Geopolityka wraca do Polski

Polska europejskim Państwem Środka cz.1

Marcin Kacperek | 28-04-2016 16:30:51 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Polska europejskim Państwem Środka cz.1
www.flickr.com/photos/

Położenie Polski jako europejskiego państwa środka stawia ją również w komfortowej pozycji kontynentalnego splendid isolation w polityce globalnej. Rywalizacja o wpływy w XXI w. rozgrywa się głównie na morzach i oceanach, dlatego Polska jako „kontynentalna wyspa” – leżąca na północy zachodniej flanki spinającego światowy handel Rimlandu – powinna skupić się na utrzymaniu podmiotowości tego obszaru i swobodnie kluczyć między „morskimi” aktorami globalnymi zgodnie z interesem własnym oraz innych państw „niezaangażowanych”.

W tym kontekście na korzyść Polski działa także proces rozmarzania Arktyki, który prowadzić może do powstania nowych morskich szlaków handlowych, zmieniających porządek światowego handlu. Działaniom takim towarzyszyć powinna geostrategiczna polityka złotego środka, mająca na celu równoważenie sił aktorów zaangażowanych w poszczególnych regionach świata (głównie na obszarze Rimlandu) oraz promocję zasad globalnego wolnego handlu w oparciu o prawo międzynarodowe.

Piastowska czy jagiellońska?

Mający obecnie miejsce proces przesunięcia siły w systemie międzynarodowym w kierunku wschodnim tyczy się również Polski i EŚW. Proces ten zaobserwować można także w podsystemie europejskim (UE), gdzie w obliczu kryzysu w strefie euro centrum decyzyjne przesunięte zostało w kierunku północno-wschodnim. W miarę przesuwania się centrum światowego życia gospodarczego na obszar Azji i Pacyfiku, ta część Starego Kontynentu zyskuje uprzywilejowaną pozycję. Polska i EŚW mają bowiem kluczowe położenie dla realizacji chińskiej inicjatywy Jednego Pasa i Jednego i Szlaku, podczas gdy jego południowo-zachodnia część jest w nim właściwie pominięta. Polska, strategicznie położona, posiadająca największy w EŚW potencjał, powinna w tym kontekście dążyć do zwiększenia politycznej spójności regionu i reprezentować jego interesy na forum UE oraz w polityce globalnej. W pierwszej kolejności tyczyć się to powinno sfery bezpieczeństwa, szczególnie w obliczu wycofywania się USA z Europy oraz rosyjskiej agresji na Ukrainie. Tak newralgiczny jak EŚW geopolitycznie obszar – stanowiący wschodnią flankę nakreślonego przez Nicholasa Spykmana Rimlandu – z punktu widzenia Warszawy nie może stać się bowiem „luką bezpieczeństwa”. Polska i państwa EŚW powinny zatem dążyć do zacieśnienia współpracy w tej dziedzinie oraz uzyskania stałej obecności NATO na swym terytorium. W dalszej kolejności działania na rzecz zwiększenia spójności regionu należy koncentrować na zacieśnieniu współpracy ekonomicznej i rozbudowie infrastruktury na obszarze łączącym baseny Morza Bałtyckiego, Czarnego, Adriatyckiego oraz Egejskiego.

We współczesnej debacie na temat polskiej polityki zagranicznej wyodrębniły się dwie koncepcje: jagiellońska oraz piastowska. W pewnym uproszczeniu pierwsza z nich odwołuje się do tradycji dynastii Jagiellonów, a za cel stawia sobie budowę podmiotowości EŚW poprzez przedkładanie interesu regionu nad interes partykularny (wymiar południkowy). Druga natomiast, odwołując się do tradycji dynastii Piastów, postuluje indywidualne porozumienie z Niemcami i Rosją w celu realizacji partykularnych interesów (wymiar równoleżnikowy). Należy zauważyć, że obie koncepcje stworzone zostały raczej dla celów wewnętrznej walki politycznej i – jako mające czarno-biały charakter – nigdy nie mogły być w pełni realizowane przez swych orędowników. Mimo że obie koncepcje przedstawiane są jako sprzeczne, to w praktyce wzajemnie się uzupełniają, tworząc mechanizm sprzężenia (linkage) równoleżnikowego i południkowego wymiaru polskiej polityki zagranicznej. Warszawa powinna zatem w sposób pragmatyczny wykorzystywać obie idee w zależności od bieżących potrzeb. Pozwoliłby to Polsce zająć naturalne jej centralne miejsce w EŚW i niczym bismarckowskim Prusom odgrywać rolę pośrednika (honest broker) w regionie (dalej polityka złotego środka). Poszerzałoby to ilość strategicznych opcji polskiej polityki zagranicznej i pozwalało na posiadanie „interesów w miejsce przyjaciół”.

