nie przyniosły Kościołowi wiele dobrego. Wręcz przeciwnie, łączyły się z jego moralnym upadkiem. Dlatego tak ważne jest, aby dziś, kiedy warunki nie wymuszają tak ścisłych związków jak w przeszłości, wypracować układ oparty na teorii dwóch mieczy. W którym to władza doczesna i tworzenie prawa należy do państwa, jednak niezachwiany zostaje urząd nauczycielski Kościoła, a prawo dąży do harmonii z prawem Bożym. 

Podziel się artykułem:

Kamil Wons
Członek redakcji czasopisma „Pressje” i stały współpracownik portalu Jagielloński24. Członek Klubu Jagiellońskiego.

Napisaliśmy już 2130 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Polacy myślą w kategoriach polityki mocarstwowej, głównie dlatego że innego rodzaju podmiotowości po prostu nie znamy.

Ani piastowska, ani jagiellońska. Sieciowa podmiotowość jest możliwa [POLEMIKA]

Ani piastowska, ani jagiellońska. Sieciowa podmiotowość jest możliwa [POLEMIKA]

Jacek Sokołowski

Zaledwie co dziesiąte referendum lokalne kończy się wiążącą decyzją, a nie marnotrawstwem pieniędzy podatników.

Uczyć demokracji w praktyce, a nie teorii. Progi referendalne do likwidacji

Uczyć demokracji w praktyce, a nie teorii. Progi referendalne do likwidacji

Tomasz Zakrzewski

Co z nową, liberalną eugeniką powinien zrobić współczesny konserwatysta?

Eugenika dla konserwatystów?

Eugenika dla konserwatystów?

Błażej Skrzypulec
Następny artykuł:

Polska europejskim Państwem Środka cz.2

Polska europejskim Państwem Środka cz.2