Start-up postkolonialny

Światowi liderzy z Krakowa

Bartosz Paszcza | 19-04-2016 19:08:40 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Światowi liderzy z Krakowa
Zasoby własne.

Nie ma jednej, uniwersalnej drogi do stworzenia start-upu. Polską ścieżkę możemy przedstawić jedynie na konkretnych przykładach. Z grupy tych nadwiślańskich start-upów, które zdążyły już podbić dużych inwestorów, przedstawiamy historię dwóch: Estimote oraz Kontakt.io. Tym, co wyróżnia tę dwójkę, jest stworzenie całkowicie nowego na rynku produktu – beacona, „liderowanie” w światowej produkcji tych urządzeń oraz fakt, że obydwie formy zlokalizowane są w tym samym mieście, Krakowie.

W warszawskim Muzeum Neonów czy krakowskim MOCAK-u przez ich urządzenia do lamusa odeszły niewygodne i niepraktyczne słuchawki przewodników multimedialnych. Bezbłędnie poprowadzą nas także do odpowiedniej bramki na lotnisku lub stanowiska na targach. Urządzenia produkowane w Krakowie spotkamy na Camp Nou, londyńskim Heathrow, w turyńskim zoo, na jednym z największych w Europie festiwali muzycznych – Repeerbahn w Hamburgu. Wreszcie znajdziemy je w butikach polskiej firmy Gino Rossi oraz sklepach Leroy Merlin, w których pomagają przeanalizować ścieżki, które wybierają w sklepie klienci oraz miejsca, które omijają. Londyńskie ogrody Kew Gardens przy użyciu beaconów zmniejszyły koszty utrzymywania Wi-Fi o 90%.

Estimote i Kontakt.io to dwie krakowskie firmy, światowi liderzy produkcji beaconów – małych urządzeń, które przy pomocy bluetootha komunikują się z naszymi smartfonami.

Pozwalają one nie tylko lokalizować smartfona wewnątrz budynków niemal co do centymetra, gdzie często zawodzi GPS, ale także za zgodą użytkownika przekazywać treści powiązane ściśle z miejscem, w którym się znajduje. Z jednej strony potrafią pomóc w zamówieniu w parę sekund dostawy modelu pralki do domu. Z drugiej – potrafią też dostarczyć nam informacji dokładnie o tym dziele sztuki, na które akurat patrzymy.

Jedna z krakowskich firm otworzyła w San Francisco publicznie dostępny „park beaconów”, aby zainspirować programistów do wymyślania ich nowych zastosowań. Ich klientami są firmy takie jak Google, Facebook, Apple czy Siemens. Co więcej, giganci branży współpracują z krakowskimi firmami przy tworzeniu nowych standardów beaconowych technologii.

Niech przemówią liczby: Estimote, w trzeciej rundzie zbierania dofinansowania od inwestorów w styczniu tego roku otrzymał 10,7 miliona dolarów; Kontakt.io zaledwie miesiąc później zamknął swoją trzecią rundę – tym razem otrzymując 5 milionów dolarów. Wyrażając to w polskich złotych, podczas swojego istnienia pierwsza z firm otrzymała już ponad 50 milionów złotych, druga natomiast niemal 30 milionów. Nie warto tych liczb porównywać ze sobą: bez wiedzy, jaki procent udziałów w firmie otrzymali w zamian inwestorzy, nie można wysnuwać wniosków o tym, która z nich „jest górą”. Istotne jest tutaj coś innego: w Krakowie doczekaliśmy się dwóch firm, które w swojej działce są światowymi liderami, a zagraniczni fundusze inwestują w nie pieniądze rzadko spotykane w nadwiślańskich start-upach.

Warto tutaj także wspomnieć, że bynajmniej nie są to jedyne firmy zajmujące się produkcją tych małych bluetoothowych urządzeń: swój beaconowy oddział otworzył także lokalny gigant IT, Comarch. Przedstawiona poniżej historia wybranej dwójki ma na celu przedstawienie dwóch przykładów rozwoju start-upu w Polsce. Skoro tyle o innowacyjności rozmawiamy, to sięgnijmy wstecz do konkretnych historii, którym udało się odnieść już pewien sukces.