Jako kraj średniej wielkości, Polska w ograniczonym stopniu jest w stanie wpływać na kształt środowiska międzynarodowego za pomocą własnych środków. Musi ona więc do pewnego stopnia stosować politykę adaptacji do polityk aktorów silniejszych (bandwagoning), szczególnie Niemiec. Obecna pozycja Polski na arenie międzynarodowej jest zatem wypadkową bliskości powiązań, jakie posiada ona z Niemcami, oraz „wartości dodanej” z zewnątrz, która do pewnego stopnia pomaga równoważyć dysproporcję potencjałów. Na pierwszy rzut oka wydawać się może, że stawia to Warszawę w roli wiecznego petenta, który w nieskończoność zmuszony jest zabiegać o względy potężniejszego sąsiada. Otoczenie międzynarodowe nie jest jednak statyczne, a gra potencjałów poszczególnych aktorów w jego ramach ulega ciągłym zmianom. Tak się składa, że prozachodni zwrot na Ukrainie oraz konflikt w Donbasie – przy całej nieprzewidywalności rozwoju sytuacji – działa na korzyść Polski wbrew interesom Niemiec.

Z punktu widzenia Warszawy konflikt ten osłabia dwa najsilniejsze państwa na wschodzie oraz utrudnia nawiązanie „okrążającego” porozumienia pomiędzy Berlinem a Moskwą czy Kijowem. Z jednej strony, w obecnym kształcie Rosja zawsze będzie w stanie przelicytować swoją ofertą Ukrainę w oczach Niemiec, co antagonizować będzie Kijów wobec dokonującego jej kosztem „brudnych” kompromisów Berlina. Z drugiej strony, utrzymywanie agresywnej polityki przez Kreml będzie utrudniało powrót do pożądanej przez Berlin polityki business as usual. Sprawia to, że biorąc na siebie ciężar negocjacji pokojowych – najprawdopodobniej długotrwałego – konfliktu i powiązanie go z rosyjskim postulatem nawiązania dialogu między UE a Unią Euroazjatycką (EUG), Niemcy wpadły niejako w pułapkę, która trwonić może ich zasoby i kwestionować budowany konsekwentnie po II wojnie światowej wizerunek. W tym czasie, odsunięta od możliwości zawierania „brudnych” kompromisów, Polska może skoncentrować się na pogłębieniu współzależności z Ukrainą i budowaniu „wartości dodanej” w oparciu o politykę złotego środka. Działania takie powinny pozwolić na ułożenie dwustronnych relacji z Niemcami na bardziej partnerskiej stopie.

Między Rimlandem a Heartlandem. Polityka złotego środka

Polska jest krajem kontynentalnym, którego geostrategiczne interesy leżą na obszarze euroazjatyckim. Jest ona położona pomiędzy północną częścią zachodniej flanki Rimlandu a zachodnią częścią Heartlandu, co może stanowić zarówno geopolityczne przekleństwo (rozbiory), jak i błogosławieństwo (Rzeczpospolita Obojga Narodów). Podstawowym zadaniem strategicznym Warszawy powinno być zatem jak najsilniejsze osadzenie się na obszarze granicznym na przestrzeni między Morzem Bałtyckim a Czarnym oraz ekspansja w kierunku wschodnim i zachodnim. Jest to współcześnie o tyle konieczne, że euroazjatycki układ geopolityczny wraca do swego naturalnego stanu (wzrost znaczenia Chin, Azji Środkowej, Iranu, Turcji oraz EŚW kosztem Rosji), w którym to państwa Rimlandu posiadają przewagę strategiczną nad państwami Heartlandu. Wraz z pierwszą grupą Polska powinna prowadzić politykę okrążania Rosji, której towarzyszyć powinno jednoczesne dążenie do utrzymania stanu równowagi sił w poszczególnych obszarach Rimlandu – Bliski Wschód: Turcja – Egipt, Izrael, Arabia Saudyjska – Iran; Azja Centralna: Kazachstan – Uzbekistan; Azja Południowa: Indie – Pakistan; Azja Południowo-Wschodnia: Chiny – Japonia, Korea Południowa, ASEAN. Dążenie do osiągania regionalnych stanów równowagi sił powinno również dotyczyć obszarów poza Rimlandem, przede wszystkim na obszarze obu Ameryk: USA – Meksyk, Brazylia, Ameryka Łacińska. Ważne by takiej polityce towarzyszyło również aktywne zaangażowanie na forum ONZ w charakterze rozjemcy we współdziałaniu z krajami „niezaangażowanymi”.

