Odciski od pseudofeministycznych butów

Anna Kiljan | 22-01-2016 17:54:15 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Odciski od pseudofeministycznych butów
Kongres Kobiet fanpage

Wśród naczelnych i wicenaczelnych „Gazety Wyborczej” nie ma kobiet, a w całej redakcji, licząc z szefową „Wysokich Obcasów”, na 28 osób jest ich 7. W redakcji „Krytyki Politycznej” zasiadają sami mężczyźni, podobnie jest w wydawnictwie o tej samej nazwie. Redakcja „Kultury Liberalnej” prezentuje się na tym tle nieco lepiej, bo w jej 19-osobowym składzie jest aż 6 przedstawicielek płci pięknej. Prawdziwe gratulacje można złożyć magazynowi „Liberté” – tam wśród 25 redaktorów jest aż 10 kobiet. Przywołuję te dane, bo kiedy czytam, że zorganizowanie panelu dyskusyjnego, w którym występuje czterech mężczyzn i jedna kobieta w roli prowadzącej, jest naruszeniem równości płci, to zastanawiam się, co nim nie jest.

Taka forma debaty zasłużyła oczywiście na obecność i dość żywiołowe komentarze na profilu „Nie chodzę na panele, w których występują tylko mężczyźni”. Cytując administratorów, nie warto brać udziału w takim spotkaniu, ponieważ „osoba, która prowadzi, to nie to samo, co osoba w roli gościa-eksperta”. Zostawiam już na boku kwestię oczywistego umniejszania roli kobiety, która podejmuje się debatę poprowadzić. Chciałabym się raczej skupić na krótkim przedstawieniu procedury dobierania składu paneli dyskusyjnych w środowiskach Klubu Jagiellońskiego i „Nowej Konfederacji” oraz na krytyce założenia, że panele bez udziału kobiet są z zasady mniej wartościowe i należy zawsze dołożyć wszelkich starań, aby do dyskusji przystąpiła choć jedna przedstawicielka płci pięknej.

W myśl takich pseudofeministycznych założeń, składy redakcji najwyraźniej również powinny być lepiej kontrolowane, ponieważ są niejako współwinne rzadszej obecności kobiet w dyskusjach politycznych.  Dołączenie do debaty „panelistek” zamiast panelistów nastręcza problemów nawet w przypadku zapraszania przedstawicieli mediów lewicowych.

Osobiście od dobrych kilku miesięcy organizuję spotkania wokół kolejnych numerów „Nowej Konfederacji” i muszę powiedzieć, że redakcje „Krytyki Politycznej”, „Kultury Liberalnej” i „Liberté”, proszone o wyznaczenie dowolnego rozmówcy do panelu, nigdy nie zaproponowały kobiety.

I wiecie co? W ogóle nie przyszło mi do głowy, że ktoś mógłby mieć z tym problem, a co za tym idzie, nie zaświtała mi myśl, żeby kolegów z innych redakcji prosić konkretnie o wystawienie kobiety.

Chwalę sobie fakt, że nigdy nie zostałam poproszona o napisanie artykułu czy przeprowadzenie wywiadu dla „Nowej Konfederacji” ze względu na to, że warto, by na łamach pojawił się tekst podpisany damskim imieniem. Doceniam również to, że koledzy z redakcji i całego środowiska nie proszą mnie o wzięcie udziału w spotkaniach dyskusyjnych tylko po to, żeby zadowolić piewców równouprawnienia.

W moim, bądź co bądź, prawicowym i konserwatywnym otoczeniu płeć, jako czynnik decydujący o czyjejś aktywności lub jej braku, nie jest w ogóle brana pod uwagę.

Opieranie się na takim kryterium doboru gości uwłacza bowiem właśnie zapraszanym na jego podstawie publicystkom i komentatorkom.

Wcześniej nazwałam poglądy „wojowników o prawa panelistek” pseudofeministycznymi. Już tłumaczę dlaczego. Największe myślicielki feminizmu ostatnich lat, takie jak Hélène Cixous i Julija Krysteva, nie chciały bowiem, żeby kobiety były takie jak mężczyźni. Przeciwnie – motywem przewodnim ich twórczości było odnalezienie własnej, odmiennej od męskiej, tożsamości i stworzenie kobiecego języka, écriture féminine. Również Arachnologie… Nancy Miller silnie podkreślały inność kobiecej podmiotowości. Na naszym polskim podwórku widać wyraźnie, że dokonania zachodnich koleżanek o światowej sławie nie zostały należycie przerobione i zrozumiane. Cały czas pokutuje u nas pogląd, że kobieta musi za wszelką cenę odnajdować się w takich samych ramach jak mężczyzna. Wśród samozwańczych obrońców parytetów kobiety traktowane są przedmiotowo – mają po prostu pojawiać się wszędzie tam, gdzie są mężczyźni, a najlepiej jeszcze przewyższać ich liczebnie.

Myślę, że dojrzeliśmy już do tego, aby szczerze sobie powiedzieć, że ze świecą trzeba byłoby szukać mediów, w których przed kobietami zamyka się drzwi. Skoro w działach politycznych większości redakcji znajdujemy raczej mężczyzn, to znaczy, że kobiety nie odczuwają tak silnej potrzeby nurzania się w tej tematyce. Natarczywe próby wkładania im butów, których nie chcą nosić, nie tylko są sprzeczne z ideologią feministyczną, ale też po prostu powodują odciski. U wszystkich uczestników debaty publicznej.

Podziel się artykułem:

Anna Kiljan
prowadzi biuro prasowe Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego, sekretarz redakcji Nowej Konfederacji i pracownik Fundacji Pro - Prawo do życia. Zajmuje się fundraisingiem, komunikacją zewnętrzną i koordynacją projektów. Prowadzi szkolenia z zakresu współpracy z mediami i uczy języka angielskiego. Pracowała dla polityków, organizacji pozarządowych i szkół językowych.

Napisaliśmy już 1629 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

największym wyzwaniem jest zapewnienie bezpiecznego dotarcia do miejsca docelowego

Szarata: Damy radę

Szarata: Damy radę

Maciej Dulak

Sytuacja zmieniła się z początkiem 2016 roku, gdyż środki na współpracę z Polonią wróciły do Senatu.

Wspierajmy Polonusów, nie Polonię

Wspierajmy Polonusów, nie Polonię

Michał Kuc

Odpowiedzialność za organizację ŚDM nie leży w gestii Pana Boga, ale konkretnych osób.

Mały przewodnik po ŚDM

Mały przewodnik po ŚDM

Kamil Sikora
Następny artykuł:

Czy naprawdę uratowaliśmy maluchy?

Czy naprawdę uratowaliśmy maluchy?