Czy polskie media są polskie?

Czy musimy repolonizować media? Analiza zagranicznego kapitału w Polsce

Paweł Grzegorczyk | 14-09-2015 17:56:18 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Czy musimy repolonizować media? Analiza zagranicznego kapitału w Polsce
flickr

Jak rozmawiać o zagranicznym kapitale w polskich mediach? Przede wszystkim bez zacietrzewienia charakterystycznego zarówno dla zwolenników, jak i przeciwników „repolonizacji mediów”. Prasa, telewizja, radio, Internet - każdy z tych sektorów to inna specyfika i inne proporcje „polskości” do „zagraniczności”. Odgórne dekrety repolonizacyjne i śmiałe pomysły o nacjonalizacji mediów odłóżmy na bok. Podchodząc do tematu poważnie, zacznijmy od rzeczy zupełnie podstawowych: wzmocnienia roli Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz walki z monopolizacją konkretnych sektorów naszego rynku.

Na początku lat 90. liberałowie z Kongresu Liberalno-Demokratycznego przekonywali, że „kapitał nie ma narodowości”, a w gospodarce liczy się „matematyka, nie polityka”. Wyśmiewali wszystkich, którzy widzieli zagrożenie w prywatyzacji i sprzedaży polskich podmiotów gospodarczych. Od tego czasu przeszliśmy daleką drogę, jeśli chodzi o podejście do zagranicznego kapitału. Za sztandarowy przykład służy były premier Jan Krzysztof Bielecki – kiedyś jeden z głównych prywatyzujących państwowy majątek, dziś czołowy zwolennik repolonizacji polskiego sektora bankowego.

Niestety w przypadku rynku medialnego wciąż tkwimy w ubiegłym wieku. O udziale kapitału zagranicznego mówi się niewiele, a dyskusja na temat repolonizacji wzbudza w środowisku dziennikarskim spore emocje, które uniemożliwiają rzeczową debatę. W ostatnich latach o podziale mediów między rodzimych i zagranicznych właścicieli oraz o skutkach dominacji tych drugich mogliśmy przeczytać jedynie w branżowych, niskonakładowych pismach lub dowiedzieć się z wątpliwych merytorycznie infografik, krążących po Internecie. Dopiero w tym roku, wraz z kampanią wyborczą, problemy rynku medialnego zaczęły mocniej interesować polityków. Dwa ugrupowania polityczne odniosły się do postulatu repolonizacji mediów w swoich programach.

Najpierw w czerwcu Paweł Kukiz opublikował zalążek „Programu naprawy państwa” (ostatecznie w całości nie powstał).  Muzyk jako jeden z głównych problemów rynku mediów wskazywał dominację Grupy Polska Press (Verlagsgruppe Pasau) wśród wydawców lokalnych. Według badań koncern ten ma ponad 90% udziałów wśród prasy regionalnej, a z 24 najpopularniejszych dzienników lokalnych aż 20 należy do niemieckiego wydawnictwa (od „Dziennika Zachodniego” i „Gazety Wrocławskiej”, przez „Gazetę Krakowską”, po „Gazetę Pomorską”). Receptą na monopolizację rynku, zarówno na szczeblu lokalnym, jak i centralnym, ma być zdaniem Kukiza wprowadzenie zakazu koncentracji więcej niż 20% mediów w rękach jednego nadawcy. Dodatkowo Ruch Kukiza postuluje wprowadzenie zakazu reklam firm państwowych oraz organów władzy publicznej w mediach o kapitale zagranicznym. Dla przykładu w latach 2008-2012 resorty najwięcej środków wydały w szwajcarsko-niemieckim „Newsweeku”, bo aż 45% budżetu przeznaczonego na tygodniki. Większość analityków rynku medialnego w Polsce podchodzi do postulatów Pawła Kukiza bardzo ostrożnie i nie wierzy w możliwość wcielenia ich w życie, jednak zaznaczają przy tym, że stanowią one dobry przyczynek do dyskusji nad kondycją rodzimych podmiotów.

Miesiąc później w podobnym tonie wypowiadała się Barbara Bubula, która w latach 2007-2010 była członkiem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, a aktualnie zasiada w Radzie Programowej Telewizji Polskiej. Ekspert PiS w kwestii mediów zaproponowała, podobnie jak Kukiz, nowe przepisy antymonopolowe dla podmiotów powiązanych kapitałowo z zagranicą (z tą różnicą, że na poziomie od 20% do 25%). Ma to zostać ujęte w nowym projekcie ustawy medialnej (dokładniej: ustawy o radiofonii i telewizji).