Głównym instrumentem realizacji polityki złotego środka i zarazem podstawowym zadaniem polskiej polityki zagranicznej powinno być jak najsilniejsze zacieśnienie współpracy z państwami północnej części zachodniej flanki Rimlandu (EŚW) na rzecz budowy jej podmiotowości oraz nawiązanie regionalnej współpracy z Turcją oraz państwami skandynawskimi i Wielką Brytanią (wymiar południkowy). Za cel takiego działania należy postawić uzyskanie przez Polskę i EŚW „wartości dodanej”, a następnie jej transpolacji na wymiar równoleżnikowy w następującej kolejności: 1) Chiny, 2) USA, 3) inni pozaeuropejscy aktorzy, 4) Trójkąt Weimarski, 5) Francja, 6) Niemcy, 7) Rosja, by dokonać „sprzężenia” obu tych wymiarów, stawiającego Polskę w wygodniej pozycji „spajającego ogniwa”.

Wymiar południkowy

Ukute przez Oskara Haleckiego pojęcie EŚW przez cały okres swojego istnienia funkcjonowało bardziej jako idea aniżeli byt geopolityczny. Nad środkowo-wschodnioeuropejską tożsamością ciążyły kolejno: fiasko zjednoczenia regionu pod berłem Jagiellonów, okres zaborów, koszmar dwudziestolecia międzywojennego oraz widmo satelickiego charakteru z czasów zimnej wojny. Na to wszystko nakładały się jeszcze spory dotyczące roli, jaką poszczególne państwa regionu EŚW powinny odgrywać. Splot tych czynników powodował i wciąż powoduje, że nasze myślenie o EŚW ma często charakter życzeniowy lub wiąże się z uczuciami traumy czy nostalgii. Utrudnia to trzeźwe spojrzenie na mapę polityczną regionu. Po rozpadzie ZSRS, Czechosłowacji i Jugosławii oraz „okrojeniu” Rumunii po II wojnie światowej po raz pierwszy w historii nie ma w nim kraju, który mógłby rywalizować z Polską o regionalne przywództwo. Dzięki takiemu stanowi rzeczy oraz narodowemu „przebudzeniu się” Ukrainy po ćwierćwieczu wzajemnych sporów w EŚW być może zaistniały wreszcie warunki do nawiązania strategicznej współpracy regionalnej i przekształcenia idei O. Haleckiego w geopolityczny byt.

Żeby w sposób precyzyjny ocenić potencjał i perspektywy EŚW, w pierwszej kolejności należy określić, co rozumie się pod tym pojęciem oraz jakie warunki muszą zostać spełnione, aby mogła ona być traktowana jako geopolityczny podmiot. Jak sama nazwa wskazuje, EŚW składa się z dwóch członów – Europy Środkowej oraz Wschodniej. Do tej pierwszej zwykło zaliczać się Polskę, Czechy, Słowację oraz Węgry, do drugiej z kolei byłe europejskie republiki sowieckie – Białoruś, Ukrainę oraz Mołdawię. Jako że nazewnictwo nie ma często przełożenia na rzeczywistość, należałoby w tym aspekcie posługiwać się bardziej obiektywnymi kryteriami geopolitycznymi. Posługując się nimi, kraje regionu podzielić można na cztery kręgi:

  • I krąg „Międzymorze”: Polska, Rumunia, Ukraina (rdzeń);
  • II krąg: Czechy, Węgry, Słowacja (Grupa Wyszehradzka), Chorwacja, Słowenia, Austria;
  • III krąg: Litwa, Łotwa, Estonia, Białoruś, obwód królewiecki (Rosja), Mołdawia;

IV krąg: Serbia, Bośnia i Hercegowina, Czarnogóra, Kosowo, Albania, Macedonia, Bułgaria, Grecja, Gruzja, Armenia, Azerbejdżan.

