Jak szantażują nas zagraniczne banki

Mateusz Mroczek | 03-09-2015 20:04:02 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Jak szantażują nas zagraniczne banki
gmp-architekten.com

W ostatnich dniach pojawiły się w mediach doniesienia dotyczące międzynarodowych korporacji bankowych - w tym przede wszystkim General Electric, a także Commerzbank i Raiffeisen – „grożących” polskiemu rządowi wystąpieniem o rekompensatę rzekomych strat jakie poniosą w związku z planowaną ustawą o przewalutowaniu kredytów we frankach szwajcarskich. Prawnicy tych banków, odkopując dość archaiczne (zawarte w latach 1989-91) umowy o ochronie wzajemnych inwestycji pomiędzy Polską a USA, Niemcami, czy Austrią, ponownie skłaniają do refleksji nad znaczeniem narodowości kapitału i możliwości wywierania wypływu na krajowe rządy przez międzynarodowe korporacje. Jest to tym istotniejsze, iż w najbliższych latach staniemy przed nowymi wyzwaniami, wiążącymi się z wejściem w życie traktatu TTIP, który da przedsiębiorstwom nowe narzędzia nacisku na rządy UE.

Polski rząd, chcąc ulżyć kredytobiorcom, których dotknęło uwolnienie kursu franka szwajcarskiego, zaproponował ustawę, na mocy której banki umorzą 50% (w jednej z wersji, zaproponowanej przez SLD, była mowa nawet o 90%) różnicy między wartością kredytu we frankach a podobnym kredytem, który klient mógł w przeszłości zaciągnąć w złotówkach. Projekt ustawy jest obecnie procedowany w Senacie.

Banki, które w przeszłości masowo udzielały kredytów w zagranicznych walutach, jednocześnie czerpiąc ogromne zyski z procederu obrotu dewizowego, uznały, że suwerenne działania polskich polityków, podejmowane w interesie obywateli, mogą uderzyć w ich kieszenie.

Poza PR-owymi kampaniami medialnymi wieszczącymi zapaść polskiego systemu finansowego, zdecydowały się również na swoisty szantaż wobec władz państwowych, polegający na wystosowaniu „groźby” wszczęcia procedur międzynarodowego arbitrażu, opartego na międzynarodowych umowach o ochronie wzajemnych inwestycji.

Co w tym przypadku jest niezwykle istotne - zdecydowana większość banków, których portfele kredytowe zdominowane są przez kredyty walutowe, to banki kontrolowane przez zagraniczne korporacje finansowe, mające siedziby w takich krajach jak USA (General Electric kontrolujący bank BPH), Niemcy (Commerzbank, do którego należy mBank), czy Austria (Raiffeisen). Na marginesie warto dodać, że co prawda najwięcej kredytów walutowych posiada obecnie polski bank PKO BP, ale jest to wynikiem przejęcia Nordea Bank Polska - polskiej filii szwedzkiego banku, który specjalizował się w udzielaniu kredytów we frankach.

Spółki-matki działających w Polsce banków, poprzez fakt, że są przedsiębiorstwami zlokalizowanymi w państwach, z którymi Polska zawarła wspomniane umowy w sprawie wzajemnego popierania i ochrony inwestycji, mają możliwość skorzystania z tak zwanego mechanizmu ISDS (mechanizm rozstrzygania sporów na linii inwestor-państwo, ang. investor-to-state dispute settlement), będącego istotnym elementem tego rodzaju kontraktów. Obecnie Polska jest stroną około 60 tego rodzaju umów. Przeglądając ich listę warto zwrócić uwagę na okres, w jakim większość z tych dokumentów zostały podpisane. Są to schyłkowe lata PRL i pierwsze lata III RP, która przechodziła wtedy burzliwy okres transformacji ustrojowej i gospodarczej. Założeniem tego rodzaju umów było ułatwienie i swego rodzaju zabezpieczenie zagranicznych inwestycji w Polsce, która kapitału inwestycyjnego w tamtym okresie niezwykle potrzebowała. Jednocześnie byliśmy krajem stosunkowo niestabilnym, targanym wieloma wewnętrznymi niepokojami, które nie sprzyjały prowadzeniu spokojnego biznesu. Na wypadek nagłych zmian w legislacji, wywłaszczeń itp., które uderzałyby w zagranicznych inwestorów, wprowadzono w tych umowach instrument międzynarodowego arbitrażu, w którym w sposób niejawny i niezależny od krajowego sądownictwa, rozstrzygane byłyby spory pomiędzy władzami państwowymi a przedsiębiorstwami pochodzącymi z krajów sygnatariuszy. Co ciekawe, umowy ze Stanami Zjednoczonymi, zawierające tego rodzaju klauzulę ma tylko dziewięć państw unijnych - w większości nowych krajów członkowskich, w tym oczywiście Polska.

Jest to więc swoista polisa ubezpieczeniowa, którą jako państwo przyznaliśmy zagranicznym inwestorom w początkach lat 90., jednocześnie de facto ograniczając własną suwerenność w zakresie stanowienia wewnętrznych regulacji. Pomimo, że przez ostatnie 25 lat dopracowaliśmy się miana państwa o stabilnej sytuacji politycznej i gospodarczej, co dodatkowo zostało wzmocnione przez wejście Polski do Unii Europejskiej i „wpięcie” naszego systemu prawnego do unijnych standardów legislacyjnych, wspomniane instrumenty ochronne - w tym przede wszystkim mechanizm ISDS w umowie z USA o bardzo szerokim i niedookreślonym zakresie zastosowania - nadal pozostały w mocy. Nie wpłynął na to również fakt, że wraz z wejściem w życie Traktatu z Lizbony w dniu 1 grudnia 2009 r. kompetencje w zakresie zawierania tego rodzaju umów zostały przekazane na poziom unijny.