Debata na temat dominacji kapitału zagranicznego na polskim rynku medialnym opiera się na sympatiach politycznych i osądach wyssanych z palca, na pewno nie na kompletnych opracowaniach, bo te są trudno dostępne lub nie ma ich wcale. Dlatego na własną rękę przeanalizowałem udział w rynku i zyski finansowe największych grup medialnych w Polsce oraz określiłem ich narodowość (jako kluczowe kryterium przyjąłem narodowość dominującego właściciela, a także miejsce prowadzenia działalności oraz siedzibę głównej spółki z grupy) – od prasy, przez radiofonię i telewizję, aż po Internet, uwzględniając specyfikę każdego z sektorów. Przyglądam się, jak radzą sobie polskie przedsiębiorstwa na tle zagranicznych i ostatecznie proponuję własne rozwiązania, których wprowadzenie powinno przywrócić równowagę na rynku mediów.

Prasa

W 2014 roku sprzedano w Polsce łącznie ponad 746 milionów egzemplarzy poszczególnych tytułów. Rynek został podzielony pomiędzy 19 koncernów medialnych – 9 zagranicznych (Wydawnictwo Bauer, Ringier Axel Springer, Grupa Polska Press, Edipresse Polska, Grupa Burda International, Phoenix Media, Marquad Media, Egmont Polska i Bonier Bussines Polska) i 10 polskich (Agora, ZPR Media, Grupa Gremi, Westa Druk Mirosław Kuliś, Infor Biznes, Fundacja Gościa Niedzielnego, Polityka, PMPG Polskie Media, Fratria i Media Service Polska), które łącznie kontrolują 185 czasopism.

Na pierwszy rzut oka podział wygląda na równomierny, jednak wydawcy zagraniczni są właścicielami 138 czasopism, które sprzedały ogółem ponad 567 milionów egzemplarzy, natomiast rodzime wydawnictwa kontrolują ledwie 47 tytułów, co przełożyło się na 178 milionów sprzedanych egzemplarzy. Podmioty o kapitale zagranicznym kontrolują więc aż 76% rynku prasy.

Największym wydawcą jest, należące do firmy z Hamburga, Wydawnictwo Bauer (Heinrich Bauer Verlag Kommanditgesellschaft). Przedsiębiorstwo zaczęło inwestować w naszym kraju tuż po transformacji ustrojowej, bo już w 1991 roku. Po 24 latach posiada 39 czasopism, których sprzedaż wynosi ponad 248 milionów egzemplarzy (33% udziałów w rynku). To więcej, niż kontrolują wszystkie polskie wydawnictwa razem. Bauer sukces zawdzięcza wykorzystywaniu materiałów i formuł wcześniej wypróbowanych na rynku niemieckim. Wiązało się to z niewielkimi kosztami, a trafiało w gusta Polaków. Do dziś wydawnictwo specjalizuje się w magazynach luksusowych („Pani”, „Twój Styl”, „SHOW”), poradniczych („Mam dziecko”, „Świat Kobiety”, „Tina”), rozrywkowych („Chwila dla Ciebie”, „Rewia” „Życie na Gorąco”), młodzieżowych („Bravo”, „Bravo Girl”), komputerowych („CD Action”, „PC Format”), motoryzacyjnych („Auto Moto”), popularnonaukowych („Świat Wiedzy”) oraz telewizyjnych („Tele Tydzień”, „Tele Świat”). Większość tytułów Bauera jest liderem w swojej kategorii.

Drugie miejsce zajmuje szwajcarsko-niemiecki Ringier Axel Springer, który zadebiutował na polskim rynku w 1994 roku, kiedy ukazał się pierwszy numer „Pani Domu”. Ta wiodąca spółka w Europie Środkowo-Wschodniej, w naszym kraju sprzedaje ponad 122 milionów egzemplarzy rocznie (16% udziałów w rynku). Portfolio wydawcy tworzą najpopularniejszy dziennik w Polsce – „Fakt” (sprzedaż na poziomie 315 tys. egzemplarzy dziennie), największy dziennik sportowy – „Przegląd Sportowy” (30 tys. egzemplarzy dziennie), a także jedyny tygodnik społeczno-polityczny w zagranicznych rękach – „Newsweek Polska” (110 tys. egzemplarzy tygodniowo; trzecie miejscie wśród tygodników społeczno-politycznych za „Gościem Niedzielnym” i „Polityką” oraz przed innymi polskimi tytułami), miesięcznik biznesowy – „Forbes”, czasopisma motoryzacyjne – „Auto Świat” i „Top Gear” oraz komputerowe – „Komputer Świat”. Ringier Axel Springer posiada 49% udziałów w spółce Infor Biznes, właścicielu „Dziennika Gazety Prawnej”.