Głównym kryterium dokonanego powyżej podziału jest to, czy przez terytorium danego kraju przebiega któraś z najkrótszych linii – bądź też któryś z ich alternatywnych przebiegów – łączących strategiczne punkty regionu, położone przy akwenach Morza Bałtyckiego, Adriatyckiego, Czarnego i Śródziemnego. Pośród wymienionych czterech kręgów pierwszy określić należy mianem obligatoryjnego, ponieważ brak któregokolwiek państw w nim zawartego powoduje, że podstawowe kryterium istnienia EŚW jako oddzielnego podmiotu geopolitycznego nie jest spełnione. Waga krajów pierwszego kręgu wynika z ich wspólnego potencjału tworzącego – rozciągający się od Bałtyku po Morze Czarne – geopolityczny ośrodek przyciągania, będący w stanie w sposób trwały funkcjonować pośród konkurencyjnych Niemiec i Rosji oraz wielkości wolumenu towarów przesyłanych na tym szlaku. Dodając do pierwszego kraje drugiego kręgu, region zyskuje kontrolę nad szlakiem Bałtyk–Adriatyk (ma on niższe znaczenie z uwagi na mniejszy wolumen przesyłanych nim towarów). Region rozumiany w granicach krajów do trzeciego kręgu zyskuje pełną kontrolę nad dwoma wymienionymi wyżej szlakami. Zaliczenie do EŚW krajów kręgu czwartego implikuje natomiast uzyskanie pozycji równorzędnej do Europy Zachodniej. Oznacza ono bowiem uzyskanie niemal pełnej kontroli nad szlakiem handlowym biegnącym od Morza Północnego i Bałtyku, przez Morze Czarne i Kaspijskie czy Egejskie i Śródziemne, aż po Kanał Sueski i Zatokę Perską (oraz nad szlakiem Bałtyk–Adriatyk). W takim przypadku region „spinałby” globalny handel od Atlantyku po Ocean Indyjski.

Podstawowym zadaniem polskiej polityki zagranicznej w EŚW powinno być zacieśnienie relacji między Polską, Ukrainą i Rumunią. Jako że Ukraina jest państwem wewnętrznie niestabilnym i problematycznym w relacjach dwustronnych, naturalnym partnerem Warszawy w pierwszej kolejności powinien być Bukareszt. Abstrahując od pozytywnego sentymentu dwustronnej współpracy z okresu międzywojennego i braku jakichkolwiek problemów we wzajemnych relacjach, wizerunek Polski w Rumunii jest niezwykle pozytywny, a Bukareszt oczekuje większego zaangażowania Warszawy w dwustronną współpracę (w przeciwieństwie do Litwy czy Grupy Wyszehradzkiej). Rumunia jest drugim pod względem potencjału ludnościowego krajem EŚW, jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek w UE oraz miejscem lokowania coraz większej ilości polskich inwestycji zagranicznych. Rumunia posiada niemal identyczną z polską percepcję bezpieczeństwa i odgrywa kluczową rolę dla stabilizacji sytuacji w sąsiedniej Mołdawii, która mimo zawirowań politycznych dokonała największych postępów w procesie stowarzyszenia z UE. Co więcej, w rumuńskiej polityce dokonuje się obecnie najprawdopodobniej pokoleniowa zmiana związana z wyborem na prezydenta Klausa Iohannisa oraz aresztowaniami oskarżonych o korupcję wysoko postawionych polityków postkomunistycznych.

