Polityczne oblicza żydowskiego oporu

Bartosz Wójcik | 19-04-2015 14:41:26 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Polityczne oblicza żydowskiego oporu
commons.wikipedia.org

19 kwietnia 1943 r. miał przejść do historii jako pierwszy dzień ostatecznej akcji likwidacyjnej warszawskiego getta. Tak się jednak nie stało – wchodzące na jego teren, butne i pewne siebie oddziały Waffen SS przywitane zostały ogniem z okien muranowskich kamienic. Tym samym rozpoczęło się pierwsze z warszawskich powstań, będące nie tyle bojem o życie w wolnym kraju, co – jak określić miał je po latach Marek Edelman – walką o godną śmierć.

Pamięć o tamtych tragicznych dniach i ich bohaterach, dziś nawet bardziej niż w poprzednich dekadach żywa, ulegała na przestrzeni lat różnym zniekształceniom. Wpływ na to miały z jednej strony sytuacja polityczna, z drugiej natomiast działalność poszczególnych osób, próbujących barwnymi opowieściami wzbogacić swój życiorys z okresu okupacji.

Podziemie żydowskie, którego członkowie stanęli do walki w kwietniu 1943 r., nie było monolitem. Składały się na nie – łagodnie rzecz ujmując – nieprzychylne sobie organizacje: znacznie lepiej znana Żydowska Organizacja Bojowa oraz przez laty zapomniany, a ostatnimi czasy coraz częściej przywoływany Żydowski Związek Wojskowy.

Obie posiadały zupełnie inny rodowód. Obie głosiły również kompletnie odmienne wizje polityczne. Bliskie prawdy będzie stwierdzenie, że jedynym, co – poza żydowskim pochodzeniem – je łączyło, była nienawiść do okupanta, realizującego plan Endlösung der Judenfrage.

ŻOB, często utożsamiana z socjalistycznym Bundem, była organizacją skupiającą szerszy wachlarz ugrupowań politycznych; sam Bund wszedł do niej stosunkowo późno. Początkowo decydującą rolę odgrywali w niej przedstawiciele lewicy syjonistycznej, o czym najlepiej świadczy przynależność jej dowódcy – Mordechaja Anielewicza, wywodzącego się ze skautowskiej organizacji Haszomer Hacair, reprezentującej ten właśnie nurt. Środowisko to, co charakterystyczne dla idei syjonistycznej, za swój główny cel uważało przygotowanie gruntu i pracę na rzecz powstania zeświecczonego państwa żydowskiego. W takim też duchu wychowywało swoich członków. Kwestia ta stanowiła zasadniczy problem dla wspomnianego już Bundu – najsilniejszej żydowskiej partii robotniczej. Sprzeciwiał się on bowiem koncepcji emigracyjnej, optując za pozostaniem w Polsce i uzyskaniem w ramach polskiego państwa szerokiej autonomii. Program ten próbowano realizować już przed wojną, co objawiało się choćby poprzez wystawianie wspólnych z Polską Partią Socjalistyczną list wyborczych. Ostatecznie jednak, w obliczu zagrożenia coraz wyraźniej zbierającego się nad gettem, fundamentalna różnica dzieląca oba wspomniane nurty zeszła na plan dalszy, a ugrupowanie weszło w szeregi ŻOB.

Warto również wspomnieć, że obok szeroko rozumianej lewicy syjonistycznej i socjalistycznego Bundu w strukturach organizacji znaleźli się związani z Polską Partią Robotniczą komuniści.

ŻOB, utrzymując kontakty z Komendą Główną Armii Krajowej, równolegle współpracowała z kierownictwem nieuznającej rządu na wychodźstwie Gwardii Ludowej. Co ciekawe, w relacjach z władzami Polskiego Państwa Podziemnego obecność komunistów była przez organizację maskowana, przez co występowali oni pod różnymi mglistymi szyldami, jak np. lewica związkowa.

Działalność ŻOB za sprawą wysoko postawionych w niej osób, które przeżyły powstanie, jak Marek Edelman, Cywia Lubetkin czy Icchak Cukierman, jest stosunkowo dobrze znana. Choć po wojnie miała miejsce pewna rywalizacja pomiędzy socjalistami a syjonistami o to, kto miał większy wpływ na organizację, to sprawy zasadnicze dotyczące jej losów nie budziły większych kontrowersji.

