Historia wraca do polskiej literatury

Alicja Wielgus | 19-03-2016 20:24:39 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Historia wraca do polskiej literatury
www.flickr.com/photos/derekgavey

Nowa sytuacja kultury po 1989 r. pokazała jak sztuka, w tym literatura, może być zdeterminowana przez otaczającą ją współczesność. To jednak nie wszystko; udowodniła również jak w zupełnie inny sposób jej twórcy mogą patrzeć na doświadczenia przeszłości. I choć sprawa wydaje się oczywista, to w gruncie rzeczy wcale taka nie jest. Jak mówił Jerzy Jarzębski w jednym z wywiadów z okazji dwudziestolecia odzyskania wolności: „Proza to opowiadanie historii: po 1989 roku prozaicy mogą nareszcie opowiedzieć historię przeszłości i w miarę adekwatnie – tak by się przynajmniej wydawało – historię teraźniejszości. Historię przewrotu i przemiany świadomościowej. Z tego jednak, że mogą, wcale nie wynika, że to robią”.

A można śmiało powiedzieć, że nie robili. Dominująca w latach 90. okazała się tzw. „literatura małych ojczyzn” – prozaicy skupili się na ukazywaniu historii prywatnych, co pozwalało oczywiście wysuwać przy okazji problemy społeczno-polityczne, niemniej to doświadczenie jednostkowe na tle pewnego regionu było dla tej literatury najważniejsze. Tak skonstruowaną powieścią jest Hanemann Stefana Chwina, w której fabuła osadzona jest w powojennym Gdańsku, Dom dzienny, dom nocny Olgi Tokarczuk, tekst, w którym osobiste doświadczenie autorki stanowi punkt dojścia, czy Dukla Andrzeja Stasiuka, proza, której mikroświat to Beskid Niski. Ten bardzo popularny typ literatury w latach 90. wciąż wydaje się znaczący, tyle że został przeniesiony na inny grunt. Jak pisze Robert Ostaszewski, znany krytyk literacki, w najnowszym wydaniu „Nowej Dekady Krakowskiej” składającym się z „raportu” o stanie literatury; proza „małych ojczyzn” „przeniosła się do prozy gatunkowej, przede wszystkim do prozy kryminalnej i do prozy obyczajowo-romansowej”. Przykłady tego przeniesienia znajdziemy choćby w książkach Marka Krajewskiego czy Marcina Wrońskiego.

Pozostaje zatem pytanie, dlaczego prozaicy pierwszego dziesięciolecia po odzyskaniu wolności unikali pisania o przeszłości wspólnoty (lub inaczej mówiąc narodu), zwłaszcza o historii PRL-u. Ewidentna moda na „prozę małych ojczyzn” sprawiała, że powstawało wówczas wiele tekstów odnoszących się do historii Kresów, Gdańska, Mazur, czy też wiele powieści w gatunku bildungsroman, których tematem był proces dojrzewania. Wyjątkiem może być tetralogia Janusza Krasińskiego, której cykl zaczyna się od powieści Na stracenie, a której główny bohater – Bolesta – powracający po wojnie do kraju, zostaje ofiarą systemu komunistycznego.

Wydaje się jednak, że z zasady pisarze tworzący po ’89 unikali pisania o historii bieżącej czy też dotyczącej ostatnich lat, ponieważ uciekali w ten sposób od prób oceny/rozstrzygania aktualnie toczących się sporów. Poszukiwali natomiast ujścia „bezpiecznego patriotyzmu”, takiego, który wolny byłby od mniej lub bardziej uzasadnionego nacjonalistycznego urazu.

Oczywiście tym samym powieści te stały się bardziej uniwersalne, dotykające głębszych sensów i kwestii egzystencjalnych, stały się też bardziej europejskiej niż polskie. Ostatnie lata pokazują jednak, że kryzys historii, zarówno we współczesnej najnowszej literaturze polskiej, jak i w ogóle w myśli ponowoczesnej jest przełamywany. Można zauważyć pewnego rodzaju powrót prozaików do wielkiej historii – z jakich powodów więc konstytuuje się to zjawisko i czy ma ono szansę przetrwać?