W ostatnich latach zaobserwować można ponadto pewną polityczną dynamikę w tej części regionu. W kwietniu 2015 r. ogłoszone zostało powstanie inspirowanej Grupą Wyszehradzką  Grupy Craiova, w skład której weszły Rumunia, Bułgaria i Serbia. Zbliżenie z rozczarowanym brakiem zaproszenia do Grupy Wyszehradzkiej Bukaresztem pozwoliłoby Warszawie osłabić tę niekorzystną dla siebie inicjatywę lub też ewentualnie do niej dołączyć. Co ważniejsze, od momentu dojścia do władzy Petra Poroszenki w Kijowie i K. Iohannisa w Bukareszcie pewnego ożywienia nabrały również – pozostające dotychczas de facto w stanie zamrożenia – relacje ukraińsko-rumuńskie. W trakcie swojej wizyty w Kijowie w marcu br. rumuński prezydent opowiedział się za zacieśnieniem współpracy w trójkącie Rumunia–Ukraina–Polska. Z punktu widzenia Warszawy zacieśnienie relacji z Bukaresztem wywierałoby presję na Kijów, który, z powodu najmniejszego w tym gronie potencjału i braku geopolitycznych alternatyw, zmuszony byłby zabiegać o jej względy. Być może pozwoliłoby to ustabilizować dwustronne relacje i nadać im prawdziwie strategiczny charakter. Polska mogłaby również mediować w procesie rumuńsko-ukraińskiego zbliżenia, które leży w jej interesie. Zacieśnienie trójstronnych relacji mogłoby przyczynić się do zbliżenia Mołdawii z Zachodem i rozwiązania problemu Naddniestrza. Z punktu widzenia Kiszyniowa Warszawa mogłaby odgrywać ponadto rolę gwaranta suwerenności przed potencjalnymi unionistycznymi zapędami Bukaresztu.

W szerszym kontekście powstanie grupy polsko-rumuńsko-ukraińskiej współgrałoby z interesami USA w regionie. Zwiększałoby to siłę lobbystyczną trójki na rzecz stałej obecności NATO w Polsce i Rumunii oraz integracji Ukrainy z Sojuszem. W kontekście chińskiej strategii okrążania Rosji taki trójstronny sojusz byłby również pożądany z punktu widzenia Pekinu. W kontekście regionalnym natomiast powstanie polsko-rumuńsko-ukraińskiego „ośrodka przyciągania” powodowałoby, że z powodu braku strategicznych alternatyw pozostałe kraje EŚW w sposób naturalny zaczęłyby się na niego orientować. Tyczyłoby się to przede wszystkim państw bałtyckich na czele z Litwą, z którą Polska posiada problemy w dwustronnych relacjach, a także Grupy Wyszehradzkiej na czele z Węgrami.

Polska, Ukraina i Rumunia stanowią ponadto północno-wschodni zwornik dla przesyłu węglowodorów na zachód. Odgrywają także kluczową rolę w kontekście trasy Via Carpathia oraz chińskiego projektu Jednego Pasa i Jednego Szlaku. Zapraszając do tego grona jeszcze Turcję (będącą południowo-wschodnim zwornikiem regionu) – która z racji podobnych interesów bezpieczeństwa i zainteresowania sytuacją Tatarów krymskich powinna być tym zainteresowana – oraz Bułgarię, kraje te monopolizowałyby wspólnie tranzyt ze wschodu na zachód na szlakach kontynentalnych, uzależniając od siebie kraje leżące dalej na zachód. Pozwalałoby to wywierać presję na niekorzystną dla Polski inicjatywę trójkąta sławkowskiego (Austria, Czechy, Słowacja) oraz Węgry – w celu ich strategicznego przeorientowania kosztem Rosji i Chin oraz wyprowadzenia z izolacji na zachodzie. W ten sposób Warszawa uzyskiwałaby wpływ na politykę Budapesztu i mogłaby naciskać na leżącą w jej interesie normalizację jego stosunków z Kijowem i Bukaresztem czy odmowę jej przystąpienia do Grupy Craiova czy trójkąta sławkowskiego. Zaproszenie do współpracy Sofii pozwalałoby również ograniczać wpływy Moskwy w tym kraju.

