Czy Trybunał blokował PiS?

Jacek Sokołowski | 08-01-2016 18:30:28 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Czy Trybunał blokował PiS?
flickr.com

W toku konfliktu o Trybunał Konstytucyjny politycy Prawa i Sprawiedliwości wielokrotnie podkreślali, że nie do przyjęcia jest rola tego organu jako swego rodzaju „trzeciej izby parlamentu”. Trybunałowi zarzucano, że nie jest ciałem obiektywnie weryfikującym zgodność z Konstytucją norm prawnych uchwalonych przez Sejm, lecz raczej arbitralnym moderatorem polityki prowadzonej przez większość rządzącą. Do pewnego stopnia tak jest w istocie – i to nie tylko w przypadku polskiego Trybunału, lecz w przypadku każdego sądu konstytucyjnego.

Rozstrzygnięcia o zgodności ustawy z Konstytucją zawsze będą miały skutek polityczny, bez względu na motywacje sędziów orzekających o tej zgodności. Przed wejściem w rolę instancji politycznej sądy konstytucyjne często starają się chronić odmawiając zajęcia stanowiska w pewnych kwestiach lub też zachowując wstrzemięźliwość w orzekaniu (ustawy rządowe uchylane są tylko w przypadku rażącej niekonstytucyjności). Poziom tej wstrzemięźliwości jest różny w różnych krajach. Jak wygląda to w Polsce?

W kontekście argumentów PiS-u warto spojrzeć na doświadczenia tej partii z Trybunałem w latach 2005-2007. Czy rzeczywiście można powiedzieć, że TK zablokował Prawu i Sprawiedliwości możliwość realizacji kluczowych z punktu widzenia tej partii pomysłów politycznych? Ile z jego orzeczeń w tym okresie wpłynęło na bieżącą politykę i czy można powiedzieć, że okazał w nich jednoznaczne sympatie polityczne?

V kadencja Sejmu obfitowała w spory konstytucyjne. Wśród nich wyróżniłbym cztery główne kategorie:

– istotne obszary polityki publicznej;

– istotne rozstrzygnięcia dotyczące równowagi sił pomiędzy graczami politycznymi;

– projekty nie należące do żadnej z dwóch powyższych kategorii, ale traktowane przez partię rządzącą jako prestiżowe;

– „pozostałe” – wszystkie te, gdzie temperatura sporu politycznego wokół ustawy była niska.

W kategorii pierwszej największe znaczenie miały orzeczenia TK dotyczące lustracji oraz reformy zawodów prawniczych, czyli tzw. lex Gosiewski. W obydwu tych kwestiach Trybunał rzeczywiście odegrał rolę „współustawodawcy”: w serii orzeczeń dotyczących lustracji (zapadających w latach 1998-2005) doprowadził do tego, że stała się ona u progu V kadencji instytucją martwą.

Wyjaśnić tu jednak trzeba, że w jakiejś mierze odpowiedzialność za to ponosili twórcy pierwszej ustawy lustracyjnej. Oparto ją bowiem na zastosowaniu do procedury lustracyjnej przepisów postępowania karnego, co implikowało niezwykle mocne gwarancje dla „oskarżonego”. TK jednakże systematycznie gwarancje te rozbudowywał, co ostatecznie doprowadziło do praktyczniej niemożliwości uznania kogokolwiek za kłamcę lustracyjnego. Dlatego też, po objęciu władzy, PiS uchwalił nowe prawo lustracyjne. Nie zostało ono przez TK całkowicie zablokowane, jednakże sędziowie, uznając zgodność z Konstytucją nowego modelu lustracji, znacząco ograniczyli jej zakres przedmiotowy, uchylając obowiązek poddania się jej przede wszystkim przez dziennikarzy i środowiska akademickie.

Jeszcze silniej zaingerował TK w politykę publiczną, stwierdzając w 2006 r. całkowitą sprzeczność z Konstytucją ustawy otwierającej dostęp do zawodów prawniczych (wprowadzała ona państwowe egzaminy na aplikacje adwokackie, radcowskie i notarialne, pozbawiając samorządy zawodowe prawa decydowania o dostępie do tych – wówczas lukratywnych – profesji).

Orzeczenie uznać można za godzące w politykę PiS-u nieco pośrednio, ustawa ta bowiem – niewątpliwie sztandarowa dla programu partii – uchwalona została jeszcze w IV kadencji (głosami m.in. PiS-u i PO – wówczas w opozycji). Kolejna wersja reformy, zmodyfikowana, ale również łamiąca monopol prawniczych korporacji (opracowana przez Zbigniewa Ziobrę jako ministra sprawiedliwości), nie została już przez TK odrzucona.