Zdecydowanie bardziej złożona jest kwestia drugiej spośród organizacji – Żydowskiego Związku Wojskowego, który dopiero ostatnimi laty w większym stopniu zagościł w dyskursie dotyczącym powstania w getcie. Szczególnie często jest on przywoływany przez środowiska prawicowe, w czym nie ma zresztą niczego dziwnego. Wszak ŻOB, niezależnie od tego, czy dominowali w niej socjaliści, czy też ludzie łączący marksizm z syjonizmem, pozostawał bez dwóch zdań ugrupowaniem lewicowym. Lewicowości nie można natomiast „zarzucić” ŻZW, który wyrósł na gruncie syjonizmu rewizjonistycznego, uchodzącego za skrajną prawicę na przedwojennej mozaice żydowskiego życia politycznego.

Źródeł ŻZW szukać należy w ideologii Włodzimierza Żabotyńskiego, który w połowie lat trzydziestych dokonał rozłamu w światowym ruchu syjonistycznym. W Polsce jego myśl spotkała się z największym zainteresowaniem, o czym szczególnie świadczy prężny rozwój organizacji młodzieżowej rewizjonistów – Betaru. Podkreślała ona nieskuteczność dotychczasowej polityki, postulując zintensyfikowanie tak zwanej akcji palestyńskiej, przez co rozumiano emigrację w celu zbrojnego wywalczenia sobie miejsca dla rozwoju państwa żydowskiego. Z tego względu bardzo ważnym punktem betarowskiego wychowania było przeszkolenie wojskowe, co wyróżniało go na tle pozostałych – poza będącym młodzieżówką Bundu Cukunftem – żydowskich ugrupowań młodzieżowych, a w przyszłości miało okazać się pewnym atutem. Oprócz samego militaryzmu, zasadniczym elementem myśli rewizjonistycznej był swoisty nowoczesny nacjonalizm, na którym oprzeć zamierzano przyszłe państwo. Co ciekawe, głównym wzorcem, do jakiego odwoływał się Żabotyński, był Józef Piłsudski i legenda czynu legionowego.

O osobliwości Betaru najlepiej świadczy fakt, że utrzymywał on stosunki z jawnie antysemicko nastawionym polskim ruchem narodowo-radykalnym, a także Oddziałem II – wywiadowczym – Sztabu Głównego Wojska Polskiego, który szkolił jego członków oraz wspierał struktury materialnie.

Było to efektem wysokiej popularności w niektórych sferach sanacyjnych koncepcji emigracyjnych, zbieżnych z programem Żabotyńskiego. Ów krótki rys wiele mówi o obliczu ideowym ŻZW.

Paradoksalnie, choć – w przeciwieństwie do ŻOB-u – tworzyło go konkretne, jednolite środowisko, ustalenie losów organizacji jest znacznie bardziej problematyczne. Zasadniczym w tym względzie czynnikiem jest fakt, że zdecydowana większość rewizjonistów walczących w getcie zginęła. Los ten spotkał także dowódców związku – Pawła Frenkla oraz Leona Rodala. Ponadto ŻZW niemal nie występuje w dokumentach Armii Krajowej. Pojedyncze, acz marginalne wzmianki o organizacji pojawiają się we wspomnieniach ocalałych żobowców, z reguły negatywnie nastawionych do rewizjonistów; nieco więcej informacji zawarł w zapiskach legendarny kronikarz getta, Emanuel Ringelblum, który miał nawet odwiedzić lokal ŻZW.

Na korzyść podtrzymywania pamięci o konspiracji rewizjonistycznej na pewno nie wpłynął też klimat polityczny Polski Ludowej, oględnie rzecz ujmując mało przychylny środowisku prawicy żydowskiej, odwołującej się w dodatku do legendy Legionów. Znacznie wygodniejsza była pod tym względem lewicowa ŻOB, co oczywiście nie jest wobec niej żadnym przytykiem.