Szczególnie że obie firmy mają ciekawą przeszłość. Jakub Krzych, współzałożyciel Estimote, na ideę leżącą u podstaw firmy wpadł obserwując dzieci i ich rodziców na placu zabaw w 2012 roku. Jak sam wspomina, pomysł wziął się z obserwacji, że technologie mobilne sprawiają, że praca, obowiązki rodzinne i wypoczynek towarzyszy nam w każdym miejscu w każdej chwili: „kwintesencja tego nowego modelu ukazała się na placu zabaw – zauważyłem, że o 14.00, w piękną sobotę, przy piaskownicy spędza czas mnóstwo młodych ludzi, którzy z jednej strony budują relacje z dziećmi, a z drugiej są w stałym kontakcie z resztą świata przy pomocy smartfona”. Wówczas zrodził się pomysł, żeby spróbować połączyć wirtualny świat, który przeniknął do każdej minuty naszego życia przy pomocy telefonu, z realnym, fizycznym światem, w którym na co dzień się poruszamy. „Zaczęliśmy się nad tym zastanawiać, projektować i prototypować pierwsze urządzenia, wynajęliśmy dwa biurka w przestrzeni coworkingowej”.

To akurat nie było trudne, bowiem historia Estimote jest silnie związana z krakowskim środowiskiem start-upowym. Jakub Krzych, jeszcze podczas pracy nad swoją pierwszą firmą, został współzałożycielem przestrzeni coworkingowej Colab. Obydwaj założyciele od „Dnia 0” byli bardzo aktywni w lokalnej społeczności. „Myślę, że Kraków ma świetną społeczność, która przynosi wiele dobrego przedsiębiorcom działającym tutaj. Podstawową rolą społeczności jest lansowanie tych, którym się udało. Nie mieliśmy problemu [w Colabie – przyp. red.], żeby znajdywać takie osoby i zapraszać je do podzielenia się doświadczeniami. Ja, jako początkujący programista zawsze doceniałem takie osoby, na których działaniach mogłem się wzorować”.

Historia Kontakt.io zaczęła się od pomysłu, aby stworzyć system nawigacji dla niedowidzących, działający wewnątrz budynków. Inspiracją był jeden z współzałożycieli, który sam będąc niedowidzącym zmagał się z tym problemem. Czwórka twórców szybko zorientowała się, że ich pomysł na produkt ma o wiele szersze zastosowanie i zdecydowali się zarejestrować firmę w 2013 roku. Także tutaj pojawiła się chęć łączenia świata rzeczywistego z wirtualnym.

W słowach jednego z założycieli, Szymona Niemczury, z wywiadu udzielonego dla bloga Artura Kurasińskiego: „Przez długi czas byłem związany zawodowo z firmami zajmującymi się wyłącznie pisaniem oprogramowania. Z czasem pojawiła się we mnie bardzo silna potrzeba budowania czegoś namacalnego”.

Dokładnie tak, jak to było w przypadku Estimote: „Mieliśmy dość robienia nienamacalnych, wirtualnych projektów, jak strony internetowe”.

Te początki wyglądają jak wyjęte z filmu, ale w polskich realiach podjęcie decyzji o rzuceniu dotychczasowej pracy (często – w przypadku informatyków – dobrze płatnej) i rozpoczęcie wypracowywania własnego pomysłu niekoniecznie są dobrze odbierane. Kiedy Jakub Krzych najpierw odchodził z dużej firmy, aby założyć swój pierwszy start-up, usłyszał od swojego ojca, że w konkretnym zakładzie pracy powinien przepracować przynajmniej piętnaście lat. Zaś gdy parę lat później sprzedawał swoją pierwszą firmę, aby zająć się beaconami, ojciec powiedział mu „jeżeli już masz swoją firmę, to powinieneś ją prowadzić z piętnaście lat”. Podobne historie w środowisku nie są rzadkością. Pomimo że popularność start-upów wzrosła znacząco przez ostatnie lata, kiedy okazuje się, że to syn, chłopak, mąż czy przyjaciel chce rzucić wszystko i założyć firmę, często spotyka się to z niezrozumieniem.