W obydwu powyższych wypadkach Trybunał zaingerował więc znacząco w politykę publiczną realizowaną przez PiS, w jakimś stopniu wpłynął na spowolnienie jej realizacji i na zmianę jej zakresu, jednakże nie doprowadził do jej całkowitego zablokowania.

W obszarze rozstrzygnięć wpływających na pozycję poszczególnych graczy politycznych, Sejm V kadencji głosami PiS-u i jego sojuszników uchwalił dwie szczególnie istotne ustawy, badane następnie przez TK: nowelizację ustawy o KRRiT (powodującą wygaśnięcie kadencji dotychczasowych członków i co za tym idzie – umożliwiającą przejęcie mediów publicznych) oraz nowelizację ordynacji wyborczej do samorządów (umożliwiającą dokonywanie tzw. „blokowania list wyborczych”, co zwiększało szanse PiS-u i Samoobrony w wyborach do sejmików). W obydwu tych przypadkach Trybunał nie „zawetował” rozstrzygnięć korzystnych dla partii rządzącej, aczkolwiek w noweli ustawy o KRRiT zakwestionował przepis dotyczący wyboru jej przewodniczącego (co jednakże nie wpłynęło na możliwość obsadzenia Rady przez większość rządzącą). Zatem wyraźnie widać tu, że o ile w (niektórych) obszarach polityki publicznej TK uważał, że „ma coś do powiedzenia”, o tyle w orzeczeniach mających wpływ na polityczną równowagę sił zachowywał dystans i nie dążył do wprowadzenia do tej równowagi żadnego rodzaju „korekty”.

Co ciekawe, na obecny stosunek PiS-u do Trybunału największy wpływ miały chyba orzeczenia z kategorii trzeciej: prestiżowe, choć w gruncie rzeczy pozbawione fundamentalnego znaczenia. Zaliczyłbym tutaj następujące:

– pozbawienie organów administracyjnych możliwości zakazywania manifestacji w oparciu o przepisy ruchu drogowego (w gruncie rzeczy bardzo „wolnościowe” orzeczenie, jednakże politycy PiS-u uznali, że godzi w politykę ich partii, gdyż w oparciu o te przepisy Lech Kaczyński jako prezydent Warszawy blokował Paradę Równości).

– zablokowanie powstania komisji śledczej tzw. „bankowej”. PiS wiele obiecywał sobie po tej komisji i miała ona w zamyśle stać się narzędziem do „tropienia układu”. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się mało istotna, jednakże „weto” Trybunału zostało wówczas przez PiS niesłychanie oprotestowane.

– uznanie, że niezłożenie w terminie oświadczeń majątkowych przez nowo wybranych w 2006 r. wójtów, burmistrzów i prezydentów miast nie powoduje utraty przez nich mandatu. Politycznym skutkiem tego orzeczenia było zachowanie stanowiska prezydenta Warszawy przez Hannę Gronkiewicz-Waltz.

– uchylenie tzw. „amnestii maturalnej” Romana Giertycha, wówczas ministra w rządzie Jarosława Kaczyńskiego.

Na podstawie powyższego podsumowania nie można jednoznacznie przesądzić o upolitycznieniu bądź apolityczności Trybunału. Wydaje się jednak, że wyrażana przez PiS obawa, że Trybunał stanie się stuprocentowym veto playerem nie znajduje pełnego odzwierciedlenia w faktach z przeszłości.

Podziel się artykułem:

Jacek Sokołowski
Doktor nauk prawnych, adiunkt w Instytucie Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych UJ. Kierownik Centrum Badań Ilościowych nad Polityką UJ.

Napisaliśmy już 2074 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

„Postmaterialistyczny zwrot” może okazać się szczególnie wartościowy z perspektywy zbliżających się wyborów samorządowych.

PiS idzie po nowe mieszczaństwo

PiS idzie po nowe mieszczaństwo

Bartosz Brzyski

Wasz premier, nasz Sejm – zdaje się mówić Jarosław Kaczyński do „pozytywistów”, „reformatorów” czy „gołębi” z obozu rządzącego.

Wasz premier, nasz Sejm

Wasz premier, nasz Sejm

Krzysztof Mazur

Czas na nowe otwarcie w polityce historycznej: zbudujmy pozytywistyczne Muzeum Cywilizacji w Łodzi.

Inka i Łukasiewicz na jednym cokole

Inka i Łukasiewicz na jednym cokole

Piotr Kaszczyszyn
Następny artykuł:

Pesa. Sylwetka firmy

Pesa. Sylwetka firmy