Grupa Wyszehradzka jest jedynym sformalizowanym formatem współpracy w EŚW. Mimo nieumiejętności osiągnięcia konsensusu w sprawach strategicznych współpraca w jej ramach powinna być podtrzymywana. Należy jednak stwierdzić, że bez skutecznego zacieśnienia współpracy w trójkącie Polska–Rumunia–Ukraina Grupa Wyszehradzka nie będzie w stanie osiągnąć porozumienia w tematach strategicznych. Do tego czasu wzajemna współpraca powinna koncentrować się na płaszczyznach, w których można osiągnąć porozumienie, czyli stabilizacji i integracji europejskiej Bałkanów Zachodnich, rozbudowie wspólnej infrastruktury w ramach korytarza gazowego Północ–Południe czy projektu Via Carpathia. Mimo nacisków z zewnątrz, Grupa Wyszehradzka nie powinna otwierać się na nowych członków, co tylko osłabiłoby jej spójność. W ramach formatu V4+ powinna zapraszać do współpracy przede wszystkim – posiadające kluczowe znaczenie w kontekście rozbudowy infrastruktury w kierunku odpowiednio Adriatyku i Morza Czarnego – Słowenię, Chorwację, Austrię oraz Rumunię. Zacieśnienie współpracy w ramach tak rozumianego formatu V4+ osłabiałoby też inicjatywy trójkąta sławkowskiego czy Grupy Craiova.

Litwa, Łotwa, Estonia, Białoruś i obwód królewiecki stanowią wspólnie północno-wschodnią odnogę szlaku handlowego łączącego Morze Czarne z Morzem Bałtyckim. Mimo że z punktu widzenia Polski nie odgrywają one w tym kontekście kluczowej roli, a nawet stanowią konkurencję, to ze względów strategicznych (oraz z uwagi na wspólną tradycję Rzeczpospolitej Obojga Narodów) Warszawa powinna dążyć do włączenia tego obszaru do budowanego przez siebie projektu Międzymorza. Obszar ten stanowi bowiem dla Polski bufor bezpieczeństwa wobec Rosji. Poprzez wspomnianą wyżej intensyfikację relacji w trójkącie Polska–Rumunia–Ukraina Warszawa powinna zatem taktycznie doprowadzić do częściowej izolacji tego obszaru, co pomogłoby strategicznie uzależnić go od siebie. Tyczyć się to powinno przede wszystkim problematycznej w dwustronnych relacjach Litwy. Aby wywierać presję na Wilno, Polska musi zacieśniać swe więzi z Łotwą i przede wszystkim Estonią, której prezydent wielokrotnie wzywał ją do objęcia przewodniej roli w regionie. Takie podejście długofalowo zmusiłoby Litwę do nawiązania prawdziwie strategicznych relacji z Polską i stanowiłoby przyczynek do prowadzenia wspólnej polityki wobec Białorusi i Obwodu Królewieckiego. Celem takiej wspólnej polityki miałoby być jak najsilniejsze społeczno-ekonomicznie powiązanie ze sobą obu tych obszarów – głównie przez „udrożnienie” szlaku handlowego Królewiec/Kłajpeda–Odessa oraz budowę trasy Rail Baltica. Nawiązanie przez Polskę strategicznej współpracy z państwami tego obszaru w tym zakresie miałoby również pozytywne przełożenie na wymiar równoleżnikowy polityki zagranicznej. Pomagałoby wypracować spójne stanowisko w odniesieniu do projektu Jednego Pasa i Jednego Szlaku, w kontekście którego mają one wspólny interes jako kraje tranzytowe. Ten wspólny interes cementowałby współpracę na tym obszarze i mógłby przyczynić się do normalizacji stosunków z Białorusią i Obwodem Królewieckim.

Współpraca w ramach wymienionych formatów stanowiłaby dla Polski odpowiednią podstawę do ułożenia swych relacji z Bułgarią, Grecją i państwami bałkańskimi. Mimo że w krajach tych Polska posiada pozytywny wizerunek, to na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza region ten był nad Wisłą zaniedbywany. Z racji strategicznego położenia w kontekście południowej i morskiej nitki Jednego Pasai Jednego Szlaku oraz projektu Via Carpathia, perspektywy integracji europejskiej Bałkanów Zachodnich, a także ze względu na wpływy Rosji, Turcji i Chin na tym obszarze, region ten powinien mieć dla Polski kluczowe znaczenie. Warszawa powinna dążyć do jak najściślejszego zacieśnienia więzi z krajami regionu, co ograniczałoby wpływy wymienionej trójki na tym obszarze. Perspektywicznym kandydatem w tym kontekście wydaje się Serbia (również we współpracy z Węgrami), w stolicy której utworzony został Sekretariat ds. transportu i infrastruktury w ramach formatu „16+1”. Ogromne znaczenie dla handlu na linii Ocean Indyjski–Atlantyk ma z kolei Grecja, której porty w Pireusie i Salonikach obsługują jego znaczną część.