Ważną rolę odgrywa również niemiecka grupa Polska Press (Verlagsgruppe Passau), która została założona w 1991 roku, a obecnie kontroluje prasę lokalną w 15 województwach (od „Gazety Pomorskiej”, przez „Dziennik Zachodni”, po „Głos Wielkopolski”). W 2014 roku spółka posiadała 22 tytuły o łącznej sprzedaży sięgającej ponad 111 milionów egzemplarzy (15% udziału w rynku).

Jak łatwo policzyć, trzy największe wydawnictwa posiadają w sumie aż 64% udziałów, czyli dominują w segmencie prasowym. 

Spośród polskich wydawców najlepiej radzi sobie Agora, spółka założona w 1992 roku przez Andrzeja Wajdę, Zbigniewa Bujaka i Andrzeja Paszyńskiego. Po 23 latach kontroluje 11 tytułów (w tym m.in. „Gazetę Wyborczą” i jej liczne dodatki; bezpłatny dziennik „Metro” oraz czasopisma „Logo”, „Avanti”, „Cztery Kąty” i „Kuchnia”), które w ubiegłym roku sprzedały się w 55 milionach egzemplarzy (7,5% udziałów w rynku). Głównym czasopismem Agory nadal pozostaje „Gazeta Wyborcza”, która z roku na rok traci stopniowo, ale regularnie, czytelników (od 500 tys. egzemplarzy w 1994 roku przez ponad 600 tys. w 2007 aż po 160 tys. w roku obecnym). Dlatego spółka nie czerpie największych zysków z prasy, a z innych sektorów, w które jest zaangażowana.

Inni polscy wydawcy radzą sobie gorzej. Grupa ZPR Media (w skład której wchodzi Murator S.A., czyli właściciel dziennika „Super Express”) sprzedaje 48 milionów egzemplarzy rocznie, Grupa Gremi (wydawca dziennika „Rzeczpospolita”) – 18 milionów, Westa Druk Mirosław Kuliś (właściciel tygodnika „Angora”) – 15 milionów, Infor Biznes (wydawca „Gazety Prawnej”) – 11 milionów, Fundacja Gościa Niedzielnego (właściciel tygodnika „Gość Niedzielny”) – 7 milionów, Polityka Sp z.o.o. (właściciel tygodnika o tej samej nazwie) – 6 milionów, PMPG Polskie Media (wydawca tygodników „Do Rzeczy” i „Wprost”) – 6 milionów, Fratria (właściciel tygodnia „wSieci”) – 4 miliony, a listę zamyka Media Service Zawada (głównie wydawca czasopism dla dzieci, takich jak „Lego” czy „Pingwiny z Madagaskaru”) z 3 milionami sprzedaży ogółem.

Warto zauważyć, że główni rozgrywający (Bauer, Axel Springer, Polska Press) weszli na rynek przynajmniej kilkadziesiąt lat temu, w czasie, kiedy nabierał dopiero kształtu. Dzisiaj podlega niewielkim wahaniom. Główni gracze zagraniczni skorzystali z przewagi technologicznej i stosunkowo niewielkimi kosztami zbudowali dominującą pozycję, wyprzedzając polskie podmioty, które posiadały niewielki kapitał (wyjątek stanowi oczywiście największy polski wydawca, czyli Agora, która powstała na mocy ustaleń okrągłostołowych i później została zawłaszczona przez Adama Michnika). W przypadku prasy okazało się niestety, że kto pierwszy, ten lepszy.

Radiofonia

W Europie coraz rzadziej słucha się radia. Są jednak nieliczne wyjątki, do których zalicza się Polska. W 2014 roku 73,4% mieszkańców naszego kraju, niemal identycznie jak w roku poprzednim, słuchało radia przez średnio 31 godzin tygodniowo.

