Dlaczego islam dogada się z Europą

Jan Maciejewski | 13-12-2015 17:46:04 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Dlaczego islam dogada się z Europą
3droga.pl

Wykład ratyzboński Benedykta XVI powinien stać się punktem wyjścia w budowaniu przez Kościół strategii wobec kryzysu islamskiego w Europie. Pokazuje on, gdzie katolicyzm może i powinien szukać żywotności, bez popadania z jednej strony w defensywęi naiwną, fałszywie rozumianą logikę miłosierdzia, a z drugiej w syndrom oblężonej twierdzy.

12 września 2006 roku Benedyktowi XVI udało się coś wyjątkowego – jego uniwersytecki, akademicki w treści i formie wykład stał się wydarzeniem medialnym na skalę globalną. Wszystko przez jedno zdanie, a dokładniej rzecz biorąc cytat z dialogu cesarza bizantyjskiego Manuela II Paleologa z pewnym uczonym persem, który brzmiał: „Pokaż mi to, co Mahomet wprowadził nowego, a znajdziesz tam jedynie rzeczy złe i nieludzkie, takie jak jego wytyczna dotycząca szerzenia wiary mieczem, który ją głosił”.

Klimat panujący wokół ratyzbońskiej prelekcji papieża dobrze oddają słowa włoskiej dziennikarki Franci Giansoldati z agencji ANSA: „Przez dobre pół godziny papież-teolog wyjaśnia zgromadzonym swoje tezy. Tymczasem dziennikarzom, śledzącym transmisję ze spotkania na ekranach telewizorów w specjalnie na tę okazję przygotowanej sali prasowej, włosy podnoszą się na głowie. Bo Benedykt XVI w uczonym wykładzie, który, owszem, jest zachętą do dialogu z islamem, dotyka miejsc niezwykle czułych, jakby żywych nerwów. Cytuje wypowiedzi bizantyjskiego cesarza, […] który dyskutując z uczonym Persem, mówi o dżihadzie, przytacza słowa Koranu o świętej wojnie, wspomina Mahometa, wzywającego do nawracania przy pomocy siły. Dla dziennikarzy natychmiast staje się jasne, że te cytaty to benzyna wlana do ognia, materiał wybuchowy, trotyl. Zdajemy sobie sprawę, że to niebezpieczny krok w kierunku wojny cywilizacji. […] Zdań, które zawiera uczony wykład papieża Benedykta, świat muzułmański nie zaakceptuje nawet jako zwykłych cytatów w znacznie obszerniejszym akademickim tekście”. Także w Polsce katoliccy dziennikarze będą pisać o długotrwałym procesie gojenia się „poratyzbońskich ran”.

To, co wydarzyło się w Ratyzbonie bynajmniej nie było burzą w szklance wody. Ratzinger to nie papież Franciszek, któremu zdarza się nieprzemyślanym doborem słów wywołać medialno-doktrynalne burze. W Ratyzbonie wszystko było na swoim miejscu. To niedługie wystąpienie było syntetycznym przedstawieniem istotowej różnicy między katolicyzmem a islamem.

W warstwie literalnej tekst ten jest wyłożeniem przyczyn, dla których z natury islamu wynika możliwość nawracania siłą – czyli, mówiąc wprost, dlaczego dżihad jest czymś zgodnym z istotą islamu, a nie tylko wyrosłym na tle społecznym i politycznym wynaturzeniem.

Fundamentalna różnica między islamem a katolicyzmem wynika z zupełnie różnych koncepcji Boga w obu religiach. W islamie Bóg ma naturę absolutnie transcendentną – jak stwierdza w Ratyzbonie Benedykt: „[Bóg islamu] nie jest w ogóle związany swoim słowem i nic nie zobowiązuje Go do objawiania nam prawdy. Gdyby taka była Jego wola, człowiek musiałby uprawiać także bałwochwalstwo”. Racjonalność boska i ludzka są w islamie czymś zupełnie różnym: bez punktów przecięcia, bez analogii, bez wspólnych punktów odniesienia. Fakt ten sprawia nie tylko to, że Allah jest zupełnie niepoznawalny, ale również przekonywanie w sprawach wiary, używanie argumentów, posługiwanie się rozumem w celu nawrócenia niewiernych jest bezcelowe. Islam jest w tym sensie religią irracjonalną. Dalszy fragment wypowiedzi Manuela II Paleologa przywołany przez Benedykta jest koniecznym rozwinięciem i dopowiedzeniem słów, które wywołały całą medialną burzę: „Wiara jest owocem duszy, a nie ciała. Kto zatem chce prowadzić kogoś do wiary, potrzebuje zdolności dobrego mówienia i właściwego rozumowania, a nie przemocy i gróźb. Aby przekonać duszę rozumną, nie jest konieczne posiadanie władzy ani narzędzi do bicia, ani jakiegokolwiek innego środka, którym można by grozić danej osobie śmiercią…”.

To „przekonywanie duszy rozumnej” możliwe jest natomiast na gruncie chrześcijaństwa dzięki istniejącemu w nim pierwiastkowi greckiemu. Jego obecność najlepiej oddaje prolog Ewangelii św. Jana: „Na początku było słowo (oryg. logos)”. Logos to jednocześnie słowo i rozum – „rozum, który jest twórczy i zdolny do komunikacji, ale właśnie jako rozum”.

