Nowe rozdanie

Kędzierski: Biedni płacą na bogatych. Reforma finansowania studiów w Polsce

Marcin Kędzierski, Bartosz Brzyski | 06-10-2015 16:33:12 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Kędzierski: Biedni płacą na bogatych. Reforma finansowania studiów w Polsce
Anastas Tarpanov/Flickr.com

Najnowsza analiza Zespołu Ekspertów Klubu Jagiellońskiego „Czas na kredyty studenckie” porusza zagadnienie struktury finansowania szkolnictwa wyższego w Polsce ze szczególnym uwzględnieniem roli studentów w całym systemie. O tym, dlaczego darmowość studiów jest mitem, a wprowadzenie czesnego działałoby także na korzyść samych studentów rozmawiamy z ekonomistą i autorem raportu Marcinem Kędzierskim.  

W podsumowaniu roku pracy premier Ewa Kopacz chwaliła się wzrostem nakładów na naukę. Jednak z raportu jasno wynika, że to nie pieniądze są największym problemem, ale ich złe wydatkowanie.

Na problem należy spojrzeć z dwóch stron. Po pierwsze, oczywiście pieniądze przeznaczane na szkolnictwo wyższe są w Polsce zbyt małe. Wielkość wydatków publicznych na edukację wyższą od 1990 roku spadła z 1,12% PKB do 0,69% PKB w 2014 roku. Dlatego jeżeli pieniędzy tych realnie w systemie brakuje, tym bardziej należy się zastanowić, jak efektywniej je wydatkować. Obecnie stosowany model finansowania, w którym prawie 90% środków na edukację wyższą trafia wprost do uczelni wyższych w ramach dotacji stacjonarnej daje z jednej strony uczelniom wyższym stabilność, ale z drugiej wpływa negatywnie na ich rozwój i zmniejsza konkurencyjność. Wynika to z faktu, że nawet przy zawieszeniu jakiejkolwiek działalności uczelnia będzie otrzymać wsparcie przez kilka kolejnych lat. Oczywiście obecny system jest na rękę kadrze akademickiej, dlatego bardzo trudno jest go zmienić. A jest to niezbędne, jeżeli mamy zmienić także strukturę polskiej gospodarki.

Można się zgodzić, że obecny system, wbrew pozorom, wcale nie zapewnia darmowych studiów. W raporcie omijacie zagadnienia doktrynalne, za argument na rzecz zmiany podając przede wszystkim patologiczność obecnego systemu. Dzisiaj ludzie mniej zamożni i tak płacą za studia, w dodatku jednocześnie finansując je ludziom zamożnym. Jak wygląda ten mechanizm?

Osoby z dużych miast, mające zdecydowanie lepszy dostęp do edukacji, począwszy od przedszkoli a kończąc na szkołach ponadgimnazjalnych, mają większe szanse na dostanie się na studia. Po drugie, koszt posłania takiego dziecka jest mniejszy niż osoby z małego miasteczka czy wsi, która musi się utrzymać w dużym mieście. Często jest to wręcz bariera zaporowa. W związku z tym, mimo, że rodzice osoby mniej zamożnej płacą podatki i teoretycznie mają zapewnioną darmową edukację, w konsekwencji dokładają się do studiów osoby zamożniejszej, a ich własne dziecko musi zrezygnować z dalszej edukacji. Jest to tak zwane zjawisko odwrotnej redystrybucji, w której pieniądze wędrują od biednych do bogatych. Edukacja to świetny, chociaż nie jedyny przykład takiego zjawiska istniejącego w Polsce.

Taka sytuacja jest nawet gorsza od tej w której wszyscy płacą po równo, bo bardziej niesprawiedliwa. Pytanie tylko, czy właściwym rozwiązaniem jest wprowadzenie opłat dla wszystkich w postaci czesnego, zamiast odwrócenia dzisiejszego mechanizmu w taki sposób, aby to bogatsi pośrednio współfinansowali studia biedniejszym.  

Po pierwsze, wprowadzenie czesnego należy rozłożyć na kilka lat do przodu. Nie jest to możliwe od razu. W pierwszej kolejności chcemy zreformować istniejące już kredyty studenckie, które pozwalałyby na to, aby każda osoba mogła zaciągnąć niskooprocentowany kredyt na czas studiów, aby później móc go spłacać w zależności od osiąganych zarobków. Dzisiaj 34% studentów w Polsce, co stanowi ok. 500 tys. osób ma trudności z pokryciem kosztów utrzymania, a jedynie 14% studentów otrzymuje stypendium socjalne. To pokazuje skalę problemu. Dlatego pierwszym krokiem jest rozwiązanie go, a dopiero później należy iść z reformą dalej. Nie można wprowadzić czesnego bez zapewnienia studentom możliwości jego sfinansowania.

Kredyty studenckie funkcjonują już od 1998 roku. Dlaczego więc, skoro tak duża liczba studentów ma problem ze sfinansowaniem studiów, tak niewielu decyduje się na zaciągnięcie kredytów? Temat raportu właściwie postuluje powołanie do istnienia czegoś, co już funkcjonuje.

Proszę zapytać kogokolwiek czy w ogóle zdaje sobie sprawę, że może skorzystać z takiej możliwości, albo czy wie jak to funkcjonuje. Kredyty studenckie nie są w żaden sposób reklamowane, nie informuje się osób zainteresowanych ani o możliwości ich zaciągnięcia, ani o tym, że różnią się od typowych kredytów komercyjnych. Między innymi dlatego dziś z takich kredytów korzysta zaledwie 3% studentów pierwszego roku, co stanowi ok. 8 tysięcy osób. W roku akademickim 2013/2014 wniosek o kredyt złożyło zaledwie 11,4 tysiąca osób, co stanowiło mniej niż 2% wszystkich studentów I roku. W dodatku nie trafiają one do najbardziej potrzebujących, no i mają liczne wady, które nawet osoby zorientowane odstraszają.