Ze względu na swe geograficzne położenie Turcja ma dla Polski i EŚW znaczenie strategiczne. Znajduje się ona na naturalnym szlaku przesyłu węglowodorów z Azji Centralnej i Kaukazu, a także – poprzez kontrolę nad cieśninami czarnomorskimi – stanowi południowe ujście dla handlu z Atlantyku do Oceanu Indyjskiego. Co więcej, Turcja jest członkiem NATO i zajmuje dość stanowcze stanowisko wobec działań Rosji na Ukrainie (szczególnie w kwestii Krymu) oraz na Bliskim Wschodzie (w sprawie Syrii oraz Iraku). Z racji wspólnego dziedzictwa historycznego Ankara posiada znaczące wpływy na Bałkanach. Abstrahując od pozytywnego sentymentu w dwustronnych relacjach, stanowi ona dla Warszawy – bilateralnie, ale i w ramach trójkąta z Rumunią (trójstronne konsultacje w takim gronie mają już miejsce) – kluczowego partnera. W kontekście nowej doktryny bezpieczeństwa Kijowa – która za swój cel stawia dążenie do członkostwa w NATO – oraz podobnych interesów bezpieczeństwa, celowym wydaje się zaproszenie do tego grona również Ukrainy. Warto zauważyć, że współpraca w takim czworokącie mogłaby liczyć na przychylność ze strony nie tylko USA, ale również Chin.

Iran jest dla Polski perspektywicznym partnerem w wymiarze gospodarczym, ale również politycznym. Oba kraje posiadają ponad pięćsetletnią tradycję dwustronnej współpracy, co stwarza pozytywną atmosferę dla rozwoju relacji. Stopniowe otwieranie się Iranu po zawarciu nuklearnego porozumienia stwarza dla polskich firm szanse do zaistnienia na tym chłonnym i „wygłodniałym” po latach sankcji rynku. Wzrost wzajemnej wymiany handlowej powinien jednak iść w parze z intensyfikacją dialogu politycznego. Pozwalałoby to bowiem ograniczać wpływy Moskwy w Teheranie, ale również wywierać presję na jego regionalnego konkurenta – Ankarę. Współpracy z Turcją oraz Iranem w kontekście Syrii i Iraku oraz szerzej Bliskiego Wschodu powinna towarzyszyć retoryka na rzecz porozumienia między szyitami a sunnitami. Należy również pamiętać o kluczowym położeniu Iranu w kontekście południowej nitki Jednego Pasa i Jednego Szlaku oraz przesyłu węglowodorów na zachód. Teheran posiada ponadto wpływ na sytuację na zdominowanym przez Rosję i Turcję Kaukazie Południowym, który objęty jest programem Partnerstwa Wschodniego.

Izrael, Egipt, Jordania oraz Arabia Saudyjska powinny stanowić szczególny obiekt zainteresowania Polski ze względu na położenie w pobliżu Kanału Sueskiego oraz Morza Czerwonego, które stanowią ujście do Oceanu Indyjskiego dla handlu atlantyckiego. Co ważne, wszystkie trzy kraje posiadają wzajemnie unormowane relacje, są relatywnie stabilne i należą do sojuszników USA i NATO w regionie. Intensyfikacja relacji z krajami Półwyspu Arabskiego powinna również przeciwwagą dla ewentualnych wpływów Turcji i Iranu w regionie oraz mieć na celu wsparcie niepodległości Izraela, z którym Polska posiada szczególne relacje.