Nie wdając się w szczegóły klauzul ISDS, którymi szantażowany jest obecnie polski rząd, warto uświadomić sobie, że postępowania prowadzone na ich mocy wyłączone są spod jakiejkolwiek kontroli społecznej, w przeważającej większości są tajne - nie tylko w zakresie samego postępowania, ale nawet treści wyroków sądów arbitrażowych.

Dość powiedzieć, że spośród 16 postępowań arbitrażowych, omówionych w raporcie organizacji Friends of the Earth, w których stroną pozwaną była Polska, w pięciu nawet nie poznaliśmy rozstrzygnięcia. Jest to tym bardziej kontrowersyjne, iż chodzi przecież o wielomiliardowe kwoty wypłacane ze środków publicznych. W najsłynniejszej sprawie, w której pozwano nasz kraj na podstawie klauzul ISDS, tj. sporze o prywatyzację PZU z holenderskim Eureko, Skarb Państwa musiał wypłacić zagranicznemu inwestorowi prawie 5 mld zł. Z dostępnych informacji wynika, że w przeciągu około 25 lat stosowania tego rodzaju umów, nigdy żaden polski przedsiębiorca nie zastosował takiej klauzuli wobec innego państwa, w którym prowadził inwestycje.

Kolejną zasadniczą kwestią, szczególnie w świetle dyskusji o repolonizacji banków i znaczenia pochodzenia kapitału inwestycyjnego, jest fakt, że banki o stricte polskim rodowodzie, jak wspomniany już wyżej PKO BP, nie mają możliwości skorzystania z takich klauzul. Stawia je to w znacznie gorszej pozycji wobec konkurencji, za której plecami stoi obcy kapitał. Nie dość więc, że zagraniczne banki mają ogromną siłę wypływu, wynikającą ze skali ich działania, to dysponują jeszcze dodatkowymi instrumentami ochrony ich interesów w Polsce, takimi jak mechanizm ISDS, który w dzisiejszych realiach polityczno-gospodarczych należy uznać za relikt prawny. I jako taki powinien przejść do historii stosunków ekonomicznych pomiędzy Polską a USA lub innymi krajami. Utrzymywanie go w obrocie prawnym może w przyszłości przynieść za sobą kolejne sytuacje, w których suwerenny polski rząd będzie szantażowany przez międzynarodowe korporacje.

Jest to tym istotniejsze, że kontrowersje związane z mechanizmem ISDS stanowią też obecnie jedną z głównych osi sporu dotyczącego traktatu handlowego TTIP pomiędzy Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi, który to traktat ma zawierać rozbudowaną klauzulę ochrony interesów inwestorów wobec działalności państw UE. Na ten temat obszernie pisał Piotr Wójcik w tekście Zniewalanie wolnym handlem.

Co warto jednak zauważyć, przyjęcie TTIP da Polsce większe możliwości obrony przed nieuzasadnionymi roszczeniami inwestorów z USA, niż ma to miejsce obecnie na postawie umowy z 1990 r. Proponowany kształt mechanizmu ISDS w TTIP ma bowiem znacznie węższy zakres i oparty jest na większej transparentności.

Wszystko wskazuje więc na to, że polski rząd ma przed sobą trudny test, w którym okaże się, czy ugnie się pod budzącym wiele wątpliwości moralnych szantażem międzynarodowych korporacji finansowych, których działania postawiły w ostatnich latach tysiące Polaków w trudnej sytuacji materialnej. Przywoływane wielokrotnie przez przedstawicieli środowisk bankowych mityczne zagrożenie dla „stabilności systemu finansowego”, oznaczające ewentualne straty wąskiej grupy akcjonariuszy spółek bankowych, nie może przysłaniać bowiem interesów zwykłych obywateli, nie mających za sobą wielomiliardowych kapitałów i tabunów prawników.

Podziel się artykułem:

Mateusz Mroczek
Prawnik, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz studiów podyplomowych z zakresu bezpieczeństwa narodowego na Akademii Obrony Narodowej.

Napisaliśmy już 1981 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Wskaźnik liczby zgonów z powodu samobójstw przypadających na 100 tys. mieszkańców znacznie przekracza średnią wartość dla państw Unii Europejskiej.

Zerwanie z kulturą długu. Nieopowiedziany sukces PiS?

Zerwanie z kulturą długu. Nieopowiedziany sukces PiS?

Piotr Trudnowski

Pierwszą i podstawową reformą wymiaru sprawiedliwości powinno być wzmocnienie pozycji ustrojowej sędziego.

Lekarstwo może być gorsze niż choroba, czyli dlaczego sądy pokoju to zły pomysł [POLEMIKA]

Lekarstwo może być gorsze niż choroba, czyli dlaczego sądy pokoju to zły pomysł [POLEMIKA]

Paweł  Ryczko

Ustawa antylichwiarska PO i program „Rodzina 500 Plus” PiS dokonały prawdziwego pogromu na rynku firm parabankowych.

Nikt nie będzie ronił łez. Ustawowe uderzenie w rynek chwilówek

Nikt nie będzie ronił łez. Ustawowe uderzenie w rynek chwilówek

Mateusz Mroczek
Następny artykuł:

Szkolny teatr, na którym się nie przysypia

Szkolny teatr, na którym się nie przysypia