Rzeczywistą stawką o jaką idzie gra w ratyzbońskiej prelekcji jest jednak nie wyłuszczenie różnicy między chrześcijaństwem a islamem, ale pojęcie racjonalności. Czy, zgodnie z oświeceniowym paradygmatem, za racjonalne, intersubiektywnie komunikowalne, pewne i obiektywne uznamy tylko to, co może być empirycznie potwierdzone. Jeżeli w ten sposób zawęzimy rozumienie racjonalności okaże się, że, jak mówi Ratzinger, „pytania ludzkie, tzn. <skąd> i <dokąd>, pytania religii i etosu nie mogą znaleźć miejsca na obszarze wspólnego rozumu opisanego przez <naukę> rozumianą w ten sposób i muszą być przeniesione do sfery subiektywizmu. Podmiot decyduje, na podstawie swoich doświadczeń, co wydaje mu się religijnie do przyjęcia, a subiektywne <sumienie> staje się ostatecznie jedyną normą etyczną. W ten sposób etos i religia tracą swoją siłę tworzenia wspólnoty i wygasają w sferze dyskrecjonalności osobistej.”

Ten, najważniejszy chyba w całym wykładzie, cytat naprowadza nas na zadziwiającą zgodność pomiędzy islamem a postoświeceniową cywilizacją. Zgodność ta (nie mylić z podobieństwem) polega na odseparowaniu religii od nauki.

O ile w islamie zjawisko to zachodzi „od góry”, poprzez koncepcję Boga absolutnie transcendentnego, nie korespondującego w żaden sposób z rzeczywistością jaka nas otacza, o tyle oświecenie rozłączyło te dwie sfery „od dołu”, poprzez imperatyw empirycznej sprawdzalności wiedzy.

Islam i Oświecenie są więc solidarnie antywspólnotowe, w sensie w jakim wspólnotę proponuje nam rozumieć Ratzinger – jako przestrzeń, w której w sposób wiążący i sensowny możemy odpowiadać na najważniejsze dla nas pytania. Rozmowa taka jest możliwa dopiero wtedy, kiedy nie będzie ona wymianą subiektywnych ekspresji, a będzie miała trwały i określony punkt odniesienia. W świecie po wcieleniu Chrystusa, w rzeczywistości która w sposób całkowity przeniknięta jest boskim logosem – słowem, rozumem, sensem – taka rozmowa jest możliwa.

Ten potencjał współpracy między współczesną cywilizacją europejską a islamem wychwytuje w swojej najnowszej książce Michel Houellebecq.

Uległość nie jest książką o podbijaniu Zachodu przez islam, ale o wzajemnym uzgadnianiu warunków współistnienia.

Negocjacje te w powieści Houellebecqa przebiegają zaskakująco bezproblemowo. W przypadku głównego bohatera Uległości kluczową pobudką do dokonania konwersji jest ostateczne rozwiązanie problemu z instytucją małżeństwa. Jego chroniczne poczucie osamotnienia (cecha wspólna bohaterów wszystkich książek francuskiego pisarza) zostaje uśmierzone bez potrzeby grania w uciążliwą, pełną napięć i niebezpieczeństw grę w miłość i budowanie trwałej relacji z drugą osobą. Teraz rola kobiety, a w zasadzie trzech czy czterech kobiet (w zależności od potrzeb), zostaje zracjonalizowana i sfunkcjonalizowana. Każda z nich będzie miała w jego życiu swoją rolę do odegrania, nie będzie potrzeby opierania wspólnego życia na głębszym porozumieniu czy wspólnym odpowiadaniu na pytania „skąd” i „dokąd”. To zarazem zadekretowanie i uśmierzenie osamotnienia.

Uzgodnienie warunków współistnienia dokonuje się również w Uległości na uniwersytecie. Okazuje się, że przejęcie przez muzułmanów kontroli nad akademią nie musi wcale oznaczać rewolucyjnych zmian w ich funkcjonowaniu. Poza formalnymi i symbolicznymi reformami, dotychczasowy paradygmat naukowy może pozostać bez większych zmian. Islam i oświecenie są bowiem konsekwentne w separowaniu nauki i wiary. To chrześcijaństwo ze swoją koncepcją wcielenia Boga w historię i świat powoduje zamieszanie i ferment. Ferment, dzięki któremu powstała Europa, która teraz negocjuje z islamem warunki swojej kapitulacji.

Podziel się artykułem:

Jan Maciejewski
Sekretarz redakcji czasopisma Pressje.

Napisaliśmy już 1782 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Scenariusz pokazuje dobrych Polaków na tle złych Niemców? Plus 3 punkty.

W stronę serialu narodowego

W stronę serialu narodowego

Mateusz Mazur

W jednym aspekcie polska kinematografia wciąż stanowi biały punkt na filmowej mapie świata – nie powstają tu prawie żadne duże zagraniczne produkcje.

Dlaczego w Polsce nie nakręcono Jamesa Bonda?

Dlaczego w Polsce nie nakręcono Jamesa Bonda?

Mateusz Mazur

Na nasze pytania odpowiadają: Łukasz Jasina, Jakub Majmurek, Sebastian Smoliński, Jakub Socha i Piotr Zaremba.

Spór o kino narodowe

Spór o kino narodowe

Sebastian Smoliński
Następny artykuł:

Kim są nasi wojewodowie?

Kim są nasi wojewodowie?