Peryferie spoglądają na Zachód

Alicja Wielgus | 24-04-2016 17:24:28 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Peryferie spoglądają na Zachód
news.o.pl

Literatura jako miejsce wyrażania szerszych emocji społecznych, skupiona nie tylko wokół grupy wyznaczającej debatę publiczną z centrum, ale także wokół tych warstw społecznych, które są od głównego ośrodka oddalone, musiała siłą rzeczy zainteresować się prowincją. Wydaje się zresztą, że to obszary „prowincjonalne” są w rzeczywistości przeważające – może nie ze względu na swój dominujący głos w dyskursie publicznym, który jest właśnie często pomijany, ale ze względu na obejmowany zasięg.

Prowincja rozumiana jako przestrzeń oddalona od centrum, które stanowi ośrodek władzy, ideologii, miejsce kreowania świata, jest jednocześnie obszarem odrębnym i spójnym. Ta dychotomiczność świata prowincjonalnego opiera się z jednej strony na jego wysunięciu poza centrum, co jest równoznaczne z rozmijaniem się z głównymi nurtami mainstreamowymi, a z drugiej strony odwołuje się do uporządkowanej, spójnej wizji rzeczywistości, powstałej w wyniku konieczności zapełnienia pewnego tożsamościowego pola nie-centralnej wspólnoty. Już co do tak pojmowanej prowincji pojawiają się uczucia ambiwalentne, ponieważ konotacja centrum niesie za sobą jakąś wyższość w stosunku do peryferii. To zresztą potwierdza Słownik języka polskiego, który odnotowuje, z kwantyfikatorem „lekceważąco”, znaczenie prowincji: „obszary opóźnione w rozwoju cywilizacyjnym i kulturalnym; też: mieszkańcy takich obszarów”. Ale też ta przestrzeń spoza głównego nurtu niesie za sobą treści odwołujące się do stałego, opartego na solidnych, niezmiennych podstawach, systemu wartości, który będąc deprecjonowany w centrum, nie zostaje zastąpiony przez coś równie istotnego i dającego poczucie sensu w szerszej perspektywie.

Dwuznaczność pojmowania prowincji, przejawiająca się bądź pejoratywnym, bądź afirmatywnym stosunkiem, wydaje się zwłaszcza eksploatowana w literaturze najnowszej, po 1989 roku, ponieważ możliwe staje się odniesienie do Zachodu.

W tym kontekście prowincją, wciąż rozumianą jako miejsce dalekie od centrum, będące ośrodkiem wywierającym znaczny wpływ na rzeczywistość, nazywa się Polskę, będącą państwem Europy Środkowo-Wschodniej, dopiero wyzwolonej spod wpływu bloku komunistycznego. Ambiwalencja przejawia się z jednej strony w poczuciu niższości wobec niewątpliwie lepiej rozwiniętego, choćby gospodarczo, świata zachodniego, ale też z drugiej strony objawia się w świadomości zachowania wartości, których brakuje w modelu społecznym Zachodu. Te skrajne uczucia, które, rzecz jasna, towarzyszą twórczości pisarzy, wahają się między postkolonialnym poczuciem podrzędności – wyobcowaniem, onieśmieleniem, nieprzynależnością, a próbą wyrwania się z tego rodzaju kompleksów za pomocą nakreślenia obrazów świadczących o wartości własnej lokalności czy tradycjonalizmu opartego na innym modelu społecznym, ale nie gorszym od zachodniego.

Traktowanie regionów postkomunistycznych jako tych prowincjonalnych rozpoczęło się od momentu konieczności wprowadzenia byłych państw bloku wschodniego w świat Europy Zachodniej. Okazało się wówczas, że odmienność przez tak wiele lat „chroniona” murem berlińskim zdaje się nieprzystosowana do warunków zachodnich, ponadto zupełnie nie wchodząca w pole zainteresowań centrum. Teoria postkolonialna Edwarda Saida, u podłoża której leży podział świata na Zachód i Wschód, odzwierciedla sytuację powstałą po ’89 r. w Europie. Zachód jako część imperium, miejsce postępu, nowoczesności i demokratyzmu w zestawieniu ze Wschodem mającym być uosobieniem prymitywizmu, konserwatyzmu i uległości. W tak dominującym dyskursie przyszło pisarzom zmierzyć się z polską prowincjonalnością względem centralnego Zachodu.

Rozwiązaniem problemu przynależności do stereotypowych „peryferii” staje się otworzenie na świat zachodni. W utworach prozatorskich rozgrywa się to na zasadzie ukształtowania bohatera literackiego, który w jakiś sposób przekracza rzeczywistość znaną mu do tej pory i konfrontuje się z obcym światem.

Nie zawsze jednak dochodzi do zmiany światopoglądu, tym samym konstytuuje się klęska bohatera, który nie potrafi się odnaleźć, nie umie przyswoić wartości ofiarowanych mu przez nową rzeczywistości, a tym samym odrzuca „duchowość” Zachodu.