Jednym z instrumentów wsparcia finansowego, było powołanie Funduszu Pożyczek i Kredytów Studenckich (FPiKS) ustawą z 1998 roku i ulokowanie go w Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK). Zadaniem FPiKS było zarządzanie schematem kredytowym, natomiast odpowiedzialność za obsługę kredytów udzielanych studentom przeniesiono na banki komercyjne. Wspomnijmy tylko, że decyzja o przyznaniu kredytu zapada dopiero na wiosnę. Jeżeli kogoś nie stać na studia, to za co będzie żył na studiach przez kilka miesięcy w oczekiwaniu na decyzję? Poza tym kredyty nie ulegały indeksacji. Oznacza to, że dekadę temu miesięczna transza w wysokości 600 zł, jaką może dostać student, wystarczała na utrzymanie się, ale dzisiaj absolutnie nie. Szacuje się, że dzisiaj taką kwotą jest ok. 1000 zł.

Problemem jest też sposób spłaty kredytu po studiach. My postulujemy jego modyfikację w taki sposób, aby raty kredytów były dostosowane do wysokości zarobków. W związku z tym co powiedziałem, trudno powiedzieć żeby system ten należało modyfikować, ale raczej gruntowanie przebudować. Przekształcić Fundusz Pożyczek i Kredytów Studenckich w rządową spółkę celową, odpowiedzialną za zarządzanie schematem kredytowym, a od roku akademickiego 2016/2017 zastąpić istniejący instrument kredytami typu ICL. Koszt akcji kredytowej w pierwszym roku, przy założeniu uczestnictwa w systemie 25−30% studentów I roku, powinien wynieść 700−800 milionów zł. Dodatkowo, powinniśmy dążyć do uzyskania na preferencyjnych warunkach kredytu z Europejskiego Banku Inwestycyjnego.

Co z drugim etapem reformy, czyli wprowadzeniem czesnego? O ile kredyty studenckie w oczywisty sposób mają im pomóc, to raczej argument, że płacąc za nie otrzymają w późniejszym okresie dobrze płatną pracę jest bardzo mglisty.

Najważniejszym argumentem jest ten, że finansowanie studiów na uczelniach publicznych jedynie z budżetu państwa nie skłania przyszłych studentów do podejmowania racjonalnych decyzji edukacyjnych. Dzisiaj ponieważ studia są całkowicie darmowe, można studiować dowolną ilość kierunków a osoby rekrutujące się na studia nie zastanawiają się w co najlepiej jest inwestować. Państwo powinno selekcjonować kierunki, których istnienie jest potrzebne gospodarce. Przykładowo ilość miejsc na filozofii powinna być ograniczona, a w przypadku w którym student jest zainteresowany studiami na tym kierunku, powinien finansować ich podjęcie. Poza tym płatność za studia powinna zwiększyć konkurencję na rynku usług edukacyjnych i podnieść poziom studiów. To zaś sprawi, że waga dyplomu znów zyska na znaczeniu.

Możliwe, ale trzeba powiedzieć sobie wprost, to spowoduje, że ilość osób studiujących się zmniejszy. Znów najwięcej stracą najbiedniejsi. 

Wprowadzenie czesnych może zmniejszyć dostępność studiów. Właśnie dlatego wiele państw decyduje się na programy kredytowe. My postulujemy odwrotną logikę, aby złagodzić wprowadzenie reformy i aby studenci mogli przyzwyczaić się do nowych zasad. Dlatego najpierw chcemy wprowadzić instrumentem finansowania w postaci kredytu studenckiego, a który funkcjonuje w innych krajach jako ICL. System ten działa z powodzeniem w kilku krajach świata, m.in. w Australii, Wielkiej Brytanii i na Węgrzech. Wprowadzenie go Polsce otwiera drogę do wprowadzenia w Polsce odpłatności za studia, a to duży krok w stronę naprawy szkolnictwa wyższego.

Rozmawiał Bartosz Brzyski

Zachęcamy do lektury samej analizy na stronie Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego.

Podziel się artykułem:

Marcin Kędzierski
Ekonomista, członek zarządu Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego, pracownik naukowy Katedry Studiów Europejskich Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Stały współpracownik jagielloński24.
Bartosz Brzyski
Sekretarz redakcji jagielloński24. Członek Klubu Jagiellońskiego. Kontakt: brzyski@jagiellonski24.pl

Napisaliśmy już 1837 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Trump chce polepszyć byt mieszkańców USA za pomocą narzędzi protekcjonistycznych i stymulacji przemysłu. Jeśli mu się to nie uda, straci szanse na drugą kadencję.

Budżet jak za Reagana

Budżet jak za Reagana

Michał Kuź

Być może globalny zachodni ancien régime i dziś mógłby się spotkać z aspirującymi potęgami światowymi, zwłaszcza tymi z grupy BRICS, w pół drogi.

Czy ład światowy można zreformować?

Czy ład światowy można zreformować?

Michał Kuź

Model, w którym jeden „czempion” ciągnie za sobą na zagraniczne rynki swoich podwykonawców czy dostawców to zjawisko powszechne wśród koncernów zagranicznych.

Sikorski: Bez zjednoczenia wielkie koncerny nas „zjedzą”

Sikorski: Bez zjednoczenia wielkie koncerny nas „zjedzą”

Maciej Dulak
Następny artykuł:

Nie zostawiajmy ekologii lewicy!

Nie zostawiajmy ekologii lewicy!