Spółki obecne na rynku radiowym w Polsce można rozpatrywać na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze ze względu na charakter prawny wyróżniamy nadawców publicznych – czyli w praktyce rozgłośnie ogólnopolskie Polskiego Radia („Jedynka”, „Dwójka”, „Trójka” i „Czwórka”) i 17 rozgłośni regionalnych, zrzeszonych w osobnej spółce pod nazwą Audytorium 17 – oraz nadawców komercyjnych.

Drugi istotny podział dotyczy samych kanałów radiowych. Wyróżniamy cztery typy – ogólnopolskie („RMF FM”, „Radio Zet” czy „Radiowa Jedynka”), które posiadają 58,6% udziałów w rynku, wyspecjalizowane („VOX FM”, „Zet Chilli”, „Radiowa Dwójka”) – 6,4%, koncesjonowane programy lokalne („Eska”, „Złote Przeboje” czy „RMF MAXXX”) – 29,4% i rozgłośnie regionalne radia publicznego („Radio Katowice”, „Radio Kraków”, „Radio Rzeszów”) – 5,2%. Do tego podziału można jeszcze dodać „programy miejskie radia publicznego”, jednak mają one marginalne znacznie ze względu na swoją niewielką słuchalność, która wynosi 0,4%.

W radiofonii jest znacznie więcej kapitału zagranicznego niż w telewizji, ale jednocześnie mniej niż w prasie.

Mamy na rynku 20 istotnych kanałów radiowych, nie uwzględniając lokalnych rozgłośni publicznych zrzeszonych w „Audytorium 17”. Osiem jest kontrolowanych przez kapitał zagraniczny (od najpopularniejszych: „RMF FM”, „Radio Zet”, „RMF MAXXX”, „PLUS”, „Zet Gold”, „RMF Classic”, „Antyradio”, „Zet Chilli”), a dwanaście przez rodzimy („Jedynka”, „Eska”, „Trójka”, „Złote Przeboje”, „VOX FM”, „Radio Maryja”, „TOK FM”, „Wawa”, „Dwójka”, „Czwórka”, „Rock Radio” i „Muzo.fm”).

Jednak tylko piątka z nich uzyskała w 2014 roku słuchalność powyżej 5 procent („RMF FM” – 24%, „Radio Zet” – 15%, „Jedynka” – 10%, „Eska” – 8%, „Trójka” – 7%). Najważniejsze z nich są w rękach zagranicznych i pozostawiają resztę stawki zdecydowanie w tyle.

Jeśli chodzi o  nadawców, to rynek radiowy kontroluje osiem podmiotów. Dwa największe są w rękach niemieckich i francuskich – odpowiednio Grupa RMF z 28% udziałem w rynku i Eurozet z 19% udziałem. Dalej polskie spółki: Polskie Radio („Jedynka”, „Dwójka”, „Trójka” i „Czwórka”) – 18%, Grupa Radiowa TIME (właściciel „Radia Eska”) kontrolowana przez ZPR Media – 11%, Grupa Radiowa AGORY (wydawca „Radia Złote Przeboje” i „TOK FM”) – 5%, wielokrotnie już wspomniane Audytorium 17  („Radio Opole”, „Radio Olsztyn” i „Radio Kielce”) – 5% i Warszawska Prowincja Redemptorystów (właściciel „Radia Maryja”) – 2%.

Warto przyjrzeć się liderom rynku radiowego. RMF powstał w 1997 roku, a za budowę od podstaw, rozwój i duży sukces odpowiadała grupa krakowskich dziennikarzy ze Stanisławem Tyczyńskim na czele. Dopiero w 2008 roku spółka została kupiona przez Bauer Media Polska. Aktualnie portfolio radiowe grupy stanowi stacja „RMF FM” (24% słuchalności), „RMF MAXXX” (3%), „RMF Classic” (1%) i inne mniejsze, słabiej notowane kanały.