Zaczynając od kręgu popkulturowego, w którym historia została „skolonizowana” przez estetyczną czy też fabularną atrakcyjność, wydaje się oczywiste, że powstające kolejno publikacje dotyczące wycinków życia pewnych warstw społecznych w poprzednich epokach nie wykorzystują przeszłości jako swoistego studium życia z historią w tle w konkretnych warunkach społeczno-politycznych. To raczej przykłady obecnej mody na popularno-rozrywkowe treści, skupiające głównie mało znaczące w szerszej perspektywie ciekawostki historyczne. Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Upadłe damy II Rzeczpospolitej, Życie prywatne elit Drugiej Rzeczypospolitej, Damy PRL-u, Dżentelmeni PRL-u – to głównie książki Kamila Janickiego, Sławomira Kopra, Emilii Padoł. Wpisujące się w ten nurt również pozycje rodzaju Dziewczyny z Powstania, Dziewczyny z Syberii Anny Herbich czy Dziewczyny wojenne Łukasza Modelskiego odwołują się przede wszystkim do historii II wojny światowej i do historii kobiet. Te dwa aspekty powodują zdecydowany przyrost popularności książkom, które przed ’89 miałyby dużo mniejszą szansę, aby zaistnieć.

Z drugiej strony w pewien obszar popkultury wpisują się także utwory z nurtu historii alternatywnej. Wydawana przez Narodowe Centrum Kultury od 2009 r. seria „Zwrotnice czasu” popularyzuje książki tego rodzaju, a pierwszą z nich była Burza Macieja Parowskiego, pisarza i dziennikarza Nowej Fantastyki. Na pytanie „po co to wszystko”, redaktorzy serii odpowiadają: „Historie alternatywne to niezwykle elastyczna i stymulująca intelektualnie konwencja. Pytanie: co by to było, gdyby? pozwala nie tylko na badanie tego, co wydarzyło się naprawdę, ale także na tworzenie alternatywnych wariantów historii. Daje asumpt do poszukiwań historiozoficznych, całkiem praktycznie edukuje z geostrategii. Last but not least – uczy historii. Bowiem, żeby móc stworzyć świat alternatywny, trzeba najpierw świetnie poznać ten, którego alternatywę chce się stworzyć”.

Wchodząc z kolei na obszar literatury wysokoartystycznej, można odnieść wrażenie, że popularnością cieszą się w ostatnim czasie ogromne powieści historyczne. Kiedy w 2005 r. ukazał się Warunek Eustachego Rylskiego, zachwycił nie tylko czytelników, ale także krytyków. Akcja powieści rozgrywa się podczas wojen napoleońskich, a główni bohaterowie to przedstawicieli dwóch różnych światopoglądów, zarówno w pojmowaniu funkcji historii i jednostki, jak i roli mężczyzny w świecie wojen. Niedługo później swoją karierę pisarską rozpoczęła Elżbieta Cherezińska. Ogromną popularność przyniosła jej książka o Piastach, Gra w kości, później Korona śniegu i krwi skupiona wokół dziejów polskich podczas rozbicia dzielnicowego, a także Niewidzialna korona o Władysławie Łokietku. Cherezińska w swym powieściopisarstwie zasadniczo skupia się wokół historii średniowiecza. Całkiem inną historię bierze na warsztat z kolei Szczepan Twardoch. Najgłośniejsza jego powieść – Morfina – to spór o tożsamość głównego bohatera, syna Ślązaczki i Niemca, żyjącego podczas II wojny światowej w Warszawie. Sam o sobie mówi: „Jestem Konstanty Willemann, ponieważ jestem Konstanty Willemann, to mnie zakreśla w całości, i w całości opisuje. Nie jestem na tym świecie po nic innego, niż to, aby być. Wypełniając rozkazy Inżyniera, nie służę nikomu, ani jemu, ani Polsce, ani organizacji; moje bycie służy mojemu byciu”. Historia, przed którą bohater wciąż próbuje się bronić, jest pewnym brzemieniem, przed którym nie da się uciec, co okazuje się tragiczne w skutkach.