W tym samym – 2013 – roku Łukasz Kostka, współzałożyciel Estimote, podsunął szalony pomysł zaaplikowania z ich pomysłem do najbardziej prestiżowego akceleratora start-upów na świecie – Y Combinator. Ten program pozwala przez parę miesięcy rozwijać swój pomysł, otrzymując pomoc mentorską od jego absolwentów, wśród których są założyciele Dropboxa, Airbnb czy Reddita. Dodatkowo prowadzący dzielą się know-how oraz umożliwiają kontakt z setkami największych inwestorów w branży. Cel – przeniesienie produktu od pomysłu do fazy wdrożenia. Nic dziwnego, że co pół roku aplikuje tam przeszło cztery tysiące firm, a dostaje się jedynie około pięćdziesięciu. Krakowianie mieli ostrożne podejście co do swoich szans: „Nasza aplikacja tam wydawała się szalona, ale pomyśleliśmy, że to dobra metoda na walidację naszego pomysłu. Nawet przejście do kolejnych etapów kwalifikacji będzie pozytywnym sygnałem, co do jakości naszego pomysłu”. Rzeczywistość przerosła ich wyobrażenia – w parę tygodni później otrzymali maila z zaproszeniem na 10 minutową rozmowę w Mountain View w Kalifornii, kupili bilety i polecieli. Wkrótce z sukcesem przeszli wszystkie rundy kwalifikacji i zakwalifikowali się na program akceleracyjny. Po paru miesiącach jego trwania mieli okazję wyjść na scenę i przed gronem 600 inwestorów w zaledwie dwie minuty zaprezentować swój pomysł.

Pobyt w Stanach nauczył ich dwóch rzeczy. Jakub już na początku naszej rozmowy stwierdził jasno „Ja bym złamał mit, że gdzieś tam w Dolinie Krzemowej są wybitni fachowcy. Spotkaliśmy tam ludzi, którzy mają takie same kompetencje, a czasem nawet słabsze, niż ludzie w Polsce”. Kluczową różnicą, według niego, jest coś innego – zdolność do podejmowania ryzyka. „W Stanach można zobaczyć ludzi przyjeżdżających z całego kraju, mieszkających w pokojach dzielonych z paroma osobami i odżywiających się w fastfoodach. Ryzykują oni wszystko, żeby <<coś>> osiągnąć, żeby spróbować zmienić świat. Nawet jeśli się nie uda, to nie niesie to ze sobą piętna – w Polsce po porażce jesteś spalony, a tam jest to wliczone w koszt zbierania doświadczeń”. Zauważył też, że przyczyny takiego stanu rzeczy leżą szczególnie w powodach ekonomicznych, z faktu bycia krajem na dorobku. Tyle że ta potrzeba zabezpieczenia bytu bywa pułapką w kontekście tworzenia nowych firm: „Jest parcie na to, żeby dostać dobrą pracę, potem zaczyna się zarabiać, kupuje mieszkanie na kredyt we franku szwajcarskim. Potem się okazuje, że jest za późno na ryzyko – taka osoba nie może już sobie pozwolić na odejście z korporacji”. Pobyt w Y Combinator nie tylko przyniósł pierwszych inwestorów, ale także tytuł najlepszego hardware’owego start-upu podczas największej w USA konferencji technologicznej, TechCrunch Disrupt, gdzie pokonali 5 tysięcy innych projektów.

Kontakt.io także sięgnął po zagranicznych inwestorów – z Danii i Czech. W opinii Szymona Niemczury, decydująca okazała się dojrzałość tamtejszego rynku inwestorskiego, która przekłada się na jasne zasady współpracy. Kluczową rolę odgrywa także doświadczenie: „Do tego dochodzi jeszcze kapitał wiedzy i doświadczenia, których ze względu na krótszą historię wolnego rynku, trudno jeszcze szukać w naszym kraju”. Kontakt.io, inaczej niż Estimote, dopiero z czasem zaczął angażować się w lokalne środowisko start-upowe. Bynajmniej nie była to kwestia przekonania się do jego wartości, ale dostępności czasu: „Praca w start-upie i rozwój firmy pochłania ogromną ilość naszego czasu, dlatego każdą wolną chwilę staraliśmy się spędzać z rodziną. Wtedy styl życia branży start-upowej to był dla nas luksus. Teraz przyszedł moment, kiedy możemy wreszcie sobie pozwolić na zatrudnianie dodatkowych osób i inwestowanie czasu w dzielenie się wiedzą”. Z tej zmiany wyrosło między innymi zaangażowanie w Hackathon BeaconValley (który równolegle odbył się w czterech miejscach na świecie, w tym Krakowie). W opinii Wojciecha Przybylskiego, szefa Krakowskiego Parku Technologicznego, teraz to ludzie z Estimote ograniczyli swoją aktywność społeczną, zapewne ze względu na czas poświęcony na rozwój firmy.