Nie znaczy to jednak, że kwestii istnienia ŻZW w okresie powojennym nie poruszano. To wtedy ujawniła się i prowadziła aktywną działalność grupa osób przedstawiających się jako współpracownicy, a z czasem wręcz współzałożyciele organizacji. Najgłośniejszymi z tych postaci byli rzekomy major Henryk Iwański oraz Tadeusz Bednarczyk, wywodzący się z enigmatycznej organizacji Korpusu Bezpieczeństwa, przez kontrwywiad AK określanej jako „istniejąca na papierze”, a w dodatku podszywającej się pod Państwowy Korpus Bezpieczeństwa. Wśród rewelacji publicznie formułowanych przez to środowisko znalazły się deklaracje o rzekomym zwierzchnictwie… gen. Sikorskiego i bezpośrednim angażu jego córki w całą prowadzoną przez nich akcję. Jednak relacje płynące z tego grona nie zawsze miały tak kuriozalny charakter, do pewnego momentu tworząc dość spójną, sprawiającą wrażenie wiarygodnej, narrację. Iwański został nawet odznaczony medalem Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata. Warto dodać, że ten sam Henryk Iwański rozpracowywał dla SB środowisko Żydowskiego Instytutu Historycznego. Drugi z przywołanych tu bohaterów, mimo filosemityzmu, jakim miał kierować się w okresie okupacji, z końcem lat sześćdziesiątych wyraźnie eksponował swoje stanowisko antysyjonistyczne, a dwie dekady później współtworzył Zjednoczenie Patriotyczne „Grunwald”. Krytycyzmu wobec proponowanej przez to środowisko wersji historii ŻZW nie zachowali również ludzie świetnie zorientowani w realiach okupacji i podziemia, jak np. płk Jan Mazurkiewicz „Radosław” czy Stefan Korboński, który relacje dotyczące Iwańskiego i ŻZW zamieścił w swojej kluczowej pozycji „Polskie Państwo Podziemne”. Pewną rolę odgrywać musiał tu ich wydźwięk, wymiernie zwiększający pomoc polskiego podziemia dla getta.

O skali niejasności wyrosłych w ciągu lat wokół tematu niech świadczy fakt, że w 2004 r. jednemu z warszawskich skwerów nadano imię Mieczysława Apfelbauma, według relacji powyższej grupy będącego dowódcą powstańczych oddziałów rewizjonistycznych. Problem w tym, że postać taka najprawdopodobniej nie istniała.

Te i inne tropy w historii ŻZW zostały głęboko przeanalizowane w wydanej blisko cztery lata temu pracy „Bohaterowie, hochsztaplerzy, opisywacze. Wokół Żydowskiego Związku Wojskowego” autorstwa Dariusza Libionki i Laurence’a Weinbauma.

Podziel się artykułem:

Bartosz Wójcik
Członek redakcji jagielloński24. Członek zarządu warszawskiego oddziału Klubu Jagiellońskiego.

Napisaliśmy już 2052 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Mieszkanie Plus może stać się projektem flagowym na drugą połowę rządów PiS, tak jak przez pierwsze dwa lata na sztandarach noszone było 500 Plus.

„Polska poniżej średniej” Nowa wspólnota polityczna według PiS

„Polska poniżej średniej” Nowa wspólnota polityczna według PiS

Piotr Kaszczyszyn

Müller wprost nawołuje do tego, by w swoich polemikach z populistami nie porzucać pojęcia narodu i nieustannie spierać się o jego wizję.

Nieodłączny cień demokracji. Krótki przewodnik po populizmie

Nieodłączny cień demokracji. Krótki przewodnik po populizmie

Katarzyna  Nowicka

Dobrze wymyślony system reglamentacyjny powinien maksymalizować korzyści społeczne wynikające z racjonalnego systemu dostępu do broni i minimalizować potencjalne zagrożenia.

„Powszechny dostęp”, którego nie było. O mitach wokół posiadania broni palnej

„Powszechny dostęp”, którego nie było. O mitach wokół posiadania broni palnej

Bartosz Saramak
Następny artykuł:

Wyrachowany strateg czy polityczny singiel?

Wyrachowany strateg czy polityczny singiel?