Osobnym polem literackim eksploatującym historię jest literatura non-fiction. Nie da się zaprzeczyć karierze, jaką w tej chwili robią reportaże, utwory intymistyczno-autobiograficzne, dzienniki i wspomnienia. Oparte na rzeczywistości przyciągają czytelników, którzy, żyjąc w medialnym, „sztucznym” świecie, pragną kontaktu z tym realnym, bez iluzji i fikcji. Również i tutaj historia wykorzystywana jest do stawiania istotnych pytań o mapę naszej genealogicznej przeszłości. Tym bardziej, że przywoływane opowieści wynikają z rzeczywistych zdarzeń, brak fikcjonalności tylko wzmaga napięcie, buduje atmosferę. Odwołuje się do przeszłości w swoich „opowieściach rodzinnych” Mikołaj Grynberg w Oskarżam Auschwitz, w których przeprowadza rozmowy z dziećmi ocalałych z Holokaustu. W tym wypadku pamięć o doświadczeniach II wojny światowej wydaje się nie tyle konieczna, co absolutnie zdeterminowana życiem kolejnych pokoleń i ich nieustannym ścieraniem się z tragedią rodziców, która zostaje przeniesiona na ich samych. Historia więc jest głęboko zakorzeniona w świadomości społecznej, pamięć o niej nie ustępuje, może tylko zostać przepracowana, tym samym wymaga ciągłego mówienia, nawet o najbardziej brutalnych doświadczeniach przeszłości. O takich doświadczeniach pisze też Anna Janko w książce Mała Zagłada, w której opisuje unicestwienie wsi Sochy na Zamojszczyźnie w 1943 roku, dokonane przez Niemców. Tutaj również pojawia się problem rozrachunku pamięci – kolejne pokolenia nie potrafią poradzić sobie z traumą przekazaną im przez rodziców żyjących podczas wojny. Sięganie do historii powoduje także dokonanie wyboru perspektywy patrzenia, przestrzeń, do której się odwołujemy, zostaje nakreślona: albo jest to historia skrzywdzonych-ocalałych, albo oprawców-triumfatorów.

Niezależnie od wyboru jesteśmy na historię skazani. I choć możemy wykorzystywać ją jako atrakcyjne tło, bezużyteczną egzotykę wypełniającą pustkę, to niewątpliwie o wiele poważniejszą kwestią jest zaciągnięcie historii do sporu o naszą przeszłość, teraźniejszość i co najważniejsze przyszłość. To, w jaki sposób przedstawimy bowiem doświadczenia czasów dawnych, oznaczać będzie z jednej strony stan naszej pamięci i przepracowanej traumy, pojawiającej się w wyniku doświadczeń brutalnych, z drugiej wynikać będzie z naszej świadomości o roli historii i kształtowanej przez niej narracji.

Nie da się ukryć, że choć lata 90. zdominowane były przez literaturę odchodzącą w głównym nurcie od historii i prób jej oceny, to co najmniej ostatnie dziesięciolecie pokazuje, że nastąpił pewnego rodzaju zwrot. Ucieczka od historii w tamtym czasie związana była po części z przyjęciem modelu odcięcia się „grubą kreską” od przeszłości, rozpoczęcia budowy wolnego państwa bez rozliczania z trudną, komunistyczną przeszłością. Natomiast powrót do historii sugeruje, że jest to pewien krok w stronę naszej dojrzałości, nabrania przekonania, że nie da się uciec od pewnych pytań o wspólne dzieje.

Czy prozaicy ostatniego dziesięciolecia zauważyli zwiększoną społeczną świadomość i dlatego wykorzystują historię do wzbudzenia debaty na temat przeszłości, ponieważ jest to teraz możliwe, czy bardziej to próba zawłaszczenia historii do tworzenia wizji naszej przyszłości, do budowania narracji tożsamościowej?

Wydaje się, że obie te kwestie są ze sobą nierozerwalnie związane, ponieważ sam wybór perspektywy patrzenia na przeszłość (wybór dokonywany pomiędzy eksponowaniem naszej roli jako ofiary lub jako oprawcy), skutkuje kreowaniem takiego a nie innego wizerunku teraźniejszości, a co za tym idzie, przyszłości.

Materiał powstał ze środków programu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Promocja literatury i czytelnictwa”.

Podziel się artykułem:

Alicja Wielgus
Członek redakcji jagielloński24. Współpracuje z portalami Kulturatka.pl i Teatr dla Was.

Napisaliśmy już 2031 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Wiele tez „Programu Polski Ludowej” z 1941 r. zostało oficjalnie przyjętych za podstawę rozważań programowych brytyjskiej Partii Pracy.

Lewa strona odpowiada: Zygmunt Zaremba

Lewa strona odpowiada: Zygmunt Zaremba

Bartosz Wójcik

Gospodarki przedkapitalistyczne pełne były zasad, które u zwolenników wolnego rynku wzbudziłyby jedną myśl: „uwaga, socjalizm!”.

Bez państwa wolnego rynku by nie było

Bez państwa wolnego rynku by nie było

Piotr Wójcik

To nie pierwszy raz, kiedy mające promować patriotyzm gospodarczy działania rządzących w praktyce przynoszą więcej szkody, niż pożytku.

Wydali 2 miliony, a aplikacja ledwo działa. Jak rządowa agencja promuje regionalne produkty

Wydali 2 miliony, a aplikacja ledwo działa. Jak rządowa agencja promuje regionalne produkty

Piotr Trudnowski
Następny artykuł:

Byle jak najdalej od Waszyngtonu

Byle jak najdalej od Waszyngtonu