Jesteśmy po to, żeby prowokować

Jan Maciejewski | 25-05-2015 17:55:19 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Jesteśmy po to, żeby prowokować
Pressje/Facebook.com

Z niesmakiem przyjęliśmy użycie w negatywnej kampanii wyborczej tekstu Krzysztofa Szczerskiego, który ukazał się na łamach „Pressji” 10 lat temu. Nie chcąc wpisywać się w logikę kampanii czekaliśmy z komentarzem do jej zakończenia. Dziś, gdy opadają emocje, mówimy z przekonaniem: prezentowanie prowokacji intelektualnej jako gotowego programu politycznego było nadużyciem, które szkodzi wolności wymiany myśli. Nie mamy wątpliwości, że łamy pism idei powinny być właśnie katalizatorem, a nie bezpiecznikiem debaty publicznej. Bez przestrzeni do odważnej dyskusji o państwie, społeczeństwie, polityce i kulturze możemy zapomnieć o lepszej polityce, poważniejszej debacie publicznej i budowie naprawdę obywatelskiego społeczeństwa.

To na łamach pierwszego numeru „Res Publiki” ukazał się jeden z najbardziej kontrowersyjnych tekstów podziemnej prasy PRL: „Czy geopolityka straciła na znaczeniu?” Stefana Kisielewskiego. Autor postulował w nim, by „ominąć sługi i dostać się do pana”. Chciał podjąć próbę porozumienia polskiego społeczeństwa z sowieckimi komunistami, z pominięciem polskich towarzyszy. Czy fakt, że historia obeszła się z tą koncepcją w okrutny sposób powoduje, że jej ogłoszenie było błędem?

Bynajmniej: obowiązkiem myśliciela politycznego jest poszerzanie granic wyobraźni, jej otwieranie na nowe możliwości. Twórca idei ma prawo się mylić, prowokować, oburzać. Jedyne, do czego nie ma prawa, to bycie wtórnym i nieciekawym.

Równie wskazane jest, by politycy udzielali się na łamach takich tytułów lub uczestniczyli w dyskusjach środowisk o różnym odcieniu ideowym. To właśnie tam mogą sobie pozwolić na więcej. Dlatego nie przyszłoby nam do głowy protestować lub dziwić się, że prominentni politycy Platformy Obywatelskiej z Michałem Bonim na czele regularnie uczestniczą w debatach „Krytyki Politycznej”, choć ta znana jest choćby ze wznowień pism Lenina. Nie uważamy też za stosowne stawianie zarzutów Donaldowi Tuskowi, że w ankiecie dla miesięcznika „Znak” posłużył się oczywistą prowokacją, pisząc:  Polskość to nienormalność – takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać, a zrzucić nie potrafię (nie chcę mimo wszystko?), wypaliły znamię i każą je z dumą obnosić. Nie widzieliśmy powodów, by niedawnego ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza uważać za wieszczącego wojnę wariata, choć na łamach „Rzeczpospolitej” snuł w 2010 r. dość apokaliptyczną wizję czasów, w których przyszło mu później objąć ministerialną tekę. Za dwa lata waluty będą warte mniej niż papier, na którym je wydrukowano. Przywódcom świata (i finansów) nie uda się uratować systemu równowagi walutowej. Rozpocznie się walka o złoto, ziemię, żywność, paliwa i używki. (...) Państwa, jakie znamy od czasów nowożytnych, stopniowo przestaną istnieć – pisał Sienkiewicz na trzy lata przed objęciem urzędu. Dla wszystkich było wtedy oczywiste, że futurologiczna wizja Sienkiewicza-intelektualisty nie podważa jego kompetencji Sienkiewicza-polityka (te akurat podważył, jak się później okazało, sam Sienkiewicz-praktyk).

Właśnie tej idei prowokowania do myślenia, którą kiedyś nazwaliśmy awangardowym konserwatyzmem, staramy się być wierni w „Pressjach”.