Kiedy dwaj światowi liderzy mają swoje siedziby „o rzut kamieniem” od siebie, naturalnie rodzi się kwestia rywalizacji. Jest ona jednak specyficzna, bo obie firmy zdecydowaną większość klientów posiadają za granicą. Obie mają też świadomość, że dla każdej z nich znajdzie się wycinek tortu – rynku, który według prognoz do 2019 roku ma urosnąć do wartości około 500 milionów dolarów i ilości 60 milionów urządzeń. Widać też obustronny szacunek. Szymon Niemczura powiedział, że „bardzo kibicuje” Estimote, z kolei Jakub Krzych zaznaczył, że fakt, że istnieje inna firma zajmująca się beaconami w Krakowie, jest świetny, bo rywalizacja zawsze jest motywująca. Konkurencja, w opinii Wojciecha Przybylskiego, przejawia się w innym aspekcie, „w rywalizacji o zasoby, o tę samą pulę talentów. Obydwie firmy potrzebują dosyć specyficznych umiejętności, związanych nie tylko z programowaniem, ale także elektroniką czy designem”. A takich ludzi w Krakowie – wbrew pozorom – na rynku wcale nie ma nadmiaru.

Czy beacony, będące częścią zjawiska „Internet of Thigs (IoT)” – Internetu Rzeczy, a więc tworzenia nie tylko oprogramowania, ale także fizycznych urządzeń znajdujących zastosowanie w realnym świecie i podłączonych do sieci, mogą stać się specjalnością krakowskich start-upów?

Tutaj zgodnym chórem powtarzają wszyscy: jak najbardziej. Wojciech Przybylski: „Jest realna szansa na to, żeby <<punktem ciężkości>> została działka IoT. Wtóruje mu Jakub Krzych, mówiąc, że „IoT to bardzo często estetyka, industrial design. W Krakowie mamy dostęp do takiego talentu, kształconego przez uczelnie pokroju ASP. Z drugiej strony, jest to technologia mobilna, mikroprocesory, technologie bezprzewodowe, a Kraków jest dominującą siłą w Polsce, kształcącą ludzi działających w tych obszarach. Po trzecie, to nie tylko kwestia projektu i zaprogramowania. Polska jest bardzo silnym graczem, jeśli chodzi o rynek tworzyw sztucznych i produkcji”. Przykład tych dwóch firm, o których już zrobiło się głośno, także za granicą, działa motywująco na całą społeczność. Pomaga także bardzo specyficzny aspekt lokalny, na który uwagę zwrócił szef Krakowskiego Parku Technologicznego: „Fenomenem sceny start-upowej w Krakowie jest poziom usieciowienia środowiska. Niezależnie od tego gdzie ludzie pracują, oddolnie i nie będąc motywowani interesem ekonomicznym, powstała kultura spotykania się i dzielenia wiedzą podczas setek meetupów, których w tym momencie jest aż za dużo. Ten poziom usieciowienia jest nieporównywalny do innych miast w Polsce”.

Żebyśmy się jednak nie zagalopowali w widzeniu świata przez różowe okulary:

Jakub Krzych widzi konieczność zmian, od „zmiany kultury podejmowania ryzyka” po te instytucjonalne: „Rolą instytucji rządowych jest zastanowić się, czy chcemy żeby Polska znana była z produkcji jabłek, czy chcemy wybrać klastry technologiczne i przemyśleć mechanizmy, które pozwolą im stać się liderami na skalę światową. To wymaga innego podejścia klasy politycznej, która miałaby nastawienie na budowanie relacji i realne wsparcie, a nie narzucanie własnych pomysłów podparte zgadywaniem”.