Historia Eurozetu, należącego do francuskiej Groupe Lagardère, jest znacznie mniej barwna. Główna stacja spółki, czyli „Radio Zet”, zostało założone w 1990 roku i początkowo prowadzone przez Andrzeja Woyciechowskiego, Leszka Stafieja i Janusza Weissa jako prywatne warszawskie radio pod nazwą „Radio Gazeta”. Wsparcia stacji udzielił Adam Michnik, a w pierwszych latach działalności Agora była jej głównym (90%) udziałowcem. Pozostałe 10% należało do francuskiego koncernu medialnego Lagardère, właściciela m.in. stacji „Europe 1”. Po czasie proporcje się odwróciły. W 1993 roku powstał holding Eurozet. Dziś Francuzi są jedynym właścicielem spółki, która kontroluje pięć stacji radiowych – „Radio Zet” (15% udziałów w rynku), „Radio Zet Chilli” (2% udziałów w rynku), „Radio Zet Gold” (1% udziałów w rynku) i dwie mniejsze – „Radio PLUS” i „Antyradio”.

W zagranicznych rękach jest 48% rynku radiowego, natomiast w polskich 43%. Pozostałe 9% stanowią małe stacje lokalne, które nie są uwzględniane w badaniach słuchalności prowadzonych rokrocznie przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, więc trudno dociec, jakiej narodowości jest jej kapitał.

Bez wątpienia istnieje jednak prawdopodobieństwo, że lokalne rozgłośnie należą do rodzimych właścicieli.

Telewizja

Statystyczny Polak w 2014 roku poświęcił na oglądanie telewizji 4 godz. 20 minut dziennie, czyli o 13 minut więcej niż w 2013. O ile z roku na rok maleje liczba widzów, to ci, którzy nadal to robią, poświęcają telewizji coraz więcej czasu. Wydaje się, że wynika to z coraz bogatszej oferty programów tematycznych, dostosowanej do indywidualnych preferencji, a także wprowadzenia naziemnej telewizji, dzięki czemu istnieje dostęp do większej liczby programów bez dodatkowych kosztów. Na trzech ogólnopolskich multipleksach  znajduje się ich aktualnie 24, a w najbliższym roku rozstrzygnięty zostanie konkurs na kolejną, czwartą już, platformę.

Rynek telewizyjny w Polsce kształtuje aktualnie 18 podmiotów, które łącznie posiadają około 88% udziałów w oglądalności. Resztę stanowią kanały tematyczne o niewielkim zasięgu, których mamy w Polsce już ponad 200, a także lokalni nadawcy publiczni i komercyjni, których popularność pozostaje niewielka.

Spośród 18 spółek 8 pochodzi z naszego kraju (Telewizja Polska S.A, Cyfrowy Polsat, Telewizja Puls Sp z.o.o, ZPR Media, Grupa ATM, AGORA, Fundacja TVS i Fundacja Lux Veritatis), a 10 z zagranicy (Grupa TVN, Discovery Communications, Viacom, The Walt Disney Company, Sony Pictures Television International, Time Warner, Canal+, National Geographic Society i Universal Network International). Wymienione koncerny posiadają 51 programów telewizyjnych, spośród których 29 należy do pierwszych, a 21 do drugich.

W praktyce trzy największe przedsiębiorstwa – Telewizja Polska, TVN i Polsat – kontrolują większość rynku, bo posiadają ponad 70% udziałów w oglądalności.

Lider – Telewizja Polska – posiada 4 kanały ogólnotematyczne (TVP1, TVP2, TVP Polonia, TVP Regionalne), 8 tematycznych (TVP Info, TVP Historia, TVP Kultura, TVP Seriale, TVP Sport, TVP Rozrywka, TVP ABC, Belsat TV), 16 regionalnych i jeden internetowy (TVP Parlament). Wszyscy mamy dostęp do dziewięciu z z nich, gdyż mają one miejsca na multipleksie w naziemnej telewizji cyfrowej. Przekłada się to na 31% udziału w oglądalności. Jednocześnie w 2014 roku pierwszy program TVP był najchętniej oglądanym programem w Polsce (ponad 12% udziałów w rynku), a TVP 2 zajął czwarte miejsce z wynikiem 9%.

Druga jest Grupa TVN, która w tym roku została sprzedana za 584 mln euro amerykańskiej korporacji Scripps Networks Interactive. Spółka założona w 1996 roku przez Mariusza Waltera, wieloletniego właściciela i prezesa firmy, w 2014 roku uzyskała oglądalność na poziomie 21% udziału w rynku. W portfolio firmy wchodzą dwa ogólne, bardzo popularne programy – TVN z 11,7% oglądalności, co pozwoliło w 2014 roku uplasować się na trzecim miejscu za TVP1 i Polsatem, oraz TVN 7 z 3,5% udziałem w rynku, plasującym się na piątym miejscu w indywidualnej klasyfikacji kanałów. Oprócz tego w skład grupy wchodzi jeszcze 12 programów tematycznych – od TVN24, przez TVN Style, po TVN Turbo i Mango 24.