Pisaliśmy o Solidarności w kluczu postmodernizmu. W numerze „I love lewica” zachęcaliśmy, by wzajemnie inspirować się intelektualnie ponad środowiskowymi podziałami, bo tylko takie otwarcie generuje świeże pomysły. Ludowy ruch intronizacji Chrystusa na Króla Polski staraliśmy się zrozumieć dzięki pismom klasyka postsekularyzmu, Jurgena Habermasa. W numerze „Posteuropa” zastanawialiśmy się, czy nasz kontynent może być miejscem spotkania „wielu logik”, gdzie twórczo koegzystują chrześcijaństwo i filozofia postmodernistyczna. Historię polskich narodowców czytaliśmy poprzez wydaną przez „Krytykę Polityczną” książkę Andrzeja Ledera, „Prześniona rewolucja”. Z samym prof. Lederem odbyliśmy jedną z ważniejszych i bardziej inspirujących dla naszego środowiska dyskusji, spisując z nim przy tej okazji swoisty „protokół podobieństw i rozbieżności”. Wreszcie staraliśmy się pokazać, co łączy kardynała Wyszyńskiego z Witoldem Gombrowiczem i dlaczego polskość powinna być budowana na myśli ich obu. Obrywaliśmy po równo: od mainstreamowej „Polityki” począwszy, przez liberalne „Res Publikę” i „Więź”, na mediach prawicowych kończąc.

Jednym z celów, jakie przed sobą postawiliśmy, było odczytanie na nowo tego, czym jest we współczesnym świecie chrześcijaństwo.

Nie uciekaliśmy od odważnych gestów, wykorzystując  na okładkach kolejnych numerów katolicką symbolikę: w papieskim herbie umieściliśmy logo McDonald’s, gdyż chcieliśmy zwrócić uwagę na problem „skremówkowania” nauczania Wojtyły. Serce Jezusa Miłosiernego wpisaliśmy z kolei w deklarację „I love lewica”. Przez niektórych te pomysły zostały przyjęte z aprobatą, przez co stały się nawet częścią jednej z wystaw w Muzeum Narodowym w Warszawie. Przez innych wręcz przeciwnie, czego wyrazem była mocna krytyka ze strony ks. Andrzeja Draguły. Naszym celem nie było jednak tanie skandalizowanie, ale realizowanie przesłania II Soboru Watykańskiego, który wzywał Kościół do otwarcia się na świat. To wezwanie rozumieliśmy właśnie jako wchodzenie w interakcje symboli religijnych ze stylistyką pop-kultury, choć dziś lepiej rozumiemy niebezpieczeństwa związane z tą strategią.

Mówiąc o chrześcijaństwie we współczesnym świecie dochodzimy do tekstu Krzysztofa Szczerskiego. Od czasu jego publikacji w 2005 roku „Pressje” przeszły znaczną ewolucję, doszło do dwukrotnej zmiany redaktora naczelnego i właściwie całkowitej pokoleniowej wymiany redakcji i autorów. Sam byłem wtedy nastolatkiem, a o istnieniu „Pressji” nawet nie wiedziałem. W ostatnich dniach wielokrotnie zadawałem sobie jednak pytanie, czy w dzisiejszym gronie redakcyjnym puścilibyśmy tekst Szczerskiego w takiej formie, w jakiej się on wtedy ukazał. Z pewnością znajdują się w nim sformułowania i postulaty tak prowokacyjne, że wywołują niepotrzebne emocje i odciągają uwagę od istoty rzeczy. 

