Czy 90 000 złotych wystarczy, by przepchnąć przez Sejm szkodliwą ustawę?

Piotr Trudnowski | 18-08-2015 22:28:48 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Czy 90 000 złotych wystarczy, by przepchnąć przez Sejm szkodliwą ustawę?
lebork24.pl

Spór o Ustawę o książce to batalia pomiędzy Obywatelami a lobbystami. Posłowie będą wybierać między dobrem wspólnym – troską o poziom czytelnictwa i kondycję polskiego rynku książki – a partykularnym interesami inicjatorów projektu. Projekt ten, choć teoretycznie dotyczy jedynie niewielkiego rynku i niewielkiej grupy czytających i kupujących książki Polaków, jest przykładem patologii procesu stanowienia prawa w Polsce i słabości naszej debaty publicznej. 

W środę sejmowa podkomisja zajmie się Ustawą o książce. Sam fakt, że projekt, przeciwko któremu od kwietnia protestujemy, trafił do podkomisji, jest już pierwszym małym sukcesem tysięcy Obywateli-Czytelników, którzy przez ostatnie tygodnie słali listy do parlamentarzystów w proteście przeciw zakazowi obniżek. Niewiele brakowało, by projekt gładko przeszedł przez pierwsze czytanie. Jutro w Sejmie będziemy próbowali przekonać Posłanki i Posłów, że promowano jako ratunek dla polskiego rynku książki projekt tak naprawdę może stać się gwoździem do jego trumny.

Jak się okazuje, do uśpienia czujności parlamentarzystów wystarczy niewiele. Prawdopodobnie około 90 000 złotych – tyle bowiem, zgodnie z informacją opublikowaną na stronie Polskiej Izby Książki we wrześniu 2013 roku, miało w zamierzeniu kosztować stworzenie i lobbowanie za Ustawą. Obsługa prawna to 25 000 złotych. Na co wydano pozostałe środki? Z pewnością: na artykuły sponsorowane w popularnych mediach takich jak np. portal Tomasza Lisa natemat.pl, na reklamy na Facebooku i na zaangażowanie kilku znanych pisarzy w rolę ambasadorów projektu. Ile kosztowało doprowadzenie do tego, by Ustawą zajął się wpierw Senat, a następnie na sztandar wzięli go posłowie Polskiego Stronnictwa Ludowego? Trudno powiedzieć - a szkoda. Podstawową cechą procesu stanowienia prawa powinna być bowiem jego przejrzystość.

Profesjonalna akcja PR-owa sprawiła, że projekt przedstawiany jest jako impuls do wzrostu poziomu czytelnictwa i wybawienie dla rynku książki w ogóle, a dla małych księgarni i wydawnictw zwłaszcza. Pod medialną opowieścią kryje się jednak regulacja, która zadziała dokładnie odwrotnie.

Po pierwsze, Ustawa nie poprawi sytuacji małych wydawców i niezależnych księgarni względem dużych dystrybutorów. Dużych graczy stać będzie na „optymalizację” i znalezienie takich metod obniżania cen (programy lojalnościowe etc.), że nadal będą sprzedawać książki taniej, niż niezależna konkurencja. Co więcej, projekt pozwala na to, by powstawały specjalne „tańsze” wydania na potrzeby dużych sieci dystrybutorów: tak samo jak w hipermarketach mamy tańszy groszek sprzedawany pod marką hipermarketu (choć jest produkowany przez tę samą firmę, co droższy groszek półkę obok), tak samo duża sieć sprzedażowa wymusi na wydawnictwie wydanie tańszej wersji książki niejako „na wyłączność”.

Po drugie, regulacja negatywnie wpłynie na poziom czytelnictwa i zaszkodzi całemu rynkowi książki. Inicjatorzy chętnie powołują się na argument, że analogiczne przepisy zostały uchwalone w wielu krajach. Rzecz w tym, że przywoływane przez nich ochoczo przykłady to przykłady historyczne – z czasów sprzed Internetu. Najświeższy szeroko znany przypadek wprowadzenia zakazu obniżek to jednak przypadek Izraela: tam sprzedaż nowych książek po wejściu w życie analogicznych przepisów spadła o 35%.

Po trzecie, Ustawa podwyższy realne ceny książek. Wystarczy wejść na dowolną porównywarkę cen by zobaczyć, że realne ceny książek różnią się o kilkanaście złotych zależnie od miejsca zakupu. Gdy zabronimy obniżek, cena okładkowa zmieni się symbolicznie, ale ceny realne – czyli kwota, którą średnio Czytelnik płaci za książkę - pójdą w górę. To nie bez znaczenia, bowiem jak pokazują badania co trzecia kupiona w ciągu ostatnich 12 miesięcy książka została kupiona w cenie rabatowej, a ponad połowa kupujących książki kupuje właśnie w Internecie!