Z powodu wspólnego położenia przy Morzu Bałtyckim i podobnych priorytetów w polityce wschodniej kraje skandynawskie są dla Polski naturalnymi partnerami w polityce bezpieczeństwa oraz we współpracy gospodarczej. Norwegia, Szwecja, Dania i Finlandia w dużym stopniu podzielają stanowisko Polski wobec Rosji oraz są zaangażowane w projekt Partnerstwa Wschodniego. W przypadku osiągnięcia przez Warszawę spójności EŚW poprzez współpracę z Bukaresztem i Kijowem Rumunia i Ukraina byłyby skłonne do strategicznej współpracy z państwami regionu, co wywierałoby dodatkową presję na państwa bałtyckie, obwód królewiecki i Białoruś. Za podjęciem przez Polskę strategicznej współpracy z państwami skandynawskimi przemawiają również wspólne interesy ekonomiczne i położenie na trasie projektu Rail Baltica. Stanowią one północne przedłużenie szlaków handlowych biegnących od Oceanu Indyjskiego, przez Morze Śródziemne i Czarne, aż po Bałtyk, Morze Północne i Ocean Atlantycki (w szczególności poprzez międzynarodowe cieśniny duńskie). Znaczenie państw regionu dla Polski wzrastałoby dodatkowo w przypadku otwarcia nowych szlaków handlowych w wyniku procesu rozmarzania Arktyki. W tym kontekście Polska – z racji położenia w sercu EŚW – mogłaby pełnić funkcję tranzytowego koncentratora i pośrednika między krajami skandynawskimi a krajami Europy Południowo-Wschodniej.

Niejako wschodnim przedłużeniem Skandynawii i głównym ujściem dla handlu atlantyckiego są kraje Beneluksu oraz Wielka Brytania. Abstrahując już od podobnego do polskiego stanowiska w sprawie polityki wschodniej i polityki bezpieczeństwa, kraje te posiadają kluczowe znaczenie w kontekście północnej nitki Jednego Pasa i Jednego Szlaku – zwiększając znaczenie Polski jako kraju tranzytowego. Porty w Londynie, Rotterdamie i Antwerpii (obok Hamburga i Duisburga) mają bowiem obsługiwać niemal całość handlu atlantyckiego w jego ramach.

Artykuł wyraża prywatne zdanie autora.

Artykuł stanowi część eseju z najnowszej teki dwumiesięcznika Pressje pt. Przekleństwo uległości. Zapraszamy do zakupu pisma oraz wyboru jednej z trzech form prenumeraty.

Podziel się artykułem:

Marcin Kacperek
absolwent stosunków międzynarodowych na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM w Poznaniu. Stypendysta Stowarzyszenia Naukowo-Kulturalnego w Europie Środkowej i Wschodniej (GFPS e. V.) w Berlinie w 2011 r. Były członek Zarządu Forum Młodych Dyplomatów. Absolwent aplikacji dyplomatyczno-konsularnej MSZ 2014. Obszary zainteresowań to: Trójkąt Weimarski, Grupa Wyszehradzka, Europa Środkowo-Wschodnia, polityka globalna.

Napisaliśmy już 2200 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Czy Amber Gold czegoś nas nauczyło? Nie. Czy nauczyły nas czegoś kredyty frankowe? Niespecjalnie. GetBack też niczego nas nie nauczy.

Wszyscy byliśmy chciwi. Krajobraz po GetBack

Wszyscy byliśmy chciwi. Krajobraz po GetBack

Mateusz Mazur

Opozycja postawiła zaporowy warunek udziału w debacie konstytucyjnej: likwidacja reżimu sanacyjnego. Jak pokazał czas, trudno uznać to działanie za skuteczną taktykę.

Dowcipem i trickiem. Droga do uchwalenia konstytucji kwietniowej

Dowcipem i trickiem. Droga do uchwalenia konstytucji kwietniowej

Tadeusz  Mroziuk

Wszystkie idee zachodnie były wówczas przez nas bezkrytycznie przyjmowane, bo przyszły do nas z innego, lepszego świata. Stanowiły oczywistą przeciwwagę dla socjalizmu, więc musiały być dobre.

Giza-Poleszczuk: Jako socjologowie straciliśmy zdolność prawdziwej analizy [ROZMOWA]

Giza-Poleszczuk: Jako socjologowie straciliśmy zdolność prawdziwej analizy [ROZMOWA]

Krzysztof Mazur
Następny artykuł:

Coworking to nie hipsteriada

Coworking to nie hipsteriada