Trzeci gracz to Cyfrowy Polsat, założony w 1992 roku przez Zygmunta Solorza-Żaka. Po ponad 20 latach działalności główna antena Polsatu notuje oglądalność na poziomie 11,8% i plasuje się tuż za TVP1. Cała spółka natomiast, z 3 kanałami ogólnymi („Polsat”, „TV4” i „TV6”) i 21 wyspecjalizowanymi (m.in. „Polsat Sport”, „Polsat News”, „Polsat Film” czy „Polsat Cafe”), uzyskała w 2014 roku prawie 21% udziałów w rynku telewizyjnym.

Trzy największe spółki (Telewizja Polska S.A, Grupa TVN i Cyfrowy Polsat) dominują na rynku telewizyjnym i posiadają łącznie 73% udziałów w oglądalności.

Reszta stawki jest mocno rozproszona i znajduje się daleko w tyle. Wyróżnia się jedynie TV Puls. Grupa medialna, tworzona pierwotnie przez ojców franciszkanów przy wsparciu spółek Skarbu Państwa, a aktualnie przez Dariusza Dąbskiego, udanie przeszła cyfryzację i posiada dwa kanały ogólne na multipleksach (TV Puls, PULS2), co pozwala jej notować oglądalność powyżej 4%. Pozostałą część rynku telewizyjnego stanowią mocno rozproszone stacje tematyczne, tworzone przez zagraniczne koncerny niskim kosztem. Jedyną inwestycją w tym przypadku jest tłumaczenie programów na język polski. Często w takie działania angażują się najwięksi medialni potentaci na świecie, jak Time Warner czy The Walt Disney Company. 

Rynek mediów telewizyjnych kształtował się w latach 90. Wówczas doszło do najważniejszych decyzji w tym obszarze. W tym okresie powstała Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, budowano Telewizję Polską w warunkach rynkowych i przyznawano koncesje dwóm największym nadawcom komercyjnym. Później doszło jedynie do sprzedaży TVN Amerykanom oraz do dostarczania międzynarodowych kanałów tematycznych przez duże międzynarodowe korporacje.

Polscy przedsiębiorcy nie angażują się w ten segment szczególnie, gdyż warunki są zaporowe (wysokie ceny koncesji), a tworzenie telewizji od podstaw jest bardzo kosztowne. Trudno liczyć na wejście nowych podmiotów rodzimych. Jedynie te stare, jak Telewizja Puls, starają się wykorzystać cyfryzację do zwiększania zasięgu. Mimo krytyki TVP, w gruncie rzeczy nadal posiadamy silnego nadawcę publicznego.

Segment telewizyjny jest zaprzeczeniem tezy o koncentracji kapitału w rękach zagranicznych. W omawianych 88% rynku polskie przedsiębiorstwa stanowią aż 60%. 

Do niedawna, przed sprzedażą TVN, cztery największe spółki były w rękach polskich. W rynku telewizyjnym, inaczej niż w prasie, poza Polakami głównie inwestują Amerykanie.

Internet

Najpopularniejszym medium internetowym w kwietniu 2014 roku była Grupa Onet, której portale odwiedziło 15,8 mln użytkowników. Jej większościowym udziałowcem od 2012 roku jest koncern Ringier Axel Springer.

Drugie miejsce zajmuje najstarszy portal w Polsce, założony jeszcze w 1995 roku, czyli Grupa Wirtualna Polska. Udziały w spółce dzieli między sobą czterech akcjonariuszy (European Media Holding, Orfe S.A, 10x S.A, Albemuth Inwestycje), niewielka część jest właśnością „pozostałych akcjonariuszy”, a reszta pozostaje w obrocie. Z podsumowania wynika, że większość akcji należy do zagranicznych podmiotów. W kwietniu serwisy spółki odwiedziło 15,6 mln internautów. Ostatni rok był zresztą dla niej bardzo udany, gdyż dokonała kilku ważnych zakupów, m.in. nabyła platformę o2.pl i serwis SportoweFakty.pl, przez co różnica do Onetu stopniała poniżej 200 tysięcy użytkowników miesięcznie, a bywają miesiące, gdy Wirtualna Polska jest najpopularniejszą platformą. 