W konsekwencji powyższego – po czwarte więc – Ustawa może zabić rynek księgarni internetowych. To ten segment rynku, gdzie księgarze mogą jeszcze konkurować niższymi kosztami dystrybucji i lepszą ofertą z księgarniami sieciowymi. Kiedy niezależne księgarnie internetowe zostaną pozbawione możliwości konkurowania ceną, to rynek sprzedaży internetowej zostanie zdominowany przez sklepy internetowe związane z wielkimi sieciami, które pokonają drobną konkurencję oferując darmową przesyłkę lub promując odbiór osobisty w swoich sieciach dystrybucyjnych, którymi mniejsi gracze nie dysponują.

Po piąte wreszcie, last but not least, Ustawa o książce jest niezgodna z Konstytucją RP. Przypomnijmy, że zgodnie z art. 22 „ograniczenie wolności działalności gospodarczej jest dopuszczalne tylko w drodze ustawy i tylko ze względu na ważny interes publiczny”. W wypadku regulacji cen książki nie może być mowy o ważnym interesie publicznym – wprost przeciwnie, może ona zaszkodzić ważnemu interesowi publicznemu, jakim jest poziom czytelnictwa. Inicjatorzy projektu działają we własnym, partykularnym interesie branżowym.

Nie bez znaczenia jest również wspomniany wcześniej fakt, że przypadek Ustawy o książce pokazuje na istotne braki w procesie stanowienia prawa na poziomie sejmowym. Gdy prawo powstaje w rządzie, musi być w sposób przejrzysty konsultowane i opatrzone, niedoskonałą w praktyce – ale lepszą niż żadna – oceną skutków regulacji. W przypadku Ustawy powstałej w wynajętej przez Polską Izbę Książki kancelarii prawnej i zgłoszonej przez Polskie Stronnictwo Ludowe inicjatorzy mogą zaś opowiadać bajki o tym, że Ustawa nie przyniesie strat dla budżetu, a konsultacje odbywają się co najwyżej… na Facebooku przewodniczącej podkomisji zajmującej się Ustawą. Za którą to inicjatywę zresztą, w tych patologicznych warunkach, należą się Pani Poseł Czeszejko-Sochackiej wyrazy uznania. 

Co najistotniejsze jednak nie wiemy tak naprawdę, kto za projektem stoi. Wszak na fundusz celowy na rzecz Ustawy zrzucały się różne podmioty, a Polska Izba Książki zrzesza najróżniejszych graczy tego rynku: zarówno małych wydawców i księgarzy, jak i wielkie sieci z Empikiem na czele. Pytanie jest zasadne, gdy przypomnimy sobie klasyczną paremię is fecit cui prodest – ten uczynił, komu przyniosło korzyść. Jak wykazałem wcześniej, uchwalenie Ustawy wbrew oczekiwaniom na pewno nie przyniesie korzyści niezależnym graczom rynku książki. Komu więc?

Wobec informacji o kosztach powstania Ustawy i lobbingu na jej rzecz Autor czuje się w obowiązku poinformować, że również Klub Jagielloński zwrócił się do osób zaangażowanych w protest przeciwko Ustawie z prośbą o wsparcie finansowe na rzecz zaangażowania w działania przeciwko szkodliwemu projektowi. Na ten cel do dziś otrzymaliśmy dziewięć darowizn na łączną kwotę 180 złotych. Za wszystkie wpłaty serdecznie dziękujemy. 

Podziel się artykułem:

Piotr Trudnowski
Członek zarządu Klubu Jagiellońskiego. Zajmuje się polityką obywatelską, finansowaniem społecznościowym i patriotyzmem gospodarczym.

Napisaliśmy już 1837 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Trump chce polepszyć byt mieszkańców USA za pomocą narzędzi protekcjonistycznych i stymulacji przemysłu. Jeśli mu się to nie uda, straci szanse na drugą kadencję.

Budżet jak za Reagana

Budżet jak za Reagana

Michał Kuź

Być może globalny zachodni ancien régime i dziś mógłby się spotkać z aspirującymi potęgami światowymi, zwłaszcza tymi z grupy BRICS, w pół drogi.

Czy ład światowy można zreformować?

Czy ład światowy można zreformować?

Michał Kuź

Model, w którym jeden „czempion” ciągnie za sobą na zagraniczne rynki swoich podwykonawców czy dostawców to zjawisko powszechne wśród koncernów zagranicznych.

Sikorski: Bez zjednoczenia wielkie koncerny nas „zjedzą”

Sikorski: Bez zjednoczenia wielkie koncerny nas „zjedzą”

Maciej Dulak
Następny artykuł:

Rumińska - Zimny: Opieka nad domem? Państwo nie daje wyboru

Rumińska - Zimny: Opieka nad domem? Państwo nie daje wyboru