Z kolei w opinii Szymona Niemczury z Kontakt.io urzędy powinny mieć odwagę stać się „poligonem doświadczalnym dla młodych przedsiębiorców – najpierw wskazać obszary, które na styku sfery publicznej i prywatnej wymagają usprawnienia, a potem znaleźć i zatrudnić start-up, który zaproponuje najlepsze rozwiązanie. To sytuacja, w której wygrywają wszyscy – obywatele, jako beneficjenci technologii, oraz start-up, zyskując pierwszego dużego klienta”. Na inny aspekt instytucjonalnego wsparcia zwraca uwagę Jakub z Estimote: „Wyzwaniem dla takich instytucji jest odsianie ziarna od plew. Gdziekolwiek się rozdaje pieniądze, zawsze przyciągnie się osoby, które chcą po prostu pieniędzy oraz takie, które zamierzają przy ich pomocy zmienić świat. Zadaniem jest zbudowanie takich programów, żeby finansować tych drugich. Nie trzeba zresztą daleko szukać – po to są modele oparte o półprywatne fundusze czy środowiskowe inicjatywy. Ja znam mnóstwo takich przedsiębiorców, którzy chcą tutaj zmieniać świat i szukają takiego dofinansowania. Nie możemy się tutaj skupiać na sprawdzaniu koloru flagi europejskiej we wniosku i odpowiednich nalepek na laptopach”. Na razie wygląda to różnie. Wojciech Przybylski podaje przykład jednego z akceleratorów z KPT, który pozwolił rozwinąć się 25 firmom, z których aż 10 dostało później dofinansowanie od prywatnych inwestorów – tak wysoki, czterdziestoprocentowy odsetek jest raczej niespotykany w Stanach czy Europie. Z drugiej strony, wskazuje złe reguły Programu Operacyjnego – Innowacyjna Gospodarka: Działanie 8.1, które dawały bardzo łatwą możliwość dofinansowania, ale na bardzo sztywnych warunkach – „firma nie była w stanie dostosować swojego pomysłu do rynku i musiała ukończyć projekt, o którym wiedziano, że nie odniesie żadnego sukcesu, ale tego wymagały warunki dofinansowania”.

Historie Estimote i Kontakt.io pozwalają tę ścieżkę w jakiś sposób przybliżyć, choć trudno doszukiwać się tutaj „typowej” drogi powstawania takiej firmy – każdy przypadek wydaje się być inny. Polskie środowisko start-upowe od lat wyczekuje swojego success story, firmy, która będzie potrafiła przebić szklany sufit wartości – dajmy na to – miliarda złotych. To może być klucz do przebicia się tego małego wciąż środowiska do szerszej świadomości, pokazania, że w Polsce można i warto rozwijać swój pomysł. To właśnie sukces Skype’a zadziałał katalizująco na środowisko estońskie – przemówił do wyobraźni Estończyków, ale także zmienił odbiór ich kraju na całym świecie i wzmógł zainteresowanie inwestorów. W opinii Wojciecha Przybylskiego w Polsce „taki sukces może się pojawić nawet jutro – dojrzałość naszego rynku jest już na takim poziomie – ale może też pojawić się za trzy czy pięć lat. Może to właśnie beacony mają potencjał stać się taką success story”?

Podziel się artykułem:

Bartosz Paszcza
Członek redakcji jagielloński24. Doktorant studiów nad Siecią na Uniwersytecie Southampton w Wielkiej Brytanii. Zajmuje się badaniem wzajemnych relacji na linii Internet-społeczeństwo.

Napisaliśmy już 1900 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Postęp technologiczny nie jest wynalazkiem czasów nam współczesnych, a wypieranie pewnych zawodów przez technologię towarzyszy nam od wieków.

Przyjdzie robot i zabierze nam pracę. Czy naprawdę musimy się bać nowych technologii?

Przyjdzie robot i zabierze nam pracę. Czy naprawdę musimy się bać nowych technologii?

Karol Wałachowski

Polska potrzebuje demonopolizacji rynku przewozów kolejowych o charakterze użyteczności publicznej oraz zniesienia barier w dostępie do rynku połączeń komercyjnych.

Monopol PKP Intercity uderzy w polskie firmy

Monopol PKP Intercity uderzy w polskie firmy

Bartosz  Jakubowski

Istnieją trzy powody, dla których włodarze polskich miast zainwestowali w ostatnich latach miliony złotych w transport tramwajowy.

Polskie miasta stawiają na tramwaje

Polskie miasta stawiają na tramwaje

Maciej Dulak
Następny artykuł:

Neokomuna? Jednak nie

Neokomuna? Jednak nie