Na czym więc opiera się istota tekstu Szczerskiego? Jest on po prostu rozwiniętą refleksją nad myślą społeczną Jana Pawła II. Kiedy Szczerski pisze o republice wyznaniowej jako „zwycięstwie rozsądku nad uzurpacją rozszalałej demokracji” i gdy stwierdza, że „demokracja będzie religijna albo nie będzie jej w ogóle”, powtarza tak naprawdę to, co papież pisał w encyklice Centesimus Annus. Jeden z jej najgłośniejszych i najważniejszych fragmentów stanowi wprost: Dziś zwykło się twierdzić, że filozofią i postawą odpowiadającą demokratycznym formom polityki są agnostycyzm i sceptyczny relatywizm, ci zaś, którzy żywią przekonanie, że znają prawdę, i zdecydowanie za nią idą, nie są, z demokratycznego punktu widzenia, godni zaufania, nie godzą się bowiem z tym, że o prawdzie decyduje większość, czy też, że prawda się zmienia w zależności od zmiennej równowagi politycznej. W związku z tym należy zauważyć, że w sytuacji, w której nie istnieje żadna ostateczna prawda, będąca przewodnikiem dla działalności politycznej i nadająca jej kierunek, łatwo o instrumentalizację idei i przekonań dla celów, jakie stawia sobie władza. Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo przemienia się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm.

Odczytywanie tekstu Szczerskiego jako „projektu państwa PiS” to nieporozumienie. Ten tekst to bardzo kontrowersyjna próba przetłumaczenia dziedzictwa Jana Pawła II z języka encykliki na język polityki.

Jeśli jednak zamiast „republika wyznaniowa” autor napisałby „demokracja o korzeniach chrześcijańskich”, a zamiast „dyktatura Ewangelii” w tekście padłyby słowa o prymacie etyki i dobra wspólnego nad egoizmem i partykularnymi interesami, to ta sama myśl wywołałaby już dużo mniej emocji. Postulat obecności biskupów w Senacie oraz ofensywna retoryka przesłoniły główne przesłanie tekstu. A tekst Szczerskiego był – jak sądzę – właśnie o tym: o problemie miejsca uniwersalnych wartości wyznawanych przez katolików w porządku liberalno-demokratycznym. Emocje, które wywołał w ostatnich dniach kampanii pokazują, że ciągle nie poradziliśmy sobie z tym zagadnieniem.   

Kilkanaście dni temu, po pierwszej turze wyborów prezydenckich, Marek Beylin pisał w „Gazecie Wyborczej” o postawie młodego pokolenia: Przegapiliśmy oznaki tego buntu. Nie dostrzegli go politycy ani media. Pozornie to problem z innego porządku. Ale przecież pisma idei nie funkcjonują w społecznej próżni. To właśnie one, zdystansowane od bieżących wydarzeń, mogą być jednocześnie barometrem społecznych nastrojów i trybuną do ich wygłaszania. Niewyartykułowane napięcia nie znikają, ale wypchnięte poza margines dyskusji zaczynają się tam radykalizować.

Niech wezmą to pod rozwagę wszyscy ci, którzy do pism idei sięgają tylko w roli researchera poszukującego pałki na politycznego przeciwnika. W ten sposób zabijacie wolność swobodnej wymiany myśli, której prowokacja intelektualna jest nieodzowną częścią. 

Możemy się podporządkować regułom, które chcą nam narzucić intelektualni mieszczanie, zarówno z prawej, jak i z lewej strony. Możemy pisać od linijki, poprawnie i na około. To byłoby nawet łatwiejsze. Tyle tylko, że kompletnie bez sensu. Problemem polskiego życia publicznego nie jest wymykanie się spod kontroli intelektualnych dyskusji, ale ich uwiąd i wtórność.

Podziel się artykułem:

Jan Maciejewski
Były redaktor naczelny dwumiesięcznika Pressje. Mąż Oli i tata Julka.

Napisaliśmy już 1605 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

To Kościół podjął ciężką walkę o uratowanie dziedzictwa Rzymu.

Szkolnictwo narodziło się w klasztorze

Szkolnictwo narodziło się w klasztorze

Kamil Wons

Za jego życia w fabrykach nie wybuchały strajki.

Pan, który budował nam przemysł

Pan, który budował nam przemysł

Tomasz Turejko

Politycy powinni wziąć się do roboty, aby wykorzystać politykę klimatyczną do unowocześnienia całego systemu.

10 tez o emisji CO2

10 tez o emisji CO2

Paweł Musiałek
Następny artykuł:

Co obiecał Andrzej Duda?

Co obiecał Andrzej Duda?