Na trzecim miejscu plasuje się Grupa Interia.pl należąca do Bauer Media Polska. W kwietniu serwisy spółki odwiedziło 12,5 mln internatutów. Czwarte miejsce zajmuje należąca do Agory Grupa Gazeta.pl, w skład której wchodzą również portale sport.pl, plotek.pl czy edulandia.pl. Całą platformę tego miesiąca odwiedziło 10,9 mln unikalnych użytkowników. Te grupy tworzą tzw. wielką czwórkę. Kolejne media notują już wyniki poniżej 10 mln odwiedzających miesięcznie.

Wśród mediów internetowych wbrew pozorom widoczne są te same twarze, co w pozostałych sektorach. Wśród 10 najpopularniejszych wydawców są zarówno Axel Springer, Bauer, Agora, jak i Grupa Polska Press. Jednak  nie powinno być to dla nikogo zaskoczeniem, gdyż grupy te posiadają własne portale od blisko 20 lat (pierwszy portal w Polsce, czyli Wirtualna Polska, powstała w 1995 roku, a Onet rok później) i bardzo wcześnie zaczęły prowadzić działalność prasową również w Internecie, co pozwoliło budować siłę w tym sektorze. 

Trzy największe podmioty, podobnie jak w przypadku prasy, znajdują się w rękach zagranicznych (WP, Onet, Interia.pl), a odwiedza je 42 miliony internautów miesięcznie.

Wśród 10 największych wydawców sześciu jest zagranicznych: Grupa Onet, Grupa WP, Grupa Interia.pl, Grupa Polska Press (głównie Tele Magazyn, alegratka.pl i portale dzienników regionalnych), Grupa TVN, Grupa Edipresse (niania.pl, gotujmy.pl, polki.pl, czyli strony internetowe czasopism wydawanych przez wydawnictwo). Cztery pozostają w rękach polskich: Grupa Gazeta.pl, Grupa ZPR.pl (właściciel portalu se.pl czy eska.pl), Grupa Cyfrowy Polsat, Grupa Gazetaprawna.pl, Grupa TVP.

Pod względem liczby użytkowników, zagraniczne portale odwiedziło 63,5 miliona użytkowników, a polskie – prawie 29 milionów. Na papierze wygląda to gorzej niż w przypadku prasy, ale trzeba mieć na uwadze, że analizujemy tylko pierwszą dziesiątkę, a Internet jest dziś znacznie bardziej rozproszony niż rynek prasy. 

Naszym zdaniem

Obecnie znacznie większym problemem od przewagi kapitału zagranicznego nad polskim, co wygląda bardzo różnie, wydaje się być powstawanie monopoli. Tym powinniśmy się zająć w pierwszej kolejności.

Sytuacja, w której Bauer kontroluje aż 33% udziałów na rynku prasowym i jednocześnie 28% w radiowym, musi budzić wątpliwości. Warto mieć również świadomość, że niemiecka spółka jest właścicielem Grupy Interia.pl (trzecie największe medium internetowe w Polsce), a niewiele brakło, by zakupiła również TVN (21% udziałów w rynku).

Amerykanie "rzutem na taśmę" złożyli lepszą ofertę. Bauer do ostatniego tygodnia był wymieniany jako główny kandydat do przejęcia koncernu Mariusza Waltera.

Sporo emocji budzi również dominacja Grupy Polska Press wśród dzienników regionalnych: spółka kontroluje aż 20 spośród 24 takich tytułów i przejmuje kolejne niezależne gazety, zgarniając większość profitów z tortu reklamowego. To wszystko przy kryzysie mediów lokalnych i wielu pozycjach wydawanych przez władze samorządowe, które „mediami” są tylko z nazwy.

Tymczasem z punktu widzenia państwa pożądane jest duże rozdrobnienie rynku medialnego, dlatego proponujemy cztery rozwiązania, które pozwolą do tego doprowadzić, a jednocześnie poprawią sytuację polskich nadawców.  