Postaci powieści Nic Dawida Bieńkowskiego, którzy uwierzyli w świat konsumpcji i komercji, ostatecznie zmagają się z wewnętrzną pustką. Porzucając swoje ideały, stracili poczucie spełnienia. Z kolei fabuła w utworze Mariusza Sieniewicza Czwarte niebo zostaje oparta na zmaganiach młodych ludzi z narzuconą im rzeczywistością prowadzącą do coraz większej komercjalizacji, obniżenia poziomu debat publicznych (przez „ogłupiające” programy telewizyjne) i pracy korporacyjnej, w której to pieniądz jest wartością nadrzędną. Bohaterowie powieści, w których przynależność do prowincjonalnej części Europy próbuje zostać unieważniona poprzez wprowadzenie na różnych polach modelu zachodniego, czują się wyobcowani i zagubieni. Wyznawane przez nich do tej pory wartości okazują się nieaktualne w nowej rzeczywistości, a to prowadzi do poczucia przegranej.

Metafizyczność prowincji polegająca na nadawaniu sensu, kształtowaniu światopoglądu, zaspokajaniu duchowych potrzeb, jest konfrontowana z obrazami prowincji zdegradowanej, zacofanej, przygnębiającej.

Ukazywania w utworach Daniela Odiji „Polska B” jest miejscem, w którym najbardziej widoczny jest upadek miast, bieda popegeerowskich wsi i ułuda wspólnotowości lokalnych społeczeństw. Ulica to opowieść o życiu w miasteczku ludzi stanowiących grupę alkoholików, przestępców, wariatów, dresiarzy czy po prostu bezrobotnych. Nic nie zapowiada zmiany ich statusu, obraz nędzy i beznadziei wręcz się pogłębia, w takim stanie, w jakim żyją, są pozostawieni samym sobie. Siódemka Ziemowita Szczerka to z kolei opis Polski rozciągającej się między Krakowem a Warszawą, a więc wizja samego centrum traktowanego jednak jak prowincja. To miejsce ohydne, chaotyczne, irracjonalne, a przede wszystkim prymitywne, w którym frustracja miesza się z przygnębieniem. Nic nie pozostaje z polskich duchowych wartości, moralnej wyższości wobec konsumpcyjnego świata zachodniego, a przede wszystkim z wyobrażeń o mitycznej wspólnotowości. Utwory te są raczej przykładem na głęboką prowincjonalność Polski w kontekście zacofania, zepsucia i zmysłowości, która nie daje się zastąpić przez racjonalność dążącą ku postępowi.

Te dwa sprzeczne obrazy przedstawiające „peryferie” wynikają z potrzeby mówienia o prowincji porównywanej do Zachodu.

Z jednej strony pojawia się apologia tej przestrzeni, ugruntowana wewnętrzną koniecznością stworzenia mitu broniącego przed natarczywym centrum, a z drugiej świadomość odstawania od lepiej sytuowanego Zachodu powoduje reakcję krytyczną wobec własnej prowincjonalności. Niemożliwy jest skok cywilizacyjny pozwalający na „dogonienie” państw zachodnich, czy to pod kątem rozwoju gospodarczego czy politycznego, więc pojawia się apoteoza własnej duchowości jako obrona przed całkowitą dominacją.

Wydaje się jednak, że zarówno jedna, jak i druga wizja jest zdeformowanym obrazem polskiej rzeczywistości. I choć zrozumieć można przyczyny skłaniające pisarzy do budowania takiego lub innego świata w swoich powieściach, to pozostaje pytanie, co z tego powinno lub może wyniknąć. A wynika niewiele.

Materiał powstał ze środków programu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Promocja literatury i czytelnictwa”.

Podziel się artykułem:

Alicja Wielgus
Członek redakcji jagielloński24. Współpracuje z portalami Kulturatka.pl i Teatr dla Was.

Napisaliśmy już 2031 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Wiele tez „Programu Polski Ludowej” z 1941 r. zostało oficjalnie przyjętych za podstawę rozważań programowych brytyjskiej Partii Pracy.

Lewa strona odpowiada: Zygmunt Zaremba

Lewa strona odpowiada: Zygmunt Zaremba

Bartosz Wójcik

Gospodarki przedkapitalistyczne pełne były zasad, które u zwolenników wolnego rynku wzbudziłyby jedną myśl: „uwaga, socjalizm!”.

Bez państwa wolnego rynku by nie było

Bez państwa wolnego rynku by nie było

Piotr Wójcik

To nie pierwszy raz, kiedy mające promować patriotyzm gospodarczy działania rządzących w praktyce przynoszą więcej szkody, niż pożytku.

Wydali 2 miliony, a aplikacja ledwo działa. Jak rządowa agencja promuje regionalne produkty

Wydali 2 miliony, a aplikacja ledwo działa. Jak rządowa agencja promuje regionalne produkty

Piotr Trudnowski
Następny artykuł:

Prowincja bez głosu

Prowincja bez głosu