Po pierwsze, w przypadku radiofonii i telewizji zmniejszmy znacząco barierę wejścia na rynek. Da się to zrobić przez obniżenie opłat wymaganych przy koncesji oraz opłaty za częstotliwości. Dla przykładu, zgodnie z ogłoszeniem przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z dnia 5 września 2014 roku, za udzielenie koncesji dla rozpowszechniania programu radiowego w sposób cyfrowy zapłacimy do 6,5 mln złotych, natomiast dla rozpowszechnienia programu telewizyjnego do 27 mln złotych. W praktyce, co pokazuje historia TV Trwam, cała operacja kosztuje w ciągu kilku lat nawet 20 mln złotych. Jeśli zależy nam na rozproszeniu rynku telewizyjnego i zaangażowaniu się polskich przedsiębiorców, powinniśmy obniżyć maksymalnie tę kwotę. Dla dużych koncernów międzynarodowych wyłożenie takich sum i tak nie stanowi problemu, więc będzie to ułatwieniem głównie dla mniejszych inwestorów krajowych. Wydaje się to wręcz konieczne, biorąc pod uwagę, że telewizja z roku na rok przynosi coraz mniejsze dochody. Obniżenie kwot tylko dla polskich przedsiębiorców nie wchodzi w grę, gdyż jest niezgodne m.in. z zasadą jednolitego rynku Unii Europejskiej.

Po drugie, kontrolujmy środki wydawane na różnego rodzaju ogłoszenia, komunikaty i reklamy przez instytucje utrzymywane z naszych podatków (resorty, samorządy, spółki Skarbu Państwa). Proponuję, by Kancelaria Prezesa Rady Ministrów co roku publikowała w ramach Biuletynu Informacji Publicznej wykaz wydanych pieniędzy na te cele wraz z uzasadnieniem, dlaczego wylądowały one u danego nadawcy, a później przesyłała takie zestawienia do wszystkich redakcji w kraju, które powiadomią o tym swoich czytelników. Dzięki temu działania instytucji publicznej w tej materii będą przejrzyste i łatwe do zweryfikowania. Ostatnie dane, które posiadamy na ten temat, pochodzą z 2012 roku, co wynika także z trudności w uzyskaniu podobnych informacji. W miarę możliwości środki przeznaczone na publikacje powinny lądować u rodzimych spółek, ale powinniśmy to traktować raczej jako niepisaną zasadę niż formalny przepis prawny.

Po trzecie, instytucją powołaną do przeciwdziałania ewentualnym monopolom jest Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Dlatego jego zadaniem musi być reagowanie w takich sytuacjach, jak obecna koncentracja mediów lokalnych w rękach Grupy Polska Press. UOKiK musi być również czujny w przypadku prób przejmowania przez jedną spółkę dużych udziałów w rożnych sektorach rynku. Jednocześnie nie należy odgórnie ustalać sztywnych procentowych „limitów monopolizacji”, jak proponował Paweł Kukiz czy PiS, ustami Barbary Bubuli. UOKiK w swoich działaniach musi być elastyczny i interweniować z uwzględnieniem specyfiki każdego z sektorów rynku medialnego. Być może należałoby interweniować nie tylko w sytuacji dominacji jednego gracza (monopolizacja), ale również w momencie dzielenia się „medialnym tortem” przez dwa czy trzy podmioty (oligopolizacja). Dlatego zasadne wydaje się umożliwienie mu pewnej elastyczności w działaniu.  

Wreszcie, po czwarte, dominacja obcego kapitału powinna nas skłaniać do dbania o nasze media publiczne, czyli Telewizję Polską i Polskie Radio oraz ich regionalne oddziały. Wbrew pozorom silny państwowy nadawca może być bowiem remedium na nasze problemy. Kolejna dyskusja powinna dotyczyć  kondycji i przyszłości mediów publicznych w Polsce, ale to już materiał na osobną analizę.

Podziel się artykułem:

Paweł Grzegorczyk
Założyciel i redaktor naczelny portalu jagielloński24, członek Klubu Jagiellońskiego.

Napisaliśmy już 1756 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Czy świecka nowoczesność musi iść na korepetycje do katolicyzmu?

Awangarda ze szczyptą tradycji

Awangarda ze szczyptą tradycji

Błażej Skrzypulec

Prymas Wyszyński stał na stanowisku, że zysk nie może być jedynym celem pracy.

Praca nie wyczerpuje się w banknotach

Praca nie wyczerpuje się w banknotach

Piotr Popiołek

Wprowadzone zmiany są gorzkim kompromisem pomiędzy wyborczymi obietnicami a możliwościami budżetu.

Nikt nie będzie zadowolony

Nikt nie będzie zadowolony

Mateusz Mazur
Następny artykuł:

Armia musi walczyć

